<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950</id><updated>2012-01-24T08:02:39.637-08:00</updated><title type='text'>Św. Katarzyna ze Sieny</title><subtitle type='html'>"Miłość i pokora są to dwa skrzydła, konieczne do lotu w krainę życia wiecznego".</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>207</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-1254456512638804004</id><published>2012-01-19T02:59:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T03:07:24.436-08:00</updated><title type='text'>List - Do trzech braci Benincasa (1) - 1372-1373</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Najdrożsi moi bracia w Jezusie Chrystusie. Przyszła mi dziś na myśl niezmierzona miłość naszego słodkiego Zbawiciela, który wydał siebie na śmierć, aby dać nam życie łaski. Gdy ujrzał On, że zburzyliśmy porządek miłości, chciał nam przywrócić jedność z miłością, a nie chciał tego czynić inaczej, jak tylko przez wydanie siebie na najbardziej haniebną śmierć, jaką mógł wybrać. Oj, Boże mój, Boże, oto Zbawiciel ujrzał, iż jesteśmy chorzy z powodu naszego nieuporządkowanego apetytu na rzeczy nietrwałe i przemijające jak wiatr. Odczuwamy brak tych rzeczy, a one przecież istnieją bez nas. Dlatego też proszę was, ja, niegodna i nieużyteczna sługa, Katarzyna, pokładajcie nadzieję w Bogu, a nie&amp;nbsp;- w życiu, co kończy się śmiercią. Proszę was, sługi - wykupione z niewoli, skierujcie gorliwie pragnienia i uczucia waszej duszy ku Panu, który was wykupił, jak mówi św. Piotr: „zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną Krwią Chrystusa"2.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Najukochańsi moi bracia, błagam was, doceniajcie zawsze słodką zapłatę, szanujcie jej wartość i kochajcie ją. Miłość swoją okażecie zaś, zachowując zawsze przykazania Boże. Szczególnie was proszę i nakazuję wam w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego, abyście zachowywali pierwsze przykazanie Boże, to znaczy przykazanie miłości i jedności z Bogiem. Chcę ujrzeć was wszystkich, kochających tą świętą miłością, którą winniście napełnić wasze serca. Chciałabym, żebyście zawsze okazywali tę miłość. Tego pragnie moja dusza. Chcę was zawsze widzieć zjednoczonych i tak związanych słodkimi więzami miłości, ażeby nie rozdzielił was ani szatan, ani słowo jakiegoś stworzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Przypominam wam słowa Jezusa Chrystusa: kto się poniża, będzie wywyższony3. Dlatego też proszę cię, Benincasa, ty, który jesteś najstarszy, zechciej być najmniejszy. A ty, Bartłomieju, bądź mniejszy od najmłodszego. Ty zaś, Stefanie, bądź poddany Bogu i braciom4. W ten sposób okażecie&amp;nbsp;i zachowacie najdoskonalszą miłość. Niechaj Bóg obdarza was zawsze swoją łaską.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Nic więcej wam nie piszę. Wytrwajcie w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Jezu słodki. Jezu miłości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;1/ Trzej bracia Katarzyny to: Benincasa, Bartłomiej i Stefan, którzy od końca 1370 roku przebywali we Florencji, gdzie mieli manufakturę farbiarską. Najmłodszy z braci, Stefan, zmarł przed październikiem 1373 roku, list musiał być zatem napisany wcześniej.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;2/ l P 1,18-19.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;3/&amp;nbsp;Por. Łk 14,11.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;4/&amp;nbsp;Por. Flp 2,3. Myśl św. Katarzyny pokrewna jest również poglądowi św. Bonawentury, który w Medytacjach pisał, że najwyższy, trzeci stopień pokory polega na tym, iż człowiek poddaje się mniejszemu od siebie.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-1254456512638804004?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/1254456512638804004/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/list-do-trzech-braci-benincasa-1-1372.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/1254456512638804004'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/1254456512638804004'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/list-do-trzech-braci-benincasa-1-1372.html' title='List - Do trzech braci Benincasa (1) - 1372-1373'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4455992270489540063</id><published>2012-01-19T02:53:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T03:08:08.322-08:00</updated><title type='text'>List - Do brata Tomasza della Fonte - przed majem 1373</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Najdroższy i najukochańszy ojcze dusz naszych, ojcze nasz w Jezusie Chrystusie. Katarzyna2, Alessa3 i wszystkie inne moje córki polecają się tobie z pragnieniem ujrzenia cię zdrowym na duszy i na ciele, jeżeli tylko spodoba się to Bogu. Ja, Katarzyna, nieużyteczna sługa Jezusa Chrystusa, jestem najmniejsza spośród wszystkich twoich córek, gdyż za mało pragnęłam Bożej chwały i zapomniałam o Jego rozkazie, który często mi powtarzał, abym żyła tak, jakby moja przewrotna wola umarła. Tymczasem nie poddałam tej woli, z należnym szacunkiem nie przyjęłam jarzma świętego posłuszeństwa, jak mogłam i powinnam to była uczynić. Oj, Boże mój, Boże, nieszczęsna jest moja dusza, gdyż nie biegłam z mężnym sercem, objąwszy krzyż mego najsłodszego i najmilszego Oblubieńca, Chrystusa Ukrzyżowanego, ale żyłam sobie wygodnie, kierując się niedbałością i niewiedzą! Przykro mi teraz i wyznaję mą winę przed Bogiem i przed tobą, najdroższy ojcze, prosząc cię, abyś miłosiernie udzielił mi rozgrzeszenia i pobłogosławił mnie oraz wszystkie inne córki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;A teraz cię proszę, najdroższy ojcze, zechciej spełnić moje pragnienie, by ujrzeć cię zjednoczonym z Bogiem i przemienionym w Nim, co nie może się stać bez zjednoczenia się z Jego wolą. O, słodka, wieczna wolo Boża, nauczyłaś nas, jak Cię odczytywać! Gdybyśmy zapytali o to najsłodszego, najdroższego i najłagodniejszego Ojca, odpowiedziałby nam, mówiąc tak: „Najmilsze dzieci, jeżeli chcecie poznać moją wolę i odnaleźć jej owoc, mieszkajcie stale w celi swej duszy". Cela ta jest jak studnia zawierająca wodę i ziemię; dzięki ziemi możemy zrozumieć naszą nędzę, możemy poznać siebie jako tych, którzy sami z siebie nie istnieją, ale wiemy, że nasze istnienie zostało nam dane przez Boga. O, niewymowna, płomienna miłości, widzę, że w studni jest ziemia oraz woda żywa, to znaczy prawdziwe poznanie słodkiej i świętej woli Boga, który pragnie tylko naszego uświęcenia4. Zejdźmy przeto w głąb tej studni, a gdy zamieszkamy w niej, to niewątpliwie poznamy siebie i dobroć Boga. Poznawszy zaś siebie jako coś, co nie jest, stajemy się pokorni, a dzięki pokorze wchodzimy w rozpalone, płomienne Serce, otwarte jak okno pozbawione zasuwy, które się nigdy nie zamyka. Gdy okiem wolnej woli, danej nam przez Boga, wyjrzymy przez to okno, wówczas ujrzymy i zrozumiemy, że Jego wola chce tylko naszego uświęcenia. O, miłości, słodka miłości, otwórz nam, otwórz pamięć, aby przyjęła i zachowała tę wielką dobroć Boga i abyśmy poznali. Kiedy bowiem poznamy — kochamy5, a gdy kochamy, jesteśmy zjednoczeni ze źródłem miłości i przemienieni przez miłość. Wchodzimy i przechodzimy przez bramę Chrystusa Ukrzyżowanego, tak jak to powiedział swoim uczniom: „Przyjdę i zamieszkam w was"6. Takie jest właśnie moje pragnienie — ujrzeć cię, ojcze, przemienionym w tym mieszkaniu. Dusza moja pragnie tego szczególnie dla ciebie, ale także i dla wszystkich innych stworzeń. Proszę cię, ojcze i bracie mój, bądź przymocowany, przybity do krzyża.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Pisałeś mi, ojcze, że byłeś u grobu św. Agnieszki7 i polecałeś nas jej oraz jej córkom, co mnie bardzo ucieszyło. Mówisz, że nie czujesz pragnienia powrotu i nie wiesz, dlaczego8. Myślę, że mogą być dwie przyczyny: pierwsza — dusza jest tak ściśle złączona z Bogiem i w Nim przemieniona, że zapomina o sobie i o stworzeniach; druga — człowiek znajduje się w miejscu, gdzie może medytować i skupić się, a zatem nie chce go opuścić. Jeżeli te właśnie przyczyny zaszły u ciebie, to jest to dla mnie wielkie pocieszenie, gdyż dusza moja nie pragnie dla ciebie niczego innego. Często myślałam i myślę, że moja nędza i niewiedza są przyczyną tego, co się dzieje na świecie. Ufam jednak, że niewymowna miłość Boża zechce ukarać i naprawić moją nieprawość. Uczyni to z miłości po to, abym mogła poznać sama siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Drogi ojcze, podobno masz zamiar udać się gdzie indziej. Uważam, że nie powinieneś czynić tego teraz, ażeby mogła się spełnić wola Boga i twoja. Bóg pozwoli ci wyciągnąć z tego jak największą korzyść i sprawi, że wszystkie twoje uczynki będą przynosić Jemu chwałę, a twej duszy — zbawienie. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus Ukrzyżowany.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Polecam ci naszą Katarzynę. Alessa poleca się twojej pamięci, prosząc cię, abyś modlił się za nią i pobłogosławił ją w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego. Módl się też za szaloną Giovannę9.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Katarzyna, sługa i niewolnica wykupiona Krwią Syna Bożego10. Wybacz mi, jeżeli wypowiedziałam słowa zarozumiałe. Niechaj Bóg zapali cię miłością. Jezu słodki. O, Jezu, Jezu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;1/ Tomaso delia Fonte z rodziny Risieduti, dominikanin, starszy od Katarzyny o 10 lat, jej krewny; wychowywali się w jednym domu. Byt jej pierwszym ojcem duchownym i spowiednikiem (w latach 1359-1374). Niniejszy list, świadczący o wielkim przywiązaniu Katarzyny do brata Tomasza, napisany został w czasie, gdy przebywał on w szpitalu prowadzonym przez dominikanów w San Ouirico d'Orcia, niedaleko Sieny; stąd wzmianka o zdrowiu „na ciele". Tomasz zmarł w 1390 roku w dominikańskim klasztorze w Sienie.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;2/ Chodzi tu o towarzyszkę Sienenki, wymienioną ponownie na końcu listu. Prawdopodobnie jest to Katarzyna di Ghetto.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;3/ Alessa Saracini, młoda wdowa sieneńska, która rozdała swój majątek i wstąpiła do tercjarek dominikańskich. Była jedną z najbliższych przyjaciółek i towarzyszek św. Katarzyny. Katarzyna mieszkała często w jej domu. Umierając mianowała ją przełożoną tercjarek.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;4/ Por. 1 Tes 4,3. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;5/ Idea łączności i wzajemnej zależności między miłością a poznaniem jest jedną z podstawowych idei św. Katarzyny. Por. Dialog, V i LXVI, wydanie „W drodze", Poznań 1987.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;6/ Por. J 14,23.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;7/ Aluzja do wizyty dominikanina w Montepulciano, gdzie przechowywane jest ciało św. Agnieszki i znajduje się klasztor pod jej wezwaniem.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;8/ Tomasz nie miał zbyt wielkiej ochoty wracać do Sieny. Musiał się tym trochę martwić, skoro Katarzyna stara się usprawiedliwić jego wyrzuty sumienia.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;9/ Giovanna di Capo, wierna towarzyszka św. Katarzyny, która spisała jeden z jej listów. Zachowały się cztery listy Świętej do Giovanny. Przydomek „szalona" nadają sobie często uczniowie Sienenki na znak pokory.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;10/ Jest to jakby podpis, powtarzający się w paru innych listach dyktowanych na początku lat 70-ych. Wyrażenie „niewolnica wykupiona" — por. l P 1,18-19.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Św. Katarzyna ze Sieny, Listy, Poznań 1988.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-4455992270489540063?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/4455992270489540063/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/list-do-brata-tomasza-della-fonte-przed.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4455992270489540063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4455992270489540063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/list-do-brata-tomasza-della-fonte-przed.html' title='List - Do brata Tomasza della Fonte - przed majem 1373'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-6977792361254374284</id><published>2012-01-19T02:44:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T02:44:41.273-08:00</updated><title type='text'>21/ Żywot: Cuda pośmiertne</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;378. Po zakończeniu doczesnego pielgrzymowania tej świętej Dziewicy, nie ustała w działaniu moc Boża, która jej towarzyszyła za życia. Zasługi jej świętości, gdy już otrzymała wieczną nagrodę, nadal dawały wiernym znać o sobie. Już to samo, o czym wspomnieliśmy wyżej, że bez niczyich starań - przeciwnie, przy usiłowaniu, by nie robić rozgłosu - prawie cały Rzym zbiegł się do kościoła, gdy znalazło się tam jej ciało. Ludzie całowali ze czcią jej stopy i ręce, i polecali się jej wstawiennictwu. I taki był natłok ludu, że trzeba było umieścić ciało za kratami żelaznymi kaplicy św. Dominika. Tymczasem wielu, żywiąc ufność w zasługi świętości Katarzyny, przyprowadzało chorych i słabych&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;z prośbą do Pana o zdrowie za jej przyczyną. I nie zawiedli się. Dlatego uważam, że z pożytkiem będzie, jeśli przytoczę to, co znalazłem w pismach, a o niektórych faktach, które mi są bliżejznane, opowiem szerzej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;379. Kiedy ciało świętej Dziewicy znajdowało się w kościele, pewna siostra z Trzeciego Zakonu św. Franciszka, imieniem Dominika, pochodząca z Bergamo w Lombardii, zamieszkała w Rzymie, a cierpiąca na bezwład ramienia do tego stopnia, że na sześć&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;miesięcy przed zgonem Katarzyny nie mogła poruszać ręką, która była jakby uschła, przyszła do kościoła. Nie mogła jednak dotrzeć do trumny z powodu natłoku ludzi. Podała więc swój welon, prosząc, by dotknięto nim ciała Dziewicy. Potem tym welonem dotknęła chore ramię i nagle doznała uzdrowienia. Zaczęła w tłumie zaraz wołać: „Oto zostałam uwolniona od mojej nieuleczalnej choroby dzięki zasługom tej Dziewicy. Moje ramię nieużyteczne zostało ocalone". Na te słowa nastąpiło poruszenie wśród ludzi. Zaczęto przyprowadzać chorych, by przynajmniej mogli dotknąć kraju jej szaty. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;380. Między innymi przyprowadzono jednego chłopca w wieku czterech lat, który w wyniku jakiejś choroby miał głowę pochyloną na ramię i nie mógł jej naprostować. Kiedy przyłożono rękę Dziewicy do jego szyi i jej welonem owinięto mu szyję, zaczął się mieć coraz lepiej i wkrótce głowa się naprostowała i wrócił do zdrowia. Te uzdrowienia sprawiły, że przez trzy dni nie można było urządzić pogrzebu. Ciągle działy się cuda. W ciągu tych trzech dni był taki ruch w kościele, że kiedy mistrz świętej teologii chciał wygłosić kazanie o świętej Dziewicy i wszedł na ambonę, w żaden sposób nie mógł ludzi uciszyć i zdobyć posłuchu, wobec tego powiedział tylko: „Ta święta Dziewica nie potrzebuje naszych kazań, ona sama wystarczająco przemawia". Powiedziawszy to, zszedł z ambony, nawet nie zacząwszy kazania. A cuda ciągle się mnożyły.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;381. Pewien rzymianin, Lucio Cannarola, zapadł na poważną chorobę. Żadne leki mu nie pomagały. Tak jakby utracił w nodze kość udową i goleniową, tak że ledwo o kuli mógł chodzić i tylko na krótkiej odległości. Dowiedziawszy się o cudach, jakie Najwyższy czynił przez świętą Dziewicę Katarzynę, z wielkim trudem dowlókł się do kościoła i przy pomocy innych dotarł do jej trumny. Z wielką pobożnością dotknął ręką Katarzyny, a potem chorej nogi, i od razu odczuł, że odzyskuje w niej władze. Zanim odszedł, poczuł się całkiem zdrowo. Działo się to na oczach wszystkich obecnych, którzy z nim razem wielbili Boga, który jest przedziwny w Świętych swoich.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;382. Podobnie jedna dziewczyna, imieniem Ratozola, miała na twarzy okropny wrzód trędowaty. Zajęty był nim nos i górna warga. Dotarła do niej wieść, że w kościele dzieją się cuda, więc się tam udała. Przeciskając się, dotarła do trumny i spragniona łaski uzdrowienia swoją oszpeconą twarzą jęła dotykać nie tylko stóp i rąk, ale i twarzy Katarzyny. I cóż dalej? Odczuła, że schodzi z chorego miejsca trąd, i w krótkim czasie nie pozostało po nim śladu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;383. Pewien rzymianin imieniem Cyprio miał z żoną, imieniem Lella, córkę już od dzieciństwa chorą na gruźlicę, z której w żaden sposób nie mogła się wyleczyć. Rodzice, dowiedziawszy się o cudach dokonywanych przez świętą Dziewicę, polecając jej swoją córkę, kazali jej dotknąć osłony okrywającej ciało zmarłej, zwanej „paternoster". I dziwna rzecz, mimo że już zwątpili w powrót do zdrowia swej córki, teraz nagle choroba ustąpiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;384. Zanim jeszcze ciało zostało pogrzebane, pewien obywatel Rzymu Antoni di Lello di Piętro, znajdując się w kościele Księcia Apostołów, dowiedział się o licznych cudach zdziałanych za przyczyną Katarzyny. On sam na skutek nadmiernej pracy popadł w chorobę, w wyniku której nie mógł prawie chodzić. Lekarze przy pomocy naturalnych środków nie tylko nie mogli go wyleczyć, ale nawet ulżyć mu w chorobie. Zwrócił się więc z pobożno ścią do świętej Dziewicy i złożył pewną obietnicę, jeżeli wróci do zdrowia. I dziwna rzecz! Został całkowicie wyleczony, mógł chodzić bez trudności jak poprzednio. Zaraz przybył do jej relikwii, spełnił to, co obiecał, i wszystkim chętnie o tym opowiadał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;385. Pewna pobożna niewiasta, z najbliższego otoczenia Katarzyny, imieniem Paula, która zanim jeszcze święta Dziewica odeszła z tego świata, często ją gościła wraz z całą jej kompanią w swoim domu, od czterech miesięcy bardzo cierpiała na kolki i podagrę. Leczenie było utrudnione z tego względu, że to, co na jedno pomagało, na drugie szkodziło. Kobieta nieraz była już bliska śmierci. Kiedy Katarzyna zmarła, usilnie zabiegała o to, by dostać coś z rzeczy, które dotykały ciała Dziewicy. Kiedy wieczorem stało się zadość jej pragnieniom, rano mogła wstać z łóżka po czterech miesiącach leżenia. Mogła swobodnie chodzić jak dawniej przed chorobą. Sama mi o tym opowiedziała, kiedy przybyłem do Rzymu. Te i wiele innych cudów, jakie z niedbalstwa pisarzy zostały pominięte, zdziałał wszechmogący Pan przez swoją Oblubienicę, zanim jej ciało złożono do grobu, co jak wyżej było wspomniane, zostało odwleczone z powodu gromadzących się tłumów. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;386. Z chwilą złożenia ciała do grobu nie ustała jednak moc Boża w przywracaniu chorym zdrowia, owszem jeszcze się wzmogła. Pewien rzymianin, zwany Jan Veri czy Neri, miał małego synka, który w żaden sposób nie mógł stać na nogach, tym bardziej chodzić. Skoro ojciec posłyszał o sławie wyżej opowiedzianych cudów, złożył Bogu i Dziewicy Katarzynie obietnicę w celu uzdrowienia syna. I cóż dalej? Zaniesiono chłopca do grobu Dziewicy i skoro tylko postawiono go na nim, umocniły się jego nogi, stanął prosto i zaczął chodzić, jakby tak było zawsze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;387. Pewien Jan de Tozzo miał okropną chorobę oczu, w jednym z nich zaległo się wprost robactwo. Złożył ślubowanie Katarzynie i z tą chwilą został całkowicie uleczony. Kiedy przybył do jej grobu, opowiedział o otrzymanej łasce i ofiarował świecę, jak to jest w zwyczaju. Podobnie pewna pątniczka Niemka, której imię zapomnieli podać ci, co o niej pisali, cierpiała na chorobę oczu już od dłuższego czasu i choroba tak się wzmogła, że prawie całkiem utraciła wzrok. Wątpiła już, czy go kiedykolwiek odzyska. Zwróciła się jednak z ufnością do świętej Dziewicy, składając jej ślub, i w krótkim czasie bez pomocy lekarstwa wzrok odzyskała. Kiedy przyszła do grobu, widziała tak dobrze, jak przedtem była ociemniała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;388. Pewna pani, rzymianka imieniem Maria, cierpiała na jakąś dolegliwość głowy, w wyniku której, mimo używania różnych leków, utraciła jedno oko. To było powodem, że ze smutku, a bardziej jeszcze ze wstydu, nie chciała wychodzić z domu i spotykać się z ludźmi. Kiedy dotarła do niej wieść o cnotach świętej Dziewicy, poleciła się jej i złożyła ślub. Następnej nocy ukazała się we śnie służącej owej pani Katarzyna i rzekła: „Powiedz pani Marii, żeby nie używała więcej lekarstw, lecz każdego rana niech idzie do kościoła na modlitwy poranne". Kiedy służąca przekazała to swojej pani, ta zaczęła uczęszczać do kościoła stosownie do polecenia i wkrótce ustały bóle głowy i zaczęła widzieć tym ociemniałym okiem. I tak trwając w tym codziennym uczęszczaniu na oficium Divinum, doczekała się pełnego powrotu do zdrowia. Zwróć, czytelniku, uwagę, proszę cię, czego tu dokonała święta Dziewica. Naśladowała w tym cudzie swojego Oblubieńca, a ściślej mówiąc, to On ją do siebie upodobnił. Nie wystarczyło jej bowiem uleczyć ciało tej, która ją wzywała, ale uleczyła także dusze. Mogła bowiem po wezwaniu jej i ślubowaniu przywrócić oku widzenie, ale jej to nie wystarczyło, chciała być bardziej hojna, jak Zbawiciel, który nie był zatroskany tylko o ciało, ale i o duszę i temu, który przyszedł do Niego z prośbą o uleczenie ciała, najpierw grzechy odpuścił, mówiąc: „Ufaj, synu, odpuszczają ci się grzechy".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;389. Pewien młodzieniec, imieniem Jakub, syn pewnego rzymianina Piotra Nicolai, był dotknięty ciężką chorobą przez wiele miesięcy i był już bliski śmierci, żadne bowiem leki nie pomagały. Kiedy utracono już wszelką nadzieję, pewna pobożna niewiasta zwana Ceccola Carteria poleciła go świętej Dziewicy. Wkrótce zaczął odzyskiwać siły i wracać do zdrowia, tak że choroba go całkiem opuściła. Podobnie pewna kobieta, zwana Cilia di Petrucio z Rzymu, złożona ciężką chorobą, mimo starań lekarzy była bliska śmierci. Według opinii lekarzy na to wskazywały naturalne symptomy. Wtedy ona poleciła się świętej Dziewicy Katarzynie i doznała pomocy. Tej samej godziny poczuła się lepiej i w ciągu paru dni powróciła do pełnego zdrowia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;390. Inna niewiasta, pani Joanna degli Ilperini, która znała dobrze Katarzynę, gdy ta jeszcze przebywała na tej ziemi, po jej śmierci, na wieść o jej cudach, nabrała jeszcze większego przekonania o jej świętości. Stąd też, spotykając się z chorymi, zawsze im radziła, żeby z ufnością uciekali się do niej. Dzięki temu przyczyniła się do wielu uzdrowień. Otóż zdarzyło się, że jeden z synów Joanny, mały chłopczyk, na jej oczach spadł z wysokiego tarasu wprost na ziemię. Krzyknęła na ten widok, świadoma, że skończy się to jego śmiercią albo kalectwem. Poczęła więc wołać: „Święta Katarzyno Sieneńska, tobie polecam mojego syna!". I dziwna rzecz, chociaż upadek z tak dużej wysokości, jak i inne okoliczności wskazywały z natury rzeczy na pewną śmierć, jednakże chłopiec nie doznał żadnej szkody i był zdrów jak przedtem. Matka szybko zeszła do niego i poczęła dziękować Bogu i Jego Oblubienicy Katarzynie, i sławić jej świętość wobec wszystkich.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;391. Pewna kobieta, utrzymująca się z pracy służebnej, szczególnie z prania bielizny, nazywająca się Bona di Giovanni, na brzegu Tybru prała bieliznę pościelową z lnu i jedwabiu. Zdarzyło się, że prąd wody porwał wszystko i poniósł z sobą. Przerażona, że nie będzie miała z czego pokryć straty, bo jest biedna, sama rzuciła się do wody i znalazła się daleko od brzegu. Pozbawiona wszelkiej ludzkiej pomocy, odwołała się do pomocy Boskiej. Przyszła jej na myśl sława cudów świętej Dziewicy, w tych dniach głośna w Rzymie. Jęła więc wołać: „O, święta Dziewico Katarzyno ze Sieny, przyjdź mi na pomoc w tym moim niebezpieczeństwie". I nie musiała długo czekać. Poczuła, że ją woda unosi, a z nią wszystko to, co miała do prania, i kieruje ku brzegowi. Nie było dla niej wątpliwości, za czyją przyczyną się to stało. Tymi i wielu innymi cudami Wszechmogący Bóg wsławił świętą Dziewicę, zanim ja wróciłem do Rzymu. A wróciłem obarczony ciężkim dla mnie ciężarem, bo godnością mistrza generalnego Zakonu Braci Kaznodziejów. A to wszystko, co wyżej napisałem, zawdzięczam moim braciom i siostrom, a synom i córkom świętej Dziewicy w Chrystusie. Jeden znaczący cud miał miejsce już po moim powrocie i chcę go teraz opisać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;392. Będąc w Rzymie, dokonałem przeniesienia jej ciała w dniu, który przed wielu laty zapowiedziała, jak o tym szerzej będzie jeszcze mowa. Na skutek mojej choroby wezwałem lekarza mieszkającego w pobliżu naszego klasztoru. Był to lekarz, z którym żyłem w bliskiej przyjaźni, a zwał się Jakub de Santa Maria Rotonda. On to przy jednym z naszych spotkań opowiedział mi o pewnym młodzieńcu z Rzymu, imieniem Mikołaj, a nazywanym Cola, synu żony znanego obywatela miasta Cinzio Tancancini. Ów młodzieniec, jego pasierb, zapadł na ciężką chorobę gardła, zwaną przez lekarzy ropniem. Sam lekarz był strapiony, nie widział bowiem możliwości wyleczenia chłopca w oparciu o naturalne środki. Kiedy już zagrażała mu śmierć, dowiedziała się o tym Aleksja, nieraz już wspominana, a ponieważ jego ojciec z całym swoim domem był blisko związany z Katarzyną, zaraz pośpieszyła do chorego, zabierając ze sobą ząb dziewicy, który przechowywała jak wielki skarb. Chory prawie już się dusił na skutek zablokowania gardła przez wrzód. Aleksja przyłożyła mu do szyi przyniesiony ząb, i wtedy ropień pękł, przy czym dał się słyszeć odgłos jakby spadającego kamienia. Chory podniósł głowę, a z ust jego buchnęła ropa w dużej ilości. Potem już w krótkim czasie wrócił do zdrowia, dziękując Bogu i świętej Dziewicy, która mocą zęba wyrwała go ze szponów śmierci. O tym cudownym uleczeniu, podziwianym przez wszystkich, a zwłaszcza lekarzy, którzy lepiej od innych znali możliwości natury i pacjenta, który już był bliski śmierci, sam Mikołaj wszystkim opowiadał, a raz się zdarzyło, że kiedy głosiłem kazanie o wielkich cudownych wydarzeniach, jakich dokonał Pan przez swoją Oblubienicę i wspomniałem o tym cudzie, wówczas spośród tłumu wstał ów młodzieniec i głośno zawołał: „Ojcze, prawdę powiedziałeś, to ja jestem tym, któremu święta Dziewica uczyniła ten cud".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;393. Do tych znaków i cudów, o których szczegółowo opowiedziałem, wiedz czytelniku, że należałoby dodać wiele innych, które nie zostały spisane, ale o których świadczą liczne świece złożone na jej grobie, także w czasie, kiedy osobiście mogłem się o tym przekonać. Niestety, nieokiełzana chciwość, że nie powiem złośliwość niektórych złodziejaszków (być może obcych, którychmiasto ciągle jest pełne) nie pozwalała, by te świece długo trwały na grobie. Złodzieje je kradli. Być może zostali już ukarani albo rychło będą. Ja siebie wobec Boga i aniołów Jego, a także wszystkich wiernych muszę także oskarżyć, że przychodziło do mnie wielu mężczyzn i kobiet, którzy od świętej Dziewicy otrzymali różne łaski, a ja nie zatroszczyłem się o to, by je zanotować. Wyznaczyłem wprawdzie osobnego notariusza, ale i on do tego się nie kwapił.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;394. Chcąc się jednak poprawić, napiszę przynajmniej o jednym cudownym wydarzeniu, jakie sobie przypominam. Otóż w czasie, kiedy królowa Joanna wysłała przeciw Rzymowi Rajnolda Orsini z dużą armią, by schwytał papieża Urbana VI lub przynajmniej zmusił go do ucieczki, a może nawet zabił, Rzymianie rozsądnie i stanowczo opowiadali się za papieżem. To sprawiało, że wielu, zwłaszcza niższego stanu, dostawało się w ręce nieprzyjaciół. Jednych przywiązywano do drzewa i tak zostawiano, by się męczyli, innych wyprowadzano na pole i zakuwano w kajdany, by się wykupywali. Od niektórych z tych, którym udało się uwolnić, dowiedziałem się, że jeśli zwrócili się do Dziewicy, cudownie z więzów byli uwalniani, nie widząc innego ratunku, jak tylko w Bogu, tak że mogli szczęśliwie wrócić do miasta. Opowiedział mi jeden z nich, że kiedy przywiązano go do drzewa, zwrócił się zaraz z prośbą do Dziewicy o ratunek, i udało mu się z więzów uwolnić i mógł także bez przeszkód wrócić do miasta. Opowiadając o tym z niemałą wdzięcznością, dodał, że i inni takiej samej łaski dostąpili za jej przyczyną. Przypominam sobie, że o tego rodzaju cudach słyszałem od wielu innych, lecz na skutek starzenia się pamięci nie jestem w stanie ich odtworzyć. Proszę więc czytelnika, by z pobożnością, nie zrażając się rozwlekłością tekstu i prostotą stylu, zechciał ku swemu pożytkowi zebrać kwiaty i owoce, strzegąc się niepobożnych i złośliwych obmówców, tak jak człowiek się strzeże zabójczej trucizny. Mógłbym na tym zakończyć moje dzieło, gdyby nie to, że Kościół walczący u świętych wyżej od cudów stawia cierpliwość, według nauki św. Grzegorza, który mówi, że cnota cierpliwości ma większą wartość niż znaki i cuda. Dlatego też zdecydowałem się napisać jeszcze jeden rozdział z jej pomocą i pozwoleniem jej Oblubieńca, tego Oblubieńca, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-6977792361254374284?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/6977792361254374284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/21-zywot-cuda-posmiertne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6977792361254374284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6977792361254374284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/21-zywot-cuda-posmiertne.html' title='21/ Żywot: Cuda pośmiertne'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-3483043866668578184</id><published>2012-01-19T02:26:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T02:26:10.217-08:00</updated><title type='text'>20/ Żywot: Ostatnie działania Katarzyny w Rzymie na rzecz jedności Kościoła i misja Rajmunda do króla Francji Karola. Imiona i kwalifikacje świadków ostatnich chwil Katarzyny, których relacje pozwoliły autorowi je opisać</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;330. Oto głos starej Synagogi, podziwiającej z niemałym zdumieniem, jak kroczy Kościół święty, albo dusza poślubiona Chrystusowi Panu: „Kim jest ta, co się wyłania z pustyni, wsparta na Oblubieńcu swoim?" (Pnp 8,5). Jeżeli główną myśl zawartą w tym zdaniu odniesiemy do naszego ostatniego tematu, to się jasno okaże, że te poprzednie dwie części były przygotowaniem owocu, były ukazaniem, jaki będzie doskonały koniec. To zaś, co ma dobry koniec, samo w sobie jest dobrem, jak to mówi Pan: po dobrych owocach poznaje się dobre drzewa. Między owocami zaś ten, który jest ostatni, zajmuje pierwsze miejsce, to bowiem, co w działaniu jest ostatnie, w zamierzeniu jest pierwsze. Z tego, co było wyżej powiedziane, każdy myślący człowiek wyciągnie wniosek, że ta trzecia część, zawierająca koniec życia czcigodnej Dziewicy, będzie ukoronowaniem dwu części poprzednich. Przytoczone słowa pozwalają nam dojrzeć w tej Dziewicy szczególne nagromadzenie i to w stopniu wyjątkowym tego, o czym mowa. Stąd pytanie: „Kim jest ta?". A kiedy czytamy słowa: „co się wyłania z pustyni, opływająca w rozkosze", widzimy ją lżejszą od lotu pszczół dzięki duchowej obfitości. I wreszcie, kiedy jest „wsparta na Oblubieńcu swoim" (Pnp 8,5), to mowa o zjednoczeniu z Panem przez wieczystą miłość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;331. To pierwsze widoczne jest w pierwszej części, gdzie jest mowa o tym, jak wyjątkowymi łaskami Pan ją ubogacił, zarówno w dzieciństwie, w młodości, a szczególnie kiedy była duchowo zaślubiona z Panem, o czym jest mowa w ostatnim rozdziale pierwszej części. To drugie opowiedziane jest w drugiej części, gdzie jest mowa o heroiczności jej cnót i ich aktów. Widać z tego jasno, jak dzięki Bożej łasce zdecydowała w swoim sercu, pełnym miłości, zanim dojdzie do kresu życia, już tutaj otrzymać nagrodę za swój bieg możliwie najszybszy. Sam byłem często świadkiem, jak rezygnowała z koniecznych zajęć, także użytecznych dla dusz, by niejako przyśpieszyć bieg w drodze do najwyższej mety. Nie wyda się więc dziwne, że przyczyną jej śmierci był ten ogień, który stale gorzał, i rwał się ku górze. To był ten ogień, jaki Zbawiciel spuścił na ziemię, i pragnął, aby stale płonął. Jasno stąd wynika, o czym szerzej mówiłem w szóstym rozdziale drugiej części, że na skutek jej gwałtownej miłości, jej serce się rozpękło i dusza oddzieliła się od ciała, o czym podobnym nie pamiętam, żebym gdzieś czytał. Trzecie, jako wypływające z dwóch poprzednich ukazane będzie w trzeciej części, gdzie będzie mowa, jak Oblubienica upodobniona do swego Oblubieńca i z Nim zjednoczona, oparta na Nim na trwałe, w chwalebnym zwycięstwie z tego grzesznego świata radosna przechodzi do nieba. Chociaż oczom głupich zdało się, że pomarła, i zmysłowy człowiek nie pojmuje jej chwały, ona jednak trwa w pokoju razem ze swoim Oblubieńcem, którego umiłowała całym sercem, objawiła Go w znakach i cudach, i chwalebnie została przyjęta do nieba. Wszystko to niżej będzie opisane.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;332. Dowiedz się, dobry czytelniku, że kiedy ta święta Dziewica z polecenia papieża Grzegorza X udała się do Florencji, która wtedy uparcie sprzeniewierzała się Kościołowi, ażeby doprowadzić do pokoju między pasterzem i owcami, doznała w tym czasie wielu prześladowań. Doszło do tego, że jakiś sprzymierzeniec szatana usiłował ją zasztyletować i tylko moc Boża ją ocaliła. Mimo to pozostała na miejscu aż do śmierci papieża Grzegorza, kiedy to jego następca Urban VI doprowadził do zgody z Florentczykami. Kiedy już nastał pokój, wróciła do siebie i tam pod natchnieniem Ducha Świętego zajęła się dyktowaniem Dialogu w swoim rodzimym dialekcie. Użyła do tego swoich pisarzy, którzy zazwyczaj pisali jej listy, wysyłane w różne strony. Czuwali oni i w momentach, kiedy Katarzyna popadała w ekstazę i dyktowała, oni skrzętnie notowali jej słowa. W ten sposób powstała książka pełna wielkich i wartościowych myśli, objawionych przez Boga. W tym dyktowaniu to było przedziwne i godne podziwu, że działo się ono w stanie zawieszenia zmysłów, bo ani oczy nie widziały, ani uszy nie słyszały, nos nie czuł zapachu, podniebienie nie doznawało smaku, a nawet dotyk był zawieszony na czas ekstazy. Mimo to za Bożym działaniem w takim stanie podyktowała całą książkę. Daje nam to do zrozumienia, że ta książka nie jest owocem sił naturalnych, lecz powstała z natchnienia samego Ducha Świętego. Nie wątpię, że każdy myślący czytelnik tej książki będzie miał o niej takie samo zdanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;333. Kiedy to działo się w Sienie, papież Urban VI - który zetknął się z Katarzyną w Awinionie, kiedy tam przebywał jako arcybiskup i nabrał wielkiego mniemania ojej świętości, tak z jej wypowiedzi, jak i czynów - polecił mi, wiedząc, że jestem jej spowiednikiem, napisać do niej, by przybyła do Rzymu do Jego Świątobliwości, co też szybko załatwiłem. Jednakże ona sama, osoba pełna rozwagi, tak mi odpowiedziała: „Ojcze, wielu z naszych obywateli, i spośród ich żon, a także z naszych sióstr z powodu licznych, jak im się wydaje, moich podróży doznaje niemałego zgorszenia, twierdząc, że nie wypada, ażeby młoda zakonnica tak często jeździła. Jakkolwiek ja nie czuję się tu winną, ponieważ czynię to z posłuszeństwa Bogu i Jego Wikariuszowi, i dla zbawienia dusz, to jednak, by nie być dla nich powodem zgorszenia nie mam zamiaru stąd się ruszać. Jednakże jeśli Chrystusowy Wikariusz chce koniecznie, żebym przybyła, to niech się dzieje jego wola, nie moja. A jeśli tak, to proszę, by wyraził swą wolę na piśmie, by ci, co się gorszą, widzieli jasno, że nie z mojego wyboru tę podróż podejmuję". Po takiej jej odpowiedzi udałem się do Najwyższego Pasterza i wszystko mu powiedziałem. Polecił on wtedy pod nakazem świętego posłuszeństwa, by Katarzyna przybyła do niego. Otrzymawszy nakaz, udała się pośpiesznie do Rzymu z niemałym orszakiem kobiet i mężczyzn. Przybyłoby ich jeszcze więcej, gdyby im nie zabroniła. Ci, którzy przybyli, zdali się w swoim dobrowolnym ubóstwie całkowicie na Bożą Opatrzność, woląc razem ze św. Dziewicą podróżować i żebrać, niż obfitować w swoich własnych domach, ale być pozbawionymi słodkiego i owocnego obcowania z Katarzyną. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;334. Najwyższy Pasterz na jej widok ucieszył się i chciał, żeby wobec kardynałów, którzy tam wtedy byli, wygłosiła przemowę w związku ze schizmą, która zagrażała. Doskonale się z tego wywiązała, poruszając ich serca do wytrwałości i odwołując się do Bożej Opatrzności, która zawsze przychodzi z pomocą zwłaszcza wtedy, kiedy Kościół jest w zagrożeniu. W zakończeniu wezwała, by wobec poczynającej się schizmy nie dali się zastraszyć, ale czynili to, co Bóg każe i nikogo się nie bali. Kiedy skończyła mówić, papież uśmiechnięty nawiązał do jej słów, streszczając całą wypowiedź, i tak rzekł do kardynałów: „Bracia, jakżeż godni nagany jesteśmy w oczach Bożych, kiedy drżymy ze strachu, a ta kobietka nas zawstydza. Mówię »kobietka« nie dla lekceważenia jej płci, ale dla podkreślenia jej kruchości i dla naszego zbudowania. Ona z natury powinna się lękać, nawet wtedy, gdybyśmy sami czuli się bezpieczni, a tymczasem my doznajemy strachu, a ona nic się nie boi, i jeszcze nas umacnia. Powinniśmy się wstydzić". I dodał: „Czegóż ma się lękać Wikariusz Jezusa Chrystusa, choćby nawet cały świat stanął mu naprzeciw? Chrystus jest potężniejszy od całego świata i jest niemożliwe, by opuścił swój święty Kościół". Takimi to i innymi jeszcze słowami Najwyższy Pasterz podtrzymywał na duchu siebie i swoich braci, a świętą Dziewicę polecał Panu i wyrażał jej wielką wdzięczność, udzielając od siebie i swego otoczenia obfitych łask Bożych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;335. Po upływie paru dni przyszło papieżowi na myśl, by wysłać Katarzynę do Joanny, królowej Sycylii, która za podpuszczeniem szatana otwarcie występowała przeciwko Kościołowi i wyraźnie sprzyjała schizmie i schizmatykom. Dał jej za towarzyszkę inną Katarzynę, córkę Brygidy Szwedzkiej, która to Brygida właśnie w tych dniach została wpisana do Katalogu Świętych przez papieża Bonifacego IX. Chodziło papieżowi o to, by obie Katarzyny, znane owej królowej, odciągnęły ją od jej błędu. Święta Dziewica z radością przyjęła tę propozycję, natomiast Katarzyna Szwedzka w żaden sposób nie dała się do tego nakłonić, wyraźnie mi to powiedziała. Ja sam, przyznaję się tu do mojej słabości, słabej wiary, miałem także poważne wątpliwości co do powodzenia papieskiego zamiaru. Pomyślałem sobie, że obie te dziewice nie są dość znane, a najmniejsza plama, choćby pozorna, nadmiernie je obciąży. Ta zaś, do której miałyby być posłane, mogłaby za namową wspólników szatana, których miała wielu, zorganizować na nie zasadzkę, by do niej nie dotarły. I tak nasz zamiar byłby udaremniony, a same dziewice ściągnęłyby na siebie kompromitację. Te moje wątpliwości przedstawiłem papieżowi, który wysłuchawszy mnie, zastanowił się przez chwilę i powiedział: „Słusznie mówisz, lepiej będzie, jeśli nie pojadą". Kiedy doniosłem o tym Dziewicy, a leżała wtedy słaba w łóżku, powiedziała wtedy do mnie głośno: „Gdyby w ten sposób myślała Agnieszka albo Małgorzata czy inne święte Dziewice, nigdy by nie otrzymały męczeńskiej Korony. Czy my nie mamy Oblubieńca, który potrafi nas wyrwać z rąk niegodziwców i pośród sprośnego tłumu ludzi ocalić nasze dziewictwo? Czcze są wasze myśli i pochodzą z małej wiary, a nie z prawdziwej roztropności". Wtedy ja, chociaż wewnątrz doznałem wstydu na skutek mojej małoduszności, to jednak ucieszyłem się jej doskonałością, podziwiając jej mocną i niezachwianą wiarę. Papież zaś, chociaż zdecydował, że owe Dziewice nie muszą jechać, to jednak na ten temat milczał. Myślałem o tym, by każdy, kto to będzie czytał, miał pojęcie, na jaki szczyt doskonałości wstąpiła owa Dziewica.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;336. Tymczasem wydało się właściwe Najwyższemu Pasterzowi wysłać mnie do Galii, do Karola, króla Francji, bym go odwiódł od schizmy, ku której zaczynał się skłaniać. Zakrawało to jednak na trud daremny, bo jego serce jak u faraona stawało się coraz bardziej zatwardziałe. W każdym razie porozumiałem się z Katarzyną, która, mimo że z niechęcią przyjęła do wiadomości konieczność rozłąki ze mną, to jednak stanowczo radziła, bym spełnił życzenie papieża. Powiedziała mi między innymi: „Nie miej, ojcze, żadnej wątpliwości, że on jest prawdziwym Wikariuszem Chrystusa, cokolwiek by mówili schizmatycy oszczercy, i ja chcę, żebyście wykładali i bronili tej prawdy, bo ona jest prawdą katolickiej wiary". To jej przekonanie, chociaż ono było także moim, jeszcze bardziej utwierdziło mnie w zamiarze walki ze schizmatykami, którzy tej prawdy nie uznawali, i dotąd nie zaprzestaje się na nim opierać w obronie prawdziwego pasterza, stosownie do moich możliwości, w czym wspiera mnie pamięć na jej słowa. Uczyniłem zatem, co ona mi poradziła, i swój kark poddałem pod jarzmo posłuszeństwa. Jednakże przed odjazdem chciała jeszcze, świadoma przyszłych wydarzeń, pomówić ze mną na temat objawień i pocieszeń otrzymanych od Pana, i to na osobności. Gdy tak przez wiele godzin rozmawialiśmy z sobą, na końcu rzekła: „Jestem przekonana, że tak jak teraz już w tym życiu z sobą nie będziemy rozmawiali". Rzeczywistość to potwierdziła. Kiedy odjechałem, ona jeszcze pozostała, ale zanim wróciłem, odeszła do nieba i nie miałem już szczęścia prowadzić z nią tak długich rozmów. Myślę, że dlatego także, kiedy miałem wsiąść na galerę, odprowadziła mnie i gdyśmy ruszyli, uklękła i uczyniła znak krzyża, jak gdyby chciała powiedzieć: „Ty, synu, pójdziesz bezpiecznie, bo znak krzyża będzie cię osłaniał, ale w tym życiu Matki twojej już nie zobaczysz".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;337. To wszystko w cudowny sposób się spełniło. Bo chociaż na morzu było wielu piratów, szczęśliwie dopłynęliśmy do Pizy. Tak samo bez przeszkód dotarliśmy do Genui, mimo że spotykaliśmy wiele galer schizmatyków, płynących w kierunku Awinionu. Resztę drogi odbyliśmy lądem. Kiedy minęliśmy miasto Ventimiglia, wpadliśmy w zasadzkę schizmatyków, którzy czyhali na moje życie, ale Bóg chciał, byśmy w mieście zabawili dzień dłużej, pewien bowiem brat z mojego zakonu, urodzony w tej okolicy, napisał do mnie: „Nie opuszczaj teraz Ventimiglii, ponieważ przygotowują na ciebie zasadzkę, a jeśli cię schwycą, nie wyjdziesz z ich rąk żywy". Wobec tego wycofałem się do Genui. Stąd zawiadomiłem papieża o czyhającym na mnie niebezpieczeństwie, prosząc o decyzję, co mam robić. Polecił mi, bym tam na razie pozostał i głosił krucjatę przeciw schizmarykom. To stało się powodem, że opóźnił się mój powrót, a tymczasem święta Dziewica zakończyła szczęśliwie swoje życie, ukoronowane przedziwnym męczeństwem, jak o tym niżej będzie mowa. O tym, co potem nastąpiło, nie mogę już dać naocznego świadectwa, nie było mnie tam bowiem. To zaś, co napisałem, oparłem na podstawie jej listów, które często do mnie pisała, a także opowiadań osób, które były przy niej aż do jej śmierci a także później. Byli oni świadkami przedziwnych wydarzeń, jakie Najwyższy ukazywał przez swoją Oblubienicę. Miałem także pisma niektórych jej synów duchownych, pisane po łacinie, jak również w dialekcie toskańskim, by wszystkim mogły być dostępne. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;338. Powołując się na świadków w ogólności, pozostawiłbym czytelnika w niedosycie, dlatego wolę ich wyliczyć imiennie, by nie mnie, ale im mógł dać wiarę, jako godniejszym ode mnie. Wiem bowiem, że doskonalej niż ja ją naśladowali, dlatego też lepiej mogli rozumieć czyny. Zacznę wymienianie ich imion od kobiet, ponieważ bliższe były w obcowaniu z nią. A więc Aleksja ze Sieny, siostra od Pokuty św. Dominika, która chociaż późno znalazła się w jej szkole, ale za to wyprzedziła innych w doskonałości cnót. Ta owdowiawszy młodo po mężu szlachetnym i wykształconym, porzuciła uciechy ciała i świata, związała się mocno z Katarzyną. Przyjęła jej habit i nigdy od niej nie odstępowała. Rozdała wszystko, co miała, na rzecz ubogich, idąc za jej radą; postami, czuwaniami i innymi surowościami umartwiała swoje ciało, oddawała się ustawicznie modlitwie i kontemplacji, zapatrzona w swoją mistrzynię. Była w tym tak wytrwała, że jeśli się nie mylę, święta Dziewica pod koniec swego życia upatrzyła ją sobie, by po swej śmierci ta zajęła jej miejsce i stała się wzorem dla reszty. Ją właśnie pierwszą spotkałem po moim powrocie do Rzymu i ona pierwsza mnie o wszystkim poinformowała. Jednakże rychło po tym odeszła do Pana, idąc w ślad za tą, która bardzo Go umiłowała. To ona właśnie była pierwszą moją informatorką o tym, co zdarzyło się pod moją nieobecność!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;339. Druga była Franciszka ze Sieny. Była to pobożna dusza, z Dziewicą złączona serdeczną miłością. Po śmierci męża rychło przyjęła habit świętej Dziewicy. Trzech synów, którzy pozostali po zmarłym mężu, oddała na służbę Bogu w zakonie kaznodziejów. Wszyscy trzej wyprzedzili ją w śmierci. A było to w czasie zarazy i przy szczególnej interwencji Bożej, dzięki modlitwom Dziewicy, jak to opisałem w rozdziale mówiącym o cudach związanych ze zbawienie dusz, o ile pamiętam w drugiej części. Franciszka po Aleksji także rychło odeszła z tego świata, o wielu jednak sprawach zdążyła mnie poinformować. Trzecia towarzyszka Katarzyny to Lisa, o której głośno było w mieście, a szczególnie we wsi, gdzie mieszkała. O niej nie będę pisał, bo jeszcze żyje, a jest żoną brata Katarzyny. U niedowiarków moja opinia o niej mogłaby się wydać podejrzana, chociaż znam ją jako osobę całkowicie wiarygodną.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;340. Gdy chodzi o mężczyzn, to spotkałem wielu takich, którzy byli obecni przy jej śmierci. Wymienię jednak tylko czterech, których znałem jako ludzi wybitnych i wartych uwagi. Dwaj z nich już odeszli do Pana, dwaj inni jeszcze żyją. O każdym z nich pragnę parę słów napisać, mając na uwadze niedowiarków. Pierwszy z nich miał na imię Sanctus. Był takim nie tylko z imienia. Myśmy go nazywali Bratem Świętym. Pochodził z Terrano, z miłości do Boga opuścił rodziców i ojczyznę, przybył do Sieny i tu prowadził pustelnicze życie przez trzydzieści lat, a może dłużej. Był jednak w kontakcie z wykształconymi i pobożnymi zakonnikami. Będąc już w starszym wieku, znalazł bezcenną perłę w osobie Katarzyny i opuściwszy swoją pustelnię i dotychczasowy styl&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;życia, by nie tylko dla siebie, ale i dla innych być użytecznym, poszedł za nią, będąc pod wrażeniem dokonywanych przez nią cudów, których niemal codziennie był świadkiem. Twierdził, że znalazł większy pokój i pociechę duchową, a stąpił w cnotach, towarzysząc Katarzynie i słuchając jej nauk, niż wtedy, kiedy przebywał w samotni. Nauczył się szczególnie cierpliwości, gdy bowiem cierpiał na pewną dokuczliwą chorobę serca, od Dziewicy nauczył się znosić ją nie tylko cierpliwie, ale także z uśmiechem, za co składał dzięki Najwyższemu. On mi przekazał wiele wiadomości z czasu, gdy byłem nieobecny, jednak po niedługim czasie, kiedy znowu wyjechałem, podążył do nieba za swoją Mistrzynią. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;341. Drugi to był człowiek wiekiem młody, ale obyczajami dojrzały, florentczyk z pochodzenia. Pełnią cnót ozdobiony według mojego osądu, zwał się Barduccio. Ten, opuściwszy rodziców i braci, a także własną ojczyznę, przyłączył się do świętej Dziewicy, towarzyszył jej do Rzymu i był z nią aż do jej śmierci. Święta Dziewica darzyła go szczególną przyjaźnią, przypuszczam dla jego dziewiczej niewinności. Dziewica dziewicę miłowała. Mając odejść z tego świata, poleciła go mnie, bym nim kierował, zwłaszcza że już niewiele pozostało mu życia, czego była świadoma. Faktycznie po jej śmierci Barduccio zapadł na suchoty i chociaż nastąpiło polepszenie, mimo to rychło zabrała go śmierć. Bałem się, że rzymskie powietrze będzie dla niego szkodliwe, dlatego wysłałem go do Sieny, ale i to niewiele pomogło. Ci, którzy byli obecni przy jego śmierci, opowiadają, że kiedy oddawał ostatnie tchnienie, popatrzył w górę, a na jego ustach, pojawił się uśmiech, który pozostał. Nie wątpię w to, bo skoro w tym życiu darzył Katarzynę prawdziwą miłością, mógł ją zobaczyć w chwili śmierci, jak otoczona blaskiem, uśmiechnięta wyszła mu na spotkanie. Od niego to dowiedziałem się wielu rzeczy, jakie miały miejsce podczas mojej nieobecności. Daję mu pełną wiarę, tak jakbym sam je oglądał, mając na uwadze jego wielkie cnoty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;342. Trzecim z tej grupy był pewien młody Sieneńczyk, Stefan dei Maconi, o którym już była wzmianka, nie będę go jednak szerzej chwalił, bo jeszcze żyje, a chwalić kogoś za życia nie bardzo jest bezpiecznie. Podam przynajmniej parę rysów. Był jednym z pisarzy świętej Dziewicy. W dużej części pisał dyktowane przez nią listy i księgę Dialogu. Tak bardzo z nią się związał, że opuścił oboje rodziców i troje rodzeństwa, nie mówiąc o własnej ojczyźnie, i szedł za nią wszędzie. Jemu to powiedziała święta Dziewica przed swoją śmiercią: „Synu, jest wolą Bożą, abyś opuściwszy całkowicie świat, wstąpił do kartuzów". Pobożny syn pobożnie przyjął to jej polecenie i doskonale je wykonał. Fakty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;jawnie ukazały i codziennie ukazują, że wyszło ono z ust Najwyższego, bo w żadnym zakonie nie spotkałem zakonnika o takim duchowym postępie. Wkrótce po profesji został przeorem i tak świetnie z tej roli się wywiązywał, że ciągle ten urząd sprawował, a obecnie jest przeorem w Mediolanie i wizytatorem wielu konwentów w swoim zakonie, z chlubą dla siebie. Zostawił na piśmie pewne fakty, związane ze śmiercią Katarzyny, a także ustnie wiele mi przekazał. Jest pierwszoplanowym świadkiem pisanego przeze mnie Żywota, tak że mogę o nim powiedzieć słowami Jana Ewangelisty: „On wie, że mówi prawdę" (J 19,35). „On" to znaczy Stefan Kartuz wie, że Rajmund z Zakonu Kaznodziejów,choć bez zasług i niegodny, napisał ten Żywot.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;343. Czwartym i ostatnim z liczby moich informatorów był Neri lub inaczej Ranieri dei Pagliarensi ze Sieny, syn niejakiego Landocja. Ten po śmierci Katarzyny prowadził życie pustelnicze, co też i nadal trwa. Był obok wspomnianego Stefana Barduccia pisarzem jej listów i księgi Dialogu. On najpierwszy przyłączył się do Oblubienicy Chrystusa. Opuścił ojca i bliskich, a ponieważ przez długi czas był świadkiem czynów Dziewicy, obok wspomnianego brata Stefana, dlatego stanowi dla mnie pierwszorzędne źródło wiedzy o Katarzynie. Oni to słowem i pismem poinformowali mnie o wydarzeniach, które dokonały się w czasie mojej nieobecności, związanych ze śmiercią Katarzyny. Nadając więc wiarygodność temu, o czym teraz będzie mowa, kończymy ten pierwszy rozdział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-3483043866668578184?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/3483043866668578184/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/20-zywot-ostatnie-dziaania-katarzyny-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/3483043866668578184'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/3483043866668578184'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/20-zywot-ostatnie-dziaania-katarzyny-w.html' title='20/ Żywot: Ostatnie działania Katarzyny w Rzymie na rzecz jedności Kościoła i misja Rajmunda do króla Francji Karola. Imiona i kwalifikacje świadków ostatnich chwil Katarzyny, których relacje pozwoliły autorowi je opisać'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4180283158999535259</id><published>2012-01-19T02:13:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T02:13:12.059-08:00</updated><title type='text'>19/ Żywot: O cudach, które Bóg przez nią działał w ukryciu</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;298. Ponieważ pierwszą regułą sprawiedliwości jest, by ci, którzy doskonale są posłuszni Bogu, byli Mu we wszystkim posłuszni, postanowiłem, drogi czytelniku, w tym rozdziale napisać o tym, jak ta Dziewica doskonale była posłuszna Stwórcy, z czego wynikało, że stworzenia były uległe na jej skinienie. Otóż, kiedy przebywała w Sienie, zanim miałem szczęście ją poznać, zdarzyło się, że pewna młoda wdowa imieniem Aleksja tak mocno przywiązała się do niej, że nie wyobrażała sobie, by mogła żyć bez niej. Z tej też przyczyny przyjęła habit, jaki tamta nosiła, i opuściwszy własny dom, zamieszkała w pobliżu jej domu, by tym łatwiej korzystać z jej towarzystwa. A i sama Katarzyna, by uniknąć kłopotów domowych, często przenosiła się do Aleksji, nieraz na całe tygodnie i miesiące. Zdarzyło się pewnego roku, że w Sienie zabrakło zboża. Większość ludzi zmuszona była zadowalać się ziarnem wysuszonym nadmiernie i skażonym, bo normalnego nie można było zdobyć za żadną cenę. Stąd i Aleksja musiała poprzestać na takim zbożu, jakie było, by nie być całkiem pozbawioną chleba. Ponieważ jednak nadszedł już czas żniw i na targowisku pojawiło się nowe i czyste zboże, Aleksja postanowiła resztki zepsutego zboża wyrzucać i żywić się nowym, które kupiła. Ponieważ jednak w tym czasie przebywała u niej Katarzyna, wyjawiła jej swój zamiar: „Matko moja, skoro Pan okazał nam miłosierdzie swoje i mamy już dobre ziarno, to ja to stare zdecydowałam się wyrzucić". Na to Dziewica odpowiedziała: „I ty chcesz wyrzucić to, co Bóg stworzył ludziom na pokarm? Jeżeli nie chcesz sama jeść z tego chleba, to daj to biednym, którzy chleba nie mają". Kiedy ta odpowiedziała, że nie miałaby sumienia dawać zepsutego ziarna ubogim, miała bowiem zamiar dać im dobre ziarno, i to szczodrze, Dziewica rzekła: „Przygotuj wodę i mąkę z tamtego ziarna, któreś chciała wyrzucić, chcę sama dla ubogich Jezusa Chrystusa chleb upiec". Tak rzekła i wszystko zostało przygotowane.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;299. Katarzyna zagniotła ciasto i z małej ilości mąki uformowała szybko, ku zdumieniu Aleksji i jej służących, dużą liczbę chlebów, więcej, niż gdyby było cztery albo pięć razy tyle mąki. Podawała je Aleksji, a ta układała je na stole. I wcale nie było czuć tego nieprzyjemnego zapachu, co dawniej. Potem te chleby włożono do pieca i po upieczeniu dano do spożycia. Ci, którzy go skosztowali, powiedzieli, że nigdy nie jedli tak smacznego chleba. Świadkiem tego był brat Tomasz, spowiednik Dziewicy, który przybył z paroma braćmi. Ci, zbadawszy całą rzecz, wyrazili najwyższe zdumienie co do ilości i jakości tego chleba. Ale do tych dwu cudów doszedł jeszcze i trzeci. Na polecenie bowiem Dziewicy obdzielono tymi chlebami, i to obficie, ubogich, a także braci. A korzystano tylko z tego chleba, i zawsze jeszcze wiele zostawało. I cóż mam więcej powiedzieć? Pan przez swą Oblubienicę dokonał trzech cudów, pozbawił mąkę przykrego zapachu, sprawił, że sporządzone z niej ciasto urosło wielokrotnie, i pomnożył chleby do tego stopnia, że przez wiele tygodni można było z nich korzystać. Ci, którzy byli tego wszystkiego świadomi, przechowali sobie kawałki tego chleba jako relikwie, mimo że od tego czasu minęło już około dwudziestu pięciu lat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;300. Ale i ja sam, gdy ona jeszcze żyła, powodowany ciekawością, zapytałem ją osobiście o ten cud. Tak mi o nim opowiedziała: „Zależało mi na tym, by nie zmarnował się dar Boży, a do tego doszło współczucie wobec ubogich, dlatego z zapałem wzięłam naczynie z mąką, wkrótce pojawiła się Matka Najświętsza w otoczeniu świętych i aniołów i nakazała mi, bym uczyniła to, co zamierzyłam. A była taka łaskawa i miłosierna, że zaczęła ze mną formować chleby, które mocą jej świętych rąk poczęły się szybko mnożyć. Ona sama mi te chleby podawała, a ja dawałam je Aleksji i jej służącej". Wtedy odezwałem się: „Nic dziwnego, moja Matko, że te chleby miały taki wyborny smak, skoro wyszły spod rąk tej Królowej, w której najświętszym ciele ukształtowany został przez Trójcę Świętą ten Chleb, który z nieba zstąpił i daje życie wszystkim wierzącym". Przekonaj się więc czytelniku, jakimi względami musiała się cieszyć u Boga ta Dziewica,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;skoro zechciała jej pomagać Królowa niebios, i sporządzać chleb dla synów. Dała nam w ten sposób Rodzicielka Słowa Bożego do zrozumienia, że przez ową Dziewicę zamierza podawać nam chleb duchowy słowa zbawienia, skoro dała nam chleb cielesny taki wyborny. Stąd też i my wszyscy z Bożego natchnienia nazywaliśmy ją Matką, bo istotnie matką była, skoro stale i nie bez zmartwień i niepokojów rodziła nas w łonie swojej duszy, „aż Chrystus w nas się ukształtuje" (zob. Ga 4,19), i chlebem pożytecznym nauki nas ciągle karmiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;301. Ponieważ zaczęliśmy mówić o rozmnożeniu chleba, więc żeby być w temacie, odstąpię od porządku czasowego i przejdę do wydarzenia, które miało miejsce pod koniec jej życia. Żyją jeszcze dwie siostry od Pokuty św. Dominika, przebywające obecnie w Rzymie, z których jedna nazywa się Lisa, żona rodzonego brata Katarzyny, a druga Joanna z przydomkiem di Capo, obie Sienenki. Przebywały one z Katarzyną, kiedy ta z polecenia Urbana VI przybyła do Rzymu i mieszkała w dzielnicy Colonna, razem z liczną gromadą duchowych synów i córek, których zrodziła dla Chrystusa i karmiła świętym przykładem. Przyszli oni za nią, choć mimo jej woli, z różnych stron Toskanii. Jedni w celach pielgrzymkowych, by nawiedzić groby świętych, inni by uzyskać od najwyższego Pasterza łaski duchowe, a wszyscy przede wszystkim, by cieszyć się towarzystwem Katarzyny i smakować jej duchowy pokarm. Dołącza się do tego inna jeszcze okazja. Otóż Ojciec Święty na jej prośbę ściągnął do Rzymu wiele sług Bożych, których ona z hojną gościnnością przyjęła do siebie. A chociaż nie posiadała własnego miejsca, „ani złota i srebra w trzosach swoich" (Mt 10,9), a pożywienie dla siebie i swego otoczenia zdobywała z jałmużny, to jednak potrafiła nawet stu gości przyjąć u siebie i wyżywić, ponieważ jej serce pokładało ufność w Bogu, i nie wątpiła, że potrzebom wszystkich przybyszów zaradzi Opatrzność Boża. Tak więc w tym czasie przebywało u niej co najmniej siedemnastu mężczyzn i osiem kobiet, a ich liczba wzrastała do trzydziestu, a nawet czterdziestu. Święta Dziewica ustaliła, że każda z kobiet przez tydzień będzie się zajmowała sprawami gospodarczymi, by inni mogli zająć się sprawami Bożymi, nawiedzeniem miejsc świętych, dla których przybyli do Rzymu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;302. Zdarzyło się w tym czasie, że swoją tygodniową służbę sprawowała wspomniana Joanna di Capo. Ponieważ zaś chleb, którym żywiło się całe to towarzystwo, pochodził z codziennego kwestowania, Katarzyna poleciła, aby każda z kobiet, która ma swój tydzień, gdyby miało zabraknąć chleba, dawała jej znać dzień wcześniej. Zdarzyło się jednak z Bożego dopuszczenia, że raz owa Joanna o tym zapomniała. Wszyscy zebrali się na obiad i okazało się, że chleba jest nie więcej, jak dla czterech osób. Joanna, ze wstydem i smutkiem wyznała Dziewicy swoją winę. Na to ona: „Niech ci Bóg wybaczy, siostro, żeś nas do takiej biedy doprowadziła. Cała nasza rodzina jest głodna, a pora późna. Skąd teraz weźniemy chleb?". Kiedy Joanna głośno się oskarżyła i wyznała, że zasłużyła na karę, Katarzyna rzekła: „Powiedz wszystkim, niech zasiądą do stołu". Kiedy ta odpowiedziała, że chleba jest bardzo mało i nie wystarczy, by każdy choćby maleńki kawałek otrzymał, Dziewica rzekła: „Powiedz im, niech od tego zaczną, a o resztę Pan Bóg się zatroszczy". Powiedziawszy to, oddała się modlitwie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;303. Joanna spełniła polecenie, dzieląc chleb po odrobinie między wszystkich. A ci, chociaż w większości przywykli do postu, czuli niedosyt i tym chciwiej jedli to, co mieli, świadomi, że posiłek szybko się wyczerpie. I cóż dalej? Chleb, chociaż na początku było go tak mało, wcale się nie kończył. Każdy nim się nasycił do woli i wciąż jeszcze pozostawał na stole. Nie dziwota, sprawił to ten, który pięcioma chlebami nakarmił pięć tysięcy ludzi. Wszyscy się dziwili, popadali w zdumienie. Pytano, co porabia Dziewica? Odpowiedź była: „gorąco się modli". A tych szesnastu wyciągnęło jeden wniosek: „Ta modlitwa dała nam chleb z nieba. Oto wszyscy najedliśmy się do syta, a ta odrobina chleba przyniesiona nie tylko się nie pomniejszyła, ale przeciwnie - wzrosła". Po obiedzie tyle jeszcze chleba zostało, że wystarczyło go dla wszystkich sióstr, jakie były w domu, a także z polecenia Dziewicy poczyniono dla ubogich hojne jałmużny. O podobnym cudzie, którego były świadkami, opowiadają Lisa i wspomniana Joanna. Miał on miejsce w tym samym roku i w tym samym domu w czasie Wielkiego Postu. Miała wtedy swój tydzień niejaka Franciszka, dawniejsza siostra od Pokuty św. Dominika, nierozłącznie związana z Katarzyną, i jak mogę wierzyć, dziś przebywająca z nią w niebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;304. Nie mogę jednak przemilczeć jednego cudu, który wydarzył się w mojej obecności, gdy święta Dziewica odeszła do nieba, a którego świadkami byli wszyscy bracia, którzy naówczas przebywali w konwencie sieneńskim. Byłem w tym konwencie przed pięciu laty, za radą lekarzy korzystałem z naturalnych kąpielisk w sąsiedztwie, i na prośbę duchowych synów i córek Katarzyny przystąpiłem do pisania jej żywotu. To mi przypomniało, że jej święta głowa przeniesiona tutaj z Rzymu prowizorycznie, na miarę moich możliwości, przechowywana nie miała jeszcze relikwiarza, i nie było uroczystego jej przyjęcia, gdy tymczasem nawet pogrzeby ludzi świeckich, kiedy odbywa się przewiezienie zwłok z jednego do drugiego miejsca, odbywają się przy udziale ludu i kleru, przy zapalonych świecach i uroczystych modłach. Pomyślałem więc sobie, zresztą nie tylko ja, że będzie dobrze, jeśli któregoś dnia przyjmiemy uroczyście z odpowiednimi śpiewami tę cenną relikwię, oczywiście jeszcze nie w sposób przewidziany przez liturgię - tego nie wolno robić, dopóki Katarzyna nie będzie wpisana do Katalogu Świętych. Uroczystość odbyła się pewnego ranka. Bracia, lud wierny, a szczególnie jej duchowi synowie i córki byli bardzo uradowani. Potem zaprosiłem ostatnich na posiłek do refektarza, obiecując, że będzie specjalnie przygotowana potrawa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;305. Po odmówieniu modlitwy chórowej, gdy nadeszła godzina posiłku, brat, który miał pieczę nad spiżarnią, udał się do przeora i ze smutkiem oznajmił, że nie ma chleba. Starczyłoby go tylko dla połowy braci, a cóż powiedzieć o gościach, których było około dwudziestu. Usłyszawszy to, przeor sam poszedł to sprawdzić. Przekonawszy się, że tak jest rzeczywiście, wysłał brata Tomasza, pierwszego spowiednika Dziewicy, z paroma braćmi do domów zaprzyjaźnionych z klasztorem, by tam poprosili o chleb. Ci jednak długo nie wracali. Wtedy przeor polecił przynieść ten chleb, który był w spiżarni. A brat Tomasz z braćmi ciągle nie wracał. Wszyscy zasiedli w refektarzu i rozpoczęli posiłek z tą małą ilością chleba. I cóż dalej? W spiżarni, w refektarzu, wszędzie było dosyć chleba, rozmnożonego w sposób cudowny dzięki zasługom świętej Dziewicy, tak że nawet dużo pozostało. Wrócili wreszcie tamci bracia, ale powiedziano im, że już teraz chleba nie potrzeba, nich zostawią na później, Pan sam się o chleb zatroszczył, i to w obfitości. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Kiedy po posiłku miałem do braci przemowę na temat Katarzyny, przyszedł przeor z paroma braćmi i publicznie opowiedział o cudzie. Po czym ja, zwracając się do obecnych, rzekłem: „Nie chciała święta Dziewica w dniu swojej uroczystości pozbawić nas cudu, co gdy żyła, było dla niej czymś zwyczajnym, nieraz bowiem, kiedy przebywała z nami, tego rodzaju cudu dokonywała. I chcąc pokazać, że ta nasza dzisiejsza uroczystość jest jej miła, i że nadal z nami przebywa, dokonała tego, czego byliśmy świadkami. Składajmy więc Bogu dzięki!" Przyszło mi wtedy na myśl, że skoro św. Dominik za swego życia dokonywał cudów nad chlebem, to godziło się, by jego doskonała córka i w tym była do niego podobna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;306. Poza tym, o czym wyżej była mowa, Pan dokonywał przez swoją Oblubienicę wiele cudów wobec przedmiotów nierozumnych, kwiatów, w których Dziewica była rozmiłowana, zagubionych czy zepsutych przedmiotów i mnóstwa innych, o czym za dużo byłoby mówić. Nie mogę jednak pominąć jednego cudu, którego nie tylko ja byłem świadkiem, ale około dwudziestu osób, ludzi poważnych, zresztą cała Piza o tym mówiła. Jak już było opowiedziane w poprzednim rozdziale, Dziewica przebywała w Pizie w roku 1475. Zamieszkała wraz ze swoją towarzyszką w domu niejakiego Gerarda Buonoconti. Pewnego dnia w wyniku nadzwyczajnej ekstazy jej ciało tak osłabło, że zdawało się nam, iż życie zakończy. Lękając się, by nas tak szybko nie opuściła, szukałem sposobu, by wzmocnić jej ciało. Do mięsa czuła wstręt, nie używała także jaj i wina, nie było więc możliwe, by jej to podawać. Środków wzmacniających także by nie przyjęła. Prosiłem ją więc, by przynajmniej do zimnej wody, którą piła, pozwoliła włożyć trochę cukru. Natychmiast odpowiedziała: „Chcecie jeszcze tę trochę życia, jakie pozostało w moim ciele, do końca zagasić. Wszystko, co słodkie, jest dla mnie zabójcze".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;307. Zaczęliśmy wtedy ze wspomnianym Gerardem przemyśliwać, jakiego by użyć sposobu w tym przypadku. Wtedy przyszło mi na myśl to, co nieraz widziałem, że przy różnego typu słabościach stosuje się kąpiele lub smarowania winem o nazwie vernaccia, i okazuje się to skuteczne. Powiedziałem więc Gerardowi: „Skoro nie możemy zastosować leku od wewnątrz, zastosujemy lek od zewnątrz". Słysząc to, odpowiedział: „Mam jednego sąsiada, który powinien mieć u siebie to wino. Zaraz kogoś do niego poślę, a wiem, że mi nie odmówi". Poszedł sługa, opowiedział o dolegliwości Katarzyny i prosił w imieniu Gerarda o dzbanek tego wina. Sąsiad, którego imienia nie pamiętam, odpowiedział: „Bardzo chętnie, mój drogi, spełniłbym twoją prośbę i dałbym nawet cały zapas wina, ale od trzech miesięcy beczułka jest pusta. Nie mam ani kropli, nad czym bardzo boleję. Lecz żebyś dla mojego przyjaciela był naocznym świadkiem, to chodź i zobacz". Zaprowadził go, choć bez jego chęci, do piwnicy, pokazał mu ową beczułkę, która przez zewnętrzne znaki wskazywała, że jest pusta. Ale dla większej pewności włożył do wewnątrz patyk, by się upewnić, że tam nic nie ma. Ale oto w tej chwili wino trysnęło i to bardzo obficie, zalewając ziemię. Zdumiał się na ten widok, zwołał członków rodziny i pytał, czy ktoś wie, skąd by się tu wzięło wino, ale każdy potwierdzał tylko, że od trzech miesięcy wina tu nie było i nie jest możliwe, by ktoś tu wino wlewał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;308. Rozniosła się wieść o tym pośród sąsiadów i nikt nie miał wątpliwości, że to był cud. Służący z radością przyniósł nam cały dzban wina, opowiadając o całym wydarzeniu. A wszyscy duchowi synowie świętej Dziewicy radowali się w Panu i zanosili dzięki Oblubieńcowi Dziewicy, który to dla niej uczynił takie dziwy. Ale i całe miasto obiegła wiadomość o tym, tak że kiedy po paru dniach Katarzyna wróciła do zdrowia i udała się do przybyłego do miasta patriarchy, nuncjusza apostolskiego, rzemieślnicy opuszczali swoje warsztaty, by ją zobaczyć, mówiąc przy tym: „Kimże jest ta, która sama nie pijąc wina, potrafiła cudownie winem napełnić całą beczkę?". Natomiast ona, odczuwając boleśnie to zainteresowanie jej osobą, jak mi to sama wyznała, znalazła sobie ucieczkę w modlitwie: „Dlaczego Panie, mnie biedną służebnicę Twoją, dotknąłeś taką udręką serca, że stałam się dla wszystkich przedmiotem niezdrowej ciekawości? Wszyscy inni słudzy Twoi żyją sobie spokojnie pośród ludzi, poza mną jedyną. Któż to prosił Ciebie o wino? Ja z natchnienia Twej łaski od dawna odmówiłam memu ciału picia wina. A teraz z powodu wina wystawiona zostałam na pośmiewisko ludzkie. Dla niezmierzonego miłosierdzia Twego, błagam łaskawość Twoją, byś to wino unicestwił, tak by ustał rozgłos z jego powodu". I cóż dalej? Wysłuchał Pan jej wołania i nie mogąc znieść jej narzekań, do pierwszego cudu dodał drugi, według mego sądu jeszcze większy. Bo skoro próżna beczka w swojej większej części wypełniła się cudownym winem i liczni obywatele miasta z czystej pobożności je pili, i z tego powodu wina nie ubywało, to teraz nagle ono zamieniło się w mętną ciecz i to, co było podwójnie przyjemne, teraz stało się niemożliwe do picia z powodu mnóstwa szumowin. I tak Pan uciszył rozgłos wokół tej beczki wina. Ci, co przychodzili, żeby się go napić, już teraz wstydzili się na ten temat mówić. Wstydziliśmy się i my, jej duchowi synowie, ona natomiast była rozradowana i dziękowała swojemu Oblubieńcowi, że ją wyzwolił od ludzkich pochwał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;309. Teraz, czytelniku, zatrzymaj się i rozważ przedziwne dzieła Boże, których „nie zna człowiek nierozumny i głupiec ich nie pojmie" (zob. Ps 91,7). Bez modlitwy tej Dziewicy, a nawet jej świadomości, dokonał Pan tak jawnego i wielkiego cudu, a potem na jej prośbę to, co uczynił, unicestwił. Dlaczego tak? Jaki był cel tych dwu przeciwnych sobie działań? Może ten, żeby oszczercy mogli wtedy powiedzieć, czy choćby między sobą szeptać, że ten pierwszy cud pochodził z iluzji wroga, co potem się ujawniło przez zepsucie tego wina? Ale jeśli nawet to byłaby prawda, to i tak ci oszczercy nie będą mieli nic do zarzucenia Katarzynie.&amp;nbsp;O pierwszym przypadku nic ona nie wiedziała. Stało się to poza jej obecnością. Jeśli więc była tam iluzja, to nie z jej winy czy jakiegoś współdziałania z jej strony. A jeśli Pan potem na jej prośbę zdemaskował całą rzecz, to było to znakiem Jego życzliwości i&amp;nbsp;miłości, Bóg bowiem nie pozwolił naśmiewać się ze swojej Oblubienicy. Cokolwiek więc wymyśliłby ów oszczerca, zmuszony będzie ostatecznie potwierdzić świętość tej Dziewicy. My jednak, strzegąc się oszczerstw tych faryzeuszy, uwłaczających oczywistym cudom Pana Jezusa, starajmy się raczej okazać większą chwałę naszemu Stwórcy, badając Jego wyroki i przykazania, które są głębsze niż można to wyrazić. Chciał więc, tak mi się wydaje, pokazać, jak miłuje swoją Oblubienicę, skoro dokonał cudu, którego ona nie była świadoma, tak że mogła wobec ludzi powtórzyć słowa swojego Oblubieńca: „Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was" (J 12,30), to znaczy nie mnie, ale wam chciał Pan pokazać, jak mnie miłuje. Ja, by o tym wiedzieć, nie potrzebuję żadnego cudu, natomiast wam jest&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;to potrzebne, by widząc Boży znak, tym gorliwiej troszczyć się o swoje zbawienie. Ja zaś dopóki jestem na tym świecie, ciągle się lękam, by wielkość darów, objawień i cudów nie wynosiła mnie, dlatego prosiłam Pana, by zabrał mi całą tę chwałę, i Pan nie wzgardził moimi modlitwami, przychodząc w pomoc wam i mnie: wam w cudzie pierwszym, mnie w drugim. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;310. Jeżeli ktoś upierałby się, że przez ten drugi cud pierwszy został unicestwiony, niech powie, skąd wziął się ten płyn i to tak zmętniały w beczce całkowicie pustej. Kto to sprawił? Jeśli to się stało z rozkazu wszechmogącego Boga, poczytać to należy ku Jego chwale. Jeżeli zaś to dzieło Boże przypiszą Belialowi jego naśladowcy, to ponieważ były tam dwa cuda, jeden bez wiedzy Katarzyny, a drugi na jej prośbę, o żaden z nich jej Oskarżyciel obwiniać jej nie może, ponieważ w pierwszym nie była czynna, a w drugim otrzymała to, o co prosiła. Dla mnie jednak jest oczywiste, że w tym pierwszym cudzie Pan chciał pokazać, jak Katarzyna jest Mu miłą, zaś w drugim, jak doskonale jest Mu poddana przez głęboką pokorę. W pierwszym dał nam tytuł do jej czci, a w drugim do jej naśladowania. W pierwszym wskazał, jak wielką była obdarzona łaską, a w drugim jak wielką kierowała się mądrością. Gdzie bowiem pokora, tam i mądrość. Jeżeli bowiem św. Grzegorz uważa cnotę cierpliwości za więcej wartą od znaków i cudów, jak pisze w pierwszej księdze Dialogu, to któż nie przyzna, że cnota pokory, bez której nie ma mądrości, a która była przyczyną drugiego cudu, poprzedni cud bez porównania przekracza. Niestety, człowiek cielesny nie może tych rzeczy pojąć, i nie dziw, skoro, jak mówi Apostoł: „Dążność ciała jest wroga Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna" (Rz 8,7). Gdybyśmy jednak chcieli inne jeszcze cuda opisywać, jakie Pan przez swoją Oblubienicę spełnił na przedmiotach nieożywionych, trzeba by na to poświęcić całe księgi. Biorąc zaś pod uwagę znużenie czytelników, kończę ten rozdział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-4180283158999535259?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/4180283158999535259/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/19-zywot-o-cudach-ktore-bog-przez-nia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4180283158999535259'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4180283158999535259'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/19-zywot-o-cudach-ktore-bog-przez-nia.html' title='19/ Żywot: O cudach, które Bóg przez nią działał w ukryciu'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4187637548423967165</id><published>2012-01-19T01:59:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T01:59:56.839-08:00</updated><title type='text'>18/ Żywot: Cudowne uwolnienia opętanych</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;268. Jak możesz wywnioskować, miły czytelniku, z tego, co wyżej było powiedziane, wieczny Oblubieniec nie zaprzestawał tej mocy, którą złożył we wnętrzu swej Oblubienicy, ukazywać na zewnątrz przez akty oglądane oczyma, jako że nie można ognia chować w zanadrzu ani drzewo posadzone nad brzegiem rzeki nie może nie owocować w swoim czasie. Przeto moc Pana Jezusa, a raczej sam Pan Jezus ukrywający się w sercu Dziewicy, w różny sposób codziennie się ujawniał, nie tylko udzielając łaski z nieba wszystkim grzesznikom, o czym była mowa w siódmym rozdziale; nie tylko lecząc chore ciała czy nawet wskrzeszając martwe,&amp;nbsp;o czym mówi rozdział ósmy, ale również nakazując podziemnym duchom, by opuściły opętanych. I tak, podległe jej były w imię Pana Jezusa siły niebieskie, ziemskie i podziemne. Byś o tym mógł się przekonać, przeczytaj uważnie to, co następuje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;269. Mieszkał w Sienie pewien mąż, nazywający się Michał Monaldu, notariusz. Często go widywałem, a to, co piszę, usłyszałem z jego ust. Gdy był już w podeszłym wieku, a miał żonę&amp;nbsp;i dwie córki, postanowił za zgodą żony poświęcić się służbie Bożej, tak samo dwie córki dziewice oddać na służbę Panu Jezusowi. W tym celu udał się do żeńskiego klasztoru pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w tymże mieście. Ofiarował tam siebie - i wszystko, co miał - Bogu i św. Janowi, a swoje córki przekazał siostrom. Sam zaś ze swoją żoną zamieszkał poza klasztorem, by zająć się z miłości Bożej materialnymi sprawami klasztoru. Po jakimś czasie zdarzyło się z Bożego wyroku, że jedna z córek, Laurencia, w wieku około ośmiu lat uległa opętaniu przez szatana. A ponieważ ten wróg odwieczny często i okrutnie ją zadręczał, cały klasztor na tym cierpiał. Dlatego też siostry, nie mogąc znieść dłużej jej obecności u siebie, prosiły ojca, aby ją z klasztoru zabrał. Kiedy opuściła klasztor, okazało się, że zły duch zaczął przez jej usta mówić po łacinie, a dziewczynka w ogóle łaciny nie znała. Odpowiadała mimo to w tym języku na głębokie i trudne kwestie, odsłaniała często czyjeś grzechy i tajemnice. Wszystko to świadczyło o tym, że przebywał w niej potępiony duch, który z dopuszczenia Bożego, z przyczyn ludziom nieznanych, męczył niewinną dziewczynkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;270. Martwili się tym jej rodzice i bliscy i szukali zewsząd ratunku, by w jakiś sposób szatana z opętanej dziewczyny wyrzucić. Przywodzili ją do relikwii różnych, by dzięki ich cnotom i zasługom zły duch ją opuścił. Szczególną nadzieję pokładali w relikwiach brata Ambrożego z Zakonu Kaznodziejów, który od ponad stu lat jaśniał wieloma cudami, szczególnie zaś był pomocny w wypędzaniu duchów nieczystych. Szczególną moc miały tutaj jego kapa i szkaplerz, dotąd w całości przechowywane, czego sam byłem naocznym świadkiem. Przyprowadzono więc Laurencję do kościoła Braci Kaznodziejów, umieszczono ją na miejscu, gdzie spoczywał brat Ambroży, owinięto dziewczynę jego zakonną szatą i wzywano mocy Najwyższego, by przyszła z pomocą niewinnej opętanej. Jednakże jeszcze tym razem nie zostali wysłuchani, bo jak sądzę ani dziewczyna nie zgrzeszyła, ani jej rodzice, których znałem z ich chwalebnego życia, lecz sam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Pan zechciał, żeby ujawniła się tutaj chwała świętej Dziewicy. Dlatego też i sam Ambroży, chociaż przebywający w chwale, chciał, żeby cud przypisany był pielgrzymującej jeszcze Katarzynie, by ujawniła się wiernym jej chwała, zanim rozstanie się z ciałem. I cóż dalej? Poradzono rodzicom, by Laurencję przedstawili Katarzynie. Kiedy ona się o tym dowiedziała, rzekła: „Cóż za pomysł? To ja codziennie zadręczana jestem przez złe duchy, więc jak sobie dam radę z duchami obcymi?". Powiedziawszy to, ponieważ chciała uciec, a przez drzwi nie mogła, bo by ją wiedzieli czekający, wyszła przez dach i w ten sposób opuściła dom, tak by jej nie można było znaleźć. Jednakże widząc jej pokorę i ucieczkę przed ludzką chwałą, tym usilniej rodzice opętanej chcieli do niej dotrzeć i u niej znaleźć ratunek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;271. Mając utrudniony do niej dostęp, ponieważ zabroniła swoim towarzyszkom, by ją w tej sprawie nagabywać, zwrócili się rodzice do brata Tomasza, jej spowiednika, o którym wiedzieli, że Dziewica jest mu we wszystkim posłuszna. Opowiedzieli mu o swoim nieszczęściu i błagali, by wpłynął tak na nią, aby przyszła im z pomocą. On serdecznie im współczując, świadom jednak, że sam nie ma władzy, by dysponować jej mocą czynienia cudów, znając także dobrze jej pokorę, wpadł na taki pomysł: Przyszedł któregoś wieczora do domu Dziewicy, która jednak była nieobecna, zabrawszy ze sobą opętaną dziewczynkę. Powiedział obecnej w domu towarzyszce Katarzyny, żeby kiedy ona wróci, oznajmiła jej, że ja pod posłuszeństwem nakazuję jej, by pozwoliła tej dziewczynce w swym mieszkaniu przenocować do rana. Po niedługim czasie Katarzyna wróciła, ujrzała w swoim pokoju dziewczynkę, i kiedy stwierdziła, że jest opętana przez demona, zapytała towarzyszki: „Kto tę dziewczynkę tu sprowadził?". Kiedy ta powiedziała o poleceniu spowiednika, Katarzyna, czując się jakby zewsząd osaczona, uciekła się do zwykłego dla&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;siebie ratunku: do modlitwy. Kazała dziewczynce razem ze sobą na kolanach się modlić,&amp;nbsp;i tak przepędziła na walce z szatanem całą noc. I cóż dalej? Zanim nadszedł dzień, demon, chociaż z oporem, ale ostatecznie ustąpił pokonany, i dziewczynka wróciła do normalnego stanu. Aleksja, towarzyszka Katarzyny, dała o tym znać bratu Tomaszowi. Wtedy on razem z rodzicami Laurencji i z nią samą udali się do świętej Dziewicy i ze łzami dziękowali wszechmogącemu Bogu i Katarzynie. Po czym zamierzali rodzice córkę zabrać do siebie, ale Dziewica Pańska z Bożego objawienia, czując, co może jej się w przyszłości przydarzyć, rzekła do nich: „Pozwólcie, niech ona jakiś czas będzie z nami, bo tak będzie lepiej dla jej duchowego dobra". Przyjęli to z wdzięcznością, zostawili córkę, a sami wrócili do siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;272. Święta Dziewica zaś, dając dziewczynce zbawienne napomnienia i ucząc częstej modlitwy zarówno słowem, jak i własnym przykładem, zabroniła jej pod żadnym pozorem udawać się do domu rodziców, dopóki oni sami jej do siebie nie zabiorą. Trzymała się tego zakazu i z dniem każdym postępowała w dobrem. Ponieważ dom, gdzie Katarzyna przebywała, nie był jej własnym domem, ale Aleksji, ten zaś znajdował się bardzo blisko w pobliżu jej domu, zdarzyło się, że w tych dniach razem z Aleksja przeniosły się do domu Katarzyny, Laurencja natomiast razem z posługującą dziewczyną została w domu Aleksji. Kiedy po zachodzie słońca zaczęło się ściemniać i noc nadchodziła, Katarzyna przywołała szybko swoją towarzyszkę, kazała jej wziąć płaszcz, ponieważ chciała z nią udać się do domu, gdzie została dziewczynka. Gdy ta odrzekła, że nie wypada, by o tej porze kobiety pokazywały się na ulicy, usłyszała w odpowiedzi: „Musimy iść, ponieważ piekielny wilk tę naszą owieczkę wyrwaną z jego paszczy znowu zaatakował". Wyszły więc obie z domu i kiedy dotarły do celu, zobaczyły Laurencję ogromnie na twarzy zmienioną, czerwoną i z wyrazem złości. Wtedy Dziewica rzekła: „Ty piekielny smoku, dlaczego odważyłeś się po raz drugi napadać na tę niewinną gałązkę? Ufam Panu Jezusowi Chrystusowi, Zbawicielowi i Oblubieńcowi mojemu, że tym razem będziesz tak wypędzony, że więcej już nie wrócisz". Powiedziawszy to, zabrała dziewczynkę do domowego ołtarzyka i po chwili wyprowadziła ją już całkiem uwolnioną od złych sił, polecając, by dano jej możliwość odpoczynku. Zaraz rano Katarzyna posłała po rodziców i kiedy przyszli, rzekła do nich: „Możecie już teraz zabrać waszą córkę do siebie, bo już nigdy coś podobnego jej nie spotka". Rzeczywistość aż do dzisiejszego dnia to potwierdza. Wróciła bowiem do klasztoru i do teraz trwa bez zarzutu w służbie Bożej, a ma już ponad siedemnaście lat. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;273. Wszystko to przejąłem od brata Tomasza, następnie od Aleksji oraz Michała Monaldu, notariusza, ojca dziewczynki, który przez całe swoje życie żywił wielką cześć dla świętej Dziewicy jak do anioła Bożego, a w owym cudzie bez łez nie potrafił opowiadać. Starał się też jak najwięcej wiedzieć o nim, stąd też osobiście o nim rozmawiał z Dziewicą, zwłaszcza że ów demon zdawał się posiadać jakieś szczególne przywileje, że potrafił opierać się relikwiom i egzorcyzmom. Sama Dziewica mówiła, że ten niegodziwy duch był twardego karku, skoro mocowała się z nim aż do czwartej godziny nocą. W imię Zbawiciela nakazywała mu, by dziewczynkę opuścił, a on uparcie odmawiał. Po długiej walce, czując się zmuszonym do ustąpienia, rzekł: „Jeżeli z niej wyjdę, to wejdę w ciebie". Dziewica mu na to odpowiedziała: „Jeżeli na to da wyraźną zgodę, a ja wiem, że bez Jego pozwolenia ty nic nie możesz zrobić, to nie będę się broniła". Wtedy ów pyszny duch, ugodzony strzałą prawdziwej pokory, utracił prawie całkiem moc, jaką miał nad dziewczynką, powodował jednak, że mowa jej była bełkotliwa i miała gardło opuchnięte. Wtedy Katarzyna dotknęła ręką jej szyi, z głęboką wiarą uczyniła znak krzyża i przywróciła gardło do normalnego stanu. Poznałeś więc, czytelniku cud i sposób, w jaki się dokonał, a także jego świadków tam obecnych, od których o tym cudzie sam się dowiedziałem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;274. Pragnę jeszcze o innym cudownym wydarzeniu opowiedzieć, świadczącym dobitnie, że ta czcigodna Dziewica rzeczywiście otrzymała od Pana pełną moc wypędzania złych duchów. Tego cudu jednak nie byłem świadkiem, ponieważ zostałem wtedy przez nią wysłany do papieża Grzegorza XI w sprawach kościelnych. Dowiedziałem się jednak o nim od brata Sanctusa, pustelnika, od Aleksji, wspomnianej w poprzednim rozdziale i od innych jeszcze osób, które wtedy z nią były. Otóż powiedzieli mi, że kiedy święta Dziewica przebywała w pewnym zamku, zwanym Rocca, z pewną szlachetną damą panią Bianchina, wdową po Janie Angelinie di Salimbeni, gdzie i ja byłem kilka tygodni wcześniej, zdarzyło się, że pewna kobieta w tym zamku została opętana przez złośliwego wroga i była bardzo przez niego dręczona, tak że cały zamek był tym poruszony. Wtedy Pani Bianchina, ubolewając nad swoją podwładną, zwróciła się do Dziewicy z prośbą, by tej biednej przyszła z pomocą. Znając jednak jej pokorę, i w jaki wprowadzała ją kłopot, jeśli powie o opętaniu, po naradzie z bliskimi zdecydowała, by opętaną przyprowadzić do niej w obecności Dziewicy, by widok tej nieszczęśliwej kobiety wywołał u niej współczucie, i skłonił ją do uwolnienia opętanej od demona. Kiedy tę kobietę prowadzono, Katarzyna zajęta była łagodzeniem sporu między skłóconymi stronami, proponując, by się przenieść w inne miejsce, gdzie łatwiej będzie dojść do zgody. Kiedy zobaczyła, że prowadzą do niej opętaną, a nie mogła zejść im z oczu, odezwała się do owej pani Bianchiny: „Niech Bóg wam, pani, wybaczy, ale co wy wyprawiacie? Czy nie wiecie, że ja sama często jestem dręczona przez demony? Dlaczego innych dręczonych przyprowadzacie do mnie?". I zwracając się do opętanej, rzecze: „Byś, nieprzyjacielu nie przeszkodził dziełu pokoju, ułóż głowę na tym łonie, i czekaj na mnie, aż wrócę". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;275. Na te słowa opętana kobieta ułożyła głowę bez żadnego sprzeciwu na łonie brata Sanctusa, pustelnika, o którym już wyżej była mowa, a o czym on sam mi opowiadał i że na niego wskazała święta Dziewica, zwracając się do opętanej kobiety. Dziewica Pańska tymczasem zajęła się dziełem jednania zwaśnionych. Natomiast szatan zaczął krzyczeć ustami kobiety: „Dlaczego mnie tu trzymacie? Ja się tu bardzo męczę. Błagam was, pozwólcie mi odejść, bo nie zniosę tej udręki" Odpowiedzieli obecni: „Dlaczego nie odchodzisz? Oto drzwi stoją otworem". Na to ów duch niecny rzekł: „Nie mogę, bo ta przeklętnica tu mnie przywiązała". Gdy zapytali, kogo ma na myśli, nie chciał wypowiedzieć jej imienia, mówił tylko: „Ta nieprzyjaciółka moja". Wtedy brat Sanctus zapytał: „Czy ta twoja nieprzyjaciółka jest wielka?". Odpowiedział: „Większa od kogokolwiek, kogo mam na świecie". Wtedy obecni chcąc, aby przestał krzyczeć, zawołali: „Zamilcz, Katarzyna już idzie". On zaś na to: „Jeszcze nie idzie, ale jest w miejscu" i tu wskazał, gdzie się Katarzyna znajduje. Kiedy go zapytano, co ona tam robi, odpowiedział: „Coś, co mi się bardzo nie podoba, a co jest jej zwyczajem". Powiedziawszy to, podniósł głos: „Czemu jestem tu uwięziony?". Nie mógł jednak usunąć głowy niewiasty z miejsca, w którym Dziewica Pańska kazała jej pozostawać. Po jakimś czasie zawołał: „Już wraca ta przeklęta". Obecni zapytali: „A gdzie jest?". Odpowiedział: „Już nie w tym miejscu, co przedtem, ale w innym". I po chwili zaczął określać miejsca na drodze, w których w danej chwili się znajdowała. Na końcu rzekł: „Oto już wchodzi do bramy domu", i rzeczywiście tak było. Kiedy weszła do pokoju, demon zaczął krzyczeć: „Czemu wy mnie tu trzymacie na uwięzi?". Na to Dziewica: „Wstań, nieszczęśniku, i szybko uchodź, opuść to stworzenie Pana Jezusa Chrystusa, i żebyś go już więcej nie zadręczał".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;276. Na te słowa zły duch uszedł ze wszystkich części ciała tej kobiety, powodował jednak jeszcze bełkotliwe dźwięki w gardle i charczenia. Wtedy Dziewica przyłożyła rękę do jej gardła i uczyniwszy znak krzyża, doprowadziła ową kobietę już całkiem do normalnego stanu. Ponieważ jednak na skutek przeszłego opętania była mocno osłabiona, Katarzyna podtrzymywała ją własnymi ramionami, potem poleciła, by ją nakarmiono. Gdy to się stało, już pełna sił wróciła do domu. Wcześniej jeszcze, kiedy opuścił ją demon, a ona otworzyła oczy i widząc otaczających ją ludzi na zamku swojej pani, zapytała: „Kto mnie tu przyprowadził, kiedy tu przybyłam?". Kiedy jej powiedziano, że była nękana przez złego ducha, rzekła: „Nic sobie nie przypominam, czułam tylko, jakby całe moje ciało było połamane, a poszczególne członki były bite twardym kijem". Pokornie potem dziękowała swojej wybawicielce, na własnych nogach wróciła do domu, znajdowała się bowiem nie we własnym. Świadkami tego wydarzenia była wspomniana pani Bianchina, która jeszcze żyje, brat Sanctus, Aleksja i Franciszka, towarzyszki Katarzyny, również Lisa, jej krewna, także żyjąca, a ponadto więcej jak trzydzieści osób, kobiet i mężczyzn, świadków naocznych, których imion nie znam i dlatego ich nie podaję. Wiele jeszcze innych cudów uwolnienia od demonów dokonał Pan Jezus przez tę świętą Dziewicę, swoją Oblubienicę, które nie są spisane w tym rozdziale, te zaś, czytelniku, są zapisane, byś mógł się przekonać, jak wielki dar otrzymała z nieba Dziewica, o której mowa, uwolniona od złych duchów, a która walcząc mężnie, już tu na ziemi przeciwko ich knowaniom, odniosła nad nimi pełne zwycięstwo dzięki Chrystusowej łasce. I tak kończy się ten rozdział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot... , dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-4187637548423967165?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/4187637548423967165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/18-zywot-cudowne-uwolnienia-opetanych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4187637548423967165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4187637548423967165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/18-zywot-cudowne-uwolnienia-opetanych.html' title='18/ Żywot: Cudowne uwolnienia opętanych'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2809654380901996889</id><published>2012-01-19T01:48:00.000-08:00</published><updated>2012-01-19T02:00:25.992-08:00</updated><title type='text'>17/ Żywot: Cuda, które uratowały życie lub zdrowie cielesne bliźnich</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;241. Opowiem o czymś drogi czytelniku, co w naszych czasach wyda się zdumiewające, nie sprawia jednak trudności temu, u którego nic nie jest niemożliwe. Otóż Lapa, matka świętej Dziewicy, o której wyżej często mówiłem, choć była kobietą wielkiej prostoty i skromności, to jednak w owym czasie o dobrach niewidzialnych nie miała wielkiego pojęcia, stąd też myśl o odejściu z tego świata była dla niej odrażająca, jak to się niżej pokaże. Zdarzyło się, że po śmierci męża zapadła na poważną chorobę, która z dnia na dzień się wzmagała. Widząc to, święta Dziewica uciekła się do właściwego sobie sposobu - do modlitwy, kołacząc nieustannie do Pana, by tej, która ją wydała na świat i wykarmiła, zechciał przywrócić zdrowie. Otrzymała z nieba odpowiedź, że byłoby dla niej korzystniej, gdyby teraz umarła, niż gdyby miała oglądać przeciwności, które ją czekają. Słysząc to, Dziewica udała się do matki, i delikatnie zaczęła ją przygotowywać do tego, że jeżeli Pan zechciałby ją do siebie teraz zabrać, powinna bez żalu poddać się Jego woli. Matka, uwikłana zbyt w sprawy tego świata, ze strachem słuchała słów córki i prosiła, by wstawiła się do Pana o zdrowie ciała, a nie mówiła jej o śmierci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;242. Oblubienica Chrystusa, przeżywając wewnętrzną walkę, gorąco błagała Pana, by nie pozwolił jej matce odejść z tego świata, zanim nie pogodzi się z wolą Bożą. To poddanie się Bogu pewnym sensie miało tutaj miejsce, zgodnie z pragnieniem Dziewicy, bo chociaż choroba matki się wzmagała, do śmierci nie dochodziło. Katarzyna stała się pośredniczką między Bogiem a matką. Boga prosiła, a matkę podtrzymywała na duchu. Do Boga się modliła, aby Łapy wbrew jej woli nie zabierał z tego świata, a na nią wpływała, aby podporządkowała się planom Bożym. A ponieważ w jakimś sensie swoimi modlitwami wiązała Wszechmogącego, nie mogła chorej duszy swojej matki nakłonić&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;przez swe napomnienia. Sam więc Pan tak przemówił do swej Oblubienicy: „Powiedz swojej matce, że sama nie chce teraz opuścić swego ciała, ale przyjdzie czas, że będzie bardzo pragnęła śmierci, a ta nie przyjdzie". Sprawdziło się to na moich oczach i w wypadku innych świadków, tak że nie da się tej prawdy w żadnej mierze podważyć. Aż do późnej starości spotykały matkę przeróżne przeciwności ze strony ludzi, których kochała, rzeczy, do których była przywiązana, tak że zwykła się skarżyć: „Czyżby na złość umieścił Bóg duszę w moim ciele, że nie może z niego wyjść? Tylu synów i córek, tylu wnuków różnych pomarło, tylko ja umrzeć nie mogę, by cierpieć i znosić tyle udręk".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;243. Wracając do tego, cośmy zaczęli, kiedy tak zatwardziało się serce Lapy, że nie chciała się spowiadać ani myśleć o lekarstwach dla swej duszy, zechciał Pan wobec swej Oblubienicy okazać się wspanialszym, odmawiając jej prośbom, niż wtedy, kiedy je spełniał. Bo kiedy na jej prośby odwlekał śmierć matki, by okazać, w jakiej cenie u Niego jest święta Dziewica, tak teraz dopuścił, by Łapa bez spowiedzi popadła w czasową śmierć. Na ten widok święta Córka podniosła oczy ku niebu i ze łzami zawołała: „Ach, Panie Boże mój, gdzież są Twoje obietnice, jakie mi dałeś, że nikt z tego domu nie zginie? Czy to jest także to, co mi obiecałeś, że mojej matki nie zabierzesz z tego świata nieprzygotowanej? A oto odeszła bez sakramentów. Na wszystkie Twe miłosierdzia Cię zaklinam, byś mi takiego zawodu nie sprawiał. Nie odejdę stąd, dopóki mi nie przywrócisz żywej matki". Były przy tym obecne trzy niewiasty ze Sieny; których imiona niżej są podane. Były one świadkami, jak Lapa wydała ostatnie tchnienie, ciało jej, którego dotykały, nie objawiało znaków życia. Nie podejmowały innych działań, czekając aż Katarzyna skończy się modlić. Podobnie jak zatrzymali się ci, co nieśli mary, gdy Zbawiciel ich dotykał, tak i one trwały nieruchome, gdzie Dziewica się modliła, a Zbawiciel dokonywał cudu. Cóż mam jeszcze dodać? Im dłużej modliła się Dziewica i krzyżem duszy przenikała granice nieba, tym bardziej przed obliczem Najwyższego jawiła się udręka jej serca i jej gorące i pokorne łzy, które obficie wylewała. Czy było możliwe, by taka modlitwa pozostała daremna? Wysłuchał jej Pan wszelkiej pociechy i miłosierdzia. Na oczach obecnych ciało Łapy poczęło w jednej chwili się poruszać, wrócił oddech, mogła swobodnie wykonywać zwyczajne zajęcia. Żyła jeszcze do osiemdziesięciu dziewięciu lat. Doznawała jednak rozlicznych przeciwności, jak to jej Pan przez jej córkę zapowiedział. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;244. Świadkami tego cudu były: Katarzyna Getti, Angchina Wannini, obecnie Siostry od Pokuty św. Dominika oraz Lisa, krewna Dziewicy, synowa Lapy. Wszystkie one mieszkają w Sienie. Były one świadkami długotrwałej choroby Lapy, jej śmierci, martwego ciała, modlącej się Dziewicy. Zapamiętały także jej słowa: „Panie, gdzież są Twoje obietnice, jakie mi dałeś", i w końcu po jakimś czasie ujrzały, jak martwe dotąd ciało poruszyło się i odzyskało życie, i mogło potem wykonywać wszystkie zwyczajne czynności. Gdy chodzi o resztę jej życia, znalazłoby się z tysiąc i więcej świadków. Z tego wszystkiego możesz, dobry czytelniku, wyciągnąć wniosek, w jakiej cenie u wszechmogącego Pana była ta święta Dziewica, skoro wyprowadziła z kar czyśćca duszę swojej rodzicielki, a jej ciało już martwe przywróciła do normalnego życia. Byś jednak nie myślał, że cud dotyczył tylko jej ciała, posłuchaj, co działo się potem, byś z tym większą wiarą ten cud przyjął. Zwróć uwagę na słowa Pana, jakie wyrzekł do Dziewicy, a o czym dowiedziałem się od niej na spowiedzi. O innych sprawach dowiedziałem się z pism brata Tomasza, jej pierwszego spowiednika, często już wspominanego. Podaje on tam, że ten cud miał miejsce w roku Pańskim 1370, w październiku, w obecności wspomnianych świadków. Pragnę jeszcze o czymś jednym opowiedzieć, o czym dotąd nikt nie wiedział, a czego ja byłem świadkiem i Pan, który dokonał cudu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;245. Zdarzyło się to około roku 1374, w każdym razie przed 1380, to znaczy obecnym, że z woli przełożonych przebywałem w konwencie sieneńskim, gdzie spełniałem rolę lektora. W tym czasie podczas mojej nieudolnej służby Bogu nadeszła plaga morowego powietrza, które za naszych czasów tak często spadało na świat, a teraz nawiedziło także Sienę. Ludzi obojga płci, każdego wieku, kosiła śmierć, i to w ciągu jednego dnia, dwu albo trzech, co ludzi utrzymywało w nieustannym lęku. Z troski o duszę, do czego powołany został nasz zakon, i w którym złożyłem swoje śluby, byłem zobowiązany wystawić swoje życie na niebezpieczeństwo, jeżeli tego będzie wymagało dobro dusz. Z tej to przyczyny za dnia i w nocy odwiedzałem domy, w których przebywali chorzy, a wśród nich także dom Matki Bożej Miłosierdzia, który przyjmował chorych. Przełożonym tego domu był wówczas niejaki Mateusz, człowiek dotąd żyjący, nadzwyczaj szlachetny i cieszący się dobrą sławą, a świętej Dziewicy bardzo oddany. Dla jego przymiotów ja sam darzyłem go szczególną miłością i darzę także dzisiaj. Odwiedzałem go codziennie, spotykając się z chorymi, a także ze względu na naszą przyjaźń".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;246. Pewnego rana, kiedy po mszy konwentualnej poszedłem odwiedzać chorych, tych zwłaszcza, którzy nowo przybyli w rzeczonym domu Miłosierdzia, zobaczyłem, jak bracia i klerycy nieśli na rękach owego Mateusza jakby martwego. Twarz jego straciła zwykły kolor, nie mógł się poruszać ani mówić, tak że nie zdołałem nawiązać z nim kontaktu. Zwróciłem się wtedy do tych, co go nieśli i otaczali, z pytaniem, co mu się stało? Powiedzieli mi, że w nocy o siódmej godzinie, kiedy czuwał przy jednym chorym, zaraził się dżumą, co szybko doprowadziło go do obecnego stanu. Dowiedziawszy się o tym, smutny towarzyszyłem niosącym go do jego mieszkania. Gdy ułożyli go na łóżku, wrócił do przytomności, przywołał mnie, chcąc się wyspowiadać, co zresztą często czynił. Po spowiedzi zapytałem go, co mu dolega. Powiedział, że odczuwa w brzuchu tak nieznośny ból, jak gdyby biodra mu się rozdzierały, poza tym bardzo boli go głowa. Ma wrażenie, jakby na cztery części była dzielona. Zbadałem jego tętno i stwierdziłem, że ma wysoką gorączkę. Poprosiłem obecnych, aby jak najszybciej dali lekarzom do zbadania jego mocz. Chodziło o wybitnego lekarza, a przy tym bardzo troskliwego, zwanego magister Sensus, do którego i ja rychło się udałem. Lekarz po analizie moczu potwierdził, że mój przyjaciel zaraził się dżumą, powiedział też, że wszelkie znaki wskazują na to, iż grozi mu śmierć. I dodał: „Ta ciecz wykazuje burzenie się krwi w wątrobie, co jest znakiem dżumy, dlatego lękam się, że dom Miłosierdzia zostanie osierocony i to szybko przez jego kierownika, tak dobrego". Na to ja: „Czy sztuka medyczna jest w stanie w jakiś sposób mu pomóc?". Odpowiedział: „Będziemy się starali następnej nocy oczyścić jego krew przy pomocy soku z łodygi kasji, ale wątpię, czy mu to pomoże, choroba jest bardzo poważna".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;247. Po tych słowach lekarza odszedłem smutny, udając się do domu chorego, w myśli jednak stale błagałem Pana, by tak przykładnego człowieka i zatroskanego o zbawienie bliźnich zechciał zachować przy życiu. Tymczasem święta Dziewica, dowiedziawszy się o chorobie swojego Mateusza, którego dla jego cnót szczególną darzyła miłością, i jakby urągając jego chorobie, przyszła do niego i już z daleka zaczęła wołać: „Wstawajcie panie Mateuszu, wstawajcie! to nie czas, by się na łożu wylegiwać". Na ten głos Dziewicy w jednym momencie opuściła go gorączka i pozostałe objawy choroby, jak i sam ból, tak że z uśmiechem wstał z łóżka i świadom, że w Dziewicy zadziałała moc Boża, odszedł uradowany. Odeszła również Dziewica, unikając ludzkiego poklasku. Kiedy jednak weszła do domu, przypadkiem i ja tam się znalazłem, smutny, bo nie wiedziałem o tym, co zaszło. Ujrzawszy Dziewicę, z bólem serca i z wyrzutem rzekłem: „Czy pozwolisz, moja Matko, by ten człowiek, tak nam drogi i potrzebny, miał umrzeć?". Na to ona, niby nieświadoma tego, co się stało, pokornie i jakby wystraszona zapytała: „Cóż wy powiadacie? Czy to ja mam być za Boga, by śmiertelników wybawiać od śmierci?". Wtedy ja z pewną złością dyktowaną bólem rzekłem: „Mów to komu chcesz, ale nie mnie, który znam twoje tajemnice. Ja wiem, że o cokolwiek z serca będziesz prosić Boga, to otrzymasz". Wtedy ona, skłoniwszy głowę i z lekkim uśmiechem rzekła: „Bądźcie dobrej myśli, tym razem jeszcze nie umrze".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;248. Ucieszyłem się na te słowa, poznałem bowiem, że Boża moc została jej z nieba udzielona. Zaraz też udałem się do chorego, którego zastałem siedzącego w łóżku i który z wielką radością opowiedział mi o cudzie zdziałanym przez Dziewicę. Kiedy mu powiedziałem, że mam obietnicę od niej, że z tej choroby nie umrze, on odrzekł: „To nie wiecie, że będąc u mnie osobiście, uleczyła mnie z tej choroby?". Odpowiedziałem, że nie, i że nic mi na ten temat nie mówiła, wtedy on sam, wstawszy z łóżka, już całkiem zdrowy i uśmiechnięty, opowiedział mi wszystko, o czym wyżej napisałem. I cóż dalej? By uczcić ten cud, przygotowano ucztę, do której zasiedliśmy razem z Mateuszem, na której spożywaliśmy potrawy niepodawane chorym, ale zdrowym i silnym, mianowicie jarzyny z surową cebulą. On jadł razem z nami, gdy jeszcze tego ranka nie mógł nawet jeść dietetycznych pokarmów. Stał radosny i uśmiechnięty, a rano nie mógł nawet słowa wymówić. Dziwiliśmy się wszyscy, radowali i wielbili Pana, który przez swoją Oblubienicę udzielił tak wielkiej łaski, a ją samą podziwialiśmy i rozmawiali na jej temat. Świadkiem tego cudu był także brat Mikołaj ze Sieny z Zakonu Braci Kaznodziejów, który jeszcze żyje i był ze mną owego ranka obok wyżej wspomnianych. Trzeba także do nich doliczyć kleryków i kapłanów i innych, w sumie około dwudziestu i więcej osób. Oni wszyscy mieszkańcy tego domu na ten cud własnymi oczyma patrzyli. Weź to, proszę, czytelniku, pod uwagę, by cię nie zwiedli ci, którzy są niedowiarkami i mają nieokrzesane serce. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;249. Ponieważ może ci, których serca Bóg nie dotknął, powiedzą: „Cóż wielkiego, jeśli uzdrowiony został jeden człowiek, choćby z największej choroby? Każdego dnia siłami natury to się dzieje". Odpowiem pytaniem: Czy nas zadziwia, że Pan uleczył teściową Piotra, cierpiącą na wysoką gorączkę, jak o tym świadczy Ewangelista? Jeżeli w oparciu o siły natury ludzie bywają uzdrawiani z największej nawet gorączki, to dlaczego Ewangelista mówi o cudzie? Zwróć uwagę niedowiarku na to, co Ewangelista chciał przekazać: „Stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała uzdrowiona i usługiwała im" (Łk 4,39). W tym jest cud, że na rozkaz Pana bez żadnej zwłoki i bez użycia naturalnych środków ustąpiła gorączka. A chora tak bardzo gorączkująca bez niczego wstała. Tak też i w naszym przypadku widzisz jasno, chyba że cierpisz na ślepotę umysłu, jak ta święta Dziewica, w której sercu Pan mieszkał, ten sam, który uleczył teściową Piotra, stanęła i to nie blisko, lecz z daleka i nakazała nie tylko gorączce, ale i dżumie, i to bez użycia jakiegoś naturalnego środka, by chorego Mateusza opuściły. A on zaraz wstał i bez szkody zajadał z nami jarzyny i cebulę, jakby nigdy nie chorował. Otwórz więc oczy serca i „nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym" (J 20,27).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;250. Skoro była mowa o domu Miłosierdzia, wypada powiedzieć o jednym jeszcze cudzie, jaki się zdarzył w pobliżu tego domu, a którego dokonała święta Dziewica jeszcze wcześniej od wyżej opisanego. Dowiedziałem się o nim, kiedy przebywałem w tym domu od wspomnianego Mateusza. Mówił mi także o nim brat Tomasz, wielokroć cytowany. Otóż opowiadali mi oni, jak również prawie wszyscy znający Katarzynę, że w okolicy mieszkała pewna pobożna kobieta, która jeśli mnie pamięć nie myli, nosiła habit Sióstr od Pokuty św. Dominika. Słysząc i widząc cnoty Katarzyny, weszła do ścisłego grona jej przyjaciół. Chętnie słuchała jej nauk, naśladowała przykłady, ze czcią się do niej odnosiła. Zdarzyło się pewnego dnia, kiedy znajdowała się na tarasie swego domu, że pod jej ciężarem taras ten się zawalił i owa kobieta doznała bardzo poważnych obrażeń. Kiedy przybiegła sąsiadka, by ją wyciągnąć spod zwaliska, kobieta robiła wrażenie martwej albo bliskiej śmierci. Jednakże z pomocą Bożą udało sieją żywą ułożyć na łóżku. Odzyskawszy przytomność, zaczęła odczuwać wielki ból w członkach, co manifestowała krzykiem i jękiem. Wezwano lekarzy, użyto możliwych leków, ona jednak nie była zdolna sama się poruszać. Nieustannie doznawała bólu w członkach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;251. Kiedy dowiedziała się o tym święta Dziewica, udała się do niej i z wielkim współczuciem pocieszała ją jak swoją siostrę i domownicę. Kiedy jednak wyczuła, jak bardzo chora cierpi, poczęła rękami dotykać miejsc bolących. Ta z wdzięcznością to przyjmowała, licząc, że tylko dobro może wyniknąć z tego kontaktu. W rzeczy samej pod dotykiem rąk ból zaczął ustępować i w końcu całkiem ustąpił. Chora prosiła jeszcze, by chore miejsca Katarzyna pokryła maścią. Wtedy zupełnie z całego ciała uszły wszelkie bóle. Gdy to się stało, chora, która dotąd nie mogła się sama poruszyć, teraz zaczęła się w różne sposoby obracać i pokazywać na oczach obecnych dowody odzyskanego zdrowia. Milczała jednak o tym aż do śmierci Katarzyny, by nie niepokojono jej w jej pokorze. Potem jednak wszystkim opowiadała, lekarzom i bliskim: „Katarzyna, córka pani Lapy, uzdrowiła mnie swoim dotknięciem". Wszyscy się dziwili i wielbili Stwórcę, że takiej mocy udzielił Dziewicy Katarzynie. Było bowiem dla niech jasne, że owo uzdrowienie mogło pochodzić tylko z Bożej mocy. O tym cudzie dowiedziałem się z opowiadań innych, bo miał on miejsce wcześniej, zanim Katarzynę poznałem i zanim zamieszkałem w Sienie. Przejdziemy teraz do tych wydarzeń, których sam byłem świadkiem. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;252. Podczas trwania zarazy, o której już wyżej wspominaliśmy, pewien pustelnik świątobliwy, od dłuższego czasu wiodący ubogie i chwalebne życie w Sienie, został dotknięty chorobą. Katarzyna, dowiedziawszy się o tym, postarała się, by go z pustelni znajdującej się poza miastem przeniesiono do wspomnianego domu Miłosierdzia. Ona sama z towarzyszkami go odwiedzała i troszczyła się, by miał wszystko, co potrzebne dla leczenia chorego. Raz pochylając się nad nim, szepnęła mu do ucha: „Nie lękaj się, gdy choroba będzie ci się dawała we znaki, tym razem jeszcze nie umrzesz". Nam jednak, którzyśmy ją prosili, by się modliła o jego zdrowie, nie dawała jasnej odpowiedzi, robiła raczej wrażenie, że tak jak my ma wątpliwości co do jego życia, co nas tym bardziej zasmucało i współcierpieliśmy z tym świątobliwym mężem. A tymczasem choroba się wzmagała z godziny na godzinę, tak że już zwątpiliśmy o jego życiu, a modliliśmy się o zbawienie duszy. W końcu, gdy siły żywotne już całkiem go opuściły i czekaliśmy tylko na jego śmierć, nadeszła Dziewica Pańska i jak poprzednio szepnęła mu do ucha: „Nie lękaj się, nie umrzesz". Chory, jakkolwiek zdawał się być pozbawiony zmysłów, zrozumiał, co do niego mówiła, i bardziej jej słowom wierzył niż śmierci, która nastawała. I oto stało się, że słowa Dziewicy zwyciężyły prawa natury i moc Boża, pewniejsza od wszelkich ludzkich doświadczeń, przywróciła do zdrowia ciało już prawie obumarłe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;253. Podczas gdyśmy wyczekiwali chwili, gdy wyzionie ducha, i przygotowywaliśmy to, co potrzebne do pogrzebu, minął czas, w którym umierali zazwyczaj ci, co byli zarażeni tą chorobą. W tym wypadku przeciągnął się ten czas. Na koniec gdy przyszła Dziewica i powiedziała do chorego: „Nakazuję ci w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, żebyś nie umierał", wnet duch wrócił do ciała i ożywił je, chory wstał z łóżka i prosił o posiłek. I tak w krótkim czasie został uzdrowiony. Żył jeszcze przez długie lata, także wtedy, gdy święta Dziewica rozstała się z ciałem i długo potem. Ten człowiek nazwany za życia Świętym, bratem Świętym, po swoim wyzdrowieniu powtarzał nam słowa, które Katarzyna szeptała mu do ucha, i jak odczuwał jej moc, która zatrzymywała w nim duszę, pragnącą opuścić jego ciało. Wszystkich zapewniał, że żadna naturalna siła nie przywróciła mu zdrowia, jak tylko Boża potęga. Dodawał jeszcze, że nie uważa tego cudu za mniejszy, niż gdyby był wskrzeszony z martwych. Świętość jego życia, jak i naturalna roztropność pozwalają dawać mu wiarę nie tylko zresztą w tym, żył bowiem w Sienie jako pustelnik trzydzieści sześć lat lub mniej więcej tyle, a wiódł życie bez zarzutu i był dla swych cnót u wszystkich w wielkim poważaniu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;254. Nie mogę pominąć milczeniem innych jeszcze uzdrowień, dokonanych przez świętą Dziewicę, których sam byłem przedmiotem. Jak już wcześniej mówiłem, podczas trwania epidemii w Sienie postanowiłem dla zbawienia dusz wystawić się na niebezpieczeństwo śmierci i nie unikać żadnego chorego, mimo że choroba była zaraźliwa i to przez powietrze. Biorąc jednak pod uwagę, że więcej może Chrystus niż Galen, a łaska więcej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;niż natura, licząc się także z tym, że skoro wielu opuściło ten teren, dusze opuszczające ciało pozostaną bez pomocy, z miłości, która każe kochać bardziej dusze bliźniego niż własne ciało, w czym zresztą utwierdziła mnie święta Dziewica, zdecydowałem się odwiedzać wszystkich chorych, by nieść im duchową pomoc, w czym, dzięki pomocy Bożej, wytrwałem do końca. Ponieważ jednak w tak wielkim mieście byłem sam, brakowało mi czasu na posiłek i sen. Gdy chciałem choć trochę odpocząć, zaraz ktoś&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;przychodził i wyciągał mnie z domu. Pewnej nocy, gdy przerwałem sen, aby odmówić modlitwy, odczułem silny ból w brzuchu, ręką wyczułem obrzęk. Przeraziłem się, nie myślałem już o wstaniu z łóżka, lecz zacząłem myśleć o przygotowaniu się do śmierci. Chciałem, żeby szybko nastał ranek, bym mógł jeszcze dotrzeć do świętej Dziewicy, zanim choroba się nie wzmoże. Tymczasem dołączyła się gorączka i ból głowy, typowe dla dżumy. Czułem się bardzo źle, usiłowałem jednak odmówić Laudesy. Gdy nastał dzień, z pomocą towarzysza dotarłem do domu Katarzyny. Niestety, była nieobecna. Udała się do chorego. Zdecydowałem się na nią czekać, czując się jednak bardzo źle, położyłem się tam do łóżka, prosząc, by jak najszybciej przywołali Katarzynę, co też się stało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;255. Kiedy przyszła i zobaczyła mnie chorego, zgięła przy łóżku kolana i poczęła się modlić, tak jak zwykła, w milczeniu, kładąc mi rękę na czole. Zauważyłem, że popadła w ekstazę, jak zresztą zwykle w czasie modlitwy. Miałem wrażenie, że widziała coś, co miało związek z dobrem mojej duszy i ciała. Gdy tak trwała przy mnie dłużej niż pół godziny, czułem, że coś się dzieje w całym moim ciele, że zbiera mi się na wymioty, co jak zauważyłem ma miejsce u tych, którzy mają umrzeć. Śmierć jednak u mnie nie następowała, natomiast czułem, jakby za kończyny ciała coś mnie gwałtownie ciągnęło. Im bardziej się to działo, tym czułem się lepiej. Cóż było dalej? Zanim święta Dziewica skończyła się modlić, poczułem się całkowicie zdrowy. Pozostało jednak pewne osłabienie, może jako znak uleczonej choroby, a może na skutek mojej słabej wiary. Natomiast Dziewica Pańska widząc, że wróciłem do zdrowia, poleciła, by przygotowano mi coś do jedzenia odpowiedniego dla chorych. Posiliłem się, posłuszny jej woli. Wstałem silny, jakbym nie przeszedł żadnej choroby. Ona, widząc to, rzekła: „Idźcie do pracy, zbawiać dusze, i dziękujcie Bogu Najwyższemu, który was wyrwał z niebezpieczeństwa". Przystąpiłem zatem do zwykłych zajęć, wielbiąc Boga, który taką moc dał tej Dziewicy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;256. Podobnego cudu dokonała święta Dziewica w czasie tej epidemii wobec brata Bartłomieja Dominici ze Sieny, naówczas mojego socjusza, a obecnie prowincjała rzymskiej prowincji, kiedy ów brat ciężko i długo dotknięty był tą chorobą. Krótko tylko&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;o tym wspominam, by przejść do uzdrowień, według mojego zdania, wspanialszych. Z tej racji pominę także szereg innych, pomniejszych. Wiedz jednak drogi czytelniku, że nie tylko w czasie zarazy Dziewica Pańska dokonywała cudownych uzdrowień, i nie tylko w swojej rodzinnej Sienie, lecz także gdzie indziej i w różnych czasach, jak na przykład to, o którym obecnie powiem, a które niech wystarczy jako przykład wielu innych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;257. Zdarzyło się w tych czasach, już po ustąpieniu epidemii, że wielu ludzi obojga płci zarówno osób zakonnych, jak i świeckich, szczególnie jednak mniszek z Pizy, usłyszawszy o słowie świętej Dziewicy, zapragnęła ją zobaczyć i posłuchać jej nauk, o których mówiono, że są cudowne. Ponieważ jednak nastręczało trudności, by w większej liczbie do niej dotrzeć, stąd też posługiwano się listami, a także wysyłano delegacje, by zechciała przybyć do Pizy. Obiecywano, by ją tym bardziej zachęcić, że wyniknie stąd wiele dobrych owoców i wzrośnie chwała Boża. Święta Dziewica, chociaż zwykła nie wykraczać poza własny teren, nagabywana jednak usilnymi prośbami, zwróciła się do swego Oblubieńca, prosząc pokornie, by On sam rozwiał jej wątpliwości. Z jej najbliższego otoczenia bowiem jedni radzili tak, drudzy odradzali. Po wielu dniach, jak mi to sama na spowiedzi powiedziała, ukazał się jej Pan i polecił, by nie ociągała się ze spełnieniem próśb sług i służebnic Jego, mieszkańców Pizy. W duchu posłuszeństwa przyjęła z pokorą polecenie i z moim błogosławieństwem podjęła podróż. Towarzyszyłem jej z paroma braćmi mojego zakonu, by służyć sakramentem pokuty, wielu bowiem z tych, którzy do niej przychodzili, pod wpływem jej gorących słów ulegało wewnętrznej skrusze, ona zaś, by nie przechwycił ich odwieczny wróg z jej rąk polecała, by bez zwłoki udali się do spowiedzi. Ponieważ jednak z powodu nieobecności spowiedników na miejscu jej polecenie natykało na trudności, dlatego chętnie widziała przy sobie kapłanów, którzy stale byli gotowi do usług. Z tego też względu szczęśliwej pamięci papież Grzegorz XI mnie i dwu moim towarzyszom dał bullą upoważnienie, byśmy mogli rozgrzeszać penitentów w tych wszystkich przypadkach, jakie są zastrzeżone biskupom diecezjalnym, jeśli ich święta Dziewica do nas skieruje. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;258. Kiedy przybyliśmy do Pizy, a ona zamieszkała w domu obywatela, który nazywał się Gerard Buonoconti, ten pewnego dnia przyprowadził do niej młodzieńca lat około dwudziestu, prosząc, by zechciała nad nim się pomodlić. Mówił, że przez osiemnaście miesięcy prawie każdego dnia doznaje gorączki. Wprawdzie teraz jej nie ma, ale doszło do tego, że silny dotychczas chłopiec utracił prawie wszystkie siły i żadne leki nie przynoszą skutku. Dziewica, okazując mu współczucie, zapytała, jak dawno temu był u spowiedzi? Okazało się, że wiele lat temu. Wtedy powiedziała mu, że Pan zesłał na niego tę chorobę, ponieważ przez tak długi czas nie oczyścił swojej duszy przez spowiedź. „Przystąp, drogi synu, do spowiedzi i wyrzuć z siebie zgniliznę grzechów, które zatruwają twoją duszę i ciało". Powiedziawszy to, wezwała brata Tomasza, swojego pierwszego spowiednika, i przekazała mu chorego, by wysłuchał jego spowiedzi i dał mu rozgrzeszenie. Gdy to się stało, a chory do niej wrócił, położyła rękę na jego ramieniu i rzekła: „Idź, synu, w pokoju Jezusa Chrystusa, nie chcę, żeby gorączka nadal ci dolegała". Tak rzekła i tak się stało. Od tej bowiem godziny ani gorączka nie wróciła, ani jej ślady. Była bowiem w tej Dziewicy moc Tego, który „rzekł i stało się", „rozkazał i wszystko natychmiast zostało stworzone". Po wielu dniach ów chory, a teraz już wyleczony, wrócił do Dziewicy, by jej podziękować, a nas wszystkich zapewnić, że od tamtego czasu nie odczuwał już żadnej dolegliwości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;259. Tych uzdrowień sam byłem świadkiem, mogę więc powtórzyć za św. Janem: „Zaświadczył to ten, który widział" (J 19,35). Współświadkami tego byli gospodarz Dziewicy i jego cała rodzina, wspomniany brat Tomasz, spowiednik Dziewicy i tego młodzieńca, brat Bartłomiej Dominici, wtedy i obecnie mój socjusz, a także wszystkie dziewice, które z Katarzyną przybyły ze Sieny. Sam zresztą uzdrowiony rozgłaszał po całej Pizie o cudzie, a jakiś czas potem, kiedy przejeżdżałem przez to miasto, przyszedł do mnie, nie mogłem go jednak poznać, tak wyrósł i okrzepł. Wobec wszystkich, którzy ze mną byli, jeszcze raz opowiedział o cudownym wyleczeniu, wyrażając wdzięczność Bogu i Dziewicy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;260. Coś podobnego zdarzyło się także wcześniej w Sienie, o&amp;nbsp;tyle jednak było to cudowniejsze, że choroba była bardziej groźna. Mianowicie pewna siostra od Pokuty św. Dominika imieniem Gemma, należąca do najbliższego grona Dziewicy, zapadła na chorobę gardła, którą lekarze nazywają „signimantia". Ponieważ w początkach choroby zaniedbano leczenia, tak się ona wzmogła, że te leki, które przedtem byłyby skuteczne, teraz już były bezużyteczne. Części gardła tak zaczęły się zwężać, że zachodziła obawa uduszenia. Świadoma tego, co jej grozi, udała się do Dziewicy, usilnie ją błagała: „Matko moja, umrę, jeżeli mi nie pomożesz". Ta widząc, że choroba jest rzeczywiście groźna, współczując siostrze, która z ledwością oddychała, ufna w moc Bożą przyłożyła rękę do jej gardła, uczyniła na nim znak krzyża.&amp;nbsp;I oto w tej samej chwili choroba ustąpiła. I tak jak chora przyszła z bojaźnią i drżeniem, tak odeszła rozradowana i w pełni zdrowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;By zaś nie okazać się niewdzięczną, udała się do brata Tomasza, aby on wiadomość o tym cudzie pozostawił na piśmie. I właśnie w oparciu o ten tekst napisałem to, co wyżej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;261. Ponieważ jest mowa o cudach dotyczących ciała, dokonanych na osobach należących do rodziny i bliskiego kręgu świętej, przychodzą mi na myśl inne cudowne uzdrowienia, których sam byłem świadkiem i wielu innych jeszcze żyjących. Otóż w czasie, kiedy szczęśliwej pamięci papież Grzegorz XI z Awinionu przybył do Rzymu, zdarzyło się, że święta Dziewica ze swoim otoczeniem, w którym i ja się znajdowałem, wyprzedzając papieża, przybyła do Genui. Tam się zatrzymała przez jakiś czas, czekając,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;aż papież ze swoim orszakiem dotrze do tego miasta, by stąd udać się do Rzymu, kontynuując rozpoczętą drogę. To czekanie przeciągnęło się ponad miesiąc. Było zaś w naszym towarzystwie dwu pobożnych młodzieńców, Sieneńczyków, którzy służyli Dziewicy jako sekretarze w pisaniu jej listów, żyjących dotąd. Jeden nazywał się Neriusz Landocci dei Pagliaresi, prowadził on prawie pustelnicze życie, wyrzekłszy się splendorów tego świata. Drugi natomiast, Stefan Corradi de Maconi, na życzenie świętej Dziewicy po jej śmierci wstąpił do zakonu kartuzów, w którym przy współdziałaniu Bożej łaski tak dalece postąpił w doskonałości, że w Italii duża część tego zakonu pozostawała pod wyraźnym wpływem jego wizytacji, napomnień i osobistego przykładu. Był on kolejnym przeorem w licznych klasztorach, a obecnie jest przeorem w konwencie w Mediolanie, ceniony jako człowiek praktyczny w działaniu, a przy tym święty. Ci dwaj byli świadkami lub współświadkami razem ze mną, jak i z innymi mężczyznami i kobietami, wszystkich lub większości cudownych działań Dziewicy, opisanych w drugiej części. We wzmiankowanym zaś czasie w mieście Genui święta Dziewica mocą Pana dokonała pamiętnych cudów uzdrowienia właśnie ich obu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;262. Zdarzyło się, gdyśmy tam przebywali, że Neriusz zapadł na groźną chorobę, z powodu której on sam i myśmy wszyscy bardzo się niepokoili, dniem i nocą bowiem doznawał dotkliwych bólów wewnętrznych, tak że ciągle jęczał, nie mógł spokojnie uleżeć w łóżku, ale czołgał się na rękach i kolanach po pokoju, od łóżka do łóżka, jakby chciał od swoich cierpień uciec. Nas i samego siebie w pożałowania godny sposób zadręczał. Dzięki mnie i innym doszło to do wiadomości Dziewicy. Chociaż okazała współczucie, nie spieszyła się jednak z właściwą sobie modlitwą, by choremu przyjść z pomocą. Kazała mi natomiast wezwać lekarzy i użyć zwyczajnych środków. Uczyniłem to, sprowadzając dwu lekarzy, którym chory z zaufaniem się poddał, nic to jednak nie pomogło, a nawet nastąpiło pogorszenie. Stało się, według mego zdania tak dlatego, by Pan przez Dziewicę mógł dokonać cudu. Bowiem lekarze zrobiwszy, co mogli, powiedzieli mi, że nie ma nadziei, by chory wrócił do zdrowia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;263. Kiedy przy posiłku powiedziałem o tym braciom, Stefan, wyżej wspomniany, głęboko przejęty wstał od stołu i udał się do Dziewicy. Upadł do jej stóp i ze łzami błagał, by nie dozwoliła, aby współbrat i towarzysz drogi, którego z sobą zabrała dla spraw Bożych, z miłości miał utracić życie, a jego zwłoki podzielić los cudzoziemców. Święta Dziewica, wyrażając współczucie, z macierzyńską miłością odpowiedziała: „Czemu, mój synu, martwisz się i bolejesz? Jeżeli Bóg zechce Neriusza, twojego brata wynagrodzić za jego trudy, nie powinieneś się smucić, ale raczej cieszyć". Na to on odrzekł: „Najsłodsza Matko, błagam, abyś wysłuchała mojej prośby i przyszła mi z pomocą, bo ja nie wątpię, że jeżeli chcesz, to możesz to uczynić". Na to ona, nie mogąc już opierać się macierzyńskiemu uczuciu, rzekła: „Napomniałam cię, abyś zgodził się z wolą Bożą, ale ponieważ widzę, że jesteś bardzo zmartwiony, w takim razie, kiedy jutro przyjdę na Mszę św., by przyjąć Eucharystię, ty mi o tym przypomnij, a ja obiecuję, że będę się w tej sprawie modlić, a ty także się módl, żeby Bóg mnie wysłuchał". Wtedy Stefan, uradowany tą obietnicą, następnego rana wcześnie wyszedł naprzeciw Dziewicy, kiedy szła na Mszę św., upadł na kolana i zawołał: „Błagam, moja Matko, nie odrzucaj mojego pragnienia". Przyjęła na Mszy św. Komunię, a potem, jak zwykle, trwała w modlitewnej ekstazie. Kiedy wróciła do zmysłów, uśmiechając się do Stefana, rzekła: „Otrzymałeś łaskę, o którą prosiłeś". Na to on: „Czy rzeczywiście Neriusz wróci do zdrowia?". Ona: „Na pewno tak się stanie, Pan go nam zachowa". Wtedy on z pośpiechem udał się do chorego, pocieszając go w Panu. Za chwilę przyszli lekarze, przebadali chorego i tak jak przedtem zwątpili w jego wyzdrowienie, tak teraz między sobą poczęli wyrażać nadzieję, że chory wróci do zdrowia. I rzeczywiście zgodnie z tym, co Dziewica powiedziała, choroba poczęła stopniowo ustępować, aż do pełnego uleczenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;264. Teraz znów z kolei sam Stefan, na skutek zmęczenia i zmartwień, szczególnie związanych z chorobą Neriusza, zapadł na zdrowiu. Miał wysoką gorączkę, wymioty i silny ból głowy. Musiał się położyć do łóżka. A ponieważ był powszechnie lubiany, wielu go odwiedzało. Kiedy Dziewicę powiadomiono o jego chorobie, bardzo się tym zmartwiła. Udała się do niego, dowiedziała się o charakterze choroby, sama stwierdziła dotykiem wysoką gorączkę i że bardzo cierpi, w końcu w mocy ducha rzekła:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;„Nakazuję ci na mocy świętego posłuszeństwa, by cię gorączka opuściła". I dziwna rzecz - posłuchała natura głosu Dziewicy, tak jakby to był głos samego Stwórcy. Bez żadnego naturalnego środka, zanim święta Dziewica odeszła od łóżka Stefana, gorączka go całkiem opuściła, tak że z radością go przyjęliśmy, składając Bogu dzięki. Te dwa cudy w ciągu niewielu dni uczynił Pan na naszych oczach przez swoją Oblubienicę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;265. Do tych dwu cudów dodam jeszcze trzeci. Nie byłem wprawdzie jego naocznym świadkiem, byłem bowiem wtedy nieobecny, ale osoba, która cudu doznała, dotąd żyje i o nim świadczy, od niej też dowiedziałem się o tym, co tu opisuję. Do tego jej świadectwa dołączają się zresztą także niewiasty żyjące dotąd, z otoczenia Dziewicy. Chodzi tu o siostrę od Pokuty św. Dominika, ze Sieny, chociaż w tym mieście nie mieszkała, a nazywa się Joanna di Capo. Opowiedziała mi to, co następuje. W czasie kiedy szczęśliwej pamięci papież Grzegorz XI przebywał w Rzymie, z jego polecenia święta Dziewica udała się do Florencji, by doprowadzić do zgody między Ojcem Świętym, o czym będzie mowa w osobnym rozdziale, a zbuntowanymi Florentczykami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Niestety szatan, ów smok piekielny, zarzewie niezgody i wróg jedności, doprowadził do tego, że nastroje w tym mieście zwróciły się przeciwko Oblubienicy Jezusa Chrystusa, która przecież działała na rzecz pokoju. Za długo byłoby w tym miejscu o tym mówić. Odbieglibyśmy bowiem bardzo od tematu. Jeśli Pan pozwoli, temu tematowi będzie poświęcony osobny rozdział. Kiedy więc święta Dziewica z polecenia papieża przebywała we Florencji, a wróg odwieczny wzniecał przeciw niej liczne i niebezpieczne rozruchy, jej przyjaciele poradzili jej, by na jakiś czas opuściła miasto, aż niebezpieczeństwo minie. Uznając słuszność rady, usunęła się z miasta, zapewniła jednak, że jest wolą Bożą, by całkiem nie opuszczała tego miasta, dopóki nie dojdzie do pokoju pomiędzy nim i papieżem, co też się stało. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;266. Przygotowała się więc, by na jakiś czas opuścić miasto i zatrzymać się w odpowiednim miejscu, gdzie znajdował się dom jej wspólnoty. Tymczasem okazało się, że jedna z jej towarzyszek, Joanna, poważnie zachorowała. Mianowicie jej noga na skutek zaniedbania ogromnie spuchła, a do tego jeszcze dołączyła się silna gorączka, tak że doznała podwójnego strapienia i nie była zdolna do podróży. Święta Dziewica nie chcąc jej zostawiać samej, by nie doznała jakiejś krzywdy ze strony nieprzyjaciół, uciekła się do zwykłego sobie sposobu: modlitwy. Prosiła swego Oblubieńca o pomoc, by zechciał miłosiernie zaradzić w tym przypadku. Najłaskawszy Pan nie kazał długo czekać swojej Oblubienicy w niepewności. Podczas bowiem, gdy się modliła, jej chora spokojnie zasnęła i kiedy się obudziła, poczuła się zupełnie zdrową, jak gdyby w ogóle nie była chora. Szybko wstała i przygotowała się do drogi, i już tego rana z Dziewicą i towarzyszkami mogła normalnie chodzić, owszem jeszcze lepiej niż za czasów młodości. Towarzyszki, które niedawno widziały ją cierpiącą, razem z nią wyrażały wdzięczność wszechmogącemu Bogu, że przez swoją Oblubienicę dokonywał cudów na chorych ciałach u tych, którzy są Mu bliscy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;267. Do tego cudu dodam jeszcze jeden, zdziałany w pewnym mieście, zwanym Tulon, w czasie, kiedy wracaliśmy z Awinionu, a papież był w drodze do Rzymu. Kiedyśmy z Dziewicą dotarli do tego miasta, i zatrzymaliśmy się w hospicium, to chociaż milczeliśmy, kamienie, że tak powiem, krzyczały, że Dziewica przybyła do miasta. Zaraz też kobiety, a potem i mężczyźni zaczęli przychodzić do tego hospicjum i pytać, gdzie jest ta święta niewiasta, która wróciła z Rzymskiej Kurii. Kiedy ani gospodarz, ani my nie zdołaliśmy jej ukryć, trzeba było przynajmniej kobiety do niej dopuścić. Wśród nich przyszła do niej pewna matka z dzieckiem tak opuchłym, zwłaszcza w brzuchu, że robił wrażenie potworka. Kobiety błagały Dziewicę Pańską, by zechciała dziecko wziąć w swoje ręce. U Katarzyny, chociaż zwykle uciekała od ludzkiej chwały, tym razem współczucie wzięło górę i przychyliła się do prośby. Wzięła dziecko w dziewicze ramiona, a ono poczęło tracić opuchliznę i wracać do właściwych wymiarów, co działo się na oczach obecnych. Ten cud, chociaż nie byłem jego świadkiem, miał taki rozgłos, że biskup z tej miejscowości wezwał mnie do siebie, i opowiedziawszy o nim, dodał, że dziecko pochodzi z rodziny jego wikariusza. Prosił, bym powiedział Dziewicy, że on pragnie z nią rozmawiać, co też się stało. Wiele innych jeszcze cudów uczynił Pan Jezus przez swoją Oblubienicę na ludzkich ciałach, które w tej księdze nie są zapisane. Te zaś nieliczne są zapisane, by cię dobry czytelniku pobudziły do wiary, że w tej Dziewicy zamieszkiwał Jezus, Syn Boga i Najświętszej Dziewicy, i że On w pierwszym rzędzie tych dzieł dokonywał. Gdy zaś chodzi o opętanych przez złe duchy, to jakkolwiek należałoby te przypadki zaliczyć do uzdrowień cielesnych, to jednak by tego rozdziału zbytnio nie rozwlekać, a poza tym z uwagi, że święta Dziewica w tym względzie posiadała szczególny charyzmat, postanowiłem na tym ten rozdział zakończyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2809654380901996889?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2809654380901996889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/17-zywot-cuda-ktore-uratoway-zycie-lub.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2809654380901996889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2809654380901996889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/17-zywot-cuda-ktore-uratoway-zycie-lub.html' title='17/ Żywot: Cuda, które uratowały życie lub zdrowie cielesne bliźnich'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2894061433687221347</id><published>2012-01-18T13:04:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T13:04:44.502-08:00</updated><title type='text'>16/ Żywot: Ekstazy i objawienia</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;178. Tak jak Pan sprawił, że Jego Oblubienica prowadziła w tym czasie niezwyczajny sposób życia co do ciała, podobnie też gdy chodzi o jej duszę, Pan ją nawiedzał przedziwnymi objawieniami. Stąd brała się żywotność jej ciała, z tej właśnie obfitości łask duchowych. Opowiedziawszy tedy o nadzwyczajności jej cielesnego życia, uważam za celowe, byśmy przeszli do opisu tego, co było nadzwyczajne w jej życiu duchowym. Dowiedz się czytelniku, że z chwilą, kiedy Dziewica Boża piła z boku Zbawiciela napój życia, zaowocowało to taką pełnią łaski, że trwała w stanie ciągłej kontemplacji. Jej duch był tak zanurzony w Stwórcy świata, że jej część zmysłowa przez większą część czasu była jakby w zawieszeniu. Z tysiąc razy byliśmy świadkami, o czym była mowa w pierwszej części, jak jej ramiona razem z dłońmi stawały się sztywne, że można by je raczej złamać, niż oderwać od trzymanego przedmiotu, w czasie kiedy trwała w kontemplacji. Oczy były całkiem zamknięte, uszy nie reagowały na najmocniejszy nawet dźwięk. Wszystkie zmysły były nieczynne. Nie powinno więc nikomu wydać się dziwnym to, o czym niżej będzie mowa, jeśli uważnie to przeczyta. Pan zaczął odtąd objawiać się swojej Oblubienicy nie tylko w miejscach ukrytych, jak to było dotąd, ale także otwartych, kiedy szła czy stała, i takim ogniem swojej miłości rozpalał jej serce, że, jak wyznawała swojemu spowied¬nikowi, nie potrafiłaby tego słowami wyrazić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;179. Kiedy pewnego razu modliła się gorąco słowami Proroka: „Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha" (Ps 51,12), a miała szczególnie na myśli, by Pan zabrał jej własne serce i wolę, On jej odpowiedział na to takim widzeniem: Wieczny Oblubieniec przyszedł do niej, otworzył jej piersi po lewej stronie, zabrał jej serce i odszedł, tak że pozostała bez serca. Ta wizja była tak wyrazista i tak zgodna z jej fizycznym odczuciem, że spowiednikowi wprost powiedziała, iż nie ma serca. On wyśmiał jej twierdzenie, ale ona potwierdziła to, co mówiła: „Naprawdę, ojcze, ja cieleśnie czuję, że jestem pozbawiona serca. Pan mi się ukazał, otworzył mi piersi, zabrał serce i odszedł". Gdy ten utrzymywał, że to jest niemożliwe, by mogła żyć bez serca, Dziewica Pańska odpowiedziała, że nic nie jest niemożliwe dla Boga i że ona jest mocno przekonana, że jest pozbawiona serca, i przez szereg dni to powtarzała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;180. Pewnego dnia, kiedy znajdowała się w kaplicy kościoła Braci Kaznodziejów, gdzie zwykle gromadziły się Siostry od Pokuty św. Dominika i po ich odejściu została sama na modlitwie i już miała wracać, otoczyło ją nagle światło z nieba, a w świetle zjawił się Pan, trzymając w swoich świętych rękach ludzkie serce, ale promieniejące czerwienią. Kiedy na pojawienie się Stwórcy światła padła na ziemię, Pan zbliżył się do niej, otworzył ponownie jej lewy bok, włożył trzymane w rękach serce i rzekł: „Oto, najdroższa córko, tak jak przedtem zabrałem ci twoje własne serce, tak teraz daję ci serce moje, które będzie źródłem twojego życia". Po tych słowach zamknął otwór w boku. Pozostała jednak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;w tym miejscu podłużna szrama, jak mnie o tym zapewniały jej towarzyszki i wiele innych osób. A i ona na moje nagabywania to samo potwierdziła. I dodała, że odtąd już nigdy nie mówiła jak wcześniej: „Oddaję Ci moje serce". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;181. To tedy serce zarówno wspaniałomyślnie, jak cudownie jej ofiarowane - było na zewnątrz motorem wspaniałych dzieł, a wewnątrz źródłem nadprzyrodzonych objawień. Nigdy bowiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;nie przystępowała do ołtarza, żeby nie były jej ukazane różne obrazy, których zmysłami nie można uchwycić. Szczególnie miało to miejsce przy Komunii Świętej. Często bowiem widziała Dziecię, trzymane w rękach kapłana, kiedy indziej dorosłego chłopca, albo płonące ognisko, w które wchodził kapłan, gdy ona przyjmowała Komunię Świętą. Kiedy indziej odczuwała tak mocny zapach, że była bliska omdlenia. W każdym razie zawsze, kiedy patrzyła na Najświętszy Sakrament czy przyjmowała Go, rodziła się w jej sercu nowa radość, tak że często jej serce mocno biło do tego stopnia, że jego uderzenia słyszały jej towarzyszki. Mówiły o tym jej spowiednikowi, bratu Tomaszowi, który po stwierdzeniu faktu napisał o tym w swoich relacjach na wieczną rzeczy pamiątkę. Nie były to jednak odgłosy naturalnego bicia serca, lecz swoją odrębnością wskazywały, że zachodzi tu coś nadprzyrodzonego, związanego ze Stwórcą natury. Czy wyda się to dziwne, że serce nadprzyrodzonego pochodzenia pracuje także nadprzyrodzenie? Prorok śpiewał: „serce moje i ciało radośnie wołają do Boga żywego" (Ps 84,3), innymi słowy, skaczą w sposób nadzwyczajny ku chwale Boga. Nazywa tu Prorok Boga żywym, ponieważ tego rodzaju bicie serca człowieka umarłego czyni żywym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;182. Po tej cudownej wymianie serca, zdawało się jej, że nie jest tą Katarzyną, która była. Stąd powiedziała bratu Tomaszowi, spowiednikowi swojemu: „Czy nie widzisz, ojcze, że już nie jestem tą, którą byłam? że zamieniłam się w inną osobę? Gdybyś wiedział, ojcze, co czuję, i gdyby każdy wiedział i czuł jak ja, to wierzę głęboko, że nikt nie byłby tak twardy, by nie zmiękł, tak pyszny, by nie spokoraiał. To jednak, co mówię, jest niczym wobec tego, co czuję. Mówiła jednak o tym jak potrafiła: „Taką radość i uniesienie czuję w moim sercu, że dziwię się, jak dusza może jeszcze utrzymać się w ciele". I dodała: „Taki żar jest w mojej duszy, że ogień materialny zdaje się raczej oziębiać niż rozgrzewać, być wygasłym niż płonącym". Dodała jeszcze: „Ten ogień oczyszcza moje dziewictwo, tak samo pokorę. Wydaje mi się, jak gdybym miała dopiero cztery albo pięć lat. Tak samo rozpala się we mnie miłość bliźniego, do tego stopnia, że za każdego bliźniego bardzo chętnie i z wielką radością oddałabym życie cielesne". Mówiła to wszystko w tajemnicy swojemu spowiednikowi przed innymi zaś, jak mogła, ukrywała. W każdym razie z innych jej słów i znaków ujawniała się obfitość łaski, jaką Pan obdarzał duszę tej świętej Dziewicy ponad zwykłą miarę, o czym, gdybyśmy chcieli szczegółowo pisać, powstałyby całe księgi. Z bogatego materiału chciałem wybrać trochę, co i tak stanowi świadectwo jej świętości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;183. Pragnę, byś wiedział, drogi czytelniku, że w czasie, gdy święta Dziewica otrzymywała z nieba te obfite łaski, miały miejsce również liczne znaczące objawienia, których nie chciałbym pominąć. Najpierw ukazał się jej Król królów razem z Królową, Jego Rodzicielką i Marią Magdaleną, pocieszając i umacniając ją w świętym zamiarze. Rzekł jej wtedy Pan: „Co byś sobie ode Mnie życzyła?" Wtedy ona z płaczem pokornie prosiła, jak Piotr: „Ty wiesz, czego ja pragnę, ty wiesz, że nie mam innej woli, jak tylko Twoją". Wtedy przyszło jej na myśl, jak to Maria Magdalena cała oddała się Chrystusowi, kiedy płakała u Jego stóp; i wtedy doznała uczucia takiej miłości, jak tamta, kiedy Chrystus na nią spojrzał. Wtedy Pan, jakby odgadując jej myśli, rzekł: „Oto, najsłodsza córko, na twoją pociechę przekazuję ci Marię Magdalenę jako twoją matkę, do której możesz się zwracać z pełną&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;ufnością, Ja cię polecam jej specjalnej trosce". Przyjmując ten dar ze szczególną wdzięcznością, święta Dziewica z pokorą i szacunkiem będzie odtąd polecać się jej, prosząc ją, by miała nad nią pieczę w drodze do zbawienia, skoro sam Syn Boży ją jej oddał w opiekę. Od tej godziny Katarzyna przyjęła Marię Magdalenę do siebie i nazywała ją stale matką. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;184. Jest w tym, według mojego zdania, ukryta tajemnica. Jak bowiem Maria Magdalena przez trzydzieści trzy lata przebywała w&amp;nbsp;grocie bez fizycznego pokarmu, oddając się kontemplacji, a to&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;jest okres życia Chrystusa, tak i ta święta Dziewica do trzydziestego trzeciego roku swego życia, kiedy to odeszła z tego świata, też pilnie oddawała się kontemplacji Najwyższego, nie potrzebując zwyczajnego pokarmu, ale karmiąc duszę obfitymi łaskami. I tak jak tamta siedemkroć na dzień unoszona była przez aniołów do nieba, gdzie poznawała Boże tajemnice, tak i ta przez większą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;część czasu mocą ducha, kontemplującego tajemnice niebiańskie razem z aniołami, adorowała Pana, tak że jej ciało unosiło się w powietrzu, co naocznie wielu oglądało, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, pojedynczo czy razem. Będzie o tym niżej szerzej mowa. Oglądając w zachwyceniu tajemnice Boże, wypowiadała szeptem myśli, pełne tajemniczości i głębokiej treści. Niektóre z nich zostały spisane, o czym w swoim miejscu będzie mowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;185. Ja sam widziałem ją raz w stanie zachwytu i słyszałem, jak mówiła coś szeptem. Kiedy się zbliżyłem, usłyszałem, jak w języku łacińskim powtarzała słowa: „Widziałam tajemnice Boże". Nic&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;innego nie dodawała, jak tylko to: „Widziałam tajemnice Boże". Kiedy po długim czasie powróciła do świadomości, powtarzała nadal: „Widziałam tajemnice Boże". Pragnąc poznać przyczynę tego powtarzania, zapytałem: „Matko moja, dlaczego, proszę, powtarzasz ciągle to samo i nie tłumaczysz nam, jak zwykłaś, znaczenia twoich słów?". Na to ona: „Jest niemożliwe, bym mogła mówić inaczej". Na to ja: „A jaka jest przyczyna tej zmiany? Zawsze, nawet bez mojej prośby, tłumaczyłaś mi to, co Pan ci objawił, dlaczego więc teraz tego nie czynisz?". Rzekła: „Nie mam sumienia wyjaśnić wam ułomnymi słowami tego, co widziałam, bo byłoby to zniewagą dla mojego Pana i brakiem czci, jest bowiem tak wielka różnica pomiędzy tym, co pojął umysł porwany i oświecony przez Boga, a tym, co można wyrazić słowami, że jedno zdaje się zaprzeczać drugiemu, i z tej przyczyny w żaden sposób nie mogę teraz przychylić się do waszej prośby i opowiedzieć, co widziałam, bo to są rzeczy nie do wysłowienia". Okazało się bardzo korzystne, że Opatrzność Boża świętą Dziewicę oddała za córkę Marii Magdalenie, a ją za matkę, w ten sposób połączyły się: poszcząca z poszczącą, miłująca z miłującą, kontemplatyczka z kontemplatyczką, a może jeszcze bardziej, o czym sama nieraz mówiła, grzesznica została dana dawnej grzesznicy za córkę, aby jej matka, pomna na słabość natury i wielkie miłosierdzie, jakiego doznała od Syna Bożego, była wyrozumiała dla słabości córki i sama okazywała jej miłosierdzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;186. O tym wszystkim opowiada brat Tomasz, jej pierwszy spowiednik. W jego pismach znalazłem też opis widzenia Marii Magdaleny, o czym opowiedziała mu na spowiedzi, jak również o tym, jak to serce Zbawiciela zostało jej dane w miejsce własnego. Wtedy odczuła jakby jej dusza rozpływała się z nadmiaru Bożej miłości i wówczas w myśli wołała: „Panie, zraniłeś serce moje". Brat Tomasz twierdzi, że to było w roku 1370, w dniu św. Małgorzaty Dziewicy i męczennicy. Tego samego roku w dniu następnym po św. Wawrzyńcu jej spowiednik, obawiając się, by jej szlochy i westchnienia nie przeszkadzały innym celebrującym kapłanom, prosił ją, by, na ile może, kiedy zbliży się do ołtarza, uciszyła się. Ona posłuszna trzymała się z daleka od ołtarza, prosząc Pana, by oświecił spowiednika i dał mu do zrozumienia, że takich poruszeń Ducha Świętego nie da się uciszyć. Sam spowiednik w pismach swoich oświadcza, że został przekonywająco w tym względzie oświecony, tak że nie śmiał już takich uwag jej robić. Chociaż tylko krótko o tym wspomina, by nie eksponować siebie, ja myślę, że doświadczenie go nauczyło, że takich wewnętrznych poruszeń duchowych nie da się zahamować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;187. Wracając do Katarzyny, kiedy tak z dala od ołtarza pragnęła bardzo przyjąć Najświętszy Sakrament, i myślą, ale także i głośno słowami powiedziała: „Ja pragnę przyjąć Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa", sam Zbawiciel jej się ukazał, i jak się to nieraz zdarzało, przybliżył usta Dziewicy do rany swego boku, zachęcając ją, by ile zechce, nasyciła się Jego Ciałem i Krwią. A ona ze świętą chciwością długo trwała u źródła Jego świętego boku, zaspokajając swój głód i pragnienie. Odczuła wtedy w swo im sercu taką słodycz, że zdawało jej się, że umrze z miłości. Gdy potem spowiednik ją pytał, jak się wtedy miała, co czuła, odpowiedziała, że tego nie da się opowiedzieć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;188. Zdarzyło się to w tym samym roku w dniu św. Aleksego. Podczas modlitwy poprzedniej nocy odczuła wielkie pragnienie Komunii Świętej i objawione jej było, że tego rana na pewno Komunię Świętą przyjmie, mimo że jej tego często odmawiano na skutek nieroztropnej praktyki braci i sióstr, którzy sprawowali władzę nad zgromadzeniem w tym czasie. Katarzyna po tym nocnym objawieniu poczęła prosić Pana, by ją w pełni oczyścił, tak by mogła godnie Go przyjąć. Odczuła wtedy, że na jej duszę spada obfity deszcz, ale to nie była woda ani nic podobnego, ale jakby krew pomieszana z ogniem. Czuła, że tendeszcz gruntownie oczyszcza jej duszę, a nawet ciało, jednak nie tyle z fizycznego brudu, ile raczej z zarzewia pierworodnej winy. Gdy nadeszło rano, poczuła się fizycznie tak osłabiona, co zresztą trwało od kilku dni, że w swoich siłach nie była zdolna zrobić paru kroków. Chciała jednak za wszelką cenę spełnić Bożą obietnicę i ufając Panu, wstała z łóżka i z podziwem domowników skierowała się do kościoła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;189. Kiedy tam przyszła i ulokowała się w kaplicy blisko ołtarza, przyszło jej na myśl, że według wskazań jej przełożonych nie mogła od każdego celebransa przyjmować Komunii Świętej, dlatego było jej pragnieniem, by jej spowiednik miał Mszę św. Otrzymała z nieba zapewnienie, że tak właśnie będzie. Bardzo ją to ucieszyło. Wyznał jej spowiednik, co znalazło miejsce w jego pismach, że tego rana nie miał celebrować, nie wiedział także, że przyjdzie święta Dziewica. Jednak Pan poruszył jego serce, że nagle odczuł gorącą potrzebę odprawienia Mszy św. Przystąpił więc do tego ołtarza, przy którym znajdowała się Katarzyna, oczekująca spełnienia się danej jej obietnicy, mimo że nie miała zwyczaju przystępować do Komunii Świętej przy tym ołtarzu. Kiedy spotkał tam swoją duchową córkę proszącą o Komunię Świętą, zrozumiał, że tu zadziałała Opatrzność Boża, bo i on nie miał w tym dniu Mszy odprawiać, a jeśli, to nie przy tym ołtarzu. Stało się więc, że Mszę odprawił i udzielił Dziewicy Komunii Świętej. Kiedy przystępowała do ołtarza, miała twarz zaróżowioną i promieniującą, a równocześnie pokrytą potem i łzami, a Najświętszy Sakrament przyjęła z taką pobożnością, że zrobiło to na jej spowiedniku wielkie wrażenie. Potem zanurzona w Bogu, została wprowadzona do Jego winnicy i tak trwała przez cały dzień, a chociaż wróciła do używania zmysłów, nie była zdolna do wypowiedzenia słowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;190. Po tym dniu pytał ją spowiednik, co to się stało, że przyjmując Komunię Świętą była taka zarumieniona? „Ja nie wiem, ojcze, powiedziała, jaką ja byłam, ale kiedy Najświętszy Sakrament przyjmowałam z waszych rąk, nie widziałam swoimi zmysłowymi oczyma ani kształtów, ani barwy. To, co widziałam, tak mnie do siebie pociągnęło, że wszystko inne wydało mi się śmieciem, i to nie tylko doczesne bogactwa czy cielesne przyjemności, ale także wszelkie pociechy, choćby nawet duchowe. Stąd też modliłam się, by Pan odebrał mi moją wolę, a dał mi tylko swoją, co też w swoim miłosierdziu uczynił. Rzekł mi bowiem w odpowiedzi: „Oto, słodka córko, daję ci moją wolę, dzięki której będziesz tak umocniona, że odtąd cokolwiek ci się przydarzy i w jakikolwiek bądź sposób, ty pozostaniesz niewzruszona i się nie zmienisz". Co też i życie potwierdziło. Od tego bowiem roku, jak sami będący z nią w kontakcie naocznie się przekonaliśmy, była zawsze ze wszystkiego zadowolona, i nic jej nie wyprowadzało z równowagi, cokolwiek by to było. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;191. Święta Dziewica powiedziała ponadto swojemu spowiednikowi: „Czy wiesz, ojcze, jak postąpił Pan w stosunku do mojej duszy? Tak jak matka wobec swego niemowlęcia, które bardzo kocha. Pokazuje mu z daleka piersi, by wywołało to w nim płacz, sama się nad tym płaczem uśmiecha, a potem dziecko całuje i podaje mu pierś do ssania, aż do nasycenia. W podobny sposób uczynił mi Pan. W tym dniu ukazał mi swój Najświętszy bok, ale z daleka, ja zaś pragnąc przyłożyć swoje usta do Jego rany, bardzo płakałam. On przez jakiś czas uśmiechał się nad moim płaczem, ale potem wziął moją duszę w swoje ręce i moje usta zbliżył do swojej najświętszej rany i wtedy dusza moja z wielkiego pragnienia zanurzyła się cała w ranie Jego boku, i dostąpiła tam takiego oświecenia co do Jego Bóstwa i takiej słodyczy, że gdybyście mogli to pojąć, zdziwilibyście się, że z ogromu miłości serce mi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;nie pękło i jak ja mogę utrzymywać się przy życiu z takim żarem miłości. Działo się to wszystko w dniu św. Aleksego".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;192. W tym samym roku, dnia 18 sierpnia, spoczęła na niej ręka Pańska, gdy w tym dniu przyjęła rano Komunię Świętą. Kiedy kapłan w ręku trzymał Ciało Pańskie i mówił: „Panie, nie jestem godzien", a ona Je przyjęła, zdało się jej, że tak jak ryba zanurza się w wodzie, a woda w niej, tak jej dusza zanurza się w Bogu, a Bóg w niej.&amp;nbsp;I poczuła się cała pochłonięta przez Boga do tego stopnia, że ledwo mogła wrócić do swojej komórki. Tam położyła się na deskach swojego łóżka i leżała długo nieruchoma. Po jakimś czasie jej ciało uniosło się w górę i trwało tak w powietrzu bez żadnego podparcia, o czym poświadczyło trzech świadków. Potem powróciła na łóżko i poczęła półgłosem wypowiadać słowa życia słodsze od miodu, a zarazem głębokie, które obecnych poruszyły do łez. Modliła się później za wielu, niektórych wymieniała z imienia, szczególnie swego spowiednika, który w tej samej godzinie przebywał w kościele braci, ale nie myślał wtedy o sprawach Bożych, ani nawet, jak sam pisze, nie był do tego skłonny. Jednak nagle podczas jej modlitwy, chociaż on ojej modlitwie nie wiedział, odczuł jakieś nieznane dotąd wzruszenie religijne. Pytał siebie, skąd by się to wzięło? Gdy tak się zastanawiał, przyszła do niego jedna z towarzyszek Katarzyny i rzekła: „W tej chwili Katarzyna bardzo się za was modli". Usłyszawszy to, uświadomił sobie, skąd się wziął u niego ten nagły zryw pobożności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;193. Gdy potem o tym z Dziewicą rozmawiał, dowiedział się, że ona prosiła wtedy Pana, by ją zapewnił, że on i inni, za których się wtedy modliła, otrzymają życie wieczne. Wyciągnęła wtedy ręce i wołała: „Obiecaj mi, że to zrobisz". I gdy tak stała z wyciągniętymi rękami, wyglądało na to, że doznała jakiegoś bólu, westchnęła bowiem głośno i rzekła: „Niech będzie Pan uwielbiony", co zwykła powtarzać, kiedy jej choroby dawały znać o sobie. Z tego też powodu przyszedł do niej jej spowiednik i prosił, by mu ona opowiedziała po kolei całe to widzenie. Co też posłusznie uczyniła, jak widać z tego, co wyżej było powiedziane, a potem dodała: „Kiedy modliłam się o wasze zbawienie i Pan mi to obiecał, wtedy ja, nie z powodu niedowiarstwa, ale by bardziej uwierzytelnić tę obietnicę, zapytałam: »A jaki znak dasz mi Panie, że to uczynisz?«. Wtedy On rzekł: »Wyciągnij do mnie rękę«. Gdy to zrobiłam, wziął jeden gwóźdź i ostrym końcem przyłożył do mojej dłoni, i tak mocno przycisnął, że miałam wrażenie, jakby dłoń na wylot była przebita i taki był ból, jakby młotkiem go pobijał. I tak dzięki łasce Pana mojego Jezusa Chrystusa mam na prawej ręce Jego pieczęć, która chociaż dla innych niewidzialna, dla mnie jest widoczna i odczuwalna". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;194. Kontynuując ten temat, dobry czytelniku, chciałbym ci jeszcze jedno opowiedzieć, co zdarzyło się długo po tym, w Pizie, w mojej obecności. Kiedy tam ona przybyła razem z wielu innymi, wśród których byłem i ja, znalazła gościnę u jednego z mieszkańców, niedaleko kościoła, lub jak kto woli, kaplicy św. Krystyny, dziewicy. W tym kościele, a była to niedziela, na jej prośbę odprawiłem Mszę św. i udzieliłem jej Komunii Świętej. Potem ona swoim zwyczajem długo tam trwała z wyłączeniem zmysłów, bo tęsknota za swoim Stwórcą, najwyższym Duchem, trzymała ją w oderwaniu od ciała. My zaś czekaliśmy aż wróci do świadomości, by jak zwykle usłyszeć od niej słowa duchowego pokrzepienia. Nagle na naszych oczach jej ciało rozciągnięte na posadzce nieco się dźwignęło, potem uklękła, wyciągnęła ręce, a twarz jej promieniała. Gdy tak długo trwała całkiem sztywna, z zamknięty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;mi oczami, w pewnej chwili upadła na ziemię, jakby była śmiertelnie zraniona. Po pewnej chwili wróciła do przytomności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;195. Niedługo potem poprosiła mnie do siebie i w tajemnicy opowiedziała mi to, co następuje: „Wiesz już, ojcze, że ja na ciele swoim noszę blizny Pana Jezusa, dzięki Jego miłosierdziu". Kiedy odpowiedziałem, że z jej zachowania się w czasie ekstazy mogłem się tego domyślić, i zapytałem, jak to się stało, rzekła: „Ujrzałam Pana przybitego do krzyża, jak zbliżał się do mnie otoczony światłem. Usiłowałam wybiec Mu naprzeciw i wtedy się podniosłam. Wówczas ujrzałam, jak z Jego pięciu ran zstępują ku mnie krwawe promienie, kierując się do rąk, stóp i serca. Czując, że dzieje się coś tajemniczego, zawołałam: »Panie Boże, Boże mój, proszę niech te rany na moim ciele nie będą widoczne«. Podczas gdy to mówiłam i gdy jeszcze te promienie do mnie nie dotarły, zamieniły swoją krwawą barwę na lśniącą i w postaci czystego światła dotarły do pięciu miejsc mojego ciała, mianowicie do rąk, stóp i serca". Zapytałem: „Czy któryś z tych promieni nie dotarł do prawego boku?". „Nie - rzekła - do lewego, prosto do mojego serca. Ta świetlista linia, wychodząca z Jego prawego boku, nie poszła w poprzek, ale prosto". Wtedy ja: „Czy czujesz w tych miejscach jakiś fizyczny ból?". Po długim westchnieniu rzekła: „Odczuwam silny ból we wszystkich pięciu miejscach, ale szczególnie w sercu, tak że jeśli Pan nie uczyni jakiegoś nowego cudu, nie wyobrażam sobie, bym mogła z takim bólem żyć i w ciągu najbliższych dni życia nie zakończyć".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;196. Świadom takiego stanu rzeczy, ze smutkiem trwałem w oczekiwaniu, czy nie pojawią się sygnały tego bólu. Kiedy Katarzyna skończyła mówić, wyszliśmy z kaplicy i udaliśmy się do hospicjum, gdzie przebywała. Od razu poszła do swojego pokoju i tu doznała ataku serca. Wezwano nas wszystkich i gdy spostrzegliśmy, co się stało, ogarnął nas lęk, by od nas nie odeszła. My przecież tak bardzośmy ją w Panu kochali. Chociaż bowiem często widywaliśmy ją, jak nagle odchodziła od zmysłów, jak doznawała fizycznej słabości w wyniku duchowych ekstaz, nigdy jednak nie byliśmy świadkami u niej ataku serca. Po chwili wróciła do siebie i kiedy wszyscy spożyli posiłek, powiedziała mi, że gdyby Pan nie przyszedł jej z pomocą, szybko rozstałaby się z ciałem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;197. Usłyszawszy to, zaraz zwołałem braci i siostry i gorąco prosiłem, byśmy wszyscy modlili się, by Bóg jeszcze zachował nam naszą matkę i mistrzynię, żeby nas, nieutwierdzonych jeszcze w cnotach, nie pozostawił sierotami wśród fal tego świata. I wtedy wszyscy bracia i siostry jednogłośnie wyrazili swoją zgodę. Poszliśmy wtedy do niej ze łzami w oczach i wyraziliśmy przed nią nasze uczucia i myśli: „Wiemy Matko, że pragniesz połączyć się z Chrystusem, twoim Oblubieńcem, wszakże twoja nagroda jest ci zapewniona, więc ulituj się raczej nad nami i nie opuszczaj nas, słabych, pośrodku fal. Wiemy także, że twój najsłodszy Oblubieniec, którego tak bardzo miłujesz, niczego ci nie odmówi, błagamy cię więc, proś Go, by cię dla nas zachował do czasu, byśmy nie nadaremno byli w twoim towarzystwie, gdybyś miała tak szybko nas opuścić. Lękamy się, by nasze modlitwy, zanoszone&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;do Boga na naszą ludzką miarę, nie były odrzucone z powodu naszych win, bo niestety, nie jesteśmy godni wysłuchania. Ty więc wyjednaj nam, czego możliwości nasze wyjednać nie mogą". Na&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;te i podobne słowa Katarzyna odpowiedziała: „Ja już od dawna wyrzekłam się własnej woli i w tej, i w każdej innej sprawie chcę tylko tego, czego Bóg chce. Gdy zaś chodzi o wasze zbawienie, to chociaż całym sercem go dla was pragnę, to jednak wiem, że to Bóg jest zbawieniem i waszym, i moim, i że On lepiej od każdego stworzenia wie, jak je komu zapewnić, niech więc Jego wola się dzieje! Oczywiście, będę chętnie się modlić, by uczynił to, co lepsze". Wzruszyły nas te słowa, a w oczach pojawiły się łzy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;198. Jednakże Najwyższy nie pogardził tymi łzami. Najbliższej bowiem soboty Katarzyna poprosiła mnie do siebie i rzekła: „Widzę, że Bóg przychylił się do waszych próśb i że szybko spełni się wasze pragnienie". Tak powiedziała i tak się stało. Następnego bowiem dnia przyjęła z moich niegodnych rąk Komunię Świętą i tak jak w poprzednią niedzielę jej ciało wyglądało jakby gorączką spieczone, podczas gdy jej duch był w zachwycie, tak teraz jej zachwyt jak gdyby wzmocnił jej ciało. Kiedy jej towarzyszki zwróciły uwagę, że w jej ekstazie nie było zwyczajnych reakcji na zewnątrz, przeciwnie, jej ciało zostało wyraźnie pokrzepione, jak w naturalnym śnie, powiedziałem: „Mam nadzieję w Bogu, stosownie do tego, co mi wczoraj powiedziała, że nasze łzy o jej zdrowie dotarły do Pana, i tak jak spieszyła do swego Oblubieńca, tak teraz spieszy do nas, by ulżyć naszej niedoli". I tak, jak powiedziałam, tak też się stało. Gdy bowiem duch ożywił jej zmysły, ujawniła taką żywotność, że dla nikogo już nie było wątpliwości, iż zostaliśmy w całej pełni wysłuchani. O niewypowiedzianie miłosierny Ojcze, czegóż nie uczynisz dla wiernych i umiłowanych synów Twoich, jeśli zniżasz się do niedoli tych, którzy Cię obrażają? By jeszcze bardziej się upewnić, zapytałem ją: „Matko, czy ten ból ran w twoim ciele jeszcze trwa?". Na to ona: „Pan wysłuchał wasze modlitwy, choć z pewnym żalem dla mej duszy, bo te rany nie tylko że nie zadają bólu mojemu ciału, ale dodają mu siły, i to, co poprzednio było źródłem cierpienia, stało się źródłem pokrzepienia, i to wyraźnie odczuwalnego". Piszę ci o tym, czytelniku, w tym miejscu dla ciągłości tematu, byś poznał, jak wspaniałymi łaskami została obdarowana dusza tej czcigodnej Dziewicy, a także byś się przekonał, że w sprawach, które związane są ze zbawieniem własnej duszy, powinni się modlić także grzesznicy. Wysłucha ich Ten, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;199. Gdybym chciał opowiedzieć o wszystkich duchowych uniesieniach tej świętej Dziewicy, zabrakłoby mi wcześniej czasu niż materiału. Dlatego ograniczę się do jednego wydarzenia, które moim zdaniem wykracza poza wszystkie inne, i z pomocą Bożą zakończę ten rozdział. Dużo materiału znajduję w pismach brata Tomasza, jej spowiednika, na temat jej wspaniałych objawień, o tym jak Zbawiciel jej duszę przeniósł do własnego boku i objawiał jej tajemnice, łącznie z tajemnicą Trójcy Świętej, dalej jak Boża Rodzicielka karmiła ją własną piersią i napełniała niewypowiedzianą słodyczą, to znów jak Maria Magdalena rozmawiała z nią długo i przyjaźnie, szczególnie o tym uniesieniu duszy, jakie siedemkroć na dzień miewała na samotni. Bywało, że tych troje przechadzało się z nią i rozmawiało o sprawach, które duszę radowały. Nie brakło też objawień innych świętych: zwłaszcza św. Pawła Apostoła, którego nie wspominała nigdy bez szczególnej nuty serdeczności. Był św. Jan Ewangelista, niekiedy św. Dominik, często św. Tomasz z Akwinu, często także św. Agnieszka z Montepulciano, dziewica, której życie opisałem dwadzieścia pięć lat temu, i w zawiązku z którą miała objawienie, że stanie się jej towarzyszką w Królestwie Niebieskim, jak o tym niżej będzie mowa, jeśli Bóg pozwoli. Nie mogę jednak przejść do ostatniej zapowiedzianej opowieści, zanim wcześniej dla pożytku czytelnika nie opiszę w najważniejszych punktach tego, co jej się przydarzyło w związku z wizjami św. Pawła Apostoła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;200. Otóż w święto Nawrócenia św. Pawła dusza Dziewicy doznała takiego zachwytu i z taką siłą została porwana do niebios, że przez trzy dni i noce trwała nieruchoma bez zmysłów, tak że obecni przypuszczali, że nie żyje albo jest bliska śmierci. Bardziej krytyczni uważali jednak, że jak Apostoł została uniesiona do trzeciego nieba. Kiedy skończyła się ekstaza, jej dusza zapatrzona w to, co Bóg jej objawił, z trudem wracała do życia cielesnego, tak że trwała w półśnie, jak człowiek odurzony winem, którego nie można obudzić, chociaż naprawdę nie śpi. Gdy tak się rzecz miała, brat Tomasz, jej spowiednik, i inny brat Donat z Florencji, mający zamiar odwiedzić pewnego męża z zakonu Eremitów, udali się najpierw do domu Dziewicy. Była półprzytomna, jakby upojona Duchem Świętym. Przywrócili ją do przytomności, mówiąc: „Mamy zamiar udać się do pewnego męża mieszkającego w pustelni. Czy chcesz pójść z nami?". A ona, jako że żywiła uczucia szacunku i miłości do świętych i sług Bożych, odpowiedziała na wpół świadomie: „Tak". Wkrótce jednak, gdy wyraziła zgodę, odczuła wielkie wyrzuty sumienia, że dopuściła się kłamstwa. Skutek był taki, że ten ból przywrócił jej pełne używanie zmysłów i przez tyle dni i nocy opłakiwała swój grzech, ile przedtem trwała w zachwycie. Urągała sobie samej: „O przewrotna i niegodziwa kobieto, gdzie się podziały te wspaniałe łaski, jakich w swej nieskończonej dobroci udzielił ci Najwyższy w tych dniach? Czy to są te prawdy; które poznałaś w niebie? Czy to jest ta nauka, której w swej łaskawości udzielił ci Duch Święty, by kłamać, wracając z nieba na ziemię? Wiedziałaś dobrze, że nie miałaś zamiaru iść z braćmi, odpowiedziałaś jednak: tak. A skłamałaś swoim spowiednikom i ojcom twojej duszy. O niegodziwości, o obrzydliwa nieprawości!". W tym stanie smutku trwała w czasie wyżej wspomnianym, nie jedząc i nie pijąc, jak to było w czasie jej ekstazy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;201. Zwróć uwagę, czytelniku, na przedziwne drogi Bożej Opatrzności i przechwalebne sposoby Bożego działania! By wielkość objawień, jakich świeżo doznała, nie wbił w pychę tej Dziewicy, Bóg pozwolił jej dopuścić się tego korzystnego dla niej kłamstwa, w którym wszak nie było zamiaru, by się rozminąć z prawdą, i nie było rozdźwięku między pytaniem a odpowiedzią. I tak dzięki temu upokorzeniu, jakby przez zdjęcie pokrywki z naczynia wybranego zachowane zostało to, co w nim było, a ciało, które przez uniesienie ducha doznało osłabienia, teraz zostało pokrzepione. Jakkolwiek duchowa radość spływa na ciało dzięki osobowemu zjednoczeniu, to jednak taki wysoki wzlot ducha aż do trzeciego nieba, to znaczy intelektualnej wizji, pozbawia ciało jego naturalnej żywotności, tak że gdyby Bóg nie zadziałał cudem, ciało nie mogłoby tego znieść i uległoby śmierci. Wiadomo bowiem, że akt czysto intelektualny sam z siebie nie potrzebuje cielesnego narzędzia, potrzebuje go jedynie dla zademonstrowania przedmiotu. Więc jeżeli dzięki specjalnej łasce Bóg taki przedmiot ukaże rozumowi w sposób nadprzyrodzony, wtedy rozum, dostrzegając w Chrystusie własną doskonałość, pragnie bez ciała z Nim się połączyć. Jednakże najdoskonalszy Rządca, który stworzony przez siebie rozum przez objawienie swojego światła pociąga ku szczytom, ściąga również ku dołowi, dopuszczając jakąś pokusę, by tenże rozum dzięki poznaniu Bożej doskonałości, a z drugiej strony własnej słabości, znalazł się pośrodku, w miejscu najbezpieczniejszym. I tak bez szkody przepływając przez to doczesne morze, dotarł w zdrowiu i w radości do portu wiecznego życia. To niewątpliwie miał na myśli Apostoł, kiedy pisał do Koryntian: „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował, żebym się nie unosił pychą" (2 Kor 12,7). I dalej: „Moc w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9). Wracając do naszego tematu, święta Dziewica nie wyjawiła swojemu spowiednikowi tego, co wtedy widziała, jak zwykła to czynić, bo jak mi potem powiedziała, nie była zdolna znaleźć słowa, które by to mogło wyrazić. Nie godzi się zresztą jakiemukolwiek człowiekowi o tych rzeczach mówić, jak sam Apostoł poucza, jednakże jej serdeczny zapał, ustawiczna modlitwa, skuteczność jej pouczeń, najwyraźniej świadczą, że oglądała Boże tajemnice, o których można mówić jedynie z tymi, którzy sami je oglądali. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;202. W innym czasie, jak ona sama oznajmiła swojemu spowiednikowi, a o czym on wspomina w swoich pismach, sam Apostoł jej się ukazał i ją zachęcił, aby ciągle trwała na modlitwie. Okazała się posłuszna temu wezwaniu. Zdarzyło się raz, że kiedy w wigilię św. Dominika była w kościele i modliła się, zostało jej wiele objawione o św. Dominiku i o innych jego duchowych synach. Te jej wizje były tak wyraziste, że kiedy o nich mówiła spowiednikowi, to tak jakby w tej chwili miała je przed oczami. Myślę, że działo się to z woli Bożej, by mówiąc o nich, przyczyniała się dla dobra innych. Gdy więc we wspomnianym dniu przed Nieszporami zajęta była rozmyślaniem o danych jej objawieniach, wszedł przypadkiem do kościoła brat Bartłomiej Dominici ze Sieny, naówczas mistrz świętej teologii, zastępujący jej spowiednika, przed którym także ze wszystkiego się zwierzała. Gdy wyczuła bardziej myślą niż zmysłami, że się zbliża, zaraz wstała i wychodząc przeciw niemu, rzekła, że pragnie mu coś w tajemnicy powiedzieć. Gdy usiedli razem w kościele, zaczęła mu opowiadać o tym, co Jej Pan aktualnie objawia o św. Dominiku: „Ja teraz doskonalej widzę św. Dominika, aniżeli was. On jest tu bardziej obecny, aniżeli wy". Opowiedziała o jego wyjątkowej wielkości, jak o tym niżej będzie mowa. Zdarzyło się wtedy, że przez kościół przechodził jej rodzony brat Bartłomiej. Dziewica lekko skierowała ku niemu głowę i oczy, tak że ledwo mogła rozeznać, że to jest jej brat, i natychmiast wróciła do poprzedniej postawy, to jednak wywołało u niej taki płacz, że umilkła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;203. Gdy ów brat wyczekiwał aż przestanie płakać i prosił, by dalej ciągnęła zaczętą opowieść, ona jednak trwała nadal w płaczu i nic nie odpowiedziała. Dopiero po długiej zwłoce wyszły z jej ust takie lub podobne słowa: „O, ja nieszczęśliwa i biedna, któż się pomści nad moimi nieprawościami? Kto ukarze tak wielki grzech?" Kiedy brat zapytał, jaki grzech ma na myśli i czy go teraz popełniła, ona odpowiedziała: „Czy nie widzicie tej niegodziwej kobiety, której Bóg ukazywał swoje dziwy, a ona w tym czasie skierowała głowę i oczy na przechodzącego człowieka?". Wtedy on: „To była tylko krótka chwila, tak że ja nawet nie zwróciłem na to uwagi". A ona: „Gdybyście wiedzieli, jak zagniewana była na to Najświętsza Dziewica, wy byście także opłakiwali ten grzech". Przestała już mówić o treści widzenia, ale odbyła sakramentalną spowiedź i z płaczem wróciła do domu, gdzie, jak później powiedziała spowiednikowi, ukazał się św. Paweł i mocno ją skarcił za stratę tego, choćby krótkiego czasu, kiedy odwróciła głowę. Powiedziała, że wolałaby, żeby wszyscy ludzie na świecie ją potępili, niż żeby jeszcze raz doznać takiego wstydu, jak wtedy ze strony św. Pawła. Być może ta wizja św. Pawła była w innym czasie, jak ostatnio mogłem się przekonać na podstawie niektórych pism. Niezależnie jednak od porządku czasowego, jest pewne, że św. Paweł ją skarcił i to nie tyle za stratę czasu, ile za odwrócenie uwagi, i to było dla niej źródłem zawstydzenia. Mówiła później spowiednikowi: „Pomyślcie, jaki skutek wywrze karcenie Chrystusa na sądzie ostatecznym, jeżeli krytyczna uwaga jednego Apostoła spowodowała u mnie taki wstyd. Powiedziała także, że gdyby nie miała jeszcze wizji bardzo miłego i pięknego baranka, którego ujrzała, kiedy Apostoł do niej mówił, jej serce by nie wytrzymało. Stała się odtąd bardziej ostrożna i pokorna, wielkich Bożych darów pilnie strzegła i ku większym jeszcze goręcej tęskniła. Włączyłem dla ciebie, czytelniku, te dwa punkty jako wtręt do tego rozdziału, myślę bowiem, że będą użyteczne w nauce pokory zarówno dla doskonałych, jak i dla niedoskonałych. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;204. Ponieważ św. Dominikowi zawdzięczam, że bez moich zasług cudownie mnie powołał do swego zakonu - żeby nie okazać się niewdzięcznym wobec takiego ojca, gdybym przemilczał jego chwałę, jaką Bóg objawił świętej Dziewicy, o czym wyżej wspomniałem - dlatego teraz o tym będę mówił. Opowiadał mi przywołany wcześniej brat Bartłomiej, który obecnie ze mną przebywa, że w tym dniu, kiedy Katarzyna z nim rozmawiała, miała widzenie wiecznego Ojca, jak z Jego ust wychodził współistotny Syn, widziany w ludzkiej naturze. Gdy uważniej popatrzyła, zobaczyła z drugiej strony św. Patriarchę Dominika wychodzącego z Jego piersi, otoczonego światłem i chwałą. Równocześnie usłyszała słowa: „Oto, słodka córko, zrodziłem tych dwu synów, jednego wedle natury, drugiego z miłości przez usynowienie". Gdy ona wyraziła zdziwienie z takiego porównania, otrzymała takie wyjaśnienie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;205. „Jak ten mój Syn zrodzony odwiecznie, przyjąwszy ludzką naturę, był doskonale posłuszny aż do śmierci, tak samo Dominik, mój syn adoptowany, wszystko, co czynił, począwszy od dzieciństwa aż do końca życia, podporządkowywał posłusznie moim przykazaniom i nigdy żadnego z nich nie przekroczył. Tak samo zachował nienaruszone dziewictwo ciała i duszy. Łaskę chrztu, dzięki której został odrodzony do nowego życia, ustrzegł aż do śmierci. I tak jak mój Syn naturalny, jako odwieczne Słowo głosił jawnie światu to, co Mu przekazałem, dając świadectwo prawdzie, jak to powiedział Piłatowi, podobnie i mój syn przybrany Dominik głosił jawnie światu prawdę moich słów, zarówno heretykom, jak i katolikom, i to nie tylko sam, ale i przez innych i nie tylko za swego życia, ale i przez swoich następców, przez których dotąd apostołuje i będzie apostołował. Jak bowiem mój Syn naturalny jest moim Słowem, tak i ten syn adoptowany jest heroldem mojego Słowa, dlatego też jako szczególny dar dane zostało jemu i jego braciom rozumienie moich słów i wierne trwanie przy nim. I dalej, jak mój Syn naturalny całe swoje życie, czyny, nauczanie, przykłady kierował ku zbawieniu dusz, tak samo mój syn adoptowany Dominik swoje studia i wysiłki ukierunkował na ten sam cel, by wyzwalać dusze z sideł błędów i wad. I to właśnie było jego główną troską. Dlatego też dał początek zakonowi, którego racją bytu jest zbawienie dusz. Z tego też względu powiedziałem ci, że on jest podobny do mojego Syna naturalnego i to prawie w całym swoim działaniu. Chcę ci także powiedzieć, że to podobieństwo dotyczy także i jego ciała. Bardzo bowiem z wyglądu przypomina mojego jedynego Syna". Kiedy Dziewica opowiadała o tym bratu Bartłomiejowi, w tym właśnie czasie miało miejsce to wydarzenie, o którym wyżej była mowa. Przejdziemy teraz do ostatniego widzenia i na nim zakończymy ten rozdział. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;206. Wiedz o tym, drogi czytelniku, że obfitość łask objawień tajemniczych i jasnych tak bardzo w tym czasie wypełniła duszę tej świętej Dziewicy, że z ogromu miłości poczęła wyraźnie słabnąć. Była już prawdziwie chora. Choroba wzmogła się do tego stopnia, że już nie wstawała z łóżka, a jedyną jej pasją była miłość wiecznego Oblubieńca, którego w zapamiętaniu ciągle wspominała: „Najsłodszy i najmilszy młodzieńcze. Synu Boży", niekiedy dodawała: „i Synu Dziewicy Maryi". Podczas swoich rozważań i słów miłosnych obsypanych kwiatami trwała bez snu i pokarmu, a Oblubieniec, który ten święty ogień w niej rozpalał, by mógł on bardziej płonąć, często jej się ukazywał. A ona rozpalona miłością, wołała: „Dlaczego, umiłowany Panie, z powodu tego marnego ciała odciągasz mnie od Twoich uścisków? Mnie już zupełnie nic nie cieszy w tym udręczonym życiu, ja tylko Ciebie pragnę, niczego nie kocham, tylko Ciebie, a jeśli, to tylko ze względu na Ciebie. Dlaczego więc z powodu tego lichego ciała mam być pozbawiona cieszenia się Tobą? O, najsłodszy Panie, wyprowadź z tego więzienia moją duszę, i wyzwól mnie »z ciała co wiedzie ku śmierci«" (Rz 7,24). Na te i podobne prośby Pan odpowiedział: „Kiedy Ja, najdroższa córko, byłem pośród ludzi, moim pragnieniem było nie moją, ale Ojca wolę wypełnić, i chociaż, jak oświadczyłem moim uczniom, gorąco pragnąłem spożyć z nimi ostatnią wieczerzę, to jednak cierpliwie czekałem do wyznaczonego przez Ojca czasu. Tak samo i ty, chociaż gorąco pragniesz ze Mną doskonale się połączyć, trzeba, żebyś cierpliwie czekała do wyznaczonego przeze Mnie czasu".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;207. Wtedy ona: „Jeśli to moje pragnienie nie podoba się Tobie, to niech się dzieje Twoja wola. Zechciej jednak wysłuchać moją maleńką prośbę: pozwól mi, dopóki będę w tym ciele, uczestniczyć w tych cierpieniach, jakie Ty zniosłeś aż do końca,&amp;nbsp;i skoro nie mogę jeszcze z Tobą w niebie się połączyć w chwale, to przynajmniej niech się z Tobą połączę w Twoich cierpieniach na ziemi". Na co Pan chętnie przystał. Odtąd bowiem tak na duszy, jak i na ciele poczęła przeżywać męki Zbawiciela, o czym mi sama opowiadała. Pouczała mnie często o Jego cierpieniach, zapewniając, że On od samego poczęcia nosił krzyż w sercu, żywiąc gorące pragnienie zbawienia ludzi. Mówiła, że Chrystus był Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi od momentu swego poczęcia i nie zachodziła potrzeba, aby w tym wzrastał, skoro już był doskonały. Gdy więc doskonale miłował Boga i bliźniego, widząc, że Bóg pozbawiony jest należnej Mu czci, a bliźni możliwości osiągnięcia swego ostatecznego celu, już wtedy doznawał mąk krzyża, zanim doszło do męki na Kalwarii, podjętej z posłuszeństwa Ojcu dla zbawienia świata. Te Jego cierpienia nie mogły być małe. Mogą coś o tym opowiedzieć ci, którzy czegoś podobnego doświadczają. To jest ciężki krzyż. Stąd On sam w czasie ostatniej wieczerzy powiedział do uczniów: „Gorąco pragnąłem", itd. Powiedział dlatego, by dać uczniom zadatek zbawienia, którego ma dokonać, zanim ponownie zasiądzie z nimi do stołu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;208. W związku z tym przytoczyła słowa, które Zbawiciel wypowiedział, modląc się w Ogrójcu, i dała im taki wykład, jakiego nie słyszałem ani nie czytałem dotąd, wykład jej własny. Otóż tych słów: „Ojcze, oddal ode mnie ten kielich" ludzie doskonali i dojrzali nie powinni rozumieć jak ci, co się boją śmierci, że Zbawiciel prosił o oddalenie od siebie męki, ale skoro jej zaznawał od swojego poczęcia, to tutaj z powodu bliskości czasu spełnienia się jej pił z niepokojem z kielicha pragnienia zbawienia ludzi i prosił, by szybko się dokonało to, na co czekał przez tak długi czas, to znaczy, by wypił do dna kielich, z którego pił już od dawna. Co ostatecznie znaczy, że nie prosił o oddalenie męki i śmierci, lecz raczej o przyśpieszenie. Co sam Pan stwierdził w słowach wypowiedzianych do Judasza: „Co masz uczynić, czyń prędzej" (J 13,27). Ponieważ jednak ten kielich był bardzo gorzki i trudny do wypicia, jako Syn najposłuszniejszy dodał: „Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!" (Łk 22,42), godząc się na zwłokę w spełnianiu się Jego pragnienia, jeśli tak się Ojcu podoba. Gdy więc mówił: „Zabierz ode Mnie ten kielich", słów tych nie ma się rozumieć jako lęku przed przyszłą męką - to kielich męki obecnej i minionej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;209. Kiedy ja powiedziałem, że powszechnie święci Doktorzy dający komentarz do tego tekstu mówią, że Zbawiciel świata zachował się tu jak prawdziwy człowiek, który mając ludzkie uczucia, bał się śmierci, i jako głowa wszystkich wybranych, słabych i mocnych mógł dać właśnie tym słabym przykład, że jest rzeczą naturalną bać się śmierci - ona na to odpowiedziała: „Czyny naszego Zbawiciela są tak pojemne w treści, że każdy według własnego rozeznania znajdzie tam coś dla siebie, co posłuży jego zbawieniu. Jeżeli więc ci słabsi w Jego modlitwie znajdą pocieszenie swej słabości, to niechże i ci mocni pokrzepią się w swojejnmocy, do czego właśnie przysłuży się mój wykład. Lepiej jest bowiem, gdy coś wykładane być może w wieloraki sposób, by wielu z tego miało korzyść, niż tylko w sposób jeden dla jednej grupy. Umilkłem, gdy to posłyszałem, nie miałem bowiem nic do&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;powiedzenia, mogłem tylko podziwiać jej mądrość i subtelność.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;210. Inny jeszcze wykład tych słów znalazłem, czytając pisma brata Tomasza, mówiące o jej słowach i czynach. Powiada, że w pewnym zachwyceniu dowiedziała się, że Zbawiciel doznał smutku i krwawego potu i zaniósł do Ojca tę modlitwę, mając na myśli tych, którzy nie przyjmą owoców Jego męki. Ponieważ jednak miłował sprawiedliwość, dodał: „Wszakże nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie" (Łk 22,42). Gdyby tego nie powiedział, mówiła, wszyscy byliby zbawieni, niemożliwym bowiem było, żeby modlitwa Syna Bożego nie osiągnęła swego skutku. Jest to w zgodzie ze słowami listu do Hebrajczyków: „i został wysłuchany dzięki swej uległości" (Hbr 5,7). Święci Doktorzy powszechnie wiążą to z modlitwą w Ogrójcu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;211. Prócz tego Katarzyna mówiła mi i tak uczyła, że cierpień, jakie Syn Boży i człowieczy poniósł dla naszego zbawienia, nie mógł wziąć na siebie żaden człowiek, i nawet gdyby to było możliwe, wiele razy umrzeć. Miłość bowiem, jaką Syn Boży żywił i żywi wobec nas, jest bez ceny, tak też i męka podjęta z miłości nie ma ceny. Góruje ona niepomiernie nad tym, co natura i złośliwość ludzka zdolne by były uczynić. Któż mógł uwierzyć, że ciernie przekłują czaszkę aż do mózgu? Albo że rozłączą się kości żywego człowieka na skutek rozciągnięcia? Napisane jest bowiem: „Policzyć mogą wszystkie kości moje" (Ps 22,18). Ponieważ wielka była miłość, dlatego sam wziął na siebie wszystko i wybrał najcięższe cierpienia, by pokazać, jak bardzo nas kocha, a czego inaczej pokazać nie było można. Dlatego nie gwoździe trzymały Go na krzyżu, lecz miłość. Nie ludzka przemoc Go zwyciężyła, ale Jego miłość. Jakby ludzka przemoc mogła Go zwyciężyć, skoro na jedno Jego słowo wszyscy napastnicy padli na ziemię?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;212. W taki to i inny jeszcze sposób święta Dziewica z głęboką mądrością mówiła o męce naszego Zbawiciela. Dodawała, że na własnym ciele doświadczyła niektórych Jego cierpień. Nie wszystkich, bo to byłoby niemożliwe. Mówiła jeszcze, że większej doznawał męki w swojej piersi, niż tej od krzyża, a to na skutek rozłączenia się kości. Na poparcie tego twierdzenia mówiła, że u niej inne bóle są przejściowe, a ten w piersi trwa ciągle. I też, chociaż codziennie doznaje bólów żołądka i głowy, to ten w piersi najbardziej dokucza. Może na to wpływać także bliskość serca, i to nie tylko gdy o nią chodzi, ale też i o Zbawiciela. Ponieważ bowiem te kości służą ochronie serca i płuc, to ich rozłączenie nie może nie być powodem wielkiego bólu serca, i bez cudownego działania musiałoby się to zakończyć śmiercią. Wróćmy jednak do naszego tematu. Kiedy święta Dziewica stała się uczestniczką cierpień Chrystusa, co trwało wiele dni, to w miarę, jak słabły jej siły cielesne, rosła jej serdeczna miłość. Doświadczała równocześnie, jak bardzo Zbawiciel ją kocha, nie tylko zresztą ją, ale cały rodzaj ludzki, podejmując tak okrutną mękę. To z kolei tak potęgowało jej miłość i z taką gwałtownością, że wyglądało na to, iż serce jej pęknie. Tak właśnie dzieje się z naczyniem, które zawiera w sobie burzącą się ciecz i w końcu ulega rozsadzeniu, a ciecz się wylewa, nie ma bowiem proporcji między naczyniem a jego zawartością. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;213. I&amp;nbsp;cóż jeszcze? Zdziwisz się na to, co powiem. Taka była potęga jej miłości, że serce tej Dziewicy rozpękło się od góry do dołu, umarła z nadmiaru miłości. Nie było innej przyczyny jej śmierci. Dziwisz się, czytelniku? Wiedz, że są na to liczni świadkowie, mężczyźni i kobiety, którzy byli przy jej śmierci obecni i którzy pierwszemu mnie o tym powiedzieli. Ich imiona niżej podam. Ja sam nie dowierzając, przystąpiłem do niej i pilnie pytałem, co ona sama o tym myśli, i jaka jest rzeczywista prawda? Ona uderzyła w płacz i długo zwlekała z odpowiedzią, wreszcie rzekła: „Czy, ojcze, nie będziecie współczuć takiej duszy, która będąc uwolniona z ciemnego więzienia, oglądała wspaniałe światło, a potem na powrót została w tym samym więzieniu zamknięta? To ja biedna nią jestem, mnie się to przydarzyło z Bożego zrządzenia na skutek moich grzechów". Usłyszawszy to, z tym większym zaciekawieniem chciałem się dowiedzieć szczegółów całej prawdy, więc zapytałem: „Czy, Matko, rzeczywiście twoja dusza odłączyła się od ciała?" Na to ona rzekła: „Taki był we mnie ogień Bożej miłości i pragnienie połączenia się z Tym, którego miłuję, że gdyby serce było z kamienia czy żelaza, musiałoby pęknąć. Nic stworzonego, jak myślę, nie miałoby takiej mocy, żeby moje serce w całości zachować wobec takiej miłości. Uważajcie więc za pewne, że ono od góry do dołu pod naciskiem gwałtownej miłości rozpękło się i otworzyło, i ja czuję w swoim ciele to otwarcie. Możecie więc z tego wywnioskować, że moja dusza musiała się od ciała odłączyć i że ujrzała Boże tajemnice, o których nie godzi się mówić komukolwiek z pielgrzymów tej ziemi, bo ani pamięć nie ma takiej mocy, by wszystko w sobie zatrzymać, ani ludzkie słowa nie są zdolne, by wyrazić te wzniosłe rzeczy. I ja, cokolwiek powiedziałam, jest jak błoto w stosunku do złota. Pamięć o tym pozostała we mnie i ilekroć jest mowa na ten temat, doznaję wielkiego ucisku, uświadamiając sobie, jak nisko spadłam z tego niebotycznego stanu do tego marnego, że nie mogę inaczej wyrazić mojego bólu jak tylko szlochem i łzami".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;214. Usłyszawszy to i pragnąc szczegółowiej dowiedzieć się o sprawie, rzekłem: „Błagam, Matko moja, skoro inne tajemnice mi wyjawiasz, to i tej nie zatajaj przede mną, lecz zechciej po kolei opowiedzieć mi o tym nadzwyczajnym wydarzeniu". „Ja, rzekła, w tych dniach, po wielu objawieniach, umysłowych i zmysłowych, i wielu duchowych pociechach otrzymanych od Pana, przynaglona Jego czystą miłością, osłabiona położyłam się do łóżka. I stale się modliłam, by mnie stąd zabrał, z tego śmiertelnego ciała, bym doskonale z Nim się zjednoczyła. Ponieważ jednak nie mogłam wtedy tego uzyskać, dał mi udział w Jego cierpieniach, na ile one były dla mnie możliwe". Opowiedziała mi wtedy o tym, co było związane z męką Zbawiciela, a co wyżej przedstawiłem. Potem dalej mówiła: „Z doświadczenia na sobie Jego cierpień zrozumiałam jaśniej, jak umiłował mnie mój Stwórca. Moja miłość tak wtedy się rozpaliła, że powodowała osłabienie ciała i doszło do tego, że moja dusza już niczego nie pragnęła, jak tylko opuścić to ciało. Co więcej, rozpalając coraz bardziej ogień, jaki wniósł do mego serca, moje ciało coraz bardziej słabło, a duchowa miłość stawała się mocna jak śmierć. I kiedy serce pękło, jak mówiłam, dusza moja uwolniła się z ciała, lecz niestety tylko na krótko". Wtedy ja rzekłem: „Przez jaki czas twoja dusza była bez ciała?". Na to ona: „Mówili ci, co byli przy mojej śmierci&amp;nbsp;i przygotowaniach do pogrzebu, że od chwili mojego zgonu do mojego zmartwychwstania upłynęły cztery godziny, i że przyszło wielu sąsiadów, by mojej matce i innym z rodziny złożyć wyrazy współczucia. Jednak dusza moja świadoma, że weszła do wieczności, nie myślała o czasie".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;215. Na to ja: „Co, moja Matko, widziałaś w tym czasie? I dlaczego twoja dusza wróciła do ciała? Proszę, nie ukrywaj niczego przede mną". Ona rzekła: „Wiedzcie, ojcze, że cokolwiek znajduje się w tym niewidzialnym dla nas świecie, to wszystko widzi i rozumie moja dusza, a więc chwałę świętych, kary grzeszników. Ale powiadam, ani pamięć tego nie zmieści, ani słowa nie są zdolne, by to wyrazić, ale co będzie dla mnie możliwe, to wam powiem. Uważajcie za pewne, że moja dusza oglądała Bożą istotę, i to jest przyczyną, dlaczego z takim trudem jest dla mnie przebywać w tym więzieniu ciała. I gdyby nie trzymała mnie tu miłość Boga i bliźniego, dla którego to Bóg sprowadził mnie z powrotem do ciała, umarłabym ze smutku. Pociechą zaś jest dla mnie, jeśli doznaję cierpienia, bo wiem, że dzięki temu będę doskonalej oglądać Boga. Dla tej to przyczyny moje cierpienia przestają być ciężkie, owszem dla mojej duszy stają się miłe, jak sami może cię się o tym przekonać, wy i ci wszyscy, którzy codziennie się ze mną spotykają. Widziałam także kary potępionych i tych, co są w czyśćcu, tych kar nie da się w pełni słowami wyrazić. Gdyby ludzie ujrzeli jedną najmniejszą z tych kar, to by woleli wybrać dziesięć śmierci cielesnych, niż tę jedną najmniejszą karę ponosić przez jeden dzień. Widziałam szczególnie, jak ukarani byli ci, co żyją w małżeństwie i nie strzegą jego świętości, ale chcą głównie zaspokajać swoją pożądliwość". Kiedy zapytałem, dlaczego ten grzech, który przecież nie jest najcięższy, tak surowo jest karany, odpowiedziała, że ludzie nie mają tutaj pełnej świadomości grzechu, i co za tym idzie, nie mają wystarczającej skruchy, jaką mają, gdy chodzi o inne grzechy, i stąd częściej go popełniają niż inne. I dodała: „Bardzo niebezpieczny jest taki grzech, gdy popełniający go nie dba o to, by za niego pokutować, choćby to był grzech mały".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;216. Po tych uwagach wróciła do przerwanego wątku. „Kiedy moja dusza to wszystko zobaczyła, wieczny Oblubieniec, o którym myślałam, że już Go na zawsze posiadłam, rzekł do mej duszy: »Popatrz jak wielkiej chwały są pozbawieni i jakie kary ponoszą ci, którzy Mnie obrażają. Dlatego wracaj i wykaż, jaki popełniają błąd i na jakie narażają się niebezpieczeństwom Kiedy moja dusza okazała wielki lęk wobec tego powrotu, Pan rzekł: »Zbawienie wielu dusz domaga się twojego powrotu, odtąd też nie będziesz wiodła dotychczasowego trybu życia i nie cela będzie twoim mieszkaniem, będziesz musiała nawet opuścić twoje miasto dla zbawienia dusz. Ja zaś zawsze będę z tobą, będę cię wprowadzał i wyprowadzał. Będziesz głosić chwałę mojego imienia i pouczenia duchowne małym i wielkim, świeckim, a także osobom duchownym i zakonnym. Ja bowiem dam ci usta i mądrość, którym nikt nie będzie mógł się sprzeciwić. Zaprowadzę cię przed biskupów, rządców Kościoła i ludu chrześcijańskiego, by stosownie do właściwego dla Mnie sposobu, przez tych, co są słabi, poskromić ludzi pysznych«. Gdy w ten i podobny sposób przemówił Pan do mojej duszy, w tajemniczych słowach sprawił, że nagle wróciłam do ciała. Gdy moja dusza to sobie uświadomiła, opanował mnie taki smutek, że przez trzy dni i trzy noce nie mogłam powstrzymać się od płaczu, a i teraz płaczę, kiedy to sobie wspomnę. Nie dziw się temu, ojcze, dziwne jest raczej to, że moje serce nie pęka każdego dnia od tego bólu, mając na uwadze wspaniałość tej chwały, jaka wtedy była moim udziałem, a teraz niestety oddaliła się ode mnie. Wszystko to mi się przydarzyło dla zbawienia bliźnich. Niech się więc nikt nie dziwi, że taką wielką darzę ich miłością, skoro Najwyższy polecił mi napominać złych, by się nawrócili, i skoro za tak wysoką cenę ich nabyłam. Dla nich to przecież popadłam w anatemę, czyli zostałam do czasu odłączona od Pana i Jego chwały, na jak długo nie wiem. Stąd też powtórzę za św. Pawłem: »bracia umiłowani [...] - radości i chwało moja!« (Flp 4,1). Mówię to także w tym celu, by z waszego serca usunąć niezadowolenie, jakiego i inni doznają, że taka łatwa jestem w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;217. Gdy to wszystko usłyszałem i pojąłem wedle udzielonej mi łaski, doszedłem do wniosku, że ze względu na zaślepienie i niewiarę współczesnych ludzi, kochających tylko siebie, nie warto tego wszystkiego im przekazywać. Z tej też przyczyny zabroniłem braciom i siostrom moim, dopóki żyje Katarzyna, rozgłaszać jej nauki. Napomniałem też tych, którzy dawniej szli za jej wskazaniami, by się wycofali. Teraz jednak, gdy już jest w raju i nie wróci, aż dopiero przy powszechnym zmartwychwstaniu, uznałem za celowe, by ujawnić ten wielki dar Bożego miłosierdzia i oczywisty cud, by nie pozostał ukryty na skutek mojego niedbalstwa. Kiedy zbliżyła się godzina jej zgonu, obecne przy niej kobiety, jej towarzyszki, powiadomiły brata Tomasza, nieraz już wspomnianego, by pokierował modlitwami za konających. On wziął z sobą brata Tomasza Antonii. Dowiedział się także brat Bartłomiej Montucci i przyszedł razem z bratem Janem, konwersem ze Sieny. Ci czterej, którzy obecnie jeszcze żyją, towarzyszyli śmierci świętej Dziewicy, pogrążeni w smutku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;218. Podczas jej konania brat Jan konwers tak głęboko się wzruszył, że na skutek płaczu i szlochu doznał krwotoku z ust. Do jednego bólu doszedł drugi. Ci, co opłakiwali umierającą, poczęli opłakiwać tego, któremu śmierć zagrażała. Tymczasem brat Tomasz z wielką wiarą rzekł do brata Jana: „Ja wiem, że ta Dziewica jest w wielkiej cenie u Boga, przyłóż więc jej rękę do swojej chorej piersi, a na pewno będziesz uzdrowiony". Kiedy ten to uczynił, na oczach wszystkich wrócił do pełnego zdrowia, jakby nigdy dotąd nie chorował. Opowiadał o tym sam brat Jan wszystkim zainteresowanym i w razie potrzeby potwierdzał przysięgą. Poza braćmi wyżej wymienionymi była tam obecna niejaka Aleksja, towarzyszka Katarzyny i jej córka w Panu. Jestem głęboko przekonany, że ona także, jak tamta, przebywa w niebie. Niedługo żyła po jej śmierci. Wszyscy obecni byli w pełni przekonani, że śmierć Katarzyny rzeczywiście nastąpiła, szczególnie ci, którzy znają się na rzeczy, mężczyźni i kobiety, zbiegający się zwykle w takich przypadkach. Świadkami opisanych na początku rozdziału zachwytów i lewitacji ciała byli: niektóre siostry od Pokuty św. Dominika, Katarzyna, córka Thecci ze Sieny, która przez długi czas była jedyną towarzyszką, i jeśli mnie pamięć nie myli, Lisa, jej krewna, która jeszcze żyje, oraz wspomniana Aleksja.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2894061433687221347?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2894061433687221347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/16-zywot-ekstazy-i-objawienia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2894061433687221347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2894061433687221347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/16-zywot-ekstazy-i-objawienia.html' title='16/ Żywot: Ekstazy i objawienia'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-6715380816951963368</id><published>2012-01-18T12:08:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T12:09:32.054-08:00</updated><title type='text'>15/ Żywot: Początek działalności publicznej</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;125. Przekonana z całą oczywistością, że jest wolą jej Oblubieńca, by odtąd nawiązywała kontakty z ludźmi, Katarzyna postanowiła tak wśród ludzi się zachowywać, by jej obcowanie z nimi nie było bezowocne, przeciwnie, by było dla nich przykładem cnotliwego życia. Dlatego na początek położyła nacisk na akty pokory, a potem stopniowo na uczynki miłości dla zbudowania bliźnich. Nie zapominała jednak o nieustannej modlitwie i duchu umartwienia. Z pokorą oddawała się służebnym posługom, z radością spełniając takie prace, jak zamiatanie, mycie naczyń, wszystko to, co wiąże się z kuchnią i posiłkiem. Miało to miejsce wtedy, kiedy służąca zachorowała. Podwajała wtedy swoje wysiłki. Usługiwała bowiem chorej i robiła za nią wszystko, co należało do jej roli. I co dziwne, nie opuszczała z tego powodu swoich spotkań z wiecznym Oblubieńcem. Było dla niej naturalną rzeczą w każdym czasie nawiązywać z Nim duchowy kontakt, czemu nie przeszkadzały zupełnie fizyczne zajęcia. Tak jak ogień ze swojej natury wznosi się w górę, podobnie jej duch, rozpalony ogniem Bożej miłości, w taki sam sposób dążył zawsze ku górze, „gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga" (Kol 3,1).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;126. Stąd też bardzo często doznawała duchowego zachwytu, który nazywamy ekstazą. Ja i bracia, którzyśmy przez nią byli duchowo zrodzeni słowem życia, z tysiąc razy byliśmy tego świadkami. W miarę, jak jej świadomość koncentrowała się wokół osoby Chrystusa, coraz bardziej odchodziła od zmysłów, a jej ręce i nogi stawały się sztywne, począwszy od palców rąk, które tak mocno przywierały do dotykanych przedmiotów, że łatwiej byłoby je złamać niż oderwać. Oczy się zamykały, szyja stawała się sztywna, że byłoby niemałym niebezpieczeństwem chcieć ją nagiąć. Zdarzyło się, że Łapa, jej matka, nieświadoma tego, co to jest ekstaza, widząc córkę w takim niezwykłym stanie, chciała jej szyję doprowadzić do normalnego stanu. Zaprzestała jednak tego na interwencję świadomej sprawy towarzyszki. Po powrocie do przytomności Katarzyna czuła w szyi taki ból, jakby ktoś ją w nią często uderzał. Mówiła mi święta Dziewica, że gdyby jej matka naginała szyję nieco dłużej, uległaby ona złamaniu. Podczas tych ekstaz, gdy święta Dziewica, jak druga św. Magdalena, była duchem uniesiona w górę, zdarzało się, że i jej ciało unosiło się ponad ziemię. Z pomocą Bożą będzie o tym niżej szerzej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;powiedziane.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Teraz zaś przystąpimy do omówienia cudu, który miał miejsce na początku tej ekstazy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;127. Zdarzyło się raz, kiedy Katarzyna, wykonując służebne zajęcia w swoim domu, siedziała przy ogniu i obracała rożen, jej duch rozpalał się ogniem Ducha Świętego, tak że wpadła w ekstazę. Widząc to jej bratowa Lisa, która mi o tym opowiadała, zaczęła sama rożen obracać, pozostawiając ją w ekstazie. Usmażyło się mięso, zjedzono obiad, a Katarzyna nadal trwała w zachwycie. Lisa wykonała wszystkie jej zajęcia, domownicy ułożyli się do snu, a Lisa postanowiła czekać, aż Katarzyna wróci do siebie. Po jakimś czasie poszła do niej, a ta leżała na żarzących się węglach. A było tych węgli dużo, ponieważ potrzebne były do sporządzania tinktur farbiarskich. Lisa, ujrzawszy Katarzynę w takim stanie, krzyknęła: „Ach, Katarzyna cała się spaliła!". Szybko podeszła do niej, ściągnęła z węgli i ze zdumieniem zauważyła, że ani ciało, ani ubranie nie zostało przez ogień tknięte, w ogóle nie było śladu przypalenia ani swądu. Co więcej, nawet popiół nie przywarł do ubrania, mimo że jak się okazało, Katarzyna musiała tam leżeć parę godzin. Czy zdajesz sobie sprawę, czytelniku, jak wielka musiała być moc tego wewnętrznego ognia, jaki płonął w duszy tej świętej Dziewicy, skoro potrafił odebrać moc ogniowi naturalnemu. Czy nie widzisz w tym powtórzonego cudu z Trzema Młodzieńcami? Ten cud z ogniem miał miejsce zresztą nie ten jeden raz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;128. Otóż kiedy w kościele Braci Kaznodziejów w Sienie Katarzyna siedziała przy jednej z kolumn, przy której była figura któregoś ze świętych, a obok palące się świece, jedna ze świec wywróciła się i upadła na głowę świętej i tam cała się wypaliła, a mimo to ani głowa nie doznała szkody, ani welon się nie spalił, ani nawet nie było na nim śladu po ogniu. Ponieważ wosk całkiem się wypalił, tak że płomień musiał zgasnąć, wyglądało na to, jakby świeca nie upadła na głowę, ale na żelazo albo twardy kamień. Było wielu świadków tego wydarzenia, którzy mi potem o tym mówili. Jedną z nich była Lisa, druga Alekja, trzecia Franciszka. Żyje z nich tylko Lisa. Pozostałe dwie zmarły szybko po zgonie swej mistrzyni. Poza tymi cudami nieraz się zdarzało w różnych stronach świata, szczególnie wtedy, kiedy dzięki łasce Bożej zbierała obfitsze owoce swego apostolstwa, że odwieczny wąż, który jej nienawidził, za dopuszczeniem Bożym wrzucał ją do ognia w obecności wielu jej synów i córek w Chrystusie. Kiedy obecni z płaczem i szlochem usiłowali ją z ognia wyciągnąć, ona z uśmiechem na twarzy wychodziła sama, nie mając ani na ciele, ani na sukni żadnego śladu spalenizny. Mówiła wtedy: „Nie bójcie się, to jest Mala-tascha". Tak bowiem nazywała diabła, który jest złym workiem dusz. W tamtym regionie mały worek nazywa się „Tascha". Opowiadał mi jeden z synów Neriusza Landocei ze Sieny, że razem z wieloma osobami obojga płci był dwa razy świadkiem tego rodzaju cudu. A ponieważ wiódł życie w celibacie i prawie pustelnicze, i długi czas go znałem, daję więc wiarę jego słowom.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;129. To samo zaświadcza niejaki Gabriel de Piccolomini ze Sieny, twierdząc, że był przy tym obecny. Dodaje, że kiedy przy łóżku świętej Dziewicy, która w nim leżała chora, znajdował się wielki garnek gliniany pełen żarzących się węgli, odwieczny nieprzyjaciel z taką siłą cisnął ją głową na te węgle, że naczynie rozbiło się na drobne kawałki, jednakże ani jej głowa, ani welon nie doznały szkody od ognia ani siły uderzenia. Co więcej Katarzyna sama się podniosła, wyśmiewając prześladowcę i powtarzając Mala-tascha. Podobne rzeczy czytamy w żywotach ojców o Eufraksji. Nie ma się co dziwić, że pozwalał Bóg na takie rzeczy, gdy chodzi o jego Oblubienicę, jeżeli pozwolił na to, by duch wyniósł jego Jedynego Syna na szczyt świątyni i na wyniosłą górę. Przeskoczyłem, wyznaję, czytelniku, z początku na koniec, ale tożsamość tematu skłoniła mnie do tego. Nie będę musiał dzięki temu wracać do cudów, jakie Pan zdziałał z żywiołem ognia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;130. Powróćmy do toku naszej historii. Święta Dziewica, pouczana, przynaglana przez najwyższego Mistrza, z dniem każdym postępowała w duchowej mądrości. W ukwieconym łożu doświadczyła uścisków niebieskiego Oblubieńca, a potem schodziła w dolinę porosłą liliami, by stać się bardziej płodną. Nie opuszczała ani nie pomniejszała jednego dla drugiego. To jest właśnie najwyższa doskonałość, coś więcej niż sama choćby doskonała miłość. &lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;A chociaż miłość była u niej korzeniem i przyczyną wszystkich jej działań, to dzieła miłości wobec bliźniego brały górę ponad &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;wszystkim innym. Te zaś dzieła były dwojakiego rodzaju, tak jak &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;i bliźni ma w sobie podwójną naturę: duchową i cielesną. A po­nieważ według porządku natury przechodzi się od tego, co mniej &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;doskonałe, ku temu, co doskonałe, stąd też najpierw będziemy &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.05pt;"&gt;mówili o uczynkach miłości co do ciała, a potem co do duszy. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;To drugie może się wydać trudne, chociaż nie sądzę. Ponadto, &lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;to pierwsze ze względu na odrębność faktów trzeba podzielić na &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;dwie grupy: takie, które wykonywała wobec chorych; i takie, któ­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;re dotyczyły potrzeb materialnych. W tym drugim wypadku jej &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;uczynki miały w sobie coś nadzwyczajnego, graniczyły z cudem. Następny więc rozdział będzie najpierw mówił o nadzwyczajnych &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;faktach, jakie miały miejsce przy udzielaniu pomocy materialnej potrzebującym, a potem o szczególnej miłości, jaką świadczyła chorym. I tak kończę ten rozdział, nie będę jednak wymieniał tu­taj świadków, którym zawdzięczam niektóre wiadomości, bo już &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;to zrobiłem, podając ich imiona.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-6715380816951963368?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/6715380816951963368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/15-zywot-poczatek-dziaalnosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6715380816951963368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6715380816951963368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/15-zywot-poczatek-dziaalnosci.html' title='15/ Żywot: Początek działalności publicznej'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-7782209500287375890</id><published>2012-01-18T11:54:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T11:54:02.502-08:00</updated><title type='text'>14/ Żywot: Misja Katarzyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;118. Oto głos niebieskiego Oblubieńca przemawiającego w Pieśni nad pieśniami do swej umiłowanej Oblubienicy: „Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko moja, gołąbko moja, ty moja nieskalana, bo pełna rosy ma głowa, i kędziory me - kropli nocy" (5,2). Na co Oblubienica odpowiada: „Suknię z siebie zdjęłam, mam więc znów ją wkładać? Stopy umyłam, mam więc znów je brudzić?" (5,3).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Dlatego umieściłem to na początku tej drugiej części, ponieważ skoro dotąd mówiliśmy o uściskach Jakuba i Racheli, tośmy szli śladami Marii, która lepszą cząstkę obrała. Przyszedł teraz czas, by przejść do płodności i rozlicznych posług Marty, i Chrystusową Oblubienicę ukazać wiernym nie jako Oblubienicę z imienia, ale jako płodną duchowym potomstwem. Ponieważ jednak każdej duszy, która skosztowała, jak słodki jest Pan, trudno odłączyć się od tej słodyczy, czy choćby oddalić, nie będzie dziwnym, że Oblubienica, gdy została wezwana przez Pana, by rodzić duchowe potomstwo czy mu służyć w tym, co najbardziej konieczne, poczęła się żalić i doszukiwać przyczyn tej Jego woli. Dlatego też wyżej przytoczony został głos Oblubieńca budzącego swoją Oblubienicę trwającą w kontemplacji, która wyzbyła się tego, co doczesne i obmyła z wszelkich brudów. Prosi ją, by Mu otworzyła drzwi, nie swoje, ale innych dusz. Nie ma żadnej wątpliwości, że jej drzwi zawsze stoją dlań otworem. Nie mogłaby inaczej spoczywać w Panu i ściśle mówiąc, nie mogłaby nazywać się Oblubienicą. Tymczasem ona, gdy rozpoznała głos swego Pasterza i Oblubieńca i uświadomiła sobie, że została wezwana do tego, by od słodyczy spoczynku przejść do pracy, z milczenia pustyni do gwaru, od tajemnic celi do życia publicznego, odpowiedziała głosem pełnym skargi: „Zdjęłam z siebie i odrzuciłam suknię wszelkiej doczesnej troski, jakże ja ją mam teraz włożyć? Stopy moich uczuć, niosące mnie tam, dokąd idę, obmyłam z wszelkiego brudu grzechów i wad, czy mam je na nowo zabrudzić w ziemskim kurzu?". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;119. Wracając do naszego tematu, kiedy Zbawiciel wszystkich, Bóg i Pan, Jezus Chrystus napełnił swoją Oblubienicę słodyczą swoich darów, w duchowych zapasach zaprawił ją do odnoszenia zwycięstw i nauczył podstawowych prawd nauki chrześcijańskiej, nie chciał by światło ukrywało się pod korcem. Chciał natomiast, aby miasto położone na górze mogło być dla wszystkich widoczne, a sama Oblubienica mogła zwrócić Panu z procentem talenty przez niego powierzone. Przywołał ją więc i rzekł: „Otwórz mi twoją posługą drzwi dusz, przez które mógłbym wejść do nich. Przygotuj drogę, po której moje owce będą mogły iść i wracać, ł znajdować pastwiska. Otwórz także dla mnie, to znaczy ku mojej czci, skrzynię niebieskich skarbów, którymi są nauka i łaski, i niech będą rozdawane wiernym. Otwórz mi, siostro moja przez tożsamość natury, przyjaciółko moja przez duchową miłość, gołąbko moja przez prostotę umysłu, nieskalana moja przez czystość dwojga ludzi". Na to owa święta Dziewica odpowiedziała dosłownie tak, jak zostało podane w załączonym tekście i jak wyżej wyjaśnione. Katarzyna opowiadała mi, że nieraz, kiedy na rozkaz Pana musiała opuścić celę i z kimś się spotkać, jej serce przenikał taki ból, że wydawało się jej, jakby ktoś ją krajał albo łamał. Nic poza Panem nie zdołałoby zmusić jej do opuszczenia celi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;120. Kontynuuję rozpoczętą historię. Otóż po owych zaślubinach zaczął Pan powoli swoją Oblubienicę przyzwyczajać do kontaktu z ludźmi. Nie umniejszał jednakże jej doskonałości, a może rozwijał, o czym niżej będzie mowa. Kiedy się jej objawiał, pouczał ją w królestwie Bożym, odsłaniał jej swoje tajemnice, razem z nią odmawiał Godziny Kanoniczne, podczas których zdarzało się, że powiedział: „Idź już, bo jest czas posiłku i twoi domownicy udają się do jadalni. Idź i bądź z nimi, a potem do mnie wrócisz". Słysząc to, unosiła się płaczem i wołała: „Dlaczego, najsłodszy Panie, mnie biedną odpędzasz od siebie? Jeśli obraziłam Twój majestat, niech będzie ukarane moje ciało u stóp Twoich, do czego i ja się przyłożę. Nie dozwól, by mnie taka ciężka dotknęła kara, że będę choćby na chwilkę z dala od Ciebie, najukochańszego mojego Oblubieńca. Co mi po ich posiłku? Ja mam do spożywania taki pokarm, jakiego nie znają ci, do których mnie posyłasz. Czy tylko samym chlebem człowiek żyje, a nie słowem, które z ust Twoich pochodzi? Ja, o czym Ty wiesz doskonale, uciekam od wszelkiego kontaktu z ludźmi, by Ciebie spotkać, Boga mojego i Pana. Odkąd dzięki Twojemu miłosierdziu znalazłam Ciebie i szczęśliwa posiadam, nie będę na tyle podła, by pozostawić bezcenny skarb i uwikłać się w poplątane ludzkie sprawy, by popaść w niewiedzę i być od Ciebie odrzucona. Niech dalekie będzie od Ciebie, Panie, dalekie od Twojej niezmierzonej dobroci, byś mnie lub komukolwiek innemu nakazywał coś, co by duszę miało oddalić od Ciebie".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;121. Na te i im podobne skargi Dziewicy, wypowiadane bardziej szlochem niż słowami, kiedy leżała u stóp Pana, On tak jej odpowiedział: „Daj spokój, najsłodsza córko, godzi ci się wypełnić wszelką sprawiedliwość, byś nie tylko dla siebie, lecz także dla innych, dzięki mojej łasce, stała się owocodajnym drzewem. Nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób ciebie od siebie odłączyć, lecz przez miłość bliźniego jeszcze bardziej złączyć ze sobą. Wiesz o tym, że są dwa moje przykazania miłości, Mnie i bliźniego, na których, jak Ja sam oświadczyłem, opiera się Prawo i Prorocy. Chcę, byś wypełniła wymagania tych dwu przykazań, byś chodziła nie na jednej, ale na dwu nogach, i na skrzydłach wznosiła się do nieba. Przypomnij sobie, jak od dzieciństwa wzrastała w twoim sercu gorliwość o zbawienie dusz, którą jak ziarno sam posiałem i podlewałem. Doszło do tego, że miałaś zamiar przebrać się w męski strój i tam, gdzie cię nie znają, wstąpić do Zakonu Kaznodziejów, byś mogła stać się użyteczną dla dusz. A tego habitu, który teraz nosisz, pożądałaś z ogromnym żarem dla szczególnej miłości, jaką żywiłaś do mego wiernego sługi Dominika, który z gorliwości o duszę właśnie założył swój zakon. Dlaczego więc dziwisz się i bolejesz, że chcę cię wprowadzić w to, o czym od dzieciństwa marzyłaś?". Na to ona nieco pokrzepiona na duchu, odpowiedziała podobnie jak Matka Najświętsza: „Jak mi się to stanie?". Na to Pan: „Tak, jak moja dobroć rozrządzi". A ona - jako dobra uczennica, naśladowczyni Mistrza - odpowiedziała: „Nie moja Panie, ale Twoja wola niech się stanie, i to we wszystkim, ponieważ ja jestem ciemnością, a Ty światłem, ja nie jestem, a Ty jesteś tym, który jest, ja nierozumna, a Ty jesteś Mądrością Ojca. Jednak proszę Cię, Panie, wybacz moją śmiałość, jak się stanie to, co powiedziałeś? Jak ja, taka biedniutka i pod każdym względem słaba, będę mogła być użyteczną dla dusz. Płeć temu przeczy, jak sam wiesz, i to z wielu przyczyn: przez ludzi jest lekceważona, a przyzwoitość każe, by kobiety nie wchodziły w towarzystwo mężczyzn".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;122. Na to Pan odpowiedział słowami Archanioła Gabriela, że „u Boga nie ma nic niemożliwego". I powiada dalej: „Czy to nie Ja stworzyłem rodzaj ludzki i ukształtowałem obie płci, i czy nie Ja gdzie chcę, wylewam mojego Ducha i nie ma u mnie mężczyzny i kobiety, plebejusza i szlachcica. Wszyscy są równi wobec Mnie, ponieważ wszystko jest z tej samej mocy. Tak samo jest mi łatwo stworzyć anioła, jak mrówkę, całe niebiosa, jak robaczka. Napisano o Mnie, że »wszystko, co zechce, czynię«" (Ps 115,3). Nic, co logiczne, nie jest u Mnie niemożliwe. Dlaczego więc wątpisz w mój sposób działania? Czy sądzisz, że nie znajdę sposobu, by spełnić to, co zamierzyłem? Wiem, że to, co mówisz, wypływa nie z niewierności, lecz z pokory. Musisz jednak zdawać sobie sprawę, że w obecnych czasach rozpanoszyła się pycha u tych zwłaszcza, którzy uważają się za wykształconych i mądrych, i moja sprawiedliwość nie może dłużej tego znosić i domaga się, żeby ich upokorzyć słusznym wyrokiem. Ponieważ jednak moje miłosierdzie jest ponad wszelkie moje dzieła, na początek chcę sprawić, żeby się zbawiennie zawstydzili i upokorzyli, jak to uczyniłem z Żydami i poganami, posyłając do nich prostych ludzi, napełnionych jednak Bożą mądrością. Poślę kobiety z natury niewykształcone i słabe, lecz przeze Mnie męstwem obdarzone i Boską mądrością, aby ich upokorzyć. Jeżeli się ustatkują i uniżą, okażę im pełniejsze miłosierdzie. Mam na myśli tych, którzy przyjmą moją naukę z szacunkiem jej należnym, podaną im wprawdzie w naczyniach kruchych, lecz wybranych i na miarę łaski im udzielonej. Jeżeli zaś wzgardzą tym lekarstwem upokorzenia, to Ja sam ich upokorzę moim słusznym wyrokiem, tak że cały świat ich potępi i wyśmieje. Sprawiedliwym i powszechnie uznanym wyrokiem dla pysznych jest, by tak jak dali się wynieść ponad siebie wiatrem pychy, tak teraz byli strąceni niżej siebie. Ty więc bez zwłoki okaż się posłuszną, gdy zdecyduję, że masz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;zająć się sprawami publicznymi. Ja cię, gdziekolwiek będziesz, nie opuszczę, ani teraz, ani w przyszłości. Będę cię jak zwykle nawiedzał i kierował we wszystkich sprawach twoimi krokami". Wysłuchawszy tego, święta Dziewica, jako prawdziwie posłuszna córka, skłoniwszy się głęboko przed Panem, opuściła z pośpiechem swoją celę, udała się do swoich domowników i zasiadła z nimi do stołu, spełniając polecenie Zbawiciela.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;123. Tutaj zatrzymaj się, drogi czytelniku, ponieważ pragnę spełnić to, co na początku zapowiedziałem. Mówiłem bowiem, o ile pamiętasz, że w tym dziele nie napiszę nic fikcyjnego, nic fałszywego, nic zmyślonego, lecz tylko to, co rzeczywiście otrzymałem od niej czy od innych. Wiedz jednak, że chociaż o niektórych sprawach wielokrotnie ze mną rozmawiała, ja jednak nie zapamiętałem co do słowa tego, co do mnie mówiła, czy to z braku uwagi, czy wstyd mi się przyznać, mojego niedbalstwa, ale także na skutek zajęć, które nie pozwalały mi się z nią widzieć. Te i inne jeszcze przyczyny spowodowały, że wiele rzeczy umknęło z mojej pamięci. Przyczyniło się do tego także i to, jak sądzę, że mój wiek chyli się już ku końcowi. Pierwsze, co w człowieku się starzeje, to według Seneki - pamięć. Podczas pisania przychodzą mi na myśl słowa, które prawdopodobnie zostały wypowiedziane, jak je sobie przypominam i jak sugeruje temat, chociaż ku chwale Boga wszechmogącego i dziewicy, jego świętej Oblubienicy, a mojemu zawstydzeniu wyznaję, że kiedy piszę, ona to pewnie sprawia, przychodzą mi do głowy myśli, których przedtem nie miałem, wydaje mi się natomiast, że sama Katarzyna jest obecna i że ona mi dyktuje to, co piszę. Ta uwaga dotyczy jednak tylko słów, nie faktów. Gdy bowiem o nie chodzi, niczego nie podaję, czego bym nie dowiedział się na pewno od świadków, z pism czy osobiście. Zresztą także gdy chodzi o słowa, to je formalnie odtwarzam, zwłaszcza gdy idzie o doktrynę. Wtrącam tę uwagę, bo lękam się, by się nie sprzeniewierzyć prawdzie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;124. Wracam do naszej historii. Dziewica ciałem przebywała wśród ludzi, lecz duchem była cała u swojego Oblubieńca. Ciężarem dla niej było wszystko, co widziała i słyszała, poza tym, którego kochała z całego serca. Dla tej wielkiej miłości godziny, które spędzała z ludźmi, wydawały się jej zbyt długie. Zamieniały się jakby na całe dni i noce. Jak tylko mogła najszybciej, wracała do swojej celi, by spotkać Tego, którego umiłowała jej dusza, a kiedy Go znalazła, obejmowała z tym większą czułością i z tym większą czcią adorowała. Zrodziło się wtedy w niej pragnienie, które za jej życia ciągle rosło, przyjmowania Komunii Świętej, z myślą by nie tylko jej duch łączył się z wiecznym Oblubieńcem, ale by także ciało mogło się z ciałem połączyć. Wiedziała bowiem, że chociaż Przenajświętszy Sakrament Ciała Pańskiego udziela duszy łaski duchowej i łączy ją ze Zbawicielem, co było główną intencją ustanowienia tego Sakramentu, to jednak jego prawdziwe ciało przez przyjmujących również cieleśnie jest przyjmowane i ciało z ciałem niewątpliwie się łączy, chociaż nie w znaczeniu fizycznym. Z tego też względu, pragnąc coraz bardziej jednoczyć się z przedmiotem swej miłości, postanowiła sobie jak najczęściej, na ile tylko będzie mogła, przystępować do Komunii Świętej. Ponieważ jednak na ten temat będzie niżej mowa, jeżeli Pan pozwoli, w osobnym rozdziale, więc już tu rzecz zakończę. Pan z dnia na dzień zaprawiał ją do właściwego obcowania z ludźmi, wprowadzał i wyprowadzał, tak by osiągnąć dzięki niej zamierzone owoce w duszach ludzkich. I tak stało się, że Pańska Dziewica, leniwa w ocenie domowników, zaczęła zajmować się pracami domowymi, z czego wynikły liczne i godne uwagi cudowne wydarzenia, o których będzie mowa w następnym rozdziale. Natomiast ten rozdział kończymy. Nie przywołałem w nim żadnego świadka, ponieważ wszystko to powiedziała mi sama święta Dziewica.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-7782209500287375890?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/7782209500287375890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/14-zywot-misja-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/7782209500287375890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/7782209500287375890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/14-zywot-misja-katarzyny.html' title='14/ Żywot: Misja Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2755983170706720252</id><published>2012-01-18T11:38:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T11:38:17.777-08:00</updated><title type='text'>13/ Żywot: Zaślubiny z Chrystusem</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;114. Dusza tej świętej Dziewicy wzrastała coraz bardziej w łasce Stworzyciela i w mocy, która sprawiała, że Katarzyna jakby nie chodziła po ziemi, a unosiła się w powietrzu. W jej sercu dojrzewało coraz bardziej święte pragnienie osiągnięcia samego szczytu wiary, dzięki któremu przez niezmienną i nieskażoną wierność okaże się najmilszą swojemu Oblubieńcowi. Poczęła razem ze swoimi uczniami prosić Pana, by zechciał pomnożyć jej wiarę tak, by osiągnęła pełną doskonałość, by nieprzyjazne moce nie zdołały jej zachwiać ni powalić. Pan na to jej pragnienie tak odpowiedział: „Poślubię cię z sobą w wierze". Dziewica powtarzała często swą prośbę, a Pan dawał jej tę samą odpowiedź. Zdarzyło się pewnego razu, przed Wielkim Postem, kiedy wierni przestawali spożywać pokarmy mięsne i to, co z mięsem ma związek, zaś inni obchodzili hulaszcze święto na cześć brzucha, że święta dziewica skupiona w swoim zamknięciu przyzywała oblicze swego Oblubieńca w modlitwach i postach i nieustannie powtarzała swoją prośbę. Wtedy Pan jej odpowiedział: „Ponieważ dla Mnie porzuciłaś wszelkie próżności, i wzgardziwszy rozkoszami ciała, we Mnie samym szukasz rozkoszy swego serca, w tym czasie, kiedy inni twoi domownicy szukają uciech w ucztach i przyjemnościach cielesnych, postanowiłem dla twej duszy urządzić uroczyste święto moich z tobą zaślubin i tak jak obiecałem, pragnę poślubić cię z sobą w wierze".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;115. Gdy On to jeszcze mówił, ukazała się Najświętsza Dziewica, Matka Jego, św. Jan Ewangelista, chwalebny Apostoł Paweł, św. Dominik i razem z nimi prorok Dawid z harfą w ręku. Gdy zaczął grać słodką melodię, Boża Rodzicielka ujęła prawą rękę Dziewicy i skierowując ją ku swojemu Synowi, prosiła, by zechciał ją zaślubić z sobą w wierze. Na co Syn Boży, wyrażając z uśmiechem zgodę, wziął pierścień złoty z czterema perłami i przepięknym diamentem pośrodku i włożył go na palec Dziewicy, mówiąc: „Poślubiam cię sobie, Stwórcy i Zbawicielowi twojemu w wierze i dopóki w niebie nie będziesz ze mną odprawiać godów wiecznych, niech ten ślub będzie niewzruszony. A teraz moja córko mężnie się sprawuj, bez żadnej zwłoki wykonuj wszystko, co moja Opatrzność zarządzi, bo jesteś uzbrojona mocą wiary i wszystkie przeciwności szczęśliwie pokonasz". Po tych słowach znikło widzenie, pozostała jednak na jej palcu obrączka widoczna jednak tylko dla niej, nie dla innych. Wyznała mi, choć z pewnym zażenowaniem i to nie raz, że widzi tę obrączkę na swoim palcu i nigdy się nie zdarzyło, by jej nie dostrzegła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;116. Czytelniku, jeśli pamiętasz pierwszą Katarzynę, męczennicę i królową, która, jak czytamy, po chrzcie była przez Pana poślubiona, czy uświadomiłeś sobie, że oto teraz masz drugą szczęśliwą Katarzynę, która po tylu zwycięstwach nad ciałem i szatanem również została uroczyście poślubiona przez Pana. Teraz zwróć uwagę na wymowę owego pierścienia, a zobaczysz, jak bardzo ów znak odpowiada temu, co oznacza. Katarzyna prosiła o silną wiarę, a cóż silniejszego od diamentu? Oprze się każdej twardości. Wszystko, co twarde, ujarzmia i kraje, ulega tylko krwi koźlęcia. Tak właśnie wierne serce zwycięży wszelkie przeciwności, lecz na wspomnienie krwi Chrystusowej całkowicie mięknie. Cztery perły oznaczają cztery rodzaje czystości w tej Dziewicy, mianowicie w intencjach, w myślach, w mowie i w uczynkach. Wszystkie one z tego, co już było powiedziane i co jeszcze będzie, jeśli Pan pozwoli, potwierdzą ich obecność. Te zaślubiny, według mojego zdania, są jakby bierzmowaniem, czyli utwierdzeniem Bożej łaski. Znakiem tego utwierdzenia jest pierścień. Był on widoczny dla niej, a nie dla innych, a to po to, by troszcząc się pośród burz o zbawienie wielu i różnych dusz, pokładała całą ufność w łasce Bożej, a nie lękała się, że kiedy innych będzie wyrywać z fal. Sama da się im pochłonąć. Według nauki świętych Doktorów jedną z głównych przyczyn, dla których wszechmogący Bóg niektórym ludziom, dzięki szczególnemu przywilejowi, objawia, że są w stanie łaski uświęcającej, jest to, że pragnie ich posłać w ten znieprawiony świat dla chwały swojego imienia i zbawienia dusz, jak tego mamy przykład na Apostołach w dniu Pięćdziesiątnicy, którzy otrzymali tyle dowodów posiadanej łaski. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Tak samo gdy chodzi o św. Pawła, któremu Jezus powiedział: „Wystarczy ci mojej łaski" (2 Kor 12,9). I wiele innych jeszcze dowodów było danych z Bożej łaskawości. Godziło się więc, by ta Dziewica otrzymała znak potwierdzenia posiadania stanu łaski, zwłaszcza że wbrew utartym zwyczajom, miała jako kobieta być posłana ku chwale Bożej w wir spraw publicznych i miała zabiegać o zbawienie wielu dusz ludzkich (o czym, jeśli Bóg pozwoli, będzie mowa niżej), by tym odważniej i mężniej mogła wykonać to, co od Boga jej zostało zlecone.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;117. Szczególną rzeczą u niej było to, że gdy w wypadku innych ów znak miał charakter czasowy, to u niej trwał stale. Myślę, że Pan uczynił tak, ponieważ słaba płeć, rzucająca się w oczy nowość, dekadencki czas obecnego wieku, wszystko zdawało się sprzeciwiać misji, do jakiej Bóg ją powołał. Trzeba więc było, aby do tego świętego dzieła była w sposób szczególny i trwały przygotowana. Na koniec, wiedz czytelniku, że ta pierwsza część życiorysu św. Katarzyny jest równocześnie końcem jej milczenia i życia ukrytego. Druga, jeśli Pan pozwoli, opowie o rym, co ta św. Dziewica dokonała, żyjąc pośród ludzi, ku chwale Bożej i zbawieniu dusz, mając zawsze prze oczyma Pana naszego Jezusa Chrystusa, królującego we wszystkich jej działaniach, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2755983170706720252?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2755983170706720252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/13-zywot-zaslubiny-z-chrystusem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2755983170706720252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2755983170706720252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/13-zywot-zaslubiny-z-chrystusem.html' title='13/ Żywot: Zaślubiny z Chrystusem'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-5443209212392335426</id><published>2012-01-18T11:32:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T11:32:14.116-08:00</updated><title type='text'>12/ Żywot: Więź Katarzyny ze Zbawicielem</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;103. Kiedy król pokoju, Salomon, wzniósł wieżę libańską dla obrony Jerozolimy zagrożonej ze strony Damaszku, wkrótce pyszny król Babilonu i wróg pokoju począł się srożyć, wysyłając przeciw Jerozolimie swoje wojsko, usiłując ją zniszczyć. Przewidujący i zapobiegliwy król otoczył wieżę obronnymi wałami i tak się działo w jakiś cudowny sposób, że strzały wrogów nie tylko że nie trafiały do celu, ale zawracały i raziły strzelających. Mówię to dlatego, że odwieczny wąż widząc, iż ta dziewczyna zaczyna osiągać wysokie szczyty doskonałości i staje się przyczyną zbawienia nie tylko własnego, ale i wielu innych, i że swoimi zasługami i nauką broni święty Kościół katolicki, z całą złośliwością, używając tysiąca sztuczek, zwrócił się przeciwko niej. Jednakże Pan wielkiego miłosierdzia, który zezwolił na to, by tym wspanialszą koroną przyozdobić swoją Oblubienicę, tak skuteczną duchową zbroją ją ubezpieczył, że z walki więcej uzyskała korzyści niż z pokoju. Natchnął ją myślą, by prosiła Pana o cnotę męstwa, co też czyniła nieustannie przez wiele dni. Łaskawy Inspirator, pragnąc wysłuchać jej wytrwałą modlitwę, tak ją pouczał:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;104. „Córko, jeżeli pragniesz zdobyć cnotę męstwa, trzeba żebyś poszła w moje ślady. Ja bowiem chociaż Boską mocą mogłem unicestwić wszelkie duchy zamieszkujące obszary powietrzne, czy innym sposobem je ujarzmić, wolałem jednak dać wam przykład użycia ludzkich środków, mianowicie drogi krzyża, i do niej was przekonać. Jeżeli więc chcecie być zdolni do pokonania wszelkiej wrogiej potęgi, musicie przyjąć krzyż dla waszego pokrzepienia, jak Ja to uczyniłem, według słów mojego Apostoła, że zamiast radości, którą mi obiecywano, przecierpiałem krzyż, tak haniebny i twardy (zob. Hbr 12,2). Więc i wy musicie przyjąć kary i uciski i nie tylko je cierpliwie znosić, ale i dla własnego pokrzepienia umiłować. A one rzeczywiście są źródłem pokrzepienia, bo im bardziej potraficie je znosić dla Mnie, tym więcej upodobnicie się do Mnie, a jeśli przez cierpienia będziecie do Mnie podobni, to według nauczania mojego Apostoła wyniknie stąd niezawodnie, że będziecie ze mną dzielić łaskę i chwałę (zob. 2 Kor 1,7). Przyjmuj więc, córko, ze względu na Mnie słodkie za gorzkie, i gorzkie za słodkie, i nie miej wątpliwości, że potem będziesz pod każdym względem silna". Ona te słowa przyjęła otwartym sercem i odtąd poczęła mieć upodobanie w utrapieniach, do tego stopnia, że żadna rzecz zewnętrzna w tym życiu jej tak nie pocieszała, jak przykrości i cierpienia, bez których by się bardzo źle czuła. By móc ich doznawać, chętnie zniosłaby zwłokę w otrzymaniu korony niebieskiej, wiedziała bowiem, że dzięki temu ta korona będzie wspanialsza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;105. Kiedy Król nieba i ziemi umocnił swoją wieżę solidną nauką, otworzył drogę dla nieprzyjaciół, by przystąpili i spróbowali, czyją zdołają zdobyć. Przystępują bezecne oddziały i usiłują okrążyć ją dokoła i bezbronną zburzyć do gruntu. Zaczynają od pokus cielesnych. Nie tylko wciskają się do wnętrza przez myśli, nie tylko przez senne widziadła, ale także przez zmysłowe zjawy, które przyjąwszy eteryczne ciała, oddziaływały na jej oczy i uszy, niby to w rozliczny sposób jej usługując. Straszną rzeczą jest opisywać te utarczki, ale słuchać o zwycięstwie dla dusz czystych jest rzeczą jak najbardziej miłą. Katarzyna mocno tym pokusom się przeciwstawiała, raniąc ciało żelaznym łańcuchem i wylewając krew. Ponad zwykłą miarę zwiększyła nocne czuwania, tak że prawie zupełnie pozbyła się snu. Jednakże wrogowie nie zrezygnowali z rozpoczętej wojny. Ciała, jak mówiłem, brały z powietrza, przybierały fantastyczne kształty, kłębiły się przed jej oczyma, dawały wyraz swojemu współczuciu dla niej i udzielały różnych rad. Na początku mówiły: „Czemu, biedactwo, tak się znęcasz nad sobą bez powodu? Jaki pożytek odniesiesz z tego zadręczania siebie? Czy myślisz, że długo w tym wytrwasz? Nie możesz tego przedłużać, chyba że chcesz sobie skrócić życie i być samobójczynią. Lepiej dla ciebie będzie skończyć z tym szaleństwem, zanim sama się nie wykończysz. Masz jeszcze dużo czasu, by się nacieszyć światem. Jesteś młoda i szybko twoje ciało odzyska swoją jędrność. Żyj jak inne kobiety, weź sobie męża i wydawaj na świat dzieci, by powiększyć rodzaj ludzki. Chcesz się podobać Bogu? Czy i święte kobiety nie żyły w małżeństwie? Za przykład masz Sarę, Rebekę, Lee, Rachelę. Czemu wybrałaś taki nietypowy rodzaj życia, w którym nie zdołasz wytrwać?". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;106. Gdy ci kusiciele te i podobne rzeczy jej mówili, święta Dziewica stale się modliła i polecała swojemu Oblubieńcowi, nakładając na usta wędzidło, dopóki naprzeciw niej był występny (zob. Ps 39,2), i nic nie odpowiadała, chyba tylko wtedy, gdy ją chcieli wyprowadzić z równowagi, by się załamała. Mówiła wtedy: „Ufam Panu Jezusowi, a nie sobie". Poza tym żadnego innego słowa nie mogli z niej wydobyć; trwała wciąż na modlitwie. Nam, którzyśmy z nią rozmawiali, dawała jako podstawową regułę, żebyśmy kiedy najdą nas pokusy, nigdy nie wdawali się w dyskusję z nieprzyjacielem, ponieważ on wciągając nas w rozmowę, będzie chciał nas pokonać swoimi sofistycznymi argumentami. Tak jak wstrzemięźliwa kobieta nie powinna nawiązywać rozmowy z cudzołożnikiem, ale jak najszybciej usunąć się od niego, tak samo i dusza, która czystą miłością związała się z Chrystusem, nigdy nie powinna odpowiadać kusicielowi, lecz w modlitwie zwrócić się do swego Oblubieńca i w Nim złożyć całą swoją nadzieję, dając wyraz swej serdecznej wierności. Dzięki wierze dadzą się pokonać wszelkie pokusy. W taki to mądry sposób ta Pańska Oblubienica walczyła przeciwko Siserze, palikiem ufnej modlitwy przebijając mu skronie (Sdz 4,21). Tymczasem ów wróg, rezygnując z perswazji, przeszedł do innego rodzaju walki. Ukazywał mianowicie obraz kobiet i mężczyzn w sprośny sposób z sobą obcujących, ich obrzydliwe akty i nieprzyzwoite słowa, widok nieznośny dla jej oczu i słuchu. I tak kręcąc się wokół niej, prowokowały ją do udziału w ich obrzydliwościach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;107. O, mój Boże, jaki zamęt wprowadzało to do jej duszy, kiedy zmuszona była nawet zamkniętymi oczami i uszami oglądać i słuchać to, do czego czuła wstręt. Do tej duchowej udręki dołączyła się jeszcze inna. Oblubieniec, który zazwyczaj ją nawiedzał, w miłosierdziu swoim udzielał jej licznych pociech, tym razem był jakby nieobecny, tak widzialnie, jak i niewidzialnie, i nie udzielał jej żadnej pomocy. Stąd też w sercu Dziewicy budził się niemały smutek, jakkolwiek stale nastawiona była na karcenie ciała i modlitwę. Ona widziała dobrze z natchnienia Ducha Świętego potrzebę ostrożności dla uniknięcia zasadzek nieprzyjaciela, o czym mnie i innych pouczała. Przydarza się bowiem często, mówiła duszy miłującej Boga, że kiedy, czy to z własnej winy, czy z podstępu nieprzyjaciela dusza zacznie stygnąć w miłości, a nawet dochodzić do oziębłości duchowej, wówczas widząc się pozbawioną zwyczajnych pociech, opuszcza zwykłe ćwiczenia duchowe, modlitwę, rozmyślanie, lekturę, sakrament pokuty, czym sprawia szatanowi radość, jeśli tak godzi się mówić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;A jemu bardzo zależy na tym, by żołnierz Chrystusowy pozbył się zbroi, którą go zwycięża. Powinien więc zapaśnik Chrystusowy być ostrożny i skoro dostrzeże, że zaczyna wewnętrznie ziębnąć, podjąć swoje zwykłe ćwiczenia duchowe, nic nie opuszczać ani skracać, przeciwnie - jeszcze zwiększyć. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;108. Tego owa święta Dziewica, sama pouczona przez Pana, nas uczyła i sama była przykładem. Mówiła do siebie z tą świętą nienawiścią, o której wyżej była mowa: „Czy ty, lichoto, godna jesteś jakichkolwiek pociech? Czy nie jesteś świadoma swoich grzechów? Za kogo siebie uważasz, nieszczęśliwa grzesznico? Jeżeli unikniesz wiecznego potępienia, to czy uważasz, że to zbyt wiele, jeśli piekielne męki będziesz znosiła przez całe życie? Dlaczego z tego powodu masz się smucić? Jeżeli możesz uniknąć kar wiecznych, to na pewno z Chrystusem będziesz się radować na wieki. Czy to dla tych radości wybrałaś służbę dla Niego, czy raczej by na wieki Nim samym się cieszyć? Wstań więc i nie odstępuj w niczym od zwykłych praktyk, owszem, staraj się jeszcze je pomnażać". Takimi to pociskami pokory święta Dziewica raziła pysznego króla Babilonu, a siebie umacniała mową mądrości. Mówiła mi, że takie w jej celi było mnóstwo demonów, widzianych oczyma i nasuwających złe myśli, że była zmuszona na jakiś czas ją opuszczać. Wtedy dłużej niż zwykle przebywała w kościele. Ale i tutaj szły za nią te piekielne zjawy, tyle że tutaj łatwiej je znosiła. I gdyby się to godziło, to za przykładem św. Hieronima biegłaby przez góry i doliny, by uciec od tych obrzydłych potworów i tego, co one wyczyniały. Zawsze jednak, ilekroć wracała do swej celi, napotykała mnóstwo demonów, wypowiadających obrzydliwe słowa i spełniających lubieżne czyny, i napastujących jak uprzykrzone muchy. A ona wtedy uciekała się do modlitwy i tak długo wołała do Pana, aż zelżały te piekielne udręki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;109. Kiedy to trwało tak przez długi szereg dni, raz po powrocie z kościoła zatopiona w modlitwie dostrzegła jakby promień Ducha Świętego, który rozjaśnił jej umysł i wtedy przypomniała sobie, że niedawno prosiła Pana o dar męstwa, a Pan ją pouczył, co jest potrzebne, by ten dar posiąść. I wtedy zrozumiała tajemnicę doznawanych pokus. Rozradowana wewnętrznie, mocno sobie postanowiła, że będzie z ochoczym sercem znosić te pokusy tak długo, jak długo będzie się to podobało jej Oblubieńcowi. Wtedy jeden z demonów, bardziej od innych bezczelny i od innych bardziej niebezpieczny, przemówił do świętej Dziewicy w taki sposób: „Co ty nieszczęsna poczniesz? Czy całe życie spędzisz w takiej mizerocie? My nigdy nie odstąpimy od ciebie, aż do twojej śmierci, aby cię nękać, jeżeli nie będziesz nam uległa". A ona, pomna na otrzymaną naukę, z odwagą odpowiedziała: „Ja wybrałam wszelkie utrapienia jako ochłodę dla siebie, dlatego nie jest mi trudno, owszem przyjemnie te liczne utrapienia znosić dla imienia Zbawiciela, jak długo będzie się podobało Jego Majestatowi". Gdy to powiedziała, cały zbór demonów odszedł ze wstydem, i jakieś wielkie światło z nieba rozjaśniło całą celę, a w tym świetle ukazał się sam Pan Jezus Chrystus przybity do krzyża,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;pokrwawiony, taki, jaki przez własną krew wszedł do świętych przybytków. I tak przemówił z krzyża do świętej Dziewicy: „Córko moja, Katarzyno, widzisz, ile wycierpiałem dla ciebie? Niech więc nie będzie ci trudno znosić także coś dla Mnie".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;110. Następnie ukazał się jej w innej postaci, już nie jako cierpiący, ale triumfujący, aby ją pocieszyć. A ona za przykładem św. Antoniego rzekła: „Gdzie Ty Panie byłeś, kiedy moje serce było miotane tyloma szkaradzieństwami?". Na to Pan jej odpowiedział: „Byłem w twoim sercu". Na co ona: „Z całym szacunkiem dla Twojej Prawdy, Panie, i Twego Majestatu zapytam jednak: jak mogę uwierzyć, że Ty przebywałeś w moim sercu, kiedy ono było wypełnione ohydnymi i paskudnymi myślami?". Na to Pan: „Czy te myśli i pokusy sprawiały ci radość, czy smutek, upodobanie, czy wstręt?". Wtedy ona: „Najwyższy smutek i wstręt". Pan na to: „Któż zatem spowodował, że ty się smuciłaś, jeśli nie Ja, który ukrywałem się w twoim sercu? Gdyby Mnie tam nie było, owe myśli łatwo by wnikały do twojego serca i ty byś się nimi cieszyła. Natomiast moja obecność wywoływała obrzydzenie do nich. A kiedy chciałaś się ich pozbyć, a nie mogłaś, powodowało to w tobie jeszcze większy smutek. Ale to wszystko Ja sprawiałem. Broniłem twego serca przed wrogami, ukrywając się wprawdzie i pozwalając, byś od zewnątrz była kuszona tyle, na ile to wyjdzie na korzyść twojemu zbawieniu. Ale po upływie czasu przeznaczonego na walkę, wysłałem moje promienie na zewnątrz i wtedy uciekły piekielne ciemności, nie mogą one bowiem znieść światła. A któż, jak nie moje światło, pouczył cię ostatnio, że owe udręki są zbawienne dla ciebie dla nabycia męstwa i że powinnaś je chętnie znosić, jak długo będzie mi się podobało? A ponieważ z całego serca ofiarowałaś się te udręki znosić, dlatego zostały ci odjęte przez ujawnienie się mojej obecności. Nie mam bowiem upodobania w zadawaniu cierpień, ale dopuszczam je w celu mężnego ich znoszenia". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;111. „Abyś doskonalej i z większą radością przyjęła to, o czym mówię, posłużę się przykładem mojego ciała. Któż by przypuszczał, że moje ciało, gdy tak wielkich doznawało cierpień i uległo śmierci na krzyżu, a potem leżało martwe, posiadało jednak ukryte w sobie życie, nierozdzielnie z sobą złączone? Nie tylko ludzie postronni czy przewrotni, lecz nawet sami Apostołowie moi, którzy tak długo byli ze Mną, nie mogli w to uwierzyć. Wszyscy stracili wiarę i nadzieję. A jednak chociaż najprawdziwiej moje ciało utraciło życie cielesne, to jednak posiadało w sobie życie bezkresne, dzięki któremu wszystko żyje i dzięki któremu w czasie przed wiekami oznaczonym jego własny duch został zjednoczony z daleko wspanialszym darem nieśmiertelności i nieciępięrtliwości i innych przymiotów, które przedtem nikomu nie były dane. To inne życie, czyli natura Boża zjednoczona z moim ciałem, ukrywało się albo ujawniało swoją moc, kiedy chciało. Teraz zaś, skoro stworzyłem was na obraz i podobieństwo moje, a przyj ąwszy waszą naturę, stałem się do was podobny, nie zaprzestaję was upodobniać do siebie, na ile jesteście do tego zdolni. I stąd to, co dokonało się w moim ciele, pragnę odtworzyć w was samych, dopóki jesteście w drodze. Ty zaś, moja córko, któraś tak dzielnie walczyła nie swoją, ale moją mocą, na tym większą łaskę u mnie zasłużyłaś, dlatego też odtąd częściej i w bardziej zażyły sposób będę ci się objawiał". Tak zakończyła się wizja, a Katarzyna trwała w tak wielkiej słodkości, że byłoby rzeczą śmieszną chcieć ją wyrazić słowem czy piórem. Szczególnej słodyczy doznawała w sercu na wspomnienie cudownych słów, którymi Pan ją nazwał, mówiąc: „córko moja, Katarzyno". Stąd kiedy mówiła o&amp;nbsp;tym spowiednikowi, prosiła, by i on tak ją nazywał, aby ta słodycz odnawiała się w jej sercu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;112. Od tej pory też najświętszy Oblubieniec w tak zażyły sposób z nią obcował, że dla człowieka, który nie wiedział, co było dotąd, wydałoby się to niewiarygodne i śmieszne. Jednakże dla duszy, która skosztowała, Jak Pan jest dobry" (Ps 34,9), jest to nie tylko możliwe, ale także wiarygodne i właściwe. Więc bardzo często ukazywał się jej Pan i dłużej niż dotąd z nią przebywał. Niekiedy była z Nim jego błogosławiona Matka, niekiedy św. Dominik, niekiedy byli razem. Bywali także: Maria Magdalena, Jan Ewangelista, Paweł Apostoł, osobno albo razem, jak Panu się podobało. Najczęściej jednak przybywał sam, bez innych, i&amp;nbsp;rozmawiał z nią w taki zażyły sposób, jak przyjaciel z przyjacielem. Dochodziło do tego, jak mi sama zażenowana mówiła, że odmawiał z nią psalmy, chodząc po pokoju, jak to się zdarza dwu zakonnikom lub duchownym odmawiać oficium. Jakaż niezwykłość, jakiż dziw. A jednak nie powinno ci się, czytelniku, wydawać to niewiarygodnym, jeśli zwrócisz uwagę na to, co wyżej było powiedziane, a także pomyślisz o przepaści Bożej dobroci. Każdemu ze świętych Bóg udziela jakiegoś szczególnego daru, jakim wyróżnią się od innych, by nie tylko we wszystkich świętych, branych razem, ale także w każdym z osobna ukazywała się głębia Jego niezmierzonej wspaniałości, jak to mówi prorok: „Według głębi swej mądrości pomnożyłeś synów ludzkich" (Ps 11,9 wg Wulgaty). Według głębi swej mądrości pomnaża Pan synów ludzkich, bo jak to widać naocznie, każdy człowiek jeden od drugiego w czymś się różni i tak samo każdy ze świętych ma jakąś cechę szczególną, dzięki której jest inny niż reszta. Dlatego nie trzeba się dziwić, jeżeli o kimś mówi się coś takiego, czego nie znajduje się u innych. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;113. Ponieważ była tu mowa o psalmach, to chcę, byś wiedział czytelniku, że ta święta Dziewica, jeżeli znała litery, to jej ich żaden człowiek nie nauczył. Jeśli mówię o literach, to nie w tym znaczeniu, żeby umiała mówić po łacinie, umiała jednak głośno czytać. Powiedziała mi sama, że pragnąc odmawiać godziny kanoniczne, zdecydowała się poznać alfabet. Napisała sobie litery i z pomocą towarzyszki próbowała się ich nauczyć. Gdy jednak przez parę tygodni nauki nie dała sobie z tym rady, pomyślała sobie, że dla uniknięcia straty czasu lepiej będzie, jeżeli się zwróci o pomoc do Bożej łaski. Dlatego któregoś dnia rano, klęcząc na modlitwie, powiedziała do Pana: „Panie, jeśli Ci zależy na tym, bym umiała czytać, po to, by śpiewać psalmy w Godzinach Kanonicznych, to Ty sam zechciej mnie nauczyć, bo ja sama nie potrafię; jeśli nie, to bądź wola Twoja. Pozostanę chętnie przy swojej prostocie i czas przez Ciebie dany przeznaczę na rozważania o Tobie". I dziwna rzecz, wyraźny znak działania Bożej mocy. Zanim wstała od modlitwy, potrafiła już czytać litery tak szybko i gładko jak ktoś najzdolniejszy. Ja sam, gdy się o tym przekonałem, wpadłem w zdumienie, zwłaszcza że potrafiła szybko czytać, natomiast gdy zmuszało sieją do sylabizowania, tego nie potrafiła i z trudem rozpoznawała litery. Uważam to za dowód cudownej interwencji Bożej. Zaczęła teraz poszukiwać książki zawierającej psalmy, hymny i wszystko, co związane z godzinami kanonicznymi. Wśród wielu słów, które wypowiadała, szczególnie upodobała sobie i powtarzała aż do śmierci te, którymi rozpoczyna się każda godzina kanoniczna: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pospiesz ku ratunkowi memu". Wypowiadała je w swoim ojczystym języku. Kiedy jej dusza wzrastała w kontemplacji, ustępowały powoli modlitwy ustne i z powodu coraz częstszych ekstaz doszło do tego, że z trudnością mogła odmówić jeden raz Ojcze nasz, bo zaraz wpadała w zachwycenie. Jeśli Pan pozwoli, to dalej opowiemy o tym szerzej. Teraz będziemy kończyć ten rozdział, by w następnym, należącym jeszcze do tej pierwszej części, z pomocą Boża poświęcić więcej uwagi temu tematowi. Wiadomości z tego rozdziału zaczerpnąłem ze słów Katarzyny powiedzianych jej spowiednikom i z jej listów. Mówi w nich niekiedy o tym, co jej się przydarzyło w życiu, ale tak jakby to dotyczyło innych osób.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-5443209212392335426?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/5443209212392335426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/12-zywot-wiez-katarzyny-ze-zbawicielem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5443209212392335426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5443209212392335426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/12-zywot-wiez-katarzyny-ze-zbawicielem.html' title='12/ Żywot: Więź Katarzyny ze Zbawicielem'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4253058289803024654</id><published>2012-01-18T11:13:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T11:14:31.164-08:00</updated><title type='text'>11/ Żywot: Mądrość Katarzyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;92. Ustaliwszy przy pomocy Bożej, co stanowi fundament wiary, przystąpimy obecnie, na ile pozwoli Ten, który jest kamieniem węgielnym, do wznoszenia duchowej budowli. Ponieważ dusze wiernych są ożywione i żyją wzniosłą nauką udzieloną tej świętej Dziewicy przez Stwórcę wszechrzeczy i Nauczyciela, od tego więc zaczniemy. Opowiadała Katarzyna swoim spowiednikom, do których i ja miałem zaszczyt należeć, że w początkach objawień, kiedy sam Pan Jezus Chrystus jej się ukazał, tak do niej powiedział: „Czy wiesz, córko, kim ty jesteś i kim Ja jestem? Kiedy te dwie rzeczy poznasz, będziesz szczęśliwa. Otóż ty jesteś ta, która nie jest. Ja zaś jestem tym, który jest. Jeżeli taką świadomość będziesz nosić w duszy, nigdy nie będzie mógł cię zwieść nieprzyjaciel, unikniesz wszelkich jego sideł, nigdy nie dasz zgody na coś, co jest przeciwne moim przykazaniom, bez trudności posiądziesz wszelką łaskę, wszelką prawdę, wszelką jasność". O słowo krótkie, a przy tym jakże pojemne! O nauko skondensowana, a jednocześnie nieskończona! O niezmierzona mądrości, wyrażona w zwięzłych słowach! Kto mi da, bym cię zdołał pojąć? Kto mi otworzy twoje pieczęcie? Kto mnie poprowadzi, bym wniknął w twoje przepastne głębie? Może ty jesteś ową „Szerokością i Długością, Wysokością i Głębią", o której mówił i marzył Paweł Apostoł, pragnąc, by to pojęli Efezjanie wraz ze wszystkimi świętymi, a może jesteś tym samym, co miłość Chrystusa, „przewyższająca wszelką wiedzę" (Ef 3,18-19)? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;93. O, drogi czytelniku, zostań w miejscu, nie przeocz tego niezrównanego skarbu, jaki znajdujemy na polu tej świętej Dziewicy. Dokopujmy się pilnie do głębi, bo widoczne znaki zapowiadają wielkie bogactwa. Nieomylna Prawda mówi: „Jeśli poznasz te dwie rzeczy, będziesz zbawiona". A następnie: „Jeżeli zachowasz tę świadomość w sercu swoim, nigdy nie zdoła cię zwieść twój nieprzyjaciel", itd. jak to wyżej powiedziano. Dobrze, że, tak mniemam, tu jesteśmy. Postawimy tu trzy namioty: jeden na&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;cześć nauczającego Pana Jezusa dla zrozumienia tego, co powiedział, drugi jako wyraz szacunku dla miłości i pobożności Dziewicy Katarzyny i trzeci dla każdego z nas, kto odkrył tę drogę dla zachowania jej w pamięci. I tak będziemy w stanie wykopać duchowe bogactwa i je posiąść, tak że nie będziemy zmuszeni żebrać. „Ty jesteś, powiada, ta, która nie jest". Czy nie jest tak?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Każde stworzenie powstało wolą Stworzyciela z niczego. Definicja głosi, że „stwarzać to znaczy uczynić coś z niczego". Tak samo każda rzecz sobie samej zostawiona zmierza ku unicestwieniu, do&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;tego stopnia, że jeżeli na moment Stwórca zawiesiłby swoją podtrzymującą moc, ona przestałaby istnieć. Kiedy człowiek popełnia grzech, który jest brakiem dobra, czyli nicością, człowiek taki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;zbliża się do nicości. Nie może też sam z siebie czegokolwiek uczynić lub pomyśleć, jak twierdzi Apostoł (2 Kor 3,5). Nie jest to dziwne, skoro nie bierze istnienia z siebie ani go sam nie podtrzymuje. Stąd też woła Apostoł: „Kto uważa, że jest czymś, gdy jest niczym, ten zwodzi samego siebie" (Gal 6,3).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;94. Widzisz, czytelniku, jak każde stworzenie jest zanurzone w nicości. Uczynione z nicości, dąży stale do nicości, i przez grzech zamienia się w nicość, jak mówi św. Augustyn: „Nic człowiek nie może uczynić sam z siebie, o czym świadczy sama Prawda wcielona, która powiada: „[...] beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,5), nic pomyśleć, jak to już było powiedziane. Jest więc oczywistą prawdą, że człowiek „nie jest". Któż bowiem ośmieliłby się twierdzić, że coś jest, skoro nie jest. Wypływają stąd wnioski bardzo korzystne dla uniknięcia wszelkich grzechów. Wiedza o tym dobrze ci posłuży, ludzie Boży, pouczony przez Ducha Świętego. Jakiż powiew pychy może się dostać do takiej duszy, która wie, że jest niczym? Jak może się dusza chlubić z jakiegokolwiek czynu, który, szczerze mówiąc, nie jest jej? Jak może się ktoś wynosić ponad innych, jeśli w głębi serca czuje, że nie jest? Jakim prawem będzie innymi gardził czy innych nienawidził, jeśli siebie sprowadza do nicości? Czy może dusza chlubić się zewnętrznymi bogactwami, jeżeli wzgardziła własną chwałą? Rzekło Słowo Mądrości wiecznej: „Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym" (J 8,54). Podobnie, czy może ktoś dobra zewnętrzne nazywać swoimi, gdy wie sam doskonale, że nie należy do siebie, lecz do Tego, który go uczynił? Dzięki takim rozważaniom, któż w końcu będzie swoją duszę napawał cielesnymi rozkoszami, jeżeli ta codziennie sprowadza siebie do niebytu? I wreszcie, czy będzie się lenić, skoro wie, że to, co ma, nie jest jego własnością, ale Tego, u którego o wszystko musi żebrać? Z tego, co tu w krótkości było powiedziane, możesz czytelniku przekonać się, że wszelkie wady mogą być wykorzenione dzięki temu krótkiemu zdaniu: „Nie jesteś". Niewątpliwie można by jeszcze wiele do tego dodać, ale ucierpiałaby na tym całość podjętego dzieła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;95. Nie możemy oczywiście pominąć drugiej części tego jakże doniosłego zadania. Rzecze mianowicie sama Prawda: „Ja jestem tym, który jest". Czy to jest prawda nowa? Jest nowa i stara. Ten, który ją wypowiedział, skierował ją do Mojżesza z ognistego krzewu. Egzegeci Pisma Świętego szeroko i dokładnie ją komentowali i prawdziwie uczyli, że tylko Bogu z istoty przysługuje być, że od nikogo, tylko od siebie czerpie istnienie, i że nie ma w Nim różnicy między istotą a istnieniem, i tylko Ten, od którego pochodzi każde inne „być", jedyny może powiedzieć: „Jestem, który jestem" (Wj 3,14). I że użyję słów Apostoła: „Nie ma u Niego: być lub nie być, jak u stworzeń, lecz jest u Niego tylko być" (zob. 2 Kor 1,19). Stąd też kazał Mojżeszowi, by ten rzekł: „JESTEM posłał mnie do was" (Wj 3,14). Nie wyda się dziwne, że ten, kto dobrze zrozumiał definicję aktu stworzenia, nie będzie miał trudności ze zrozumieniem tej prawdy o Bogu. Jeśli bowiem stwarzać znaczy uczynić coś z niczego, to jasno stąd wynika, że każde istnienie pochodzi od Stworzyciela i nie może wziąć się skądinąd, ponieważ On jeden jest źródłem wszelkiego bytu. Z tego wypływa prosty wniosek, że stworzenie niczego nie ma z siebie samego, a wszystko od Stwórcy. Natomiast sam Stwórca ma wszystko z siebie, a nie skądinąd, z siebie ma całą nieskończoną doskonałość istnienia, nie mógłby bowiem niczego wyprowadzić z nicości, gdyby nie posiadał w sobie pełni bytu. Kwintesencją tego są słowa, jakimi najwyższy Monarcha i Nauczyciel pouczył swoją Oblubienicę: „Rozpoznaj we Mnie głębią swego serca twojego Stworzyciela, a będziesz szczęśliwa". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;96. Coś podobnego czytamy o innej Katarzynie, że kiedy była w więzieniu, przyszedł do niej Bóg, otoczony świętymi i aniołami, i tak do niej przemówił: „Rozpoznaj córko swojego Stwórcę". Z takiego poznania wynika wszelka doskonałość w cnotach i pełny ład w stworzonym umyśle. Tylko człowiek umysłowo chory nie podda się chętnie i z radością Temu, od którego wszystko otrzymał. Któż całym sercem i umysłem nie pokocha tego wspaniałego Dobroczyńcy, dającego wszystko za darmo? Któż nie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;będzie wdzięcznie rozpalał się miłością ku temu, który bez żadnych uprzednich zasług ze strony stworzeń, lecz wyłącznie dzięki swej odwiecznej dobroci wcześniej je umiłował, niż stworzył? Któż, świadom tego, nie będzie czuł lęku, na myśl, że mógłby obrazić albo w jakiś sposób utracić tak wszechmocnego, ale i groźnego Stwórcę, tego potężnego, ale i cudownego Dawcę, tak gorącego i przemiłego Miłośnika? Któż ze względu na Niego nie będzie gotów znosić wszelkie przeciwności, skoro od Niego otrzymał i otrzymuje tak liczne dobra, a liczy, że je nadal będzie otrzymywał? Któż da się znużyć trudom, pognębić udrękom, jeżeli może podobać się tak wielkiemu i kochającemu Majestatowi? Któż Jego słów, którymi tak łaskawie przemawia do swoich stworzeń, nie przyjmie ze czcią, nie będzie pilnie słuchał i przechowywał skrzętnie w swej pamięci? Któż ochoczym sercem nie będzie wedle swych sił posłuszny Jego przykazaniom? To wszystko razem i w szczegółach wypływa z doskonałego zrozumienia tej właśnie prawdy: „Rozpoznaj córko swojego Stwórcę". Rozpoznaj czytelniku, jaki fundament założył Bóg na początku, jako dar ślubny dla swojej Oblubienicy. Czy to nie wydaje ci się wystarczające dla wzniesienia wszelkiej duchowej budowy, takiej, która oprze się wichrom, i nie da się zwalić ani poruszyć żadnym nawałnicom? Na ile mi Pan pozwolił, położyłem wyżej dla ciebie fundament wiarygodności. Teraz zaś będziesz mógł jasno się przekonać, jaki fundament złożył najwyższy Architekt w umyśle tej Dziewicy, o której mówimy, byś utwierdzony podwójnym fundamentem nie miał żadnych wątpliwości. Stań więc na mocnym i trwałym gruncie zaufania, a nie bądź „niedowiarkiem, lecz wierzącym" (J 20,27).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;97. Do tej, jakże cennej, nauki dodał Pan inną, podobnej wagi, która, myślę, z tamtej wypływa. Otóż przy innym objawieniu powiedział: „Córko, myśl ty o Mnie, to Ja będę myślał o tobie". Dostrzegasz tu czytelniku, werset z psalmu 55: „Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma, nigdy nie dopuści, by się zachwiał sprawiedliwy" (w. 23). Popatrzmy, jak ta święta Dziewica owe słowa rozumiała. Kiedy ze mną o tym mówiła, powiedziała, że Pan jej nakazał, by ze swego serca usunęła wszelką inną myśl, by swoją wolę jedynie od Niego uzależniła, tak ażeby żadna troska o siebie, nawet dotycząca zbawienia duszy, nie mąciła jej spokoju. Dodał: „Ja będę myślał o Tobie". To tak, jakby ją chciał przekonać. „O nic się córko nie troszcz, o twoje cielesne zdrowie i zbawienie duszy, bo Ja sam, który wszystko wiem, co trzeba, i wszystko mogę, będę się o to troszczył, ty zaś myśl i rozważaj o Mnie, bo w tym leży twoja doskonałość, i twoje ostateczne dobro". Lecz, o niestworzona Dobroci, co Tobie przyjdzie z tego, że Twoja Oblubienica czy jakiekolwiek inne stworzenie będzie o tobie myśleć i rozważać? Czy z tego staniesz się większy? Nie dlatego chcesz, byśmy myśleli i rozważali o Tobie, ale jedynie dlatego, że jesteś Dobrocią i pragniesz ze swojej natury nam się udzielać, i pociągnąć nas wszystkich do siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;98. Z tej prawdy ta Pańska Dziewica zwykła wyciąga wniosek, że skoro przynależymy do Boga dzięki sakramentowi chrztu, czy profesji kleryckiej bądź zakonnej, nie powinniśmy w niczym troszczyć się o siebie, ale tylko zabiegać o to, jak podobać się Bogu, któremu oddaliśmy się. Nie należy także na pierwszym miejscu myśleć o nagrodzie, ale myśleć o zjednoczeniu z Bogiem, a zjednoczymy się z Nim tym ściślej więzią miłości, im bardziej będziemy starali się Jemu podobać. Sama zaś nagroda nie dla czego innego jest godna pożądania, jak tylko dlatego, że w doskonały sposób łączy nas z nieskończenie doskonałym Bogiem. Stąd też, kiedy wyrażaliśmy obawę o coś, ja czy któryś z moich współbraci, ona mówiła: „Dlaczego jesteście tak zatroskani o siebie? Pozwólcie działać Bożej Opatrzności. Ona zawsze ma zwrócone na was oczy, chociaż wy się martwicie, i nieustannie troszczy się o wasze zbawienie". Skoro usłyszała od swego Oblubieńca: „Ja będę myślał o tobie", pokładała w nim tak wielką ufność i tak głęboko doświadczała Bożej Opatrzności, że dniem i nocą była przynaglana, by o niej mówić. Stąd też w swojej książce, w długim traktacie i wielu rozdziałach, poświęciła temu tematowi wiele uwagi, o czym sami czytelnicy mogą się przekonać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;99. Przypominam sobie, kiedy płynęliśmy morzem, a było nas wielu, i mężczyzn, i kobiet, około północy kapitan okrętu począł się niepokoić, ponieważ nie było pomyślnego wiatru. Mówił, że znajdujemy się w niebezpiecznym miejscu i że jeżeli powieje wiatr z boku, będziemy musieli płynąć ku odległym wyspom. Gdy to usłyszałem, powiedziałem o tym Katarzynie z jękiem w głosie: „Matko (tak bowiem ją nazywaliśmy), czy zdajesz sobie sprawę, w jakim jesteśmy niebezpieczeństwie?". Na co ona: „Dlaczego niepokoicie się o siebie?". I tak położyła kres mojej skardze i lękowi. Po pewnym czasie powiał wiatr przeciwny, z powodu którego kapitan uznał konieczność powrotu. Kiedy powiedziałem o tym Dziewicy, rzekła: „Niech puści ster w imię Pańskie i płynie, jak Pan powieje wiatrem". Poczęliśmy się cofać, a ona pochyliła głowę i zaczęła się modlić. Nie cofnęliśmy się dalej niż dolecieć może pocisk. Kiedy zmienił się kierunek wiatru i z pomocą Bożą minęła godzina jutrzni, radośni dotarliśmy do portu, śpiewając głośno: „Te Deum laudamus". Opowiedziałem o tym nie ze względu na kolejność wydarzeń, ale na zbieżność materii. Ta druga prawda, o której wyżej była mowa, wypływa konsekwentnie z pierwszej, co potwierdzi każdy myślący człowiek. Jeżeli bowiem dusza uświadomi sobie, że nie istnieje sama z siebie, ale że swoje istnienie ma z Boga, to konsekwentnie swoją ufność pokładać będzie nie we własnym działaniu, lecz w Bogu. To jest to, o czym mówi Psalmista - by „zrzucić swoją troskę na Pana" (55,23). Z tego jednak nie wynika, by poniechać tego, co samemu można zrobić, bo jeżeli ufność w Panu pochodzi z miłości, a miłość z konieczności powoduje w umyśle kochającego pragnienie rzeczy kochanej, to bez działania obejść się nie może. Wynika stąd, że im bardziej ktoś kocha, tym bardziej też będzie działał. Niemniej nie w swoim jako w swoim, ale w działaniu Stwórcy będzie pokładał nadzieję. Doskonale o tym poucza świadomość własnej nicości i pełnia prawdy pochodząca od Stwórcy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;100. Ponieważ do cudownych spraw tej czcigodnej Dziewicy zaliczani szczególnie jej naukę, to do tych j ej pouczeń, o których wyżej była mowa, uważam za celowe dodać jeszcze inne, które zresztą, jak sądzę, wynikają z prawdy wymienionej na początku. Katarzyna często ze mną rozmawiała o warunkach, jakie winna spełnić dusza kochająca swego Stwórcę. Twierdziła, że taka dusza ani siebie, ani nikogo innego nie widzi i nie miłuje, i w ogóle o&amp;nbsp;żadnym stworzeniu nie pamięta. Kiedy prosiłem, by mi to wyjaśniła, rzekła: „Dusza, która widzi swoją nicość i zdaje sobie sprawę, że całe swoje dobro ma w Stworzycielu, pozostawia siebie całkowicie ze swoimi władzami. Tak samo wszystkie stworzenia i&amp;nbsp;cała się zanurza w swoim Stworzycielu, tak że całe swoje działanie skierowuje jedynie ku Niemu, nie poza Nim. Jest świadoma, że wszelkie dobro i wszelka doskonała szczęśliwość z Niego się bierze. A dzięki miłości, która w niej codziennie wzrasta, tak przemienia się niejako w Boga, że nie potrafi o niczym myśleć ani cokolwiek rozumieć, ani kochać, ani pamiętać, bo sam Bóg wypełnia ją całą, stworzenia zaś i siebie widzi tylko w Bogu, i tylko w Nim pamięta o sobie i o nich. Tak jak ten, który cały zanurzy się w morzu, i płynie po falach, nie widzi i nie dotyka niczego, jak tylko wodę i to, co w wodzie się znajduje, a poza wodą nic, chyba że coś do wody wpadnie. Taka właśnie jest uporządkowana i prawidłowa miłość siebie i innych stworzeń. Przy takiej miłości nigdy nie popełni się błędów, ponieważ rządzi nią Boża norma, która nie pozwala, by pragnąć czegoś poza Bogiem, wszystko natomiast dzieje się w Bogu. Nie wiem, czy dobrze wyraziłem myśl, jaką ona mi przekazała, ona bowiem te rzeczy poznała z doświadczenia, jak Doroteusz, wspomniany przez Dionizego, a nie z nauki. Ja natomiast, niestety, w tych rzeczach nieobeznany, mogę tylko w przybliżeniu o nich mówić. Ale ty, czytelniku, zrozum i przyjmij jej nauczanie na miarę laski tobie użyczonej. Jedno wiem - tym lepiej poznasz tę wzniosłą naukę, im ściślej będziesz z Bogiem zjednoczony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;101. Z tego połączenia z Bogiem Mistrzyni Bożej nauki inną prawdę wyprowadzała i nie przestawała jej powtarzać tym, których nauczała dróg Pańskich; że mianowicie dusza złączona z Bogiem ma w sobie tyle miłości Bożej, na ile ma w świętej nienawiści władze zmysłowe. Ponieważ z miłości Bożej z natury rzeczy rodzi się nienawiść grzechu, który obraża Boga, dusza świadoma, że korzeń grzechu tkwi w zmysłach, żywi wobec nich wielką, ale i świętą nienawiść. Usiłuje ze wszystkich sił zniszczyć nie je same, ale zakorzenione w nich źródło zła, czego nie da się osiągnąć bez ujarzmiania zmysłów, i to intensywnego i długotrwałego. I to też nie dokona się, dopóki pozostaną zarodki choćby małych grzechów. Jak to powiedział św. Jan: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (l J 1,8). Z tej świadomości rodzi się pewien niesmak wobec siebie i ta święta nienawiść, o której wyżej była mowa, oraz pogardzanie sobą. Dzięki temu dusza zawsze ustrzeże się od zasadzek nieprzyjaciela - szatana i ludzi. Nic tak nie zachowa duszy w bezpieczeństwie i mocy, jak owa święta nienawiść, którą chciał wyrazić Apostoł w słowach: „Ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny" (2 Kor 12,10). „O wieczna dobroci Boga, wołała Katarzyna, cóżeś ty uczyniła? Z winy rodzi się cnota, ze słabości moc, z obrazy przebaczenie, z nieupodobania upodobanie. Tę świętą nienawiść, synowie, zawsze w sobie noście. Ona uczyni was pokornymi, w przeciwnościach cierpliwymi, w pomyślności umiarkowanymi, w obyczajach układnymi i miłymi Bogu i ludziom". I dodała: „Biada, ach biada, takiej duszy, w której nie ma tej świętej nienawiści. Jest rzeczą nieuchronną, że tam, gdzie tej nienawiści nie ma, tam będzie królować miłość własna, która jest siedliskiem wszystkich grzechów, korzeniem i przyczyną wszelkie złej żądzy". &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;102. Te i podobne słowa wypowiadała codziennie do swoich duchowych synów, zalecając im ową świętą nienawiść i obrzydzając miłość własną. Kiedy zauważyła u nich, czy także u innych, jakiś brak w tym względzie, tknięta współczuciem mówiła: „To zrobiła miłość własna, zarzewie pychy i wszelkich wad". O mój Boże, ileż to razy wypominała mi biednemu: „Dołóżcie troski, by wykorzenić z serca miłość własną i w to miejsce posadzić ową świętą nienawiść, bo to jest bez wątpienia królewska droga, po której dochodzi się do wszelkiej doskonałości i usuwa się wszelki błąd". Niestety, muszę wyznać, że ani wtedy, ani teraz nie zdołałem pojąć głębi jej słów i wcielić w życie. Natomiast tobie, drogi czytelniku, radzę, byś sobie stawił przed oczy te dwa państwa, jak je św. Augustyn nazywa w swojej książce: De Civitate Dei, z których jedno jest tworem miłości własnej, posuniętej do odrzucenia Boga, a drugie miłości Boga, prowadzącej do zaparcia się siebie. Łatwiej też zrozumiesz jej naukę, gdy sobie przypomnisz, co Apostoł powiedział, że „moc w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9). Usłyszał te słowa z nieba, kiedy prosił o odwrócenie pokus. I konkluduje: „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa" (2 Kor 12,9). Masz więc podstawy nauki tej świętej kobiety i Dziewicy oparte na solidnej skale prawdy, jaką jest Chrystus, który sam także skałą jest nazwany. Niech wystarczy na teraz to, co podałem z jej nauczania, co sama otrzymała od pierwszej Prawdy i co mnie świeżo przekazała. Tym kończy się ten rozdział. Nie wymaga on dodatkowych świadectw, bo wszystko, co tu powiedziałem, otrzymałem z jej ust. Każdego jednak czytelnika proszę, by zechciał zważyć, w jak wielkiej cenie była ta święta Dziewica u Boga i jak bardzo zasługuje na wiarę, przyobleczona tak wielkim światłem prawdy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-4253058289803024654?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/4253058289803024654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/11-zywot-madrosc-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4253058289803024654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4253058289803024654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/11-zywot-madrosc-katarzyny.html' title='11/ Żywot: Mądrość Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-8325662094550820725</id><published>2012-01-18T11:01:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T11:01:29.416-08:00</updated><title type='text'>10/ Żywot: Niezwykle postępy na drodze do Boga</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;80. Chociaż przez przyjęcie habitu święta Dziewica nie złożyła trzech zakonnych ślubów, ponieważ, jak już była mowa, ten stan ich nie przewiduje, tym niemniej sama mocno zdecydowała się je zachowywać. Jeśli chodzi o dziewictwo, nie ma tu żadnej wątpliwości, ponieważ już ten ślub złożyła. Gdy chodzi o posłuszeństwo, to zobowiązała się podporządkować nie tylko bratu mistrzowi generalnemu, rządzącemu zakonem w tym czasie, i przełożonej, ale także, i to we wszystkim, spowiednikowi. Była temu wierna aż do śmierci, tak że mogła odważyć się powiedzieć, kiedy odchodziła z tego świata do Ojca: „Nie pamiętam, bym kiedykolwiek była nieposłuszna". Jednakże znaleźli się tacy, którzy urągali jej świętości, kąsający jak psy i kłamcy. Mieli odwagę jeszcze za jej życia twierdzić coś przeciwnego. Wiedz jednak drogi czytelniku, że gdyby ta święta Dziewica nie miała żadnego innego utrapienia, gdy chodzi o ludzkie sprawy, jak tylko te, jakie zadawali jej niedyskretni nauczyciele, to dzięki samej tylko cierpliwości mogłaby być męczennicą. Nie rozumiejąc jej, a częściej jeszcze nie chcąc wierzyć w jej nadprzyrodzone dary, usiłowali ją prowadzić drogą właściwą dla zwyczajnych ludzi. Nie umieli uszanować obecności Majestatu, który ją wiódł drogą nadzwyczajną, mimo że ciągle napotykali na oczywiste tego znaki. Byli podobni do faryzeuszów, którzy patrząc na znaki i cuda, które Jezus czynił w szabat, szemrali: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu" (J 9,16).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Katarzyna, znajdując się w środku sprzecznych opinii, starała się, na ile to było możliwe, być ludziom posłuszna. Nie chcąc jednak zboczyć z drogi, jaką Pan jej wskazał, doznawała takiej udręki, że nie wyrazi tego łatwo język ani pióro. Ach, Panie, mój Boże, ileż to razy mówiono o niej, że „On tylko mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy" (Mt 12,24). Mówiąc inaczej, że jej wizje nie są od Boga, lecz od diabła. Mimo że jasno widzieli nie tylko jej cuda, ale całe jej życie, które było cudem. Będzie o tym jeszcze szczegółowo mowa, więc tu nie będę sprawy przeciągał.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;81. Ubóstwa tak doskonale przestrzegała, że przebywając w domu rodzinnym, niczego zgoła samowolnie dla siebie nie zatrzymywała, mimo że żyła w dostatku, ale dawała ubogim, na co miała szerokie pozwolenie od ojca. Żyła na tyle w przyjaźni z ubóstwem, że jak mi to sama w zaufaniu powiedziała, nie cieszył ją dom, kiedy obfitował w materialne dobra. Prosiła niezmiennie Najwyższego, by odebrawszy bogactwo, zechciał jej rodzinę doprowadzić do ubóstwa: „Czy to jest dobrze, Panie, że dla rodziców i moich braci proszę o dobra doczesne, a nie raczej o dobra wieczne? Wiem, że z dobrami doczesnymi miesza się wiele zła, wiele niebezpieczeństw, a nie chcę, by moi bliscy byli w nie uwikłani". Pan wysłuchał jej wołania, zostali bowiem przez cudowne wydarzenia, bez własnej winy, doprowadzeni do skrajnego ubóstwa, co potwierdzili ci, którzy ich znali. Mając takie zasady jako fundament duchowego rozwoju, kiedy przyjęła upragniony habit, Katarzyna sięgnęła po szczyty doskonałości. Godzi się więc, byśmy szerzej o tym powiedzieli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;82. Kiedy spełniła się obietnica czcigodnego Ojca Dominika, jego wierna córa jak obfitująca pszczoła poczęła zewsząd gromadzić miód, to znaczy wykorzystywać okazje, by siebie ujarzmiać, a ściślej łączyć się ze swoim Oblubieńcem. Mówiła tak do siebie: „Oto wstąpiłaś do zakonu, nie możesz więc żyć tak, jak żyłaś dotąd. Świeckie życie się skończyło, teraz jest życie zakonne. Masz obowiązek prowadzić życie według reguły. Przyoblec się w najdoskonalszą czystość i wokół nią promieniować, bo to oznacza biała tunika. Masz być w pełni umarłą dla świata, na co wyraźnie wskazuje czarna kapa. Zważaj na to, co czynisz, bo weszłaś na drogę, którą tylko nieliczni idą. Postanowiła więc dla ściślejszego przestrzegania czystości zachowywać ścisłe milczenie, z nikim nie rozmawiać, wyznawać jedynie swoje grzechy. Jej poprzedni spowiednik, który był bezpośrednio przede mną, podał na piśmie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;że zachowywała milczenie przez trzy kolejne lata, a mówiła tylko na spowiedzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;83. Mieszkała w klauzurze celi, a wychodziła tylko do kościoła. Na posiłki nie musiała wychodzić, była tak szczupła, że wystarczyło jej co nieco spożyć w celi. Nie jadała niczego gotowanego, jedynie chleb, jak już było wspomniane. Postanowiła w swoim sercu spożywać chleb ze łzami, stąd zawsze bezpośrednio przed posiłkiem, ofiarowując Bogu swoje łzy, skraplała nimi swoją duszę, a potem przyjmowała pokarm dla podtrzymania ciała. Miała w ten sposób pustynię we własnym domu i samotnię pośród tłumu. Kto zdoła opisać jej czuwania, modlitwy, rozważania i łzy?&lt;br /&gt;Postanowiła sobie, że wtedy, kiedy Bracia Kaznodzieje, którzy dla niej byli jak rodzeni bracia, będą spali, to ona będzie czuwać. Kiedy bracia dzwonili na jutrznię, to przy drugim sygnale, nie wcześniej, odzywała się do swojego Oblubieńca: „Oto Panie, bracia moi i słudzy Twoi dotąd spali, a ja za nich trzymałam straż przed Tobą, byś ich zachował od zła i zasadzek nieprzyjaciela.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Teraz oni wstali, aby Cię wielbić, miej ich w opiece, a ja trochę się zdrzemnę". I tak na ławie, mając pod głową klocek drewna, ciało swoje układała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;84. Patrząc na to wszystko, jej najwdzięczniejszy Oblubieniec, który niewątpliwie sam jej to podszeptywał, pociągnięty jej żarliwością, a nie chcąc pozostawić tak szlachetnej owcy bez&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;pasterza i wodza, tak pilnej i zdolnej uczennicy bez doskonałego nauczyciela, dał jej za mistrza nie człowieka, nie anioła, ale siebie samego. Bo jak mi ona sama w tajemnicy się zwierzyła, skoro tylko zamknęła się w swojej celi, ukazał się jej Oblubieniec i jej słodki Zbawiciel Pan Jezus Chrystus i w pełni pouczył ją o tym, co będzie pożyteczne dla jej duszy. Stąd też pod tajemnica spowiedzi tak do mnie powiedziała: „Mój ojcze, przyjmij to za najczystszą prawdę, że niczego z tych rzeczy, które odnoszą się do drogi zbawienia, nie nauczyli mnie ani żaden mężczyzna, ani kobieta, ale jedynie sam Pan i nauczyciel, najdroższy i najsłodszy Oblubieniec duszy mojej Pan Jezus Chrystus, czy to przez swoje natchnienia, czy wizje, mówiąc do mnie tak, jak ja teraz do was mówię". Wyznała mi, że na początku tej wizji, która, jak i wiele innych, oddziaływała na zmysły tak, że słyszała głos swoimi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;cielesnymi uszami, poczęła się lękać, czy może nieprzyjaciel nie chce jej zwieść, który często przemienia się w anioła światłości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;85. Nie znaczy to, żeby to się Panu nie podobało. Sam pochwalił taki lęk, mówiąc: „Pielgrzym zawsze powinien trwać w lęku, jest bowiem napisane: »Szczęśliwy mąż, który stale żywi bojaźń«" (Prz 28,14). „Czy chcesz, zapytał, bym cię pouczył, w jaki sposób będziesz mogła odróżnić moje objawienia od objawień nieprzyjaciela?" Gdy z radością o to poprosiła, rzekł: „Byłoby łatwo przez wewnętrzne objawienie pouczyć twoją duszę, jak odróżnić jedno od drugiego, lecz żeby to było z pożytkiem nie tylko dla ciebie, ale także dla innych, chcę to uczynić przy pomocy słowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Doktorzy, których o tym pouczyłem, słusznie twierdzą, że objawienie pochodzące ode Mnie na początku budzi lęk, potem jednak daje poczucie bezpieczeństwa. Zaprawione jest jakby goryczą, która przechodzi w słodycz. Odwrotnie jest z wizjami pochodzącymi od szatana. Na początku cieszą, dają poczucie bezpieczeństwa, słodyczy, potem jednak budzą w sercu lęk i gorycz. Jest przecież prawdą, że moje drogi nie są jego drogami. Droga pokuty i moich przykazań na początku wydaje się przykra i trudna, lecz im dłużej się nią idzie, tym staje się słodsza i do pokonania. Natomiast droga wykroczeń na początku zdaje się być bardziej ponętna, ale z jej upływem coraz bardziej gorzka i przynosząca szkody. Chcę ci jednak dać inny jeszcze znak bardziej nieomylny i pewny. Uważasz to za pewne, że skoro Ja jestem prawdą, to zawsze z dawanych przeze Mnie objawień wynikać będzie w duszy lepsze poznanie prawdy. Ponieważ zaś owo poznanie prawdy jest dla niej bardziej konieczne - jeśli dotyczy Mnie i jej, to znaczy tego, by poznała Mnie i poznała siebie, a z takiego poznania wyniknie to, że siebie poniży, a Mnie wywyższy, co jest właściwym zadaniem - to jako konieczny skutek moich objawień będzie to, że dusza stanie się bardziej pokorna, lepiej widząca swoją małość i siebie poniżająca. Coś wręcz przeciwnego wynika z wizji, jakie powoduje szatan. Kiedy bowiem on, ojciec kłamstwa i władca nad synami pychy, nie może dać nic ponad to, co posiada, to zawsze z jego wizji będzie powstawać w duszy wielkie o sobie mniemanie, czyli dufność, co jest najpierwszym przejawem pychy, dusza będzie otyła i nadęta. Ty więc stale badając siebie, szybko będziesz mogła się przekonać, skąd wizja pochodzi: czy z prawdy, czy z kłamstwa. Prawda bowiem zawsze czyni duszę pokorną, kłamstwo zaś wbija ją w pychę". Katarzyna jako pilna i zdolna uczennica głęboko w swoim umyśle zapisała sobie tę naukę i mnie i innym po jakimś czasie ją przekazała, o czym z Bożą pomocą będzie niżej mowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;86. Od tego czasu poczęły się jej wizje częściej powtarzać i spotkania z Panem, i to tego typu, że ja sam, często rozmawiając na jej temat z wielu osobami, mówiłem, iż rzadko można spotkać dwie osoby, które by tak stale z sobą rozmawiały, jak ta święta Dziewica rozmawiała ze swoim Oblubieńcem, Zbawicielem wszystkich, Jezusem Chrystusem. Bo czy się modliła, czy rozmyślała, czy czytała, czuwała, czy spała, w taki czy inny sposób doznawała pociechy i Jego zjawień. Nawet wtedy, kiedy z innymi rozmawiała, zdarzały się wizje, podczas których rozmawiała wewnętrznie z Panem, a cielesnym językiem z ludźmi. Nie mogło to jednak trwać długo, bo jej dusza tak gwałtownie rwała się do swego Oblubieńca, że po niejakiej chwili traciła używanie cielesnych zmysłów i wpadała w ekstazę. Stąd brały się także liczne cuda, więc nadzwyczajne posty, przedziwna nauka czy cudowne fakty, jakie jeszcze za jej życia miłosierny Bóg ukazywał przed naszymi oczami. Tu więc należy szukać podstawy, korzenia i źródła wszystkich jej świętych dzieł i znaku orientacyjnego całego jej przedziwnego życia. Ażebyś zaś, drogi czytelniku, nie miał w tym względzie wątpliwości, uważam za konieczne wyjawić ci coś, co w niemałym stopniu przynosi mi wstyd. Żeby ktoś niewierzący przypadkiem nie powiedział: „To, co piszesz, słyszałeś tylko od niej samej, nie przytaczasz żadnego innego świadka. Ona sama wydaje o sobie świadectwo, więc ono może nie być prawdziwe. Ona mogła ulec omamieniu albo skłamać". Uważam więc za konieczne napisać tu o sobie samym coś, co, gdyby nie chodziło o dobrą opinię tej świętej Dziewicy, nie musiałoby być w nieskończoność powtarzane. Wolę ja sam doznać wstydu, niż żeby jej honor miał w czymkolwiek doznać uszczerbku, wolę rumienić się przed ludźmi niż fałszywymi sądami o niej zakrywać mój wstyd. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;87. Pragnę zatem, drogi czytelniku, żebyś wiedział, że gdy posłyszałem o jej sławie i wszedłem z nią w bliższy kontakt, Bóg dopuścił na mnie różnorakie wątpliwości, co wyszło na dobre. W różny sposób chciałem dojść, czy działania były od Boga, czy skądinąd, czy były prawdziwe, czy fałszywe. Wyglądało na to, że obecny czas był czasem trzeciej apokaliptycznej Bestii, o skórze lamparta (por. Dn 7,6), która oznacza hipokrytów. Spotykałem w tym czasie kobiety o rozchwianej psychice, ulegające łatwo nieprzyjacielowi, jak to miało miejsce z pierwszą matką wszystkich. Przychodziły mi do głowy różne myśli, które w sprawie Katarzyny trzymały mnie w niepewności. Postawiony na rozdrożu, nie wiedziałem, w którą mam pójść stronę. W tym stanie zwróciłem się do Tego, który sam się nie myli i nikogo zmylić nie może. Wtedy nagle przyszło mi do głowy, że gdybym otrzymał od Pana wielką i wyjątkową skruchę z powodu moich grzechów, większą niż tę, jaką mam zazwyczaj, to byłoby to dla mnie pewnym znakiem, że u Katarzyny wszystko, co czyni, pochodzi od Ducha Świętego. Nikt bowiem nie może doznawać pełnej skruchy, jak tylko od tegoż Ducha. A chociaż nikt nie jest pewny, czy nienawiści, czy miłości jest godny, to jest jednak znakiem łaski Bożej, jeżeli ktoś odczuwa serdeczną skruchę za swoje grzechy. Nim ta myśl pojawiła się na języku, w milczeniu pobiegłem do Katarzyny i prosiłem ją usilnie, by zechciała skutecznie prosić za mną Pana, aby łaskawie odpuścił mi grzechy. Ta odpowiedziała, że chętnie to uczyni. Dodałem jednak, że nie będę spokojny, jeśli nie otrzymam potwierdzenia tego odpuszczenia oczywistego jak bulla z Kurii Rzymskiej. Ona się uśmiechnęła i zapytała, jaką to bullę chciałbym otrzymać? Odpowiedziałem, że wielką i niezwyczajną skruchę za moje grzechy. Obiecała, że do tego doprowadzi. Zrozumiałem, że odkryła wszystkie moje myśli. Opuściłem ją, jeśli się nie mylę, o godzinie 11 w nocy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;88. Następnego dnia doznałem ataku mojej zwykłej choroby, ale tak poważnego, że musiałem położyć się do łóżka. Był przy mnie pewien pobożny i miły Bogu i mnie brat Mikołaj Pizańczyk z naszego zakonu, a zatrzymaliśmy się jako podróżni w jednym klasztorze sióstr naszego zakonu, niedaleko domu Katarzyny. Gdy ona dowiedziała się o tym, wstała z łóżka, na które powaliła ją gorączka i inne dolegliwości, i rzekła do swej towarzyszki: „Pójdziemy zobaczyć brata Rajmunda, bo cierpi". Ta odparła, że to nie jest konieczne, a gdyby nawet tak było, to Katarzyna bardziej cierpi niż ja. Mimo to obie pospiesznie przyszły do mnie. „Cóż to się z wami dzieje?" - zapytała. Wskutek słabości ledwie słowo mogłem rzec do socjusza, ale przemogłem się i odpowiedziałem jej: „Czemuż to pani przyszłaś do mnie? Wasz stan jest gorszy niż mój". Katarzyna, jak to było w jej zwyczaju, poczęła mówić o Bogu, o naszej niewdzięczności, o tym, że obrażamy tak wielkiego Dobroczyńcę. Poczułem się jakby silniejszy, a również z szacunku dla gości wstałem z łóżka. Nie pamiętałem o jej wczorajszej obietnicy. Ona posadziła mnie na sąsiednim łóżku i kontynuowała swój temat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;89. Wtedy w moim umyśle pojawiła się niezwykła świadomość moich grzechów, bardzo jasna. Ujrzałem siebie bez żadnego okrycia stojącego przed sprawiedliwym Sędzią i świadomego, że zasługuję na śmierć, tak jak to się dzieje w ziemskich sądach, gdzie codziennie zapadają wyroki śmierci. Jednocześnie jednak widziałem łaskawość Sędziego, który mnie nie tylko uwalnia od śmierci, ale swoją szatą osłania moją nagość, umieszcza w swoim domu i usługuje mi, mimo że na skutek moich win zasługuję na śmierć. Zamienia śmierć na życie, lęk na nadzieję, ból na radość, niesławę na cześć, dzięki swojej niezmierzonej dobroci. W trakcie tych rozważań, a ściślej mówiąc jasnych wizji, ustąpiła katarakta z mojego twardego serca i wytrysnęły źródła wód i odsłoniły się fundamenty moich grzechów. Zaniosłem się tak głośnym płaczem, że ze wstydem to mówię, bałem się, czy nie rozsadzi mych piersi i serca. Zaś Katarzyna, która po to właśnie przyszła, zamilkła, i pozwoliła mi się do woli wypłakać. Po jakimś czasie, sam zdumiony nowością sytuacji, przypomniałem sobie o mojej prośbie z poprzedniego dnia i jej obietnicy, i zwróciłem się do niej z pytaniem: „Czy to jest owo pismo, o które wczoraj prosiłem?". Odpowiedziała: „Tak, to ono właśnie". Wstawszy, położyła rękę na moim ramieniu i rzekła: „Jesteś świadom darów Bożych". Natychmiast też odeszła, a ja zostałem z moim towarzyszem, umocniony i szczęśliwy. Oświadczam przed Bogiem, że nie kłamię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;90. Innym razem, mimo że o to nie prosiłem, został mi dany znak potwierdzający jej doskonałość. Czuję się w obowiązku ku jej chwale o tym powiedzieć, chociaż sam sobie wstydu przyczynię. Otóż zdarzyło się, że we wspomnianym wyżej klasztorze, leżąc w łóżku złożona chorobą, poprosiła, bym do niej przyszedł i z nią porozmawiał o pewnych sprawach, objawionych jej przez Pana. Kiedy do niej przyszedłem, mimo że była w gorączce, poczęła mi opowiadać swoim zwyczajem o Bogu i o tym, co jej było objawione. Słuchając o tych niezwykłych i zadziwiających sprawach, zapomniałem o niedawno otrzymanej łasce i zacząłem w duchu sam siebie pytać: „Czy sądzisz, że to wszystko, co ona mówi, jest prawdziwe?". Gdy ta myśl zrodziła mi się w głowie, spojrzałem na jej twarz, a ta zmieniła się na twarz męską z brodą, która utkwiwszy we mnie oczy, przeraziła mnie. Była to twarz pociągła średniego wieku, mająca niezbyt długą brodę, koloru pszenicy, pełna majestatu; skojarzyła mi się z twarzą Chrystusa, i to z taką oczywistością, że nie dopuszczałem innej możliwości. Gdy przerażony, podniósłszy dłonie na wysokość ramion, zawołałem: „Kim jest ten, który na mnie patrzy?", Dziewica odpowiedziała: „Ten, który jest". Po tych słowach owa twarz znikła, i zobaczyłem jasno twarz Dziewicy. Mówię o tym z pełną odpowiedzialnością, a sam Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa wie, że nie kłamię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;91. Wyznaję dla większego potwierdzenia cudu, że to rzeczywiście stało się od Pana. Po tym zmysłowym widzeniu (nie mogę o tym mówić bez pewnego zawstydzenia) doznałem wewnętrznego umysłowego oświecenia, tym bardziej niezwykłego, że dotyczyło sprawy, o której mi wtedy ona mówiła. To jednak przemilczę. Poznałem wtedy jakby doświadczalnie to, co Pan powiedział do swoich uczniów, obiecując im Ducha Świętego: „To, co ma nastąpić, wam objawi" itd. I oto wyszedłem na głupca, ale niczemu nie zaprzeczę. Niedowiarkowie mnie do tego zmusili. Wolę raczej przez ludzi być uznanym za niespełna rozumu, niż żebym miał ukrywać świadectwa dotyczące tej świętej Dziewicy. Któż o tym wie, że Pan mnie, niedowiarkowi, zechciał ukazać te rzeczy, bym w swoim czasie odsłonił innym tajemnicę jej świętości, bym tymi świadectwami nawrócił umysły niewierzących? Czemu nic nie mówisz, nie myślisz niedowiarku? Jeżeli odmawiasz wiary Marii Magdalenie i uczniom zbyt łatwo wierzącym (jak sądzisz w swej zatwardziałości), to przynajmniej nie odmawiaj wiary Tomaszowi, dotykającemu ran. Jeżeli wzbraniasz się naśladować wierzących, to nie broń się przed towarzystwem niewierzących tobie podobnych. Oto stawiam ci przed oczy człowieka niewierzącego a nawet więcej niż niewierzącego, bo po otrzymanym znaku, o który prosił, trwał dalej w niedowiarstwie. Przybył Pan, ukazał swoją twarz, zmysłowo oddziałał na zmysły, dał niezaprzeczalny dowód, że przemawiał przez Katarzynę, tak samo (że tak powiem) dał się widzieć niewierzącemu Rajmundowi, jak kazał się ongiś dotykać Tomaszowi. Ów Didymus po dotknięciu zawołał: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;„Pan mój i Bóg mój". Czy więc dziwnym ci się wyda, że po dwu­krotnej wizji ów niedowiarek zawołał: „Prawdziwa Oblubienica Pana mojego i Boga mojego"? Wszystko to, drogi czytelniku, zo­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;stało powiedziane, byś czytając niżej o jej objawieniach, które &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;poza nią samą nie mają żadnego innego świadka, nie miał żad­nych wątpliwości, ale z uwagą i szacunkiem przyjmował święte &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.35pt;"&gt;przykłady i świętą naukę, jakie ci Pan podaje w naczyniu z natury &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.3pt;"&gt;słabym i kruchym, ale z Jego łaski bezcennym i mocnym. Na tym &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;kończy się ten rozdział, którego zawartość poza rym, co mnie się &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;przydarzyło, zawdzięczam świętej Dziewicy, a także temu, który &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;mnie wewnętrznie pouczył, a o czym wyżej była mowa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-8325662094550820725?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/8325662094550820725/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/10-zywot-niezwykle-postepy-na-drodze-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8325662094550820725'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8325662094550820725'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/10-zywot-niezwykle-postepy-na-drodze-do.html' title='10/ Żywot: Niezwykle postępy na drodze do Boga'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-240385058675161742</id><published>2012-01-17T10:18:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:26:39.453-08:00</updated><title type='text'>9/ Żywot: Przyjęcie habitu Sióstr od Pokuty św. Dominika</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;69. Święta Dziewica wróciwszy po swoim zwycięstwie do swoich zwyczajnych świętych praktyk, tym gorliwiej je spełniała, im bardziej widziała, jak wróg rodzaju ludzkiego ostrzej i bez przestankują atakuje. Codzienne wzdychania, codzienne łzy. Nieustannie pukała do Boskich uszu, by mogła otrzymać od dawna upragniony habit, który z Bożego miłosierdzia przyobiecał jej św. Ojciec Dominik. Ze względu na przeszkody ze strony domowników co do jej ślubu dziewictwa, nie czuła się bezpieczna, dopóki nie przywdzieje owego świętego habitu. Była pewna, że skoro włoży habit, ustaną wszelkie zabiegi co do jej zamążpójścia, i będzie mogła swobodniej poświęcać czas w służbie dla swego Oblubieńca. Dlatego tez kołatała do serc swoich rodziców, w czym wspomagały ją Siostry od Pokuty św. Dominika, zwane w mieście potocznie mantellate, by mogła otrzymać ich habit. Matka zachowywała rezerwę wobec tej prośby i chociaż nie dała odpowiedzi negatywnej, to jednak ciągle przemyśliwała nad tym, jak ją odwieść od tych jej surowości. Z tej też przyczyny zaproponowała jej, by razem udały się do miejscowości kąpieliskowej, licząc na to, że Katarzyna, zażywając cielesnych przyjemności, odwróci swą uwagę od surowości pokuty. Nie sądzę, by ten zamiar pojawił się bez chytrości szatana, który usiłował wszelkimi siłami gorejącą miłością Oblubienice odciągnąć od uścisków wiecznego Oblubieńca. Posłużył się w tym prostoduszną Lapą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;70. Ponieważ jednak Pańskim zamiarom nic oprzeć się nie&amp;nbsp;może, Oblubienica Chrystusa wsparta obosieczną zwycięską bronią, wszelkie zasadzki nieprzyjaciela pokonała ku swojemu pożytkowi, a jego hańbie. Odkryła bowiem sposób nawet w tym, co&amp;nbsp;przyjemne, ciało swoje umartwiać. Pod pretekstem, że chce zażyć&amp;nbsp;doskonalszej kąpieli, udawała się do tych miejsc, gdzie wypływała&amp;nbsp;woda siarczana i gorąca, i pozwalała, by lała się na jej nagie i delikatne ciało. Długo tak trwała, doznając bólu większego niż od&amp;nbsp;żelaznego łańcucha. Przyszło mi na myśl, że gdy raz matka w jej&amp;nbsp;obecności o tym mówiła, ta osobno mi o tym potem opowiedziała,&amp;nbsp;dodając, że chcąc być mniej skrępowaną, prosiła matkę, by mogła zażywać kąpieli, gdy wszyscy odejdą, i tak też się działo. Wiedziała bowiem, że w obecności matki nie mogłaby tego robić.&amp;nbsp;Kiedy ją zapytałem, jak mogła taki ukrop znosić, nie narażając&amp;nbsp;się na śmierć, odpowiedziała w swej gołębiej prostocie: „Gdy tam&amp;nbsp;byłam, miałam ciągle na myśli męki piekła i czyśćca, prosiłam&amp;nbsp;mojego Stworzyciela, którego tak bardzo obrażałam, by zechciał&amp;nbsp;miłosiernie te kary, na które zasłużyłam, zamienić na te, które tu&amp;nbsp;chętnie podejmuję. Gdy z głębokim przekonaniem uświadomiłam&amp;nbsp;sobie, że tej łaski w swej dobroci mi udzielił, było dla mnie słodkim to, co cierpiało, chociaż cierpiałam prawdziwie".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;71. Wróciła potem do domu, do swoich zwyczajnych pokut.&amp;nbsp;Matka już zwątpiła, by tu mogło coś się zmienić, niemniej nie&amp;nbsp;przestała ciągle narzekać. Córka natomiast, pamiętając o swoim pragnieniu habitu, narzekania matki puszczała mimo uszu,&amp;nbsp;owszem ciągle nalegała, by się udała do Sióstr od Pokuty św. Dominika i prosiła, by nie odmówiono prośbie córki, skoro jej tak&amp;nbsp;bardzo na tym zależy. Matka zwyciężona jej prośbami, ustąpiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Jednakże siostry na początku odpowiedziały, że nie mają zwyczaju udzielać habitu młodym dziewicom, tylko kobietom dojrzałym i cieszącym się dobrą opinią, jeśli oczywiście pragną się poświęcić służbie Bożej. A ponieważ siostry nie żyją pod klauzurą, ale każda przebywa we własnym domu, jest rzeczą konieczną, by każda umiała dobrze sobą kierować.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;O przyczynie takiej odpowiedzi dokładniej i szerzej, jeśli Bóg pozwoli, będziesz mógł, czytelniku, dowiedzieć się w następnym rozdziale. My natomiast pójdziemy dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Wróciła matka Lapa z odpowiedzią dla córki niezbyt miłą, natomiast miłą dla siebie. Jednakże Chrystusowa Dziewica, nieporuszona w swej ufności, świadoma obietnicy chwalebnego Ojca, nie mogła się załamać. Obietnica musi się spełnić. Dlatego nastawała powtórnie na matkę, by z powodu tamtej odpowiedzi nie rezygnowała z prośby, ale „w porę i nie w porę" nalegała na siostry, by nie odmawiały habitu. Matka i tym razem uległa córce i spełniła jej prośbę, ale odpowiedź sióstr była taka sama jak poprzednio.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;72. Tymczasem Chrystusowa Dziewica zapadła na chorobę, na jaką zazwyczaj zapadają dziewczęta, zanim osiągną dojrzałość. Być może wpłynęła na nią ta gorąca kąpiel. Ja jednak myślę, że to stało się przede wszystkim z Bożego zrządzenia i kryje w sobie tajemnicę. Całe ciało pokryło się małymi krostami czy wyrzutami skórnymi, jak to nazywają lekarze, tak że nie można było prawie jej rozpoznać. Do tego dołączyła się wysoka gorączka. Widząc to, matka Lapa (która jakkolwiek bardzo kochała wszystkich synów i córki, to Katarzyna, którą karmiła własnym mlekiem, była dla niej szczególnie droga), bardzo się tym przejęła. Nie przypuszczała, by przyczyną tego rodzaju choroby były posty. Raczej nadmiar jedzenia. Tym więcej, że zapadają na nią zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Strapiona matka siedziała przy łóżku córki, próbowała różnych środków i jak mogła, tak córkę pocieszała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Ta zaś w swej chorobie jeszcze bardziej utwierdzała się w swoim pragnieniu przywdziania habitu. A widząc dobrą okazję przynaglenia matki do działania w tej sprawie, sprytnie, ale i ze słodyczą powiedziała: „Jeżeli pragniesz moja kochana matko, bym była zdrowa, postaraj się, aby moja prośba o habit Sióstr od Pokuty św. Dominika została spełniona, w przeciwnym razie jestem tego pewna, że Bóg i św. Dominik, którzy powołują mnie do swojej służby, sprawią, że ani w tym, ani w żadnym innym habicie już mnie więcej nie będziecie oglądać".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;73. Słysząc te słowa raz i więcej, przerażona matka bojąc się, że utraci córkę, szybko pobiegła do sióstr, i tak gorąco je prosiła, że dały się nakłonić i zmieniły decyzję. Powiedziały: „Jeżeli nie jest cieleśnie zbyt piękna, to ze względu na jej i waszą prośbę tak gorącą, przyjmujemy ją. Jeżeli natomiast odznaczałaby się pięknością, obawialibyśmy się niebezpieczeństwa zgorszenia, ze względu na ludzką złośliwość, której tyle w świecie, i w tym wypadku nie moglibyśmy jej przyjąć". Na to matka: „Chodźcie, zobaczcie i same osądźcie". Wówczas dwie czy cztery z tych matron bardziej od innych praktyczne i roztropne udały się z Lapą do leżącej w łóżku Dziewicy, aby wybadać jej fizyczne warunki i jej duchowe pragnienia. Kiedy weszły, nie zobaczyły wybitnie pięknego oblicza, Katarzyna bowiem nie należała do piękności, poza tym choroba oszpeciła jej ciało, słowa natomiast, jakimi wyraziła swoje gorące pragnienie, roztropność i dojrzałość tej dziewczyny wzbudziły podziw, a zarazem radość. Poznały siostry, że ta dziewczyna ma umysł człowieka w pełni wieku, że w obliczu Boga przerasta wielu ludzi dorosłych. Bardzo zbudowane i szczęśliwe powróciły do swoich współsióstr, by im z wielką radością opowiedzieć to, co widziały i słyszały.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;74. Biorąc to wszystko pod uwagę, uzyskawszy zgodę braci, razem zgromadzone jednogłośnie przyjęły Katarzynę jako siostrę. Zawiadomiły matkę, by skoro tylko wróci do zdrowia, zaprowadziła ją do kościoła Braci Kaznodziejów, by tam w obecności braci, którzy nad siostrami sprawują pieczę, i siostra mogła otrzymać długo upragniony habit według przepisanego ceremoniału. Kiedy matka córce o tym powiedziała, ta ze łzami radości dziękowała swojemu Oblubieńcowi i czcigodnemu Ojcu Dominikowi, który swoją obietnicę doprowadził do końca. Wtedy zaczęła się modlić nie tyle ze względu na ciało, lecz dla spełnienia się pragnienia duszy, by jej choroba szybko się skończyła i by jej ślub tak długo odwlekany, teraz już z jej powodu nie ulegał zwłoce. I gdy poprzednio chlubiła się słabością swego ciała i z miłości dla swego Oblubieńca chętnie ją znosiła, tak teraz poczęła odczuwać wstręt do niej i w ustawicznych modlitwach pukała do uszu Najwyższego, by jak najszybciej odjął chorobę od jej ciała, która stoi na przeszkodzie złożenia ślubu, co też się stało. W przeciągu paru dni wróciła do zdrowia. Nie godziło się bowiem, by Ten, którego woli z największym oddaniem się poświęciła, cokolwiek jej odmówił. O cokolwiek zresztą prosiła, to i otrzymywała, zwracała to bowiem Temu, którego miłowała ze wszystkich sił swojej duszy, i na którego służbę całą siebie oddała.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;75. Kiedy Katarzyna wróciła do zdrowia, to chociaż matka grała na zwłokę, jednakże na naleganie córki przykro znoszącej jej ociąganie się, doszło wreszcie do dnia i godziny przez Opatrzność Bożą wyznaczonej na otrzymanie upragnionego habitu. Dla Katarzyny był to dzień ogromnej radości. Przybyły do kościoła matka i córka, i w obecności wszystkich rozradowanych sióstr brat, który podówczas sprawował opiekę nad siostrami, przyoblekł świętą Dziewicę w szatę symbolizującą niewinność i pokorę. Ten rodzaj habitu zatwierdzili nasi ojcowie: w białym i czarnym kolorze, przy czym, jak wspomniano, kolor biały oznacza niewinność, a czarny pokorę. Nie było, według mego zdania, habitu żadnego innego zakonu, który by lepiej odpowiadał wewnętrznemu usposobieniu tej świętej Dziewicy, jak właśnie ten. Ona przecież&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;wszystkimi sitami umartwiała swoje ciało, a na zewnątrz uśmiercała starego człowieka z jego śmiercionośną pychą, co wyraża się przez kolor czarny. Zachowując zaś dziewiczą niewinność nie tylko ciała, ale i duszy, jak wyżej powiedziano, ze wszystkich sił dążyła do wiecznego Oblubieńca, który jest prawdziwym światłem, by samej także świecić. A to właśnie oznacza biel. Gdyby jej habit byt całkiem biały albo tylko czarny, mógłby tylko jedną z tych dwu wartości oznaczać. Podobnie gdyby użyć koloru brązowego albo szarego, mogłoby to być znakiem umartwienia, ale nie duchowego światła i czystości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;76. Myślę, że gdyby owe siostry za pierwszym razem głębiej się zastanowiły, nie odmówiłyby jej habitu, dając matce negatywną odpowiedź. Katarzyna godniej nosiła habit niż one, niemogące się chlubić dziewictwem. Nie powinno się tej świętej Dziewicy odmawiać habitu, który przez świętych ojców był ustanowiony na znak niewinności, skoro ona jaśniała bardziej niż wiele innych dziewiczą niewinnością, która bez wątpienia góruje ponad czystością wdów. Ośmielam się więc powiedzieć, że ten habit w owym mieście nie został bardziej dotąd uhonorowany, jak wtedy, gdy go przywdziała i zaczęła nosić Katarzyna. Ona w tym mieście była pierwszą, jako dziewica i to wspaniała, jaką w ten habit obłóczono. Przyszły potem inne, jak o tym mówi ów werset Dawidowy: „Za nią przywodzą do ciebie dziewice, jej druhny" (Ps 44,15). A jak to było, będzie z Bożą pomocą powiedziane niżej. Ten zaś rozdział kończymy. Z kolei przystąpimy do omówienia założeń i głównej idei zakonu, w którym Boża Opatrzność umieściła tę Dziewicę, by brak wiedzy w tym względzie nie był powodem niedocenienia jej świętości. To zaś, co zawarte jest w tym rozdziale, zawdzięczam samej Dziewicy oraz jej matce, natomiast gdy chodzi o przyjęcie habitu, jest to fakt znany wszystkim, którzy byli z nią w kontakcie, i nie wymaga potwierdzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot... dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-240385058675161742?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/240385058675161742/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/9-zywot-przyjecie-habitu-siostr-od.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/240385058675161742'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/240385058675161742'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/9-zywot-przyjecie-habitu-siostr-od.html' title='9/ Żywot: Przyjęcie habitu Sióstr od Pokuty św. Dominika'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-5185225652404416245</id><published>2012-01-17T10:09:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:25:40.241-08:00</updated><title type='text'>8/ Żywot: Umartwienia Katarzyny i próby powściągania ich przez matkę</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;57. Otrzymawszy więc tak długo wyczekiwaną pełną wolność służenia Bogu, Dziewica całkowicie swoje życie oddała już tylko Jemu samemu. Prosiła i otrzymała maleńką celkę, oddzieloną od innych pomieszczeń, w której jak na pustyni mogła poświęcać do woli swój czas Bogu i umartwiać swoje ciało. O tym, z jaką surowością to czyniła i z jaką miłością szukała oblicza swego Oblubieńca, żaden język nie zdoła wyrazić. Ponieważ jednak obecnie nadarza się okazja, by zatrzymać się przy jej niesłychanych umartwieniach, będzie słuszną rzeczą, drogi czytelniku, odstąpić od kolejności w temacie i w krótkości tę rzecz przedstawić. Czynię to w tym celu, abyś zanim obejdziesz cały wiry darz jej świętego życia, mógł zakosztować coś z owoców wczesnych i późnych. Z tego jednak powodu nie pozbawię cię oglądania poszczególnych rodzajów tych owoców, gdy porządek tematów będzie tego wymagał, jeśli Bóg najwyższy pozwoli. Chodzi także o to, byś przypatrując się owocom jej cnót, był lepiej przygotowany do tego, o czym potem szerzej będzie mowa. Dowiedz się więc, że w tej jej celce wskrzeszone zostały najdawniejsze czyny świętych ojców egipskich, i to bez ustnego pouczenia w ojcowskim domu,&amp;nbsp;bez przykładu, zachęty. Zaczniemy od wstrzemięźliwości od pokarmów i napojów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;58. Już od dzieciństwa rzadko spożywała mięso, o czym już&amp;nbsp;wspomnieliśmy, teraz jednak całkiem z niego zrezygnowała, i do&amp;nbsp;tego stopnia do tego nawykła, że jak mi się przyznała, samego jego&amp;nbsp;zapachu znieść nie mogła, przyprawiał ją o torsje. I by cię to nie dziwiło, miły czytelniku, to wiedz, że kiedy raz znalazłem ją bardzo&amp;nbsp;osłabioną, ponieważ nie spożyła nic z tego, co służy do wzmocnienia sił, ani z pokarmów, ani napojów, pomyślałem, że dobrze&amp;nbsp;będzie jeśli do zimnej wody, którą piła, włożę nieco cukru, by chociaż trochę wzmocnić jej siły fizyczne. Gdy jej to powiedziałem,&amp;nbsp;zwróciła się do mnie i rzekła: „Chcecie, jak widzę tę trochę życia,&amp;nbsp;jakie mi zostało, całkiem zniszczyć". Kiedy zapytałem, co chce&amp;nbsp;przez to powiedzieć, wymiarkowałem z jej słów, że tak się przyzwyczaiła, jak już wspomniano, do prostych pokarmów i gorzkich&amp;nbsp;napojów, że wszystko, co słodkie, wywoływało u niej wymioty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;To samo dotyczy potraw mięsnych. Wino zaczęła pić, kiedy otrzymała celę, nie miało ono jednak ani smaku, ani zapachu wina, jedynie kolorem wino przypominało. W piętnastym roku życia z wina&amp;nbsp;całkiem zrezygnowała i używała tylko zimnej wody. Od potraw&amp;nbsp;gotowanych powoli się odzwyczajała, tak że w krótkim czasie&amp;nbsp;zredukowała swoje pożywienie do chleba i surowych jarzyn, by w końcu w wieku dwudziestu lat, jeśli się nie mylę, zrezygnować&amp;nbsp;nawet z chleba i poprzestać tylko na jarzynach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;59. Doszło do tego, że nie z przyzwyczajenia, nie z natury (jak&amp;nbsp;o tym niżej z Bożą pomocą będzie mowa), ale z Bożej cudownej interwencji została wyniesiona tak wysoko, chociaż jej ciało&amp;nbsp;podległe było różnym słabościom i mimo że podejmowała różne&amp;nbsp;wyczerpujące prace, nie zapadła na suchoty, żołądek pracował&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;normalnie, jej siły fizyczne nie doznawały uszczerbku na skutek ograniczeń w jedzeniu i piciu. Rzec więc można (jak nieraz&amp;nbsp;mówiłem), że całe jej życie było cudem. Nie mogła tu działać żadna siła naturalna, co mogłem sam stwierdzić, i w czym mnie utwierdzali lekarze, do których ją posłałem. O tym jednak szerzej będę jeszcze mówił, jeśli Bóg pozwoli. Chcę ci tylko, czytelniku, by zamknąć temat o ograniczeniu w pokarmach, powiedzieć, że w czasie, gdy mi dane było być samemu świadkiem, żyła bez żadnego pokarmu i napoju; i nie wsparta żadna naturalną mocą znosiła zawsze z radością na twarzy cierpienia i trudy, jakich inni by nie udźwignęli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;60. Nie myśl, że zdołała dojść do tego stanu dzięki naturalnym wysiłkom, ćwiczeniom czy przyzwyczajeniu. Nie sądź także, że ktokolwiek mógłby do tego dojść przez naśladowanie. Ponieważ są to rzeczy nadzwyczajne, wobec tego źródła należy szukać raczej w pełności ducha, niż w ćwiczeniach i przyzwyczajeniu się do ograniczenia w pokarmach. Ponieważ duch swoją pełnością oddziałuje na ciało, to gdy ono nim się karmi, łatwiej zniesie udręki postu. Czy chrześcijanin może co do tego mieć jakieś wątpliwości? Czy święci Męczennicy tak głodu, jak i innych cierpień ciała nie znosili z uśmiechem, chociaż one wykraczały ponad ludzką wytrzymałość? Skąd się to brało, jak nie z pełności ducha? Ja sam tego doświadczyłem, a myślę, że i każdy może tego doświadczyć, że ludziom, kiedy oddają się Bogu, łatwiej pościć, kiedy natomiast wrócą do zwyczajnych zajęć, to im jest trudno albo może całkiem niemożliwe zachowywać post jak przedtem. Skąd by się to wzięło, jak nie stąd, że pełnia ducha umacnia ciało hypostatycznie z nim złączone? A chociaż dar jest ponad naturą, to w sposób naturalny ciało duchowi, a duch ciału udzielają sobie nawzajem dobra i zła. Nie przeczę jednak, że z natury rzeczy jednemu łatwiej pościć niż drugiemu i odwrotnie, jednakże post doskonały i przez długi czas nie jest możliwy w oparciu jedynie o siły naturalne. To tyle na teraz, co na sposób epilogu chciałem&amp;nbsp;powiedzieć. Nie myśl jednak czytelniku, że tylko w taki sposób ta święta Dziewica umartwiała swoje ciało, dlatego zwróć pilną uwagę na to, co następuje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;61. Sporządziła sobie łóżko na sposób ławy z drewnianych&amp;nbsp;deseczek bez żadnych dodatków. Na nim rozmyślała, siedząc&amp;nbsp;albo leżąc. Na noc nie zdejmowała sukni, układając się do snu.&amp;nbsp;Wewnątrz i zewnątrz używała szat z wełny. Niekiedy wkładała&amp;nbsp;włosiennicę. Ponieważ dbała o czystość wewnętrzną, więc i na zewnątrz była czyta. Niekiedy włosiennicę zamieniała na łańcuszek.&amp;nbsp;Miała zaś łańcuszek żelazny, opasujący jej biodra, taki, że wpijał&amp;nbsp;się w ciało i powodował martwicę skóry, jak mi o tym mówiły jej&amp;nbsp;duchowe córki i towarzyszki, które na skutek nadmiernych potów,&amp;nbsp;towarzyszących jej ciągłym chorobom, były zmuszone zmieniać&amp;nbsp;często jej pościel. Pod koniec jej życia, kiedy wzmagały się choroby, widziałem konieczność nakazać jej w imię posłuszeństwa, by&amp;nbsp;zdjęła łańcuszek, co też uczyniła, choć niechętnie. Wigilię na początku przeciągała aż do jutrzni, o czym szerzej powiemy z Bożą&amp;nbsp;pomocą. Powoli udało się jej tak ograniczyć sen, że w czasie dwu&amp;nbsp;dni poświęcała mu zaledwie pół godziny. Niechętnie jednak mu&amp;nbsp;się poddawała, chyba że ją do tego zmuszały słabości ciała. Powiedziała mi kiedyś, że w żadnej wojnie zwycięstwo tyle jej nie&amp;nbsp;kosztowało, co w wojnie ze snem. Tu najwięcej miała trudności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;62. W czasie, kiedy ją znałem, nie mam tu żadnej wątpliwości,&amp;nbsp;że gdyby miała pojętnych słuchaczy, to sto dni i tyleż nocy bez&amp;nbsp;pokarmu i napoju rozprawiałaby z nimi o Panu Bogu. Nie zmęczyłaby się przy tym, owszem, to by ją rozpalało i czyniło młodszą. Wielekroć mi wyjawiała, że w swoim życiu nie doświadczyła&amp;nbsp;większej satysfakcji jak wtedy, gdy mogła z inteligentnymi ludźmi&amp;nbsp;rozmawiać o Panu Bogu czy samej przemawiać, o czym myśmy&amp;nbsp;sami mieli okazję się przekonać. Bardzo wyraźnie widać było,&amp;nbsp;że kiedy miała możliwość mówienia o Bogu i wyjawiania tego,&amp;nbsp;co nosiła w sercu, stawała się jakby młodszą, silniejszą i radośniejszą, kiedy natomiast odmówiono jej takiej możliwości, stawała się przygnębiona i bez życia. To, co teraz napiszę, niech będzie ku chwale Pana Jezusa Chrystusa i ku mojemu zawstydzeniu. Często rozmawiała ze mną o Bogu i Jego wielkich tajemnicach w sposób bardzo głęboki i gdy rozmowa się przeciągała, ja już nie umiałem podążyć za jej myślą, brała górę ociężałość ciała i zmagał mnie sen. Natomiast ona tak zaabsorbowana była Bogiem, że kontynuowała temat, dopóki nie spostrzegła, że ja śpię. Wtedy głośno mnie budziła, wołając: „Dlaczego dla snu narażacie dobro swej duszy? Czy ja słowa Boże kieruję do was, czy do ściany?".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;63. Poza tym pragnąc naśladować przykład św. Dominika, który jej się ukazał, przy pomocy żelaznego łańcucha zadawała sobie&amp;nbsp;każdego dnia trzy dyscypliny: jedną za siebie, drugą za żywych,&amp;nbsp;trzecią za umarłych. Tak właśnie czytamy w legendzie o św. Dominiku, że to robił. Naśladowała go w tym przez długi czas, gdy&amp;nbsp;jednak osłabiły ją różne choroby, zaprzestała. Kiedy w tajemnicy&amp;nbsp;ją pytałem, jak długo trwało takie biczowanie, zawstydzona odpowiedziała, że półtorej godziny i że nigdy albo bardzo rzadko&amp;nbsp;dochodziło do tego, by krew z jej ramion spływała po szkaplerzu do jej stóp. Możesz rozważyć, czytelniku, jakiej doskonałości musiała być to dusza, która trzykrotnie na dzień siekła swoje bciało do krwi, by ją wylać za krew Zbawiciela, i jak wielkiej była&amp;nbsp;cnoty, skoro to czyniła w rodzinnym domu, bez pouczenia nikogo&amp;nbsp;spośród żyjących, bez przewodnika, bez przykładu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;64. Czytaj żywoty świętych, badaj życie ojców egipskich, pouczenia z pism świętych, a nie znajdziesz niczego podobnego.&amp;nbsp;O św. Pawle, pierwszym pustelniku, dowiesz się, że żył długo&amp;nbsp;sam na pustyni, ale że kruk przynosił mu codziennie pół bochenka&amp;nbsp;chleba. Przeczytasz o sławnym Antonim, że uprawiał surowości,&amp;nbsp;podejmując praktyki pokutne, jak i odmawiając sobie wielu rzeczy, ale także, że udawał się do różnych pustelników i u każdego zbierał kwiaty przykładów cnót. Święty Hieronim podaje, że Hilarion jako chłopiec udał się do Antoniego i prosił go o pouczenie i w życiu pustelniczym, i pod jego okiem odniósł zwycięstwo w walce. Podobnie Makary, Arseniusz i inni, których za długo byłoby wyliczać, wszyscy oni mieli jednego lub więcej mistrzów i nauczycieli, którzy słowem i przykładem prowadzili ich po Pańskiej drodze, i to zawsze na pustyni czy w klasztorach, gdzie prowadzono życie uporządkowane w oparciu o regułę. Ta zaś prawdziwa córka Abrahama, jak widzisz czytelniku, nie w klasztorze, nie na pustyni, ale we własnym, rodzicielskim domu i to bez żadnego przykładu i pomocy ze strony ludzkiej, i co gorsza przy wielu przeszkodach, jakie pociąga za sobą życie rodzinne, osiągnęła we wstrzemięźliwości tak wysoki stopień doskonałości, jakiego żaden z nich osiągnąć nie potrafił. Cóż na to powiemy? Posłuchaj, proszę, jeszcze chwilę. Mojżesz dwa razy, a Eliasz jeden raz podejmowali czterdziestodniowy post, wstrzymując się od pokarmu i napoju. Pismo Święte wspomina, że i Zbawiciel podjął taki post, czytamy o tym w Ewangelii. Jednakże nie słyszeliśmy o poście trwającym latami. Jan Chrzciciel chociaż z Bożego natchnienia udał się na pustynię i tam mieszkał, to przecież, jak czytamy, spożywał miód leśny, szarańczę i korzonki ziół. Żeby zaś uprawiał post doskonały, nie ma mowy. Wiem tylko o Magdalenie (nie z Pisma, lecz z historii i odnalezionej jej groty), że przebywając tam przez trzydzieści trzy lata, taki post zachowywała. Z tego też powodu sądzę, że sam Pan i Jego chwalebna Rodzicielka dali Katarzynie Magdalenę za mistrzynię i matkę. Będzie o tym niżej mowa, jeśli Bóg pozwoli. I cóż my na to? Nic nie przeszkadza, by łaskę udzielona Katarzynie uznać za wyjątkową i nieudzieloną dotąd nikomu. Będzie jeszcze o tym szerzej mowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;65. Nie chciałbym, drogi czytelniku, byś mając przed oczyma&amp;nbsp;to, co wyżej napisałem, podejrzewał mnie, że chcę tę Dziewicę&amp;nbsp;w jej świętości wynieść ponad wszystkich wyżej wspomnianych&amp;nbsp;świętych, czy w ogóle robić tu jakieś, w mojej ocenie niestosowne, porównania. Nie jestem, dobry czytelniku, na tyle nierozsądny. Wymieniłem przecież wśród świętych Zbawiciela, i uważam,&amp;nbsp;że stawiać z Nim w równym rzędzie jakiegokolwiek świętego byłoby bluźnierstwem. Innych zaś świętych, których wymieniłem&amp;nbsp;z imienia, nie dlatego przytoczyłem, by robić porównanie, lecz&amp;nbsp;po to, byś mógł sobie uświadomić, jak wielka jest wspaniałomyślność naszego Boga, który w swojej niewyczerpanej hojności&amp;nbsp;nie zaprzestaje codziennie wynajdywać nowe dary łaski, którymi&amp;nbsp;udoskonala i ozdabia swoich świętych. Po drugie, byś zwrócił&amp;nbsp;uwagę na wyjątkową wielkość tej Dziewicy, wiesz bowiem, że o&amp;nbsp;każdym świętym zgodnie z prawdą śpiewa Kościół: „W chwale&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;nikt mu nie dorównał" (Syr 44,19). Pochodzi to z ogromnej potęgi i hojności Boga, który uświęca, i który każdego ze świętych&amp;nbsp;przyozdabia jakimś szczególnym darem chwały.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;66. By jednak od naszego tematu zbytnio się nie oddalić, już&amp;nbsp;z tego, co było powiedziane, może każdy wywnioskować, jak&amp;nbsp;bardzo wychudzone musiało być ciało Katarzyny, skoro tyloma i&amp;nbsp;tak wielkimi surowościami ciągle je ujarzmiała i poddawała&amp;nbsp;w niewolę ducha. Opowiadała mi kiedyś jej matka, która jeszcze&amp;nbsp;żyje, że zanim córka zaczęła stosować swoje umartwienia, była&amp;nbsp;fizycznie tak żywotna i silna, że ciężar złożony na grzbiecie osła&amp;nbsp;doniesiony do drzwi domu brała na swoje ramiona z łatwością&amp;nbsp;i niosła przez dwie długie klatki schodowe o wielu stopniach do&amp;nbsp;górnej części domu. Była, jak twierdzi, we wszystkich członkach&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;swojego ciała dwa razy tęższa, niż potem, gdy miała dwadzieścia osiem lat. Nie dziwota, że tak bardzo zeszczuplała, a może&amp;nbsp;raczej należy się dziwić, że jeżeli nie wycieńczyła się na śmierć,&amp;nbsp;to przypisać to można tylko cudowi. Z czasów, kiedy ją znałem, każdy mógł stwierdzić, że mimo szczupłości była pełna wigoru, a szczupła, bo kiedy duch rośnie, ciało z konieczności się kurczy, zwyciężone przez ducha. Niezależnie od tego, zawsze z energią pracowała, zwłaszcza dla zbawienia dusz, chociaż nachodziły ją różne choroby. To była jakby inna Katarzyna: ciało wycieńczone cierpiało, ale duch był czynny i on od wewnątrz jędrny i krzepki podtrzymywał i umacniał jej słabe ciało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;67. Wracając do porządku wydarzeń, to znaczy do momentu,&amp;nbsp;kiedy Katarzyna otrzymała z powrotem izbę, i mogła spotykać się&amp;nbsp;z Oblubieńcem, wąż starodawny chociaż pokonany, nie zaprzestał&amp;nbsp;jej znów molestować. Przypuścił atak do córy Ewy, to znaczy Lapy, matki Katarzyny, która w imię cielesnej miłości, zwróconej&amp;nbsp;bardziej ku ciału niż ku duszy, usiłowała przeszkodzić córce w jej&amp;nbsp;umartwieniach. Kiedy bowiem wyczuła, że córka biczuje się żelaznym łańcuchem, zawołała z płaczem i szlochem: „Ach córko, ja&amp;nbsp;ciebie martwą widzę, ty siebie na pewno zabijesz. Biada mi! Któż&amp;nbsp;to mi córkę zabrał? Kto mi zadał tyle zła?". Te i tym podobne&amp;nbsp;słowa wypowiadała owa staruszka, a do słów dodawała szlochy,&amp;nbsp;a niekiedy i wybuchy złości. Kaleczyła się i rwała sobie włosy,&amp;nbsp;jakby już widziała Katarzynę na marach. Swoimi krzykami poruszała nieraz sąsiadów, którzy się zbiegali, by zobaczyć, czy coś&amp;nbsp;złego nie przydarzyło się staruszce Lapie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;68. Kiedy spostrzegła, że córka śpi na gołych deskach, siłą&amp;nbsp;zaciągnęła ją do swego pokoju i kazała jej się położyć w swoim łóżku. Ta upadła na kolana przed matką, łagodnie i z pokorą&amp;nbsp;jęła ją prosić, by zaprzestała gniewu, bo ona spełni jej życzenie&amp;nbsp;i będzie z nią razem spała. Ułożyła się w końcu do łóżka, ale&amp;nbsp;skoro matka usnęła, po cichu wstała i wróciła do swojego sposobu spania. Taka praktyka jednak na długo nie mogła się przed&amp;nbsp;matką ukryć. Wróg rodzaju ludzkiego, który z zawiścią patrzył na&amp;nbsp;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.25pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;wszystko to, co Katarzyna czyniła, dał znać o sobie. Jednakże ona &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.2pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;wpadła na sprytny pomysł. By dłużej matki nie drażnić, zabierała &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.3pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;z sobą do spania jedną lub dwie deszczułki, dyskretnie kładła pod &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.15pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;prześcieradło, by leżąc w łóżku, odczuwać twardość, do której &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.2pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;przywykła. I tak nie zmieniła obranej praktyki. Po jakimś czasie matka i to odkryła. Powiedziała wtedy: „Widzę, że na próżno się &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.15pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;trudzę. Nie odstępujesz od swoich praktyk. Lepiej dla mnie zejść &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.2pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;z tego świata z otwartymi oczami. Śpij, jak ci się podoba". Ta jej widoczna słabość pozwoliła jej już odtąd żyć według natchnień &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.3pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;Wszechmogącego. Na tym kończę ten rozdział. To, co było w nim &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.25pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;zawarte, zawdzięczam samej Dziewicy: jej posty, inne surowości, ich kolejność. O pewnych rzeczach mówiła mi matka Lapa, a tak­&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.15pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;że kobiety, które w tym domu bywały. Niektórych sam byłem świadkiem, szczególnie gdy chodzi o posty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; letter-spacing: -0.15pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; font-family: Arial, Helvetica, sans-serif; letter-spacing: -0.15pt; line-height: 14.15pt; text-align: justify;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-5185225652404416245?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/5185225652404416245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/8-umartwienia-katarzyny-i-proby.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5185225652404416245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5185225652404416245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/8-umartwienia-katarzyny-i-proby.html' title='8/ Żywot: Umartwienia Katarzyny i próby powściągania ich przez matkę'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-5568143504348914186</id><published>2012-01-17T09:55:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T09:56:45.731-08:00</updated><title type='text'>7/ Żywot: Zwycięstwo Katarzyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;52. W międzyczasie zdarzyło się pewnego dnia, gdy służebnica Chrystusa goręcej się modliła w celi wspomnianego młodszego brata, a drzwi były otwarte, ponieważ z woli rodziców nie wolno jej było pozostawać przy drzwiach zamkniętych, wszedł tam&amp;nbsp;jej ojciec Jakub, szukając zapewne czegoś pod nieobecność syna,&amp;nbsp;czegoś, co mu było potrzebne. Gdy rozglądał się za poszukiwaną&amp;nbsp;rzeczą, ujrzał córkę, bardziej Bożą niż swoją, klęczącą w kącie&amp;nbsp;i modlącą się, a nad nią małą białą gołębicę, unoszącą się nad jej&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;głową. Kiedy wszedł, uniosła się w górę i wyfrunęła przez okno.&amp;nbsp;Na ten widok zapytał córkę, co to był za gołąb. Ta rzekła, że nie&amp;nbsp;widziała gołębia ani żadnego ptaka. Tym bardziej był zdumiony i chował wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu, rozważając&amp;nbsp;wszystkie te słowa (zob. Łk 2,51).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;53. W tym czasie poczęło w sercu Dziewicy dojrzewać pragnienie, które już w jej dzieciństwie się pojawiło, o czym była&amp;nbsp;mowa wyżej, a teraz, gdy toczyła się walka o ustrzeżenie dziewictwa, ono się odnowiło - mianowicie przyjęcia habitu Zakonu Braci Kaznodziejów, którego założycielem, wodzem i ojcem&amp;nbsp;był błogosławiony Dominik. Stąd też dniem i nocą nieustannie&amp;nbsp;się modląc, pukała do Bożych uszu, by Pan zechciał spełnić jej&amp;nbsp;pragnienie. Żywiła także, o czym już była wzmianka, szczególny kult do św. Dominika, tak bardzo i owocnie oddanego dziełu zbawienia dusz. W odpowiedzi na to, Pan, niech Mu będzie najwyższa chwała, widząc jak mądrze i dzielnie Jego wojowniczka walczy na placu boju, i z jaką gorliwością pragnie Mu się podobać, nie mógł dopuścić, by jej pragnienie stało się daremne. W tym celu, by czuła się bardziej bezpieczna w swoim postanowieniu, pocieszył ją takim widzeniem. Otóż zobaczyła we śnie wielu świętych, ojców i założycieli różnych zakonów, a wśród nich błogosławionego Dominika, którego najłatwiej rozpoznała, ponieważ trzymał w ręku lilię białą i bardzo piękną, która jak krzak Mojżesza gorzała, a jednak nie ulegała spaleniu. Kiedy wszyscy po kolei zachęcali ją, by, ku swej większej zasłudze, wybrała jakiś z zakonów, w którym milszą dla Pana będzie jej służba, ta skierowała swoje kroki i oczy ku św. Dominikowi. I wtedy zobaczyła, jak Święty Ojciec wychodzi jej naprzeciw, trzymając w drugiej ręce habit sióstr, zwanych Siostrami od Pokuty św. Dominika, które w Sienie były bardzo liczne. Kiedy się do niej zbliżył, pocieszył ją takimi słowami: „Córko najmilsza, bądź mężnego serca i nie obawiaj się żadnej przeszkody, na pewno przy wdziejesz habit, którego pragniesz". Przyjęła te słowa z niemałą radością, ze łzami dziękowała Najwyższemu, a także św. zapaśnikowi Dominikowi, który ją tak wspaniale pocieszył. Wylewane łzy przywróciły ją do&amp;nbsp;przytomności.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;54. Pocieszona i umocniona tą wizją Katarzyna, dotąd ufająca Panu, teraz nabrała odwagi i tego samego dnia, zebrawszy rodziców i rodzeństwo, tak do nich rzekła: „Dotąd w swoich słowach i sposobie traktowania mnie wyraziliście wolę, by mnie wydać za mąż za człowieka, który jest istotą kruchą i śmiertelną, ja zaś, chociaż czułam w sercu odrazę do tego, jak mogliście się o tym sami przekonać, patrząc na moje zachowanie, to jednak przez szacunek,&amp;nbsp;który z woli Bożej należy się rodzicom, nie wypowiedziałam się jasno. Teraz zaś, gdy już nie można dłużej milczeć, bez osłonek i jasno chcę wam odsłonić moje serce i zamiar, jaki nie od teraz, ale od samego dzieciństwa podjęłam i podtrzymuję. Wiedzcie zatem, że już jako dziecko złożyłam ślub dziewictwa i to nie z fantazji dziecinnej, lecz po długotrwałym namyśle i z ważnej przyczyny, ku chwale Zbawiciela świata, Pana mojego Jezusa Chrystusa i Jego chwalebnej Rodzicielki. Obiecałam im, że żadnego innego, jak tylko samego Pana i to na wieki przyjmę za Oblubieńca. I kiedy teraz Pan pozwolił mi osiągnąć wiek dojrzały i pełną świadomość, chcę, byście wiedzieli, że łatwiej kamienie mogłyby zmięknąć, niż żeby moje serce miało odstąpić od tego świętego zamiaru. Dlatego gdybyście chcieli nadal obstawać przy planie, tracilibyście tylko na próżno czas. Radzę wam więc, przestańcie zupełnie myśleć o wydaniu mnie za mąż, bo w tej sprawie absolutnie nie spełnię waszej woli, »trzeba [bowiem] bardziej słuchać Boga niż ludzi« (Dz 5,29). Jeżeli chcecie, bym w takim stanie była u was za służącą, gotowa jestem chętnie, jak potrafię, tę rolę przyjąć. Jeżeli natomiast z tego powodu chcielibyście mnie z domu wypędzić, to i tak serce moje nie odstąpi od podjętej decyzji. Mam Oblubieńca tak bogatego i potężnego, że nie pozwoli, bym zginęła z głodu, ale na pewno zadba, bym miała to, co konieczne do życia".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;55. Po tym wszystkim, co Katarzyna powiedziała, wszyscy się popłakali. Na skutek gwałtownych łkań i westchnień nie byli w stanie dać jej odpowiedzi. Zastanawiali się nad jej decyzją, nie śmieli jednak jej się przeciwstawić. Mieli przed sobą dziewczynę dotąd milczącą i skromną, a teraz tak śmiało i logicznie odsłaniającą swoje wnętrze w słowach pełnych mądrości. Wiedzieli także wyraźnie, że ona gotowa jest raczej opuścić dom rodzinny niż złamać swój ślub. Doprowadziła więc do rezygnacji z ich planów. W tym stanie wewnętrznego rozdarcia łatwiej im było płakać,&amp;nbsp;niż odpowiedzieć. Po pewnym jednak czasie, gdy łzy przestały płynąć, ojciec, który Katarzynę darzył szczególną miłością, a także bardziej od pozostałych kochał Boga, przypominając sobie owego gołębia, jak i inne wydarzenia z jej życia, podziwiane i dobrze zapamiętane, taką, jak wieść niesie, dał jej odpowiedź: „Najdroższa córko, dalekie jest od nas, byśmy mieli sprzeciwiać się woli Bożej, od której, jak widzimy, pochodzi twój święty zamiar, i nie chcemy w żaden sposób sprzeciwiać się jemu. Na podstawie długiej obserwacji przekonaliśmy się i teraz z pewnością wiemy, że nie kierowałaś się młodzieńczym kaprysem, lecz Bożą miłością, więc spełnij twój ślub według swej woli. Zrób tak, jak Duch Święty ci wskaże. Nie możemy dłużej odciągać cię od twoich świętych czynów i w najmniejszym stopniu przeszkadzać w spełnianiu cnotliwych praktyk. Wstawiaj się jednak ciągle za nami, abyśmy się stali godnymi obietnic twojego Oblubieńca, którego wybrałaś sobie z Jego łaski. I zwracając się do żony i dzieci, powiedział: „Niech już nikt nie naprzykrza się mojej umiłowanej córce, niech nikt w żaden sposób nie stoi jej na przeszkodzie. Pozwólcie jej swobodnie służyć swemu Oblubieńcowi i prosić Go za nas nieustannie. Nie znajdziemy lepszej partii dla niej, więc nie ubolewajmy, jeśli w miejsce śmiertelnego człowieka dostaliśmy Boga i człowieka nieśmiertelnego". Po tym wszystkim, chociaż przy wtórze wzdychań niektórych członków rodziny, zwłaszcza matki, która córkę kochała zbyt uczuciową miłością, święta Dziewica, radując się w Panu, dziękowała swemu zwycięskiemu Oblubieńcowi, który doprowadził ją do triumfu. Dziękowała także rodzicom, jak potrafiła najpokorniej. Całym sercem się otwarła na używanie tej wolności, jaka stała się jej udziałem z wielką dla niej korzyścią. Na tym kończymy ten rozdział.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;56. Dowiedz się jeszcze czytelniku, że o gołębiu widzianym przez ojca nie dowiedziałem się od niego, bo on już zmarł, kiedy ja po raz pierwszy miałem szczęście spotkać świętą Dziewicę. Dowiedziałem się natomiast od wielu krewnych, którzy w jej domu mieszkali i słyszeli o tym od Jakuba. Mówili, że on to częściej widział. Stąd też miał dla córki wielki szacunek i zabraniał sprawiać jej przykrość. Mówiłem o tym dość powściągliwie, by w swych wypowiedziach ustrzec się fałszu. Gdy chodzi o wizję św. Dominika, słyszałem to od niej samej. Mówił mi o tym także jej poprzedni spowiednik. Gdy natomiast chodzi o ostatnie słowa skierowane do rodziców i rodzeństwa, to mi je sama dokładnie przekazała, kiedy ją pytałem o to, jak zniosła czas prześladowań.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;w: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-5568143504348914186?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/5568143504348914186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/7-zywot-zwyciestwo-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5568143504348914186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5568143504348914186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/7-zywot-zwyciestwo-katarzyny.html' title='7/ Żywot: Zwycięstwo Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-3705690322282516205</id><published>2012-01-17T09:50:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:24:10.335-08:00</updated><title type='text'>6/ Żywot: Zmagania Katarzyny z rodziną o możliwość wypełnienia swego ślubu</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;41. Po przedziwnym i cnotliwym przeżyciu tych pierwszych jej lat, spodobało się wszechmogącemu Bogu tę latorośl, którą niedawno posadził w winnicy Engaddi (por. Pnp 1,13), podnieść wyżej, by dorównała wysokością cedrom Libanu i by w miejscach wyniosłych rodziła cypryjskie grona. Zezwolił jej nieco zagłębiać się w ziemi, by utwierdzała swoje korzenie i dzięki temu wyżej uniosła swoje gałęzie i na szczycie doskonałości wydała właściwe sobie owoce. Tak ogólnie dzieje się z każdą rośliną: im głębiej zapuści korzenie, tym wyżej w górę wyrośnie. Nie dziw zatem, że niestworzona Mądrość, twórca wszystkiego, pozwala niekiedy swoim świętym popaść w jakieś niedoskonałości, by z tym większą mocą wydźwignęli się w górę, byli bardziej ostrożni, tym gorliwiej i goręcej usiłowali osiągnąć szczyty doskonałości i tym chwalebniej zatriumfowali nad wrogami rodu ludzkiego. Mówię to po to, ponieważ skoro Katarzyna poświęcona Bogu osiągnęła lata właściwe do zamążpójścia, to znaczy około dwunastu lat, według obyczajów tam panujących została zamknięta w domu rodzicielskim, nie było bowiem właściwe, by niezamężne dziewczęta w tym wieku wychodziły z domu. Rodzice i krewni Katarzyny,&amp;nbsp;nie wiedząc o jej ślubie dziewictwa, poczęli zastanawiać się nad kandydatem na męża dla niej. Matka świadoma mądrości swojej córki z góry cieszyła się, że dostanie za zięcia kogoś z możnego rodu, chociaż już dostała kogoś, o kim nawet nie marzyła. W każdym razie zaczęła troszczyć się o zewnętrzny wygląd córki. Zachęcała ją, by częściej myła twarz, układała włosy, usunęła to, co szpeci twarz i szyję, i czyniła to wszystko, co dotyczy kobiecej kosmetyki, by kiedy przyjdą kandydaci na jej męża, byli ujęci jej pięknem. Natomiast ona, żywiąc zupełnie inne zamiary, chociaż przez szacunek dla rodziców nie wyjawiła im swego ślubu dziewictwa, zamążpójściu stanowczo się sprzeciwiła, nie ludziom bowiem, ale samemu Bogu z całych sił pragnęła się podobać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;42. Gdy matka ze zgrozą o tym się dowiedziała, wzięła sobie na pomoc Bonawenturę, swoją zamężną córkę, o której wyżej nie raz była mowa, polecając jej, by siostrę usiłowała przekonać, aby ta według przyjętego obyczaju zadbała o swój zewnętrzny wygląd i uczyniła to, co jej było polecone. Matka wiedziała, że Katarzyna żywiła do Bonawentury szczególną miłość, liczyła więc, że ta ją łatwiej przekona, co też późniejsze wydarzenia potwierdziły. Bóg zezwolił, jak już wyżej wspomniano, by Bonawentura swoimi rozlicznymi zabiegami doprowadziła do tego, że Katarzyna zaczęła się troszczyć, by pięknie wyglądać, chociaż nadal była wierna ślubowi, że nie wyjdzie za mąż. Ten grzech potem na spowiedzi wyznawała z takim szlochem i łzami, jakby popełniła śmiertelną winę. Ponieważ wiem, że wolno mi wyjawić, kiedy Katarzyna jest już w niebie, to zwłaszcza, co służy ku jej chwale, chociaż to było osłonięte tajemnicą spowiedzi, więc odtworzę rozmowę, jaką z nią toczyłem na powyższy temat. Często bowiem odbywała przede mną spowiedź generalną i ilekroć wróciła ta sprawa, nie obywało się bez szlochu i płaczu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;43. Ja zaś świadom tego, że u dusz doskonałych poczytuje się za winę to, co nie jest winą, a chociaż jest mała, tym bardziej boli, to jednak czułem się w obowiązku zapytać ją, czy strojąc się, miała zamiar odstąpić od złożonego ślubu dziewictwa. Odpowiedziała, że nie i nigdy jej to do głowy nie przyszło. Pytałem dalej, czy strojąc się, nie czyniła tego po to, by przypodobać się jakiemuś mężczyźnie czy w ogóle mężczyznom? Odpowiedziała, że nie przypisuje sobie winy, by patrzeć na mężczyzn, chcieć być widzianą przez nich czy pragnąć znaleźć się w ich towarzystwie. Stąd też, gdy terminatorzy ojca, którzy uczyli się u niego sztuki barwienia i u niego mieszkali, znaleźli się w miejscu, gdzie ona była, szybko od nich uciekała, jakby tam były węże, tak że wszyscy się dziwili. Nigdy też nie stawała w oknie czy u wejścia domu, by oglądać przechodniów. Powiedziałem wtedy: „Z jakiego więc tytułu starania, by się ładnie ubrać, miałyby zasługiwać na wieczne potępienie, zwłaszcza jeśli nie ma w tym przesady?". Odpowiedziała, że za bardzo kochała swoją siostrę i wydało jej się, że nawet więcej niż Pana Boga. I stąd tak niepocieszenie płakała i czyniła surową pokutę. Kiedy chciałem ją przekonać, że jeśli w czymś jest jakaś przesada, to gdy nie ma złej czy choćby próżnej intencji, nie jest to przeciwne Bożemu przykazaniu. Wtedy ona: „Panie Boże mój, jakiego to ja mam ojca duchownego, który usprawiedliwia moje grzechy". Potem jednak, występując przeciw samej sobie i zwracając się do mnie, rzekła: „Czy powinno jeszcze, mój ojcze, to biedne i liche stworzenie, które od Stwórcy otrzymało tyle łask, bez trudu i jakichkolwiek zasług zajmować czas w tym butwiejącym cielesnym przyodzieniu i być na pokuszenie jakiego bądź śmiertelnika?". „Ja, rzekła, nie sądzę, aby piekło było wystarczające dla ukarania mnie, gdyby miłosierdzie Boże nie wzięło mnie w obronę".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;44. Tu musiałem zamilczeć. Chciałem jednak, by ta rozmowa pozwoliła mi się przekonać, czy Katarzyna ustrzegła się grzechu śmiertelnego przeciwko czystości, to znaczy czy zachowała dziewictwo w duszy i ciele, ale także czy nie popełniła w ogóle czynem grzechu śmiertelnego. Otóż oświadczam w obliczu Boga i Kościoła, że słuchając wielokroć jej spowiedzi, często także generalnej, nigdy nie usłyszałem czegoś, co by było przeciwko Bożym przykazaniom. Chyba tylko to, o czym przed chwilą była mowa, w co ja sam nie wierzę ani chyba nikt rozsądny. Twierdzę także, iż zawsze odnajdywałem ją wolną od grzechów powszednich, mogłem jedynie w jej częstych spowiedziach dostrzec jakieś maleńkie uchybienia. Mogą także potwierdzić nie tylko jej spowiednicy, lecz wszyscy, którzy się z nią stykali, że nigdy, albo bardzo rzadko uchybiła w języku. Cały czas zajęta była modlitwą i kontemplacją albo służbą bliźnim. Snu w ciągu dnia zażywała nie dłużej jak przez kwadrans. Kiedy spożywała posiłek, jeśli to posiłkiem można nazwać, to na swój sposób łącząc go z modlitwą i medytacją, przetrawiając to w umyśle, co od Pana otrzymała. Wiem, na pewno wiem, i oświadczam przed całym Kościołem Chrystusowym, że dla niej było większą karą, z czasów, kiedy ją poznałem, przyjąć pokarm, niż komuś głodnemu go oddać; i większą torturą było dla jej ciała spożycie pokarmu niż cierpienie z powodu wysokiej temperatury. I to była jedna z przyczyn, o czym, o ile Bóg pozwoli, niżej będzie mowa, dlaczego tak bardzo ujarzmiała swoje ciało. Ale jakimiż grzechami mógł być zajęty jej umysł, jeśli zawsze zajęty był Bogiem? Mimo to tak surowo się oskarżała i z takim przekonaniem przypisywała sobie winy, że gdyby spowiednik nie znał jej sposobu życia, byłby skłonny uznać za prawdziwe jej rzekome wykroczenia, które często należałoby uznać za zasługi. Zrobiłem tę dygresję, drogi czytelniku, po to, byś jeśli dostrzeżesz u tej świętej Dziewicy jakies uchybienie, uświadomił sobie równocześnie, że dzięki łasce Bożej na pewno wynikło stąd jakieś dobro.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;45. Wróćmy jednak do właściwego tematu. Bonawentura, ponawiając swoje nagabywania, by Katarzyna zadbała o kobiecą toaletę, nie osiągnęła jednak tego, by ta skierowała swoje uczucia do mężczyzn czy choćby dobrowolnie pozwoliła im na siebie patrzeć, chociaż duch modlitwy i kontemplacji nieco w niej osłabły. Jednakże wszechmogący Pan, nie dopuszczając do tego, by Jego Oblubienica w jakikolwiek sposób oddaliła się od Niego, usunął radykalnie przeszkodę, która stała na drodze do jej zjednoczenia z Bogiem. Otóż Bonawentura, jej siostra i kusicielka do marności, w niedługim czasie miała rodzić, poród jednak był trudny i ona zmarła, chociaż była jeszcze młoda. Zwróć czytelniku uwagę, jak bardzo odrażający są dla Niego ci, którzy odciągają od Boga tych, którzy chcą Mu służyć. Sama Bonawentura, jak już wyżej mówiliśmy, była uczciwą kobietą w obyczajach i słowach, ponieważ jednak tę, która pragnęła służyć Bogu, usiłowała pociągnąć ku rzeczom światowym, została ukarana śmiercią. Doznała jednak Bożego miłosierdzia, ponieważ jak to Katarzynie po pewnym czasie było objawione, znalazła się w czyśćcu, gdzie doznała surowych mąk, dzięki jednak modlitwom siostry dostała się do nieba, o czym w tajemnicy dowiedziałem się od Katarzyny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Po śmierci siostry święta Dziewica jaśniej uświadomiła sobie marność świata i tym goręcej wróciła do uścisków wiecznego Oblubieńca. Równocześnie ubolewała nad sobą i razem z Marią Magdaleną upadłszy do stóp Pana, wylewała obfite łzy i upraszała Jego miłosierdzie. Bez przerwy się modliła, mając przed oczyma swój grzech, by zasłużyć sobie na słowa, które skierował Jezus do Marii Magdaleny: „Odpuszczone są twoje grzechy" (Łk 7,48). Odtąd poczęła żywić do niej szczególną cześć i upodabniać się do niej dla uzyskania odpuszczenia swoich grzechów. Gdy tak wzrastało jej nabożeństwo do św. Magdaleny, stało się, że Oblubieniec dusz świętych i Jego chwalebna Rodzicielka dali ją Katarzynie za mistrzynię i matkę, o czym z pomocą Bożą niżej będzie mowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;46. Kiedy tak się miały sprawy, odwieczny wróg, czując, że&amp;nbsp;wymyka mu się z rąk zdobycz, którą usiłował dla siebie pozyskać,&amp;nbsp;i widząc, jak Dziewica gorliwie zdąża po ratunek do swego miłosiernego Oblubieńca, zamyślił użyć domowników, by jej w tym&amp;nbsp;przeszkodzili i przez różne przeciwności oraz prześladowania&amp;nbsp;skierowali jej uwagę ku sprawom światowym. Utwierdził rodziców i krewnych w przekonaniu, że koniecznie powinni wydać ją&amp;nbsp;za mąż, ażeby w ten sposób powiększyć familijne związki. Przekonywał, że skoro utracili jedną córkę, to przez drugą powinni stratę wyrównać i w miejsce zmarłej dać żywą. Wszelkimi sposobami nalegał, by znaleźli kandydata na jej męża. Kiedy Katarzyna&amp;nbsp;spostrzegła, co zaczyna się dziać, i z oświecenia Bożego odkryła&amp;nbsp;zasadzki odwiecznego wroga, tym usilniej oddała się modlitwie,&amp;nbsp;medytacji i pokucie, poczęła unikać kontaktów z ludźmi i przez&amp;nbsp;widoczne znaki dawać do zrozumienia, że absolutnie nie ma&amp;nbsp;zamiaru oddawać siebie oblubieńcowi śmiertelnemu, skoro już&amp;nbsp;w dziecięcym wieku obrała sobie z taką radością za Oblubieńca&amp;nbsp;samego nieśmiertelnego Króla wieków.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;47. Tą swoją postawą, gestami i słowami dawała Katarzyna&amp;nbsp;do zrozumienia, że żadną miarą nie odstąpi od swego stanowiska. Wobec tego rodzice użyli nowego sposobu, by ją złamać.Poprosili mianowicie pewnego brata z Zakonu Kaznodziejów,&amp;nbsp;który dotąd żyje, jest bliskim przyjacielem rodziny oraz częstym&amp;nbsp;bywalcem ich domu, i mocno kładli mu do serca, by przekonał&amp;nbsp;Katarzynę, że powinna poddać się woli rodziców. Powiedział, że&amp;nbsp;zrobi, co będzie w jego mocy. Kiedy jednak z nią się spotkał&amp;nbsp;i przekonał się ojej świętym postanowieniu, idąc za głosem swojego sumienia dał jej taką zdrową radę: „Skoro zdecydowałaś się&amp;nbsp;służyć wyłącznie Panu, a ci przeciwnicy cię molestują, ukaż im swoje zdecydowane stanowisko, obetnij sobie całkowicie włosy, a wtedy się uspokoją". Przyjęła tę radę jakby głos z nieba i szybko wzięła nożyczki i włosy, które uznała za źródło swego grzechu i które teraz znienawidziła, z przyjemnością sobie obcięła do skóry. Potem nałożyła na głowę kaptur, i zaczęła w nim chodzić wbrew zwyczajowi dziewcząt, ale zgodnie z zaleceniem Apostoła, by kobiety miały głowy zakryte (por. l Kor 11,14). Kiedy Łapa to zauważyła, i pytała o przyczynę, nie otrzymała jasnej odpowiedzi, córka bowiem nie chciała kłamać, ale też mówić prawdy, coś tam tylko zamruczała, ale nie była to odpowiedź. Wtedy matka zbliżyła się do niej, własnymi rękami zerwała kaptur i zobaczyła całkiem gołą głowę. Wtedy z bólem serca, jako że Katarzyna miała piękne włosy, ze szlochem zawołała: „Ach, córko, i coś ty zrobiła?". Córka zaś włożyła kaptur i odeszła. Zbiegli się jednak mąż Łapy i dzieci, zwabieni krzykiem matki. Dowiedziawszy się o przyczynie jej krzyku, oburzyli się na Katarzynę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;48. Wynikła z tego druga wojna, gorsza od pierwszej. Dla Katarzyny przyszło jednak zwycięstwo z nieba, i to pełne do tego stopnia, że to, co wydawało się przeszkodą, stało się cudowną pomocą do tym mocniejszego związania się z Panem. Rodzina jednak już teraz jawnie poczęła ją prześladować słowami i czynnie, lżąc ją i grożąc: „Nędzna kobieto, myślisz, że ujdziesz cało, obcinając sobie włosy, by sprzeciwić się naszej woli? Włosy, wbrew tobie, ci odrosną, a jeśli serce ci zapuka, to znaczy, że potrzeba ci męża. Nie będziesz miała nigdy spokoju, dopóki nie przystaniesz na nasze żądanie". Wydali swego rodzaju wyrok, by Katarzyna nie miała żadnego osobnego pomieszczenia, lecz zawsze zajęta była przy pracach domowych, tak że pozbawiono ją całkiem miejsca i czasu na modlitwę i na kontakt ze swoim Oblubieńcem. By doznała większej wzgardy, zwolniono pomoc kuchenną&amp;nbsp;i na jej miejsce dano Katarzynę, by zajmowała się sprzątaniem. Znosiła codzienne przytyki, codzienne kąśliwe uwagi i codzienne wyrazy lekceważenia, wszystko, co może dokuczyć kobiecemu sercu. Jak się dowiedziałem, rodzice i krewni znaleźli w tym czasie jakiegoś młodzieńca, który ze względu na swoje pochodzenie bardzo im odpowiadał. Zaczęli tym usilniej molestować Katarzynę wszelkimi sposobami, by wyraziła zgodę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;49. Jednak starodawny wąż, który swoimi złośliwymi i podstępnymi sposobami wszystko to inspirował, licząc, że Dziewicę złamią, doprowadził do tego, że dzięki Bożej pomocy, stała się ona jeszcze silniejszą. W niczym nie dała się nagiąć. Za sprawą Ducha Świętego we własnej duszy sporządziła sobie tajemną celkę, której postanowiła nigdy nie opuszczać dla żadnej zewnętrznej pracy. Doszło do tego, że mając poprzednio zewnętrzną celę, w której raz przebywała, a kiedy indziej z niej wychodziła, to teraz tej celi wewnętrznej, której nikt nie był w stanie jej pozbawić, nigdy nie opuszczała. To są te niebieskie zwycięstwa, których nikt nie zdoła odebrać, a które szatana skutecznie obezwładniają. Sama Prawda to potwierdza, mówiąc: „Królestwo Boże pośród was jest" (Łk 17,20). Prorok zaś nas poucza: „Pełna wspaniałości córka króla w komnacie" (Ps 45,14)28. W komnacie naszego wnętrza niewątpliwie mieści się jasny umysł, wolna wola, pamięć; wewnątrz udzielone jest namaszczenie Ducha Świętego, które doskonali powyższą władzę oraz przezwycięża i powala wszelkie zewnętrzne przeciwności. W nas, jeżeli jesteśmy gorliwi, zamieszkuje Gość, który powiedział: „Odwagi! Jam zwyciężył świat" (J 16,33). Pokładając ufność w tym Gościu, święta Dziewica zbudowała sobie celę nie ręką uczynioną, wewnętrzną, przy Jego pomocy, stąd lekkim sercem przyjęła utratę tamtej zewnętrznej. Przypominam sobie, staje mi to teraz jasno w pamięci, że kiedy miałem jakieś zewnętrzne zajęcia, które mnie mocno absorbowały, albo miałem udać się w drogę, święta Dziewica często mnie upominała: „Uczyńcie sobie celę w duszy i nigdy z niej nie wychodźcie". Chociaż wtedy rozumiałem to zbyt powierzchownie, to teraz, kiedy uważniej jej słowa rozważam, czuję się zmuszony zawołać za św. Janem Ewangelistą: „Z początku Jego uczniowie nie zrozumieli tego. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie [...]" (J 12,16). Tak przedziwnie zdarza się mnie i innym, którzyśmy mieli z nią kontakt, że bardziej rozumiemy sens wydarzeń i słów z jej życia dzisiaj, niż gdyśmy z nią przebywali.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;50. Wracając do właściwego tematu, Katarzyna wyjawiła mi&amp;nbsp;w tajemnicy, gdy ją o to prosiłem, że Duch Święty ukazał jej taki&amp;nbsp;obraz, dzięki któremu mogła zwyciężyć krzywdy i obelgi i wytrwać mimo wszystko. Otóż w swej wyobraźni bardzo wyrazi&amp;nbsp;ście ujrzała rodzonego ojca jako obraz Zbawiciela, Pana naszego&amp;nbsp;Jezusa Chrystusa, swą matkę widziała jako Najświętszą Rodzcielkę Maryję, rodzeństwo zaś i innych z rodziny jako świętych&amp;nbsp;Apostołów i uczniów. Dzięki temu widzeniu Katarzyna z taką&amp;nbsp;radością i taką pilnością poczęła wszystkim usługiwać, że popadli w zdumienie. Inna jeszcze korzyść wynikała z tego obrazu,&amp;nbsp;a mianowicie, że kiedy usługiwała do stołu, myślała o swoim Oblubieńcu i wyobrażała sobie, że to jemu usługuje. A kiedy była&amp;nbsp;w kuchni, to tak jakby była w miejscu najświętszym świątyni,&amp;nbsp;usługując zaś siedzącym przy stole w jadalni, karmiła swoją duszę obecnością Zbawiciela. O głębio bogactw Bożego zamysłu,&amp;nbsp;jak różnymi i cudownymi drogami wybawiasz z każdego ucisku&amp;nbsp;tych, co Tobie ufają, i przeprowadzasz ich między Scyllą i Charybdą do portu wiecznego zbawienia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;51. Gdy to się działo, święta Dziewica wpatrzona stale w nagrodę, którą Duch Święty obiecał jej duszy, już nie cierpiała, ale&amp;nbsp;z radością znosiła wszelkie krzywdy i swój bieg ciągle przyspie&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.3pt;"&gt;szała, by sycić się duchową radością. Ponieważ nie wolno jej było &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;mieć własnej izby, ale miała mieszkać razem z innymi, Katarzyna &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.3pt;"&gt;ze świętą przemyślnością wybrała izbę swego brata Stefana, który &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;nie miał żony ani dzieci, dzięki czemu mogła pod jego nieobec­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;ność za dnia samotnie w niej przebywać, a w nocy, gdy on spał, &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: 0.05pt;"&gt;modlić się do woli. Tak więc dniem i nocą szukając i znajdu­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;jąc oblicze swego Oblubieńca, bez przestanku kołatała do drzwi &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;Bożego przybytku. Prosiła zaś Pana nieustannie, by był stróżem &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;jej dziewictwa, śpiewając ze św. Cecylią ten Dawidowy werset. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.3pt;"&gt;„Niech moje serce będzie bez skazy" (Ps 119,80). I tak w mil­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;czeniu i nadziei cudownie się umacniając, im więcej przeciwności ją spotykało, tym większymi darami i wewnętrznymi radościami była napełniona, tak że jej bracia i siostry między sobą mówili: &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;„Zostaliśmy pokonani". Ojciec zaś, najmniej córce przeciwny, &lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;w milczeniu przypatrywał się jej zachowaniu, i coraz bardziej się przekonywał, że to Duch Święty nią powoduje, a nie jakieś mło­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;dzieńcze kaprysy. To, co podałem w tym rozdziale, zawdzięczam &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;matce Łapie, Lysie, jej bratowej, i innym, którzy wtedy w tym &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;domu mieszkali, także samej Katarzynie, gdy chodzi o sprawy, &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;o których inni wiedzieć nie mogli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-3705690322282516205?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/3705690322282516205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/6-zywot-zmagania-katarzyny-z-rodzina-o.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/3705690322282516205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/3705690322282516205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/6-zywot-zmagania-katarzyny-z-rodzina-o.html' title='6/ Żywot: Zmagania Katarzyny z rodziną o możliwość wypełnienia swego ślubu'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2893743530731726155</id><published>2012-01-17T09:37:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:22:38.904-08:00</updated><title type='text'>5/ Żywot: Katarzyna składa ślub dziewictwa</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;35. W tym świętym dziecku doznawane wizje miały taką moc, że wygasiły całkiem światową miłość, natomiast całe jej serce wypełniła miłość święta i jedyna do Syna Bożego i Jego chwalebnej Matki. Dlatego też wszystko uważała za śmieci, byleby tylko pozyskać Zbawiciela (zob. Flp 3,8). Poczęła rozumieć, nie bez pouczenia Ducha Świętego, że całą swoją niewinność, czyste serce i ciało powinna ustrzec dla Stworzyciela, dlatego całym sercem zabiegała o dziewiczą czystość. Z Bożego pouczenia uświadomiła sobie, że Święta Boża Rodzicielka była pierwszą, która odkryła życie dziewicze i swoje dziewictwo ofiarowała Bogu. Stąd też i ona w tym względzie powierzyła się Matce Bożej i gdy weszła w siódmy rok, poczęła zastanawiać się już nie jako siedmiolatka, ale jakby miała lat siedemdziesiąt, z taką dojrzałością, nad złożeniem ślubu czystości. Prosiła usilnie samą Królową Dziewic i Aniołów, by ją miłosiernie wspomogła w uzyskaniu od Pana ducha doskonałej miłości, by dzięki niej mogła czynić to, co milsze będzie Jemu i skuteczniejsze dla zbawienia dusz. Przedstawiała jej ciągle swoje pragnienie życia na sposób aniołów i dziewic. Rozpalała się co raz bardziej w sercu Dziewicy miłość ku wiecznemu Oblubieńcowi, pobudzając jej umysł i zapraszając do życia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;w niebie, które się nie skończy. Kiedy ta rozsądna dziewczyna zastanawiała się nad tym, nie chcąc dopuścić, by ów płomień zagasł, posunęła się do tego, że któregoś dnia, znalazłszy jakieś ukryte miejsce, gdzie nikt jej nie usłyszy, klęknąwszy na oba kolana, z wielką pobożnością i pokorą tak przemówiła do Błogosławionej Dziewicy: „O Błogosławiona i Święta Dziewico, któraś pierwsza spośród kobiet poświęciła dozgonnie Panu swoje dziewictwo, dzięki czemu z Jego łaski stałaś się Matką jednorodzonego Syna Jego, błagam Twoje niewypowiedziane miłosierdzie, byś nie zważając na moje zasługi i moją małość, zechciała udzielić mi łaski, by Twój Syn mógł być moim Oblubieńcem, bo ja Go pragnę całym pożądaniem mojej duszy. Obiecuję Jemu i Tobie, że nie będę mieć żadnego innego oblubieńca i swoje dziewictwo wedle sił na wieki zachowam nienaruszone.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;36. Zwróć uwagę, czytelniku, jak po porządku układa owa święta Mądrość, która „włada wszystkim z dobrocią" (Mdr 8,1), u tej świętej Dziewicy święte dary i dzieła. W szóstym roku swego życia, oglądając cielesnymi oczyma swojego Oblubieńca, otrzymała od Niego cenne błogosławieństwo, w siódmym zaś roku złożyła ślub dziewictwa. Pierwsza liczba w porządku doskonałości wyprzedza inne, druga natomiast przez teologów nazwana jest liczbą powszechności. Cóż by to miało oznaczać, jeśli nie to, że Katarzyna otrzyma od Pana doskonałą pełnię wszystkich cnót i w konsekwencji szczyt chwały. Jeśli liczba sześć oznacza doskonałość, siedem zaś powszechność, to cóż więc obie mogą wyrażać, jak nie doskonałość powszechną? Dlatego słusznie nosi ona imię Katarzyna, co znaczy powszechność, jak to w pierwszym prologu szerzej było powiedziane. Proszę, byś także zwrócił uwagę na porządek, jaki zachowała przy ślubowaniu. Najpierw wyraziła pragnienie posiadania Oblubieńca, którego miłuje jej dusza, a potem odrzuciła każdego innego, zawierzając siebie temu&amp;nbsp;jedynemu. Czy taka jej prośba mogła być odrzucona? Zwróć uwagę, kogo prosi, o kogo prosi i jak prosi. Prosi mianowicie tę, która hojność łask ujawniała w czynie, nie potrafiła odmówić łask, jacykolwiek byliby to grzesznicy, każdego przyjmie, nikogo nie odrzuci, mądrych i niemądrych, wobec każdego czuje się dłużną. „Otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce" (Prz 31,20). Jakby więc mogła nie wysłuchać małej Katarzyny, jeśli nie odrzuca od siebie dorosłych grzeszników? Jakżeby nie przyjęła pragnienia dziewictwa ta, która dziewicze życie wśród ludzi pierwsza wprowadziła? Jakby mogła odmówić Syna tak serdecznie proszącej Dziewicy ta, która Go z nieba sprowadziła na ziemię, by Go dać wszystkim wierzącym?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;37. Zobaczyłeś, w jaki sposób Katarzyna prosi, teraz, zobacz, o co prosi. Otóż prosi o to, o co uczy prosić sam proszony. Szuka ona Tego, do szukania którego zachęca sam, Poszukiwany. Taka prośba nie może doznać zawodu, bo inaczej zawiodłaby sama Prawda. Nie może być daremne ubieganie się o coś, co zostało obiecane w tej obietnicy: „Proście, [powiada Wcielona Prawda], a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie" (Mt 7,7). A gdzie indziej: „Starajcie się najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość" (6,33). Gdy więc ona w takim młodziutkim wieku prosiła i błagała Syna Bożego, który sam jest królestwem Bożym, jakżeby mogło być, by ten, co szuka, nie znalazł albo nie otrzymał tego, o co prosi? Podobnie, jeżeli zwrócić uwagę na sposób proszenia, jasno zobaczysz, że w żaden sposób jej prośba nie mogła wrócić próżna w obliczu prawa. Była otwarta na przyjęcie tego, o co prosi, nie tylko w obecnym czasie, ale także na przyszłość; szatę czystości, którą tak bardzo sobie upodobała, przywdziała na wieczność. Związała się ślubem uroczystym, tak że ani świat, ani szatan nie zdoła jej od niego odwrócić. Czegóż brakuje u niej z warunków, jakie powinna posiadać modlitwa, która niezawodnie będzie wysłuchana? Oto prosi za siebie i w sprawie związanej ze zbawieniem, owszem prosi pokornie o samo zbawienie, i to z wielką wiarą, i by w jednym akcie wyrazić wolę wytrwania, składa ślub wieczysty, którym usuwa każdą przeszkodę, która by stanęła przeciw jej prośbie. Czy z tego, dobry czytelniku, który znasz Pismo Święte, nie wyciągniesz oczywistego wniosku, że taka modlitwa musi być przez Pana wysłuchana? Możesz więc być pewny, że najsłodsza Boża Rodzicielka przyjęła jej prośbę o wiecznego Oblubieńca i że przez ślub dozgonnego dziewictwa, dzięki pośrednictwu Matki Bożej, Katarzyna połączyła się z Nim. W ostatnim rozdziale tej pierwszej części, jeśli Pan pozwoli, potwierdzi to wspaniały cud.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;38. Można zauważyć, jak ta święta dziewczyna po złożeniu ślubu będzie stawała się z dnia na dzień świętsza. Chrystusowa uczennica pocznie walczyć przeciwko ciału, bo dotąd jeszcze tego nie czyniła, ujmie ciału potraw mięsnych, na ile to dla niej będzie możliwe. Stąd kiedy podawano jej mięso, jak to się często zdarzało, to albo dawała je swemu bratu Germanowi, o którym już była wzmianka, albo podrzucała kotom, by się nic nie zmarnowało. Używała dyscypliny, o czym już wyżej była mowa, częściej sama, a także razem z dziewczętami. W jej dziewczęcym sercu, aż dziw bierze, zaczął gorzeć ogień gorliwości o zbawienie dusz. Żywiła szczególną miłość do tych świętych, którzy tej pracy się oddawali. Wiedziała, jak jej to Pan objawił, że św. Ojciec Dominik założył Zakon Braci Kaznodziejów dla obrony wiary i zbawienia dusz. Poczęła więc do tego stopnia darzyć czcią ten zakon, że kiedy zobaczyła przechodzących obok jej domu braci owego zakonu, śledziła ślady ich stóp i kiedy przeszli, z pokorą i pobożnością je całowała. Zrodziło się więc w jej sercu wielkie pragnienie wstąpienia do tego zakonu, by razem z braćmi pracować dla zbawienia dusz. Kiedy jednak uświadomiła sobie,&amp;nbsp;że stoi temu na przeszkodzie różnica płci, zastanowiła się, jak sama mi to wyznała, czy nie pójść w ślady św. Eufrozyny, której imię z przypadku nosiła. Eufrozyna bowiem, przebrawszy się za mężczyznę, wstąpiła do klasztoru mnichów. Tak więc chciałaby i ona udać się gdzieś, gdzie jest nieznana, i w męskim przebraniu wstąpić do klasztoru Braci Kaznodziejów, by tam oddać się ratowaniu ginących dusz. Jednakże wszechmogący Bóg, który jej gorliwość zamierzył skierować w innym kierunku i jej pragnienie inaczej spełnić, stanął przeciw jej zamiarom, chociaż ona sama żywiła je dalej w sobie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;39. Tymczasem święta dziewczyna rozwijała się fizycznie&amp;nbsp;i w latach, ale daleko bardziej duchowo. Rosła w niej pokora, pobożność; wiara coraz bardziej doznawała światła, nadzieja krzepła&amp;nbsp;z dnia na dzień, miłość stawała się coraz bardziej gorąca. Wszyscy, którzy ją obserwowali, podziwiali jej dojrzałość, jako owoc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;jej cnót. Dziwili się rodzice, podziwiali bracia, zdumiewała się&amp;nbsp;cała rodzina, będąc świadkami tak wielkiej wiedzy w tak młodymnwieku. Dla rozweselenia pragnę tu wtrącić pewne wydarzenie,&amp;nbsp;o jakim z powagą opowiedziała mi jej matka. Otóż zdarzyło się,&amp;nbsp;gdy Katarzyna była w wieku siedmiu do dziesięciu lat, jej matka,&amp;nbsp;pragnąc, by odprawiona była Msza Święta ku czci św. Antoniego, wezwała córkę i powiedziała: „Pójdziesz do kościoła parafialnego i poprosisz naszego księdza proboszcza, by sam czy ktoś&amp;nbsp;inny odprawił Mszę Świętą ku czci św. Antoniego, i położysz na&amp;nbsp;ołtarzu świece i pieniądze". Usłyszawszy to dziewczynka, pospieszyła do kościoła spełnić to, co posłuży czci Bożej. Spotkała&amp;nbsp;proboszcza, wypełniła polecenie Matki, jednakże ulegając urokowi Mszy Świętej, pozostała w kościele aż do jej końca. Po czym&amp;nbsp;wróciła do domu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;40. Ponieważ jednak, według mniemania matki, trwało to zbyt&amp;nbsp;długo (powinna była po daniu księdzu ofiary zaraz wrócić), ode&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.2pt; line-height: 14.15pt;"&gt;zwała się do niej, zawstydzonej z powodu późnego powrotu, uży­&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: 0.05pt; line-height: 14.15pt;"&gt;wając utartego powiedzenia: „Niech przeklęte będą złe języki, &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.05pt; line-height: 14.15pt;"&gt;które mówią, że tu więcej nie wrócisz". Tego wulgarnego wyra­żenia używają niektórzy pod adresem tych, którzy za bardzo się &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.25pt; line-height: 14.15pt;"&gt;spóźniają. Roztropna dziewczyna usłyszawszy słowa matki, chwi­&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.2pt; line-height: 14.15pt;"&gt;lę milczała, a potem pociągnąwszy matkę na bok z pokorą rzekła: „Pani matko, jeżeli kiedykolwiek zrobię jakiś zawód czy przekro­&lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.1pt; line-height: 14.15pt;"&gt;czę wasze polecenie, ukarzcie mnie według uznania, bym innym &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; letter-spacing: -0.05pt; line-height: 14.15pt;"&gt;razem była ostrożniejsza. To jest słuszne i sprawiedliwe, proszę &lt;/span&gt;&lt;span style="background-color: white; color: black; line-height: 14.15pt;"&gt;jednak, byście z powodu moich braków nie rozpuszczali języka &lt;span style="letter-spacing: 0.05pt;"&gt;na złorzeczenia wobec dobra czy zła, bo to nie przystoi waszej &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;powadze, a ja tego muszę słuchać ze ściśniętym sercem". Gdy to matka usłyszała, dziwiąc się bardziej, niż uwierzyć można, i wi­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;dząc tę małą córeczkę tak mądrze zwracającą jej uwagę, straciła &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;cały swój tupet. Taka wielka mądrość w takim małym ciele! Nie &lt;/span&gt;chcąc jednak swojego zdumienia jej ukazać, zadała jej pytanie: „Dlaczego tak długo tam byłaś?". Na to ona: „Słuchałam Mszy &lt;span style="letter-spacing: -0.2pt;"&gt;świętej, którą poleciliście mi zamówić, i potem zaraz wróciłam do &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.25pt;"&gt;domu, nigdzie nie zbaczając". Wtedy matka zbudowana zachowa­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;niem się córki, opowiedziała wszystko swojemu mężowi Jakubo­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.05pt;"&gt;wi. „Tak a tak powiedziała twoja córka". On zaś, dzięki czyniąc &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;Bogu, rozważał sprawę w milczeniu. Z tego jednego, czytelniku, &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0.05pt;"&gt;możesz wywnioskować, chociaż to drobna rzecz, jak rozwijała &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;się łaska Boża w tej świętej Dziewicy do czasu, kiedy dziewczęta &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.1pt;"&gt;wychodzą za mąż. O tym, co było potem, opowie jednak następ­&lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0.1pt;"&gt;ny rozdział, ten będę już kończył. To, co było w nim zawarte, &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: 0.05pt;"&gt;zawdzięczam w większości samej Katarzynie, resztę jej matce &lt;/span&gt;&lt;span style="letter-spacing: -0.15pt;"&gt;i tym, którzy w ich domu mieszkali w czasie jej dzieciństwa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2893743530731726155?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2893743530731726155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/5-zywot-katarzyna-skada-slub-dziewictwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2893743530731726155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2893743530731726155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/5-zywot-katarzyna-skada-slub-dziewictwa.html' title='5/ Żywot: Katarzyna składa ślub dziewictwa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-8893919950174329903</id><published>2012-01-17T09:30:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:21:41.634-08:00</updated><title type='text'>4/ Żywot: Narodziny i dzieciństwo Katarzyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;26. Kiedy Lapa jak płodna pszczoła, wydając często potomstwo na świat, napełniała, jak wyżej mówiliśmy, dom Jakuba synami i córkami, za Bożym zrządzeniem stało się, że porodziła bliźniaczki. Takie wydarzenie, niewątpliwie z Bożego zrządzenia, skłaniało, by je ofiarować Bogu. Lapa porodziła dwie córki, z racji płci słabe, a jeszcze słabsze ze względu na kondycję fizyczną, jednakże silne w oczach Bożych. Kiedy Lapa zastanowiwszy się głębiej, uznała, że nie zdoła piersią wykarmić obu, postanowiła jedną oddać karmicielce, a zatrzymać dla siebie drugą. Stało się z Bożego zrządzenia, że wybrała dla siebie tę, którą Pan wybrał sobie od wieków na oblubienicę. Kiedy obie otrzymały łaskę chrztu świętego, to chociaż obie weszły do grona wybranych, to jedna z nich otrzymała łaskę szczególnego wybraństwa, a dano jej imię Katarzyna, natomiast drugą nazwano Joanną. Ta druga po otrzymaniu łaski chrztu w tej łasce została wzięta do nieba, rychło bowiem opuściła ten świat. Katarzyna zaś trwała przy piersi swej matki, jakby po to, by kiedyś móc do nieba wciągnąć łańcuch dusz ludzkich. Lapa tym pilniej troszczyła się o pozostałą córkę, uważała bowiem, że ona zajmuje również miejsce zmarłej siostry, więc należy się jej większa miłość. W rzeczy samej tak&amp;nbsp;było. Sama mi nieraz mówiła, że kochała Katarzynę bardziej od pozostałych synów i córek. Dowiedziałem się też od niej, że na skutek częstych ciąż, żadnego z dzieci nie mogła wykarmić własnym mlekiem, tę zaś karmiła aż do końca, zaszła bowiem w następną ciążę dopiero wtedy, gdy okres karmienia się zakończył. W tej też córce, która osiągnie szczyty doskonałości, odczytywała znaki zbliżającego się kresu swej płodności. A wiadomo, że to, co na początku jest w zamiarze, osiąga spełnienie na końcu. Lapa po wydaniu na świat Katarzyny urodziła jeszcze tylko jedną córkę Joannę, która była jakby wskrzeszeniem tamtej. Po niej, ostatniej z dwadzieściorga pięciorga rodzeństwa, Lapa przestała rodzić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;27. Dziewczynka Katarzyna rozwijała się pod okiem Bożym. Po matczynym mleku poczęła przyjmować pokarm stały i samodzielnie chodzić, a taka w oczach wszystkich była pełna wdzięku i taka rezolutna, że matka z trudnością potrafiła utrzymać ją w domu. Każdy z sąsiadów i krewnych chciał ją mieć u siebie, by słuchać jej rozumnych szczebiotów i cieszyć się jej dziecięcą wesołością, tak że nawet w przystępie szczególnego rozbawienia zamieniano jej imię Katarzyna na Eufrozyna. Z czyjego to było pomysłu, nie wiem. Ona sama, jak niżej zobaczymy, dopatrywała się w tym tajemnicy, że niby miałaby naśladować św. Eufrozynę. Ja natomiast przypuszczam, że to dziecko w swoim dziecinnym słownictwie używało pewnych sylab, które kojarzyły się ze słowem Eufrozyna, i stąd słuchający ją powtarzali je i tak też ją nazywali. Jakkolwiek było, pewnym jest, że to co w jej dzieciństwie zakiełkowało, w wieku dojrzałym wydało owoce. Jej mądrość i roztropność w mowie, radość obcowania z nią nie dadzą się łatwo wyrazić ani w słowie, ani w piśmie. Potwierdzić to mogą ci, którzy sami tego doświadczyli. Sam z potrzeby serca muszę tu wyznać, że nie wiadomo skąd czerpała tyle energii w żywym słowie czy w kontaktach z ludźmi. Potrafiła serca ludzi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;tak pociągnąć ku dobru i rozkoszowaniu się Bogiem, że obcujący z nią wyzbywali się wszelkiego smutku, z serca ustępowało zniechęcenie, z pamięci udręka, natomiast w to miejsce wstępowało jakieś niezwykłe wyciszenie, że każdy dziwiąc się sobie, że doznaje nieznanej dotąd radości, mówił w sercu: „Dobrze nam tu być, uczyńmy tu na stałe trzy przybytki". Nie ulega wątpliwości, że wówczas w sercu swojej Oblubienicy ukrywał się ten, który przemieniał się na górze i Piotrowi podsunął tego rodzaju słowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;28. Wracam do tego, od czego zrobiłem dygresję. Dziewczynka rosła i umacniała się, napełniając się szybko Duchem Świętym&amp;nbsp;i Bożą Mądrością. Kiedy miała około pięciu lat, nauczyła się Pozdrowienia Anielskiego i często je powtarzała. Z niebieskiego natchnienia zaczęła, wchodząc czy schodząc ze schodów, na każdym&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;stopniu klękać i pozdrawiać Błogosławioną Dziewicę. Wyznała&amp;nbsp;mi to w tajemnicy na spowiedzi, kiedy nadarzyła się okazja. Stało&amp;nbsp;się, że tak jak dotąd wypowiadała słowa miłe w uszach ludzi, tak&amp;nbsp;teraz poczęła częściej mówić to, co sprawiało radość Bogu, od&amp;nbsp;rzeczy widzialnych przechodzić do niewidzialnych. Te pobożne&amp;nbsp;akty rozpoczęte i rozwijające się z każdym dniem Pan wszelkiego&amp;nbsp;miłosierdzia zapragnął uwieńczyć już w początkach wielkim i cudownym widzeniem. Wzywając ją do jeszcze „większych charyzmatów", chciał równocześnie pokazać, że ta maleńka roślinka&amp;nbsp;wyrośnie na wysoki cedr, podlewana przez Ducha Świętego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;29. Zdarzyło się, że gdy miała około sześciu lat, poszła razem&amp;nbsp;ze swoim nieco starszym bratem Stefanem do domu Bonawentury, ich siostry, żony Mikołaja, o której wyżej była wzmianka.&amp;nbsp;Wysłani przez matkę mieli coś zanieść i porozmawiać, jest bowiem w zwyczaju matek odwiedzać zamężne córki i dowiadywać się osobiście czy przez kogoś, jak się im powodzi. Kiedy&amp;nbsp;spełniwszy polecenie, dzieci wracały z domu siostry do siebie,&amp;nbsp;gdy schodzili ku dolinie zwanej Valle Piatta, dziewczynka podniósłszy oczy zobaczyła naprzeciwko ponad szczytem kościoła Braci Kaznodziejów w powietrzu przepiękną komnatę, po królewsku urządzoną, w której Zbawiciel świata Pan Jezus Chrystus siedział na królewskim tronie. Odziany w pontyfikalne szaty, na głowie miał tiarę, to znaczy monarszą i papieską mitrę. Byli przy nim książęta Apostołów Piotr i Paweł, a także Ewangelista Jan. Gdy to zobaczyła, stanęła zdumiona i nie odrywając wzroku od Zbawiciela, wpatrywała się w Niego szeroko otwartymi oczami, pełnymi miłości. On zaś, który po to się tak cudownie ukazał, by miłosiernie wzbudzić jej miłość ku sobie, skierował ku niej oczy swego majestatu i uśmiechając się przyjaźnie, wyciągnął prawą rękę ku Niej i zwyczajem przełożonych uczynił znak krzyża, udzielając jej daru swego wiecznego błogosławieństwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;30. Ten dar łaski okazał się tak skuteczny, że z miejsca porwana w zachwycie i przemieniona w Tego, którego z miłością oglądała, zdawała się być nieświadoma drogi ani nawet siebie. Obok przechodzili na publicznej drodze ludzie, kręciły się zwierzęta, a ona, dziecko z natury lękliwe, z oczyma zwróconymi ku górze i nieruchomą głową, stała bez ruchu. Niewątpliwie stałaby tak bez końca, dopóki ktoś nie przywołałby jej do świadomości i nie pociągnął za sobą. Gdy to się działo, mały Stefan, jej brat, który jej towarzyszył, gdy ona stanęła, uszedł dalej kawałek drogi, sądząc, że ona za nim idzie. Kiedy jednak zauważył, że jej nie ma, wrócił i z dala zobaczył siostrę stojącą w miejscu i patrzącą w górę. Łamiącym się głosem począł ją wołać. Jednakże ona ani nie odpowiadała, ani na niego nie patrzyła. Wtedy podszedł do niej i ponowił wołanie. A gdy i to nie pomogło, chwycił ją rękami i powiedział: „Co ty wyrabiasz? Dlaczego nie idziesz?". Wtedy ona, jakby obudzona z głębokiego snu, spuściwszy oczy, powiedziała: „O, gdybyś ty zobaczył to, co ja widziałam, nigdy byś mnie od takiego słodkiego widzenia nie odrywał". Powiedziawszy to, znów zwróciła oczy&amp;nbsp;ku niebu, ale już nic nie zobaczyła, taka bowiem była wola Tego, który się objawił. Ona zaś czując się winna tego, że odwróciła oczy, poczęła łzami opłakiwać siebie jako winowajczynię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;31. Od tego czasu zaczyna się cudowny rozwój tej małej&amp;nbsp;w cnotach, obyczajach, umyśle. Jej czyny przestają być dziecięce, młodzieńcze, a nabierają cech dojrzałości. Rozpalał się&amp;nbsp;w jej sercu ogień Bożej miłości, która swym blaskiem oświecała&amp;nbsp;rozum, wzmacniała się wola, rozwijała pamięć, a zewnętrzne czyny odpowiadały we wszystkim zasadom Bożego prawa. W tym&amp;nbsp;czasie, jak mnie niegodnemu pokornie się zwierzyła z natchnień&amp;nbsp;Ducha Świętego, bez niczyjej ludzkiej pomocy czy lektury poznała życiorysy i dzieła świętych ojców egipskich, innych świętych,&amp;nbsp;a zwłaszcza św. Dominika. A taki żar płonął w jej duszy, by naśladować ich życie i czyny, że o niczym innym nie była zdolna&amp;nbsp;myśleć. Stąd u tej świętej dziewczyny brało się to bogactwo wiedzy, które u kochających ją wzbudzało podziw. Szukała miejsc&amp;nbsp;ukrytych i swoje drobne ciało smagała w tajemnicy sznurem. Stale oddawała się modlitwie i medytacjom, stroniąc od płochych zabaw. Z dnia na dzień stawała się coraz bardziej milczącą, wbrew&amp;nbsp;zwyczajowi rówieśników, a cielesnego pokarmu przyjmowała&amp;nbsp;mniej, niż by się należało, a przecież u rozwijającej się młodzieży&amp;nbsp;dzieje się wręcz coś przeciwnego. Wiele dziewcząt, jej rówieśniczek, zachęconych jej przykładem przystawało do niej, pragnąc&amp;nbsp;słuchać jej zbawiennych pouczeń i ją naśladować według swych&amp;nbsp;możliwości. Doszło do tego, że wszystkie w tajemnicy gromadziły się w jej domu, w pewnym ukrytym miejscu i z nią razem się&amp;nbsp;biczowały i odmawiały według liczby przez nią ustalonej Modlitwę Pańską i Pozdrowienie Anielskie. Wszystko to było dopiero&amp;nbsp;zapowiedzią tego, co w przyszłości nastąpi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;32. Na tych cnotliwych aktach cudowne dzieła Boże się nie&amp;nbsp;wyczerpały. Jak mi jej matka opowiadała, a zobowiązana przeze mnie tajemnicą nie mogła zmyślać, Katarzyna wchodząc czy schodząc ze schodów w rodzinnym domu, zdawała się nie dotykać nogami stopni, ale unosiła się w powietrzu, tak że matka doznawała nieraz lęku, widząc ją tak szybko się poruszającą. To zaś najczęściej się zdarzało, kiedy chciała uniknąć towarzystwa, zwłaszcza męskiego. Ja myślę, że działo się tak dlatego, że jak wyżej było powiedziane, lubiła dawniej wchodząc czy schodząc po schodach, na każdym stopniu odmawiać Pozdrowienie Anielskie, stąd też tu mogło być źródło tego cudu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;33. Na koniec powiem, by zakończyć ten rozdział, że gdy z Bożego objawienia dowiedziała się, jak to wyżej powiedziano, o czynach i życiu świętych ojców egipskich, ze wszystkich sił zapragnęła ich naśladować. Stąd też, jak mi sama wyznała, w swym młodzieńczym wieku gorąco marzyła o pustyni, nie potrafiła jednak znaleźć sposobu, jak by ten zamiar uskutecznić. Ponieważ zaś nie było woli Bożej, by mieszkała na pustyni, jej pragnienie należy przypisać dziecięcej fantazji. Nie była jeszcze zdolna wznieść się ponad to, co mogło wymyślić dziecko. Stało się więc, że kiedy walczyło pragnienie ze słabością wieku, zwyciężyło wprawdzie pragnienie, ale nie osiągnęło pełnego zwycięstwa. W tym gorącym pragnieniu, pewnego ranka, zamierzając szukać pustyni, wzięła kawałek chleba i skierowała swe kroki w stronę domu zamężnej siostry, położonego blisko bramy miejskiej, zwanej Bramą św. Ansana. Nigdy przez tę bramę nie przechodziła. Zeszła dalej przez pochyły teren, a nie widząc zwartej zabudowy jak w mieście, myślała, że już blisko będzie pustynia. Kiedy postąpiła nieco dalej, zobaczyła jakąś grotę skalną. Weszła do niej z radością, uznając, że właśnie znalazła się w upragnionej pustyni. Bóg, którego wcześniej widziała Katarzyna uśmiechającego się do niej i błogosławiącego jej, wysłuchuje pragnień świętych i chociaż nie miał w planie, by jego oblubienica wiodła życie&amp;nbsp;pustelnicy, to jednak nie chciał, by to jej pragnienie minęło bez śladu Jego przyzwolenia. Wkrótce bowiem, gdy zaczęła gorąco się modlić, uniosła się powoli ku górze, na ile pozwoliła wysokość groty, i tak trwała w uniesieniu aż do godziny dziewiątej. Jej samej wydawało się, że to się stało z zasadzki szatana, który podstępem chciał przeszkodzić jej modlitwie i pragnieniu pustyni, dlatego starała się modlić jeszcze usilniej i gorącej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;34. Wreszcie około godziny, w czasie której Syn Boży zawieszony na krzyżu dokonał naszego zbawienia, Katarzyna podobnie jak uniosła się w górę, tak tez zstąpiła na dół. Zrozumiała z Bożego natchnienia, że jeszcze nie nadszedł czas, by miała swoje ciało utrapić dla Pana i że Pan nie życzy sobie, by w taki sposób opuszczała dom rodzinny. Dlatego sprawił, że tak jak z duchowego natchnienia wyszła z domu, tak też powróciła. Kiedy jednak ruszyła w drogę, uświadomiła sobie, że do bramy miasta jest zbyt daleko na jej słabe siły, zdjęła ją także obawa, że rodzice uznają ją za zgubioną, poleciła się więc Bogu w modlitwie. Wkrótce, jak sama się zwierzyła swojej krewniaczce Lyzie, sam Pan Jezus przeniósł ją w powietrzu i szybko posadził u bramy miasta, bez żadnej szkody dla niej. Wtedy już w krótkim czasie znalazła się w domu. Rodzice byli przekonani, że wróciła od swojej zamężnej siostry, tak że całe to wydarzenie było osnute tajemnicą, dopóki sama już w dojrzałym wieku nie wyjawiła prawdy spowiednikom. Wśród nich, choć bez moich zasług, znalazłem się i ja, ostatni z kolei i w zasługach. Wszystko to, co znajduje się w rym rozdziale, w większej części pochodzi od Łapy, jej matki. Resztę, a zwłaszcza część końcową, zawdzięczamy samej Katarzynie oraz Lyzie. Wiele materiału, poza tym, co na końcu, otrzymałem od jej pierwszego spowiednika, który od dzieciństwa wychowywany był w domu jej rodziców. A także od wielu niewiast, godnych zaufania, od sąsiadów i krewnych Katarzyny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot..., dz. cyt., Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-8893919950174329903?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/8893919950174329903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/4-zywot-narodziny-i-dziecinstwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8893919950174329903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8893919950174329903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/4-zywot-narodziny-i-dziecinstwo.html' title='4/ Żywot: Narodziny i dzieciństwo Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2142216148746720540</id><published>2012-01-17T09:18:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T10:19:22.785-08:00</updated><title type='text'>3/ Żywot: Rodzice Katarzyny</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;23. Był w mieście Sienie, w Toskanii, pewien mąż imieniem&amp;nbsp;Jakub, którego ojciec zwyczajem tamtego kraju nosił przydomek&amp;nbsp;Benincasa. Był to człowiek prostoduszny, szczery i bojący się&amp;nbsp;Boga, a stroniący od złego. Osierocony przez rodziców, wziął za&amp;nbsp;żonę kobietę ze swego miasta, imieniem Lapa. Różniła się ona&amp;nbsp;całkiem od zepsutych nowoczesnych ludzi, chociaż w stosunkach&amp;nbsp;domowych i rodzinnych miała opinię dość surowej i za taką, gdy&amp;nbsp;jeszcze żyła, uważali ją wszyscy, którzy ją znali. Ci dwoje, połączeni małżeństwem, szczerze do siebie przywiązani, chociaż&amp;nbsp;plebejusze, byli jednak materialnie zasobni i zacnego rodu. Pan&amp;nbsp;błogosławił Lapie, obdarzył ją płodnością, jak płodny szczep winny w zaciszu domu Jakuba, męża swego (zob. Ps 128,3), każdego&amp;nbsp;prawie roku wydawała na świat syna czy córkę, a nieraz poczynała i rodziła Jakubowi bliźniaków czy bliźniaczki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;24. Nie wydaje mi się stosownym pominąć milczeniem chwalebne przymioty Jakuba, dzięki którym, jak można ufać, doszedł&amp;nbsp;do portu życia wiecznego. Opowiadała mi Łapa, jak bardzo był&amp;nbsp;zrównoważony, i tak umiarkowany w słowach, że jeśli zdarzyła&amp;nbsp;się jakaś sprzeczka, nieporozumienie, nigdy z ust jego nie wychodziły słowa niepotrzebne, owszem, jeśli widział kogoś zagniewanego i wypowiadającego gorzkie słowa, uspokajał go szybko uśmiechniętym obliczem i słowami: „Nie złość się, bo ci to na dobre nie wyjdzie, nie mów takich rzeczy, bo się to nie godzi". Powiedziała mi Lapa, że kiedy jeden z jego ziomków wbrew sprawiedliwości złośliwie go naciskał, domagając się takiej sumy pieniędzy, jaka mu się nie należała, ponadto przy pomocy wpływowych przyjaciół i oszczerstw doprowadził do tego, że ten stracił cały swój majątek, to jednak Jakub nie dopuścił do tego, by w jego obecności ktoś w jakikolwiek sposób urągał mu czy źle mu życzył, a nawet samą Lapę napominał, kiedy ta podobnie się wypowiadała: „Zaprzestań najdroższa, zaprzestań, na dobre ci to wyjdzie, Bóg sam wyjawi krzywdę i będzie naszym obrońcą". I rzeczywiście w jakiś cudowny sposób prawda wyszła na jaw. Owego człowieka dotknęła słuszna kara, która była dla niego nauką, jak bardzo zbłądził, krzywdząc niewinnego człowieka.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;25. Opowiedziała mi o tym Łapa, a ja temu daję pełną wiarę, bo jak powiadają ci, co ją znali, że będąc w wieku osiemdziesięciu lat zachowywała taką prostoduszność, że gdyby nawet chciała skłamać, to by nie potrafiła. Tak samo ci, którzy znali Jakuba, twierdzą jednomyślnie, że był to człowiek skromny, prosty, strzegący się złego. A taka była w tej rodzinie powściągliwość w mówieniu, że wszyscy, a szczególnie kobiety, wychowane w szkole matki, nie wypowiadali ani nie chcieli słuchać słów nieprzyzwoitych. Stąd gdy jedna z córek, imieniem Bonawentura, o której jeszcze niżej będzie mowa, wyszła za mąż za pewnego młodzieńca imieniem Mikołaj z tego samego miasta, który osierocony przez rodziców przejął obyczaje swoich rówieśników i tak jak oni z niewyparzonymi językami często wypowiadał niecenzuralne słowa, Bonawentura zamartwiała się tym, do tego stopnia, że popadła w chorobę, z dnia na dzień coraz bardziej chudła i słabła. I kiedy po paru dniach mąż zapytał ją o przyczynę, ona z powagą&amp;nbsp;odpowiedziała: „Ja w domu mojego ojca takich słów nie zwykłam słuchać, jakie tu codziennie słyszę, i nie byłam tak przez moich rodziców wychowana. Wiedz zatem, że jeżeli z tego domu nie znikną takie nieprzyzwoite słowa, w krótkim czasie doprowadzisz mnie do śmierci". On słysząc to i zdumiewając się, ale i zbudowany tak przykładem rodziców, jak i ich córki, a jego żony, wpłynął na swoich towarzyszy, by na przyszłość w jej obecności słów brzydkich nie wypowiadali, co też i się stało. Skromność i zacność domu Jakuba wpłynęła przykładnie na dom zięcia Mikołaja. Sam Jakub był z zawodu farbiarzem, mieszał kolory i barwił tkaniny wełniane. Stąd też powszechnie jego i jego synów i córki nazywano farbiarzami. Jest się więc czemu dziwić, że córka farbiarza stała się oblubienicą niebieskiego Władcy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;To, co opisuję w tym rozdziale, częściowo zaczerpnąłem od mieszkańców miasta, którym te sprawy są dobrze znane, częściowo od samej Katarzyny, a także od Łapy, jej matki. Również od wielu osób zakonnych i świeckich, którzy byli sąsiadami, znajomymi czy krewnymi Jakuba.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2142216148746720540?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2142216148746720540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/3-zywot-rodzice-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2142216148746720540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2142216148746720540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/3-zywot-rodzice-katarzyny.html' title='3/ Żywot: Rodzice Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-948730727135169567</id><published>2012-01-16T04:34:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T09:20:07.542-08:00</updated><title type='text'>2/ Żywot: Przedmiot, metoda i podział dzieła</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;20. Dawid - syn Jessego, któremu dane było prorokować&amp;nbsp;o Chrystusie, Synu Boga Jakuba - wspaniały Psalmista Izraela, jak czytamy w Drugiej Księdze Samuela w rozdziale trzecim, powiedział w psalmie, w którym sprowadza na ziemię Jednorodzonego: „Należy to zapisać dla przyszłych pokoleń, lud, który się narodzi, niech wychwala Pana" (102,19). A święty Hiob, gdy przepowiada święte zmartwychwstanie, woła: „Oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone! Żelaznym rylcem i ołowiem na skale wyryte na wieki" (Hi 19,23). Z tych słów Pisma Świętego czytelnik jasno może pojąć, że to, co służy czci i chwale Bożego imienia oraz prawdziwemu i powszechnemu pożytkowi wszystkich ludzi, nie wystarczy, by było ujawnione miejscowym i&amp;nbsp;współczesnym ludziom, lecz wszystkim powinno być znane, nie tylko współczesnym, ale i przyszłym, dlatego powinno być wyrażone na piśmie. Podobnie mówi Salomon: „Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi" (Koh 1,4). Byłoby więc niewłaściwą rzeczą, gdyby tylko jedno pokolenie miało korzyść z tego, co&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;dla wszystkich jest użyteczne, a ponadto dzieła Bożej Mądrości, które powinny wiecznie doznawać czci, miały być znane jedynie w określonym biegu czasu. Tym też powodowany był Mojżesz, gdy pisał o stworzeniu świata, o dziejach pierwszych Patriarchów i ostatnich włącznie do swoich czasów. Tak samo Samuel, Ezdrasz i inni Prorocy spisali dzieje święte i proroctwa i przekazali je potomnym. Podobnie też Ewangeliści, którzy wśród hagiografów zajmują pierwsze miejsce, nie tylko głosili Ewangelię, ale dostąpili zaszczytu, by ją przekazać na piśmie. A jednemu z nich głos z nieba rzekł: „Co widzisz, napisz w księdze" (Ap 1,11).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;21. Powodowany tym, ja brat Rajmund z Kapui, zwany na świecie de Vineis, pokorny mistrz generalny Zakonu Braci Kaznodziejów i sługa, czułem słuszną i naglącą potrzebę przekazania na piśmie dziejów pewnej godnej podziwu i naśladowania świętej Dziewicy imieniem Katarzyna z miasta Sieny w Toskanii. Zdecydowałem się więc to, co głosiłem w kazaniach, pozostawić na piśmie, by nie tylko wiek współczesny, ale także wieki przyszłe - poznawszy nadzwyczajne cnoty tej pełnej uroku Dziewicy, a teraz niewątpliwie godnej chwały świętych, tak hojnie ubogaconej przez Pana - mogły Go wielbić w świętych Jego i Jego mocy, i chwalić Go „za potężne Jego dzieła" (Ps 150,1-2).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;22. By zapaliły się do służenia Jemu samemu, tak wewnątrz, jak i zewnątrz, i by w tej służbie wytrwały aż do końca. Oświadczam zaś każdemu, kto będzie czytał te księgę, niech sama Prawda będzie świadkiem, która nikogo w błąd nie wprowadza i sama się nie myli, że nic zmyślonego tu się nie znajduje, ani fałszywego, przynajmniej, gdy chodzi o sedno opisywanej sprawy, na ile moja słabość mogła mi na to pozwolić. By zaś dać wiarę temu, co piszę, to w sprawach donioślejszej wagi w każdym rozdziale podaję, skąd zaczerpnąłem wiadomości o tym, co mówię, ażeby wiedział, z jakiego źródła pochodzi to, co podaję do picia w tej księdze. A ponieważ w imię Trójcy Świętej wszystko się dzieje, podzieliłem tę księgę na trzy części, dla łatwiejszej lektury. Pierwsza część zawiera urodziny, dzieciństwo i wiek panieński aż do momentu duchowych zaślubin z Panem; druga obejmuje czas od jej zaślubin i przemiany duchowej aż do śmierci; trzecia samą śmierć z pewnym cofnięciem się w przeszłość, i cuda, jakie wtedy miały miejsce i po jej odejściu, chociaż nie wszystkie, bo trzeba by było wtedy ogromną księgę napisać, której nie zdołałbym skończyć za swego życia. W tej części jest także mowa w księdze Bożej Mądrości, czyli Dialogu z 21 modlitwami. I tak przy pomocy Bożej zakończyłoby się całe dzieło ku chwale Trójcy Świętej, której niech będzie cześć i chwała na wieki wieków. Amen.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot Świętej Katarzyny ze Sieny, Wydawnictwo "W drodze", Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-948730727135169567?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/948730727135169567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/2-zywot-przedmiot-metoda-i-podzia-dziea.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/948730727135169567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/948730727135169567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/2-zywot-przedmiot-metoda-i-podzia-dziea.html' title='2/ Żywot: Przedmiot, metoda i podział dzieła'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-2970587741696003806</id><published>2012-01-16T04:26:00.000-08:00</published><updated>2012-01-17T09:19:36.718-08:00</updated><title type='text'>1/ Żywot: Misja Katarzyny wśród jej współczesnych</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;l . Oto mistyczny głos Orła18, który wznosi się do najwyższego szczytu nieba; który Kościołowi wojującemu objawia tajemnice zamysłu Bożego i który w rozdziale XX (20,1) księgi objawień, czyli Apokalipsy, tak mówi: „Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce". Te słowa, jakkolwiek dotąd zostały już wyjaśnione przez świętych Doktorów, to dla moich celów (myślę, że się nie mylę) mogą być również użyte, skoro mamy zamiar opowiedzieć o dziejach Anielskiej Dziewicy, niebiańskiego raczej niż ludzkiego sposobu bycia. Tym licznym, którzy nie znają drogi zbawienia, odsłonić głębię przepastnej mądrości; a wszystkim chętnym słowem i przykładem ukazać święty łańcuch, którym wiąże się szatana, lub ściślej mówiąc, dać go im do rąk.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;2. Nie zbłądzę, jeśli przez anioła zstępującego z nieba będziemy rozumieli owego wielkiej rady Anioła, Pana, Jezusa Chrystusa, który według świadectwa Apostoła zstąpił, a także wstąpił do nieba (por. Ef 4,10). On to niewątpliwie sprawił, że przebywanie z synami i córkami ludzkimi, których od wieków wybrał, stanowi dla Niego rozkosz. O Nim to powiada wspomniany Orzeł, że posiada klucz Dawida, którym się otwiera - a nikt nie zamknie, zamyka - a nikt nie otworzy. Sam zaświadcza, że posiada klucz pieklą, dlatego nie dziwota, że ma przy sobie łańcuch na związanie szatana. Prawdziwie nazywany jest Panem Aniołów czy wprost Aniołem, a tak dalece umiłował rodzaj ludzki, że litując się w sposób niewymowny, przyjął ludzką naturę do jedności osoby. Dlatego też powiedziano, że nie potrzebuje żadnych radości, raduje się wspaniale dzięki synom ludzkim, których wzywa jako narzędzia w wykonywaniu tego, co odwiecznie zamierzył. Stąd też objawia przez swoich wybranych najtajniejsze tajemnice od początku wieków. Stąd dokonywa zawsze przez posługę ludzi, których sobie upodobał, zadziwiających dzieł, wykraczających ponad prawa natury. Stąd, by objawić ludziom, mieszkańcom ziemi, prawo życia wywodzące się z nieba, nie kogo innego jak człowieka wybrał za pośrednika, którego wyznaczył na wodza ludu wybranego. Stąd wreszcie, jakby powodowany miłosnym pożądaniem do ludzkiej natury, przyjął ją całą od człowieka w osobie Dziewicy Maryi. Przyobleczony tą naturą jakby klejnotem miłości, przez nią i w niej w sposób tajemniczy zjednoczył się z całą ludzkością, i dokonawszy tego, tak bardzo umiłował rodzaj ludzki, że nie poprzestając na tym przedziwnym braterstwie okazanym ludziom, wydał siebie jako cenę ich zbawienia i aż do końca wieków dał swoje Ciało i Krew na pokarm dla dusz ludzkich, a siebie obiecał jako nagrodę dla wiernych.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;3. Z tego, co dotąd powiedziano, każdy może ocenić, do jak wielkiej godności został wyniesiony rodzaj ludzki, jak wysoko znalazł się każdy chrześcijanin. Godność ludzka przewyższyła godność aniołów. I dzięki umniejszeniu się Boga (jeśli godzi się tak powiedzieć) nieco poniżej aniołów, ponad nich wyniósł On człowieka. „Uczyniłeś go - powiada Prorok19 - niewiele mniejszym od aniołów, uwieńczyłeś go czcią i chwałą. Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, wszystko złożyłeś pod jego stopy [...]" (Ps 8,6). Komentując to, Apostoł w Liście do Hebrajczyków powiada o Chrystusie: „Ponieważ poddał Mu wszystko, nic nie zostawił, co by nie było Mu poddane" (2,8). Mądry czytelnik z tego, co dotychczas powiedziano, wywnioskuje, z jaką ufnością wierna dusza, która miłuje Zbawiciela, może do Niego przystąpić, z jakim zaufaniem iść w Jego ślady, jak licznych i słodkich dóbr może od Niego oczekiwać, skoro On całego siebie za nią wydał, a wszystko zawisło od Jego potęgi. O zaślepione lenistwo, o uparta zatwardziałości współczesnych czasów. O oziębłości dusz ludzkich, zamarzniętych bardziej od śniegu i lodu! Z jaką żarliwością dotychczas biegły za Barankiem dusze zaślubione w wierze Chrystusowi. Jak szybko szły za Nim, dokądkolwiek poszedł, nawet aż na krzyż! Ilu i ile ich było - obojga płci, każdego wieku i zawodu - gardzących światem i tym, co na świecie, jak śmieciami; wystawiających własne ciało wszelkiego rodzaju umartwieniom, cierniom utrapień i udręczeń ciała, i to z radosnym sercem. Jakież szczęśliwe czasy! Za wiekuistym Oblubieńcem biegnący raczej niż idący, by po bezpiecznym przejściu przez otchłań śmierci dojść do życia, które nie ma kresu. Iluż ich było, depczących to, co przemijające, ujarzmiających ciało trwającym stale męczeństwem, a wpatrujących się oczyma duszy w niebieskie radości; równocześnie budujących Kościół nauką i przykładem, by po długim bojowaniu, dopełniwszy dziewiczego życia, posiąść szczęśliwie życie niebieskie. A skąd to wszystko, jeśli nie stąd, że pochwycili do swego serca owego Wielkiej Rady Anioła, który zstąpił z nieba, i Jego dawidowym kluczem w swoich myślach zamknęli otchłań ziemi, by otworzyć niebo, a otrzymawszy równocześnie od Niego potężny łańcuch cnót, zwyciężyli i związali sprzeciwiającego się im szatana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;4. W owych czasach działo się to powszechnie i często. Ale także i w tych obecnych, nieszczęśliwych czasach, w których według proroczych słów Apostoła: pojawią się „ludzie samolubni" (2 Tym 3,2). Tenże Anioł nie przestaje przychodzić nam ze swoją wielką radą i pomocą, wzbudzając tu i tam na świecie niektóre wierne choć nieliczne dusze, obdarzając je hojnie wielkimi darami, budzącymi podziw u jednych, a niedowierzanie u innych. A co według mnie bardziej warte podkreślenia, ta obfitość łask przejawia się w szczególny sposób u płci słabszej, to znaczy u kobiet w naszych czasach, być może by zawstydzić pychę mężczyzn, tych zwłaszcza, którzy są nadęci poczuciem własnej godności, myślą, że wszystko wiedzą, lecz nic nie wiedzą, uważają się za mądrych, a nie mają pojęcia o Bożej słodyczy i nawet nie wstydzą się do tego przyznać. Tak, bezrozumni (żeby użyć słowa Apostoła, Rz 1,22), niestety, stali się dzisiaj ci, którzy chcą wiedzieć bez wiedzy, być mądrymi bez mądrości. Na takich to, jeśli się nie mylę, Wieczna Mądrość wydała wyrok, który ich zawstydza, przez pokorne nauczanie i przedziwne dzieła świętych dziewcząt, „by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga" (l Kor 1,29), a niemądry człowiek poznał, gdzie znajduje się mądrość, gdzie jest cnota, gdzie światło dla oczu i pokój.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;5. Dlatego też sama wcielona Mądrość powołała do życia pewną wspaniałą dziewczynę, świętą dziewicę, w mieście Matki Boskiej: Sienie w Toskanii, mieście tak nazywanym od czasów starożytnych. Kiedy pilnie badam jej działalność i naukę, wydarzenia życia i nader szczęśliwą śmierć, to powinienem raczej popaść w zachwyt i płakać niż cokolwiek mówić. Bo czyż może serce nie zamilknąć wobec tylu i tak przedziwnych darów Najwyższego, kiedy patrzy na tę dziewczynę tak kruchą, niedojrzałą, wiekiem, plebejskiego pochodzenia, która bez ziemskiego nauczyciela i przewodnika wzniosła się na taki szczyt doskonałości, posiadła taką jasność i doskonałość wiedzy i to wszystko jedynie w czterech ścianach rodzinnego domu? Któż tu się nie zdumieje, nie popadnie w podziw, kto zdoła powstrzymać łzy radości i chluby? Dzięki Bożemu miłosierdziu, które nie chce, by ktokolwiek zginął, było dane mnie niegodnemu (bez żadnych mych zasług, choć może też i bez przeciwwskazań) przez wiele lat, prawie do końca jej życia, poznawać ją, cieszyć się jej siostrzaną przyjaźnią i być wybranym przez nią spowiednikiem. Mogłem więc poznać objawione jej przez Pana tajemnice i w nich uczestniczyć. By więc tego wielkiego talentu zleconego mi przez Boga nie trzymać zawiniętego w chustce (co nie daj Boże), jak to było w wypadku owego niegodziwego sługi z Ewangelii, chcę go wyłożyć na publiczny stół dla obfitego pożytku dusz ludzkich, bym z zyskiem, według Bożej miary, mógł go w swoim czasie odebrać w obliczu Zbawiciela.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;6. Ponieważ słowa Jana przytoczone wyżej użyłem zgodnie z moim zamysłem, a nie sądzę, bym się w tym pomylił, więc powtarzam je jeszcze raz i głośno obwieszczam wiekom teraźniejszym i przyszłym. Ja, Rajmund, tego imienia używam, ale w tym wypadku nazwany przez Katarzynę Dziewicę Janem ze względu na objawione mi przez nią tajemnice: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od czeluści i wielki łańcuch w ręce" (Ap 20,1). Ujrzałem i byłem tam obecny. A chociaż Pan zdziałał wiele i wspaniałych dzieł, zanim ją poznałem, wszystko to jednak usłyszałem o nich od niej pod tajemnicą spowiedzi lub od innych osób obojga płci, godnych pełnego zaufania, którzy byli tych rzeczy naocznymi świadkami. Widziałem tedy i słyszałem, tak że mogę ja i ci, którzy tam byli obecni, powiedzieć, że to, cośmy ujrzeli i usłyszeli o słowie życia, działającym w tej godnej podziwu dziewicy, to wam wiernie oznajmiamy. „Bo my nie możemy nie mówić tego, [powtarzamy za Piotrem i Janem], cośmy widzieli i słyszeli" (Dz 4,20), i nie głosić tego wszystkim. Przypatrujmy się tedy pilnie, wierni chrześcijanie, temu słowu, które stało się ciałem, a które Pan uczynił i ukazał nam grzesznikom, z których ja jestem pierwszy, słowu, które jak wyżej rzekłem, sam oglądałem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;A cóż, zaklinam się, oglądałem? Oglądałem anioła zstępującego z nieba. Bowiem ta kobieta, o której mówię, to raczej nie kobieta, lecz anioł ziemski lub (jeśli wolisz) człowiek niebiański. Tak powinna być nazwana. Bo czyż nie jest rzeczą anielską i niebiańską wyzbyć się całkowicie wszelkich niedozwolonych i dozwolonych przyjemności, przebywać zawsze myślą w niebie, wypowiadać tylko słowa życia wiecznego; bez jadła, napoju i snu, cierpiąc różne poważne choroby ciała, nie tylko żyć, ale się radować i stale, bez znużenia zajmować się tym, co Boże i co służy zbawieniu dusz? Któż nazwie to ziemskim czy ludzkim? Zamilczę o znakach i cudach w naszej obecności zdziałanych przez nią mocą Pana. Nie pora tu mówić o nich szczegółowo. Będzie później o nich mowa. Nie dziwne zatem, jeśli nazwaliśmy ją aniołem, skoro czystością ciała i ducha naśladując anielską naturę, spełniała także nieustannie anielską posługę z woli Króla Aniołów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;7. Słusznie też trzeba powiedzieć, że z nieba zstąpiła, ponieważ trwając w niebie w świętym obcowaniu, przez pokorne o sobie mniemanie i współczucie dla bliźnich często zstępowała na ziemię. Ponieważ zaś napisane jest o Oblubieńcu, że ten który zstąpił, jest tym samym, który wstąpił, więc i prawdziwa oblubienica usiłuje pójść w ślady swego Oblubieńca. Ta cudowna dziewica po drabinie Jakubowej zstępowała i wstępowała razem z aniołami, by oglądając oblicze Pana na najwyższym szczeblu drabiny, otrzymać obfite błogosławieństwo, a potem zstąpić i obdzielić nim mieszkańców ziemi. To wszystko czyniła na drabinie Jakubowej, bowiem jak niżej, jeśli Bóg pozwoli, się okaże, o cokolwiek prosiła Pana i cokolwiek zdziałała, wszystko to działo się dzięki pośrednictwu chwalebnej Bożej Rodzicielki Maryi i człowieczeństwa Zbawiciela z niej wziętego, a jedno i drugie jak najtrafniej symbolizuje drabina Jakubowa. Podobnie też mistyczne znaczenie ma zstępujący anioł z kluczem Czeluści, jak mówiliśmy, bowiem owa anielska dziewica, wnikająca w głębię Bożej Mądrości, na ile jest to dostępne duszy pielgrzymującej, nam tę Mądrość otwiera i pokazuje. Któż bowiem, czytając jej listy, które kieruje niemal do całego świata, do wiernych chrześcijan, do osób różnego stanu i stanowiska, nie dozna podziwu, nie zdumieje się wobec wykwintnego stylu, głębi myśli, i jakże wielkiej użyteczności dla zbawienia dusz? Wypowiada się językiem potocznym, nie znała bowiem literatury. Ponieważ jednak miała „potężnego wspomożyciela" (Ps 71,7), z pomocą klucza głębi jej sposób wypowiadania się (jeśli ktoś zwrócił pilną uwagę) jest bardziej sposobem św. Pawła niż Katarzyny, bardziej któregoś z apostołów niż dziewczyny. Swoje listy tak szybko dyktowała, bez przerw, choćby krótkich, na zastanowienie się, że miało się wrażenie, jakby miała przed sobą jakąś książkę. Ja sam często widziałem ją, jak dyktowała równocześnie dwu piszącym dwa różne listy, przeznaczone do różnych osób i na różne tematy. I żaden z piszących nie doznawał zwłoki w pisaniu, i słyszał tylko to, co jego dotyczyło. Kiedy wyraziłem zdziwienie, wielu z tych, którzy ją znali przede mną, mówiło mi, że nieraz widzieli ją dyktującą trzem naraz, a nawet czterem pisarzom z tą samą szybkością i świetną pamięcią. Że to działo się w niewieścim ciele umartwianym czuwaniem i postami, jest dla mnie raczej znakiem cudu i nadprzyrodzonego działania, niż jakiejkolwiek naturalnej cnoty.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &amp;nbsp;Ponadto jeśli ktoś zajrzałby do książki, którą niewątpliwie podyktował jej Duch Święty, napisanej w jej dialekcie, czy mógłby sobie wyobrazić i uwierzyć, że to jest dzieło kobiety? Styl elegancki, że trudno znaleźć podobny w języku łacińskim, jak sam mogłem się przekonać, usiłując obecnie zrobić tłumaczenie łacińskie. Myśli są tak wzniosłe, a zarazem głębokie, że&amp;nbsp;gdybyś je usłyszał wypowiedziane po łacinie, rzekłbyś, że to są słowa św. Augustyna, a nie kogoś innego. A jak są użyteczne dla duszy pragnącej zbawienia, tego ani w krótkości, ani łatwo nie da się wypowiedzieć słowami. Są tam ukazane subtelne pokusy odwiecznego wroga, ale także wszelkie drogi i sposoby, jak go pokonać; jak podobać się Najwyższemu. Ukazane są dobrodziejstwa Zbawiciela, udzielane przezeń rozumnym stworzeniom, ale i winy, które dzisiaj niestety w tym naszym rozwiązłym wieku powszechnie są popełniane; znajdziesz tam jednak środki zaradcze na nie. To, co tam jest zawarte, jak mi mówili jej pisarze, nie powstało w wyniku pracy umysłu, ale w ekstazie, w rozmowie z Oblubieńcem. Dlatego też i sama książka ma charakter dialogu pomiędzy Stwórcą i stworzoną przezeń rozumną i pielgrzymującą duszą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;9. Jakkolwiek jej pisma ze wszech miar dla wszystkich są godne polecenia, nie mogę jednak poprzestać tylko na nich. Okazują się zbyt skromne w porównaniu z jej żywą mową, gdy zajmuje się ludzkimi sprawami. Pan bowiem dał jej język tak wyćwiczony, że mogła wypowiadać się w każdej sytuacji, a słowa jej „płonęły jak pochodnie" i nie było nikogo, kto mógłby zupełnie osłonić się od ich ognia. Stąd też, wśród tych, którzy ją znali i podążali, lub nie, w jej ślady, panuje powszechna opinia, że nie zdarzyło się, by ktoś, kto przyszedł jej posłuchać w złej intencji, może nawet ją wyśmiać, nie wrócił od niej choćby trochę skruszony, jeśli nie bardzo, a nawet zupełnie nawrócony. Kto w tych znakach nie dostrzeże w niej płonącego ognia? Kto będzie szukał innego dowodu na to, że przemawiał przez nią Chrystus? „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo", jak mówi Prawda; a „dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro" itd., jak powiada taż sama Prawda wcielona (Łk 6,43-47). Zobaczyłbyś nieraz takich, którzy przyszli, by sobie zadrwić z Katarzyny, a potem odchodzili ze łzami, takich, którzy przyszli z sercem nadętym i karkiem wyniosłym, a wyszli, wzdychając, z głową pochyloną; takich, którzy we własnych oczach uchodzili za mądrych, a kiedy ją posłyszeli, zdumieni kładli palec na usta i między sobą szeptali: „skąd ona zna pisma, skoro się nie uczyła?". Skąd w tej dziewczynce taka mądrość? Kto ją tak doskonale wykształcił? Kto ją nauczył takich wzniosłych rzeczy? Wszystko to dla każdego myślącego człowieka było pełnym świadectwem, że posiadała klucz od Otchłani, to znaczy od głębi nadprzyrodzonej mądrości, i oświecając mroczne umysły, otwierała ociemniałym skarb światła wiecznego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;10. Na koniec przypomnimy słowa św. Jana, użyte jako motto tego wstępu o aniele, który trzyma „wielki łańcuch w ręce". Odniesiemy je do jej imienia. Czy to dziwne, że Katarzyna miała łańcuch? Czy te dwa słowa nie kojarzą się z sobą? Jeśli słowo „Katarzyna" użyjesz na sposób synkopy, będziesz miał „catena" (łańcuch), a jeśli do słowa „catena" dodasz jedną sylabę, otrzymasz imię: „Katarzyna". Ale zaklinam, czyż pójdziemy tylko za słowami i znakami, zaniedbując treść i tajemnicę w nich zawartą? Wszak nie tylko słowa, ale i ich znaczenia wskazują nam ich związek. „Catha" w języku greckim znaczy, „powszechny". Stąd też mówimy, czerpiąc z języka greckiego, „Kościół katolicki" - czyli „powszechny". Stąd „Katarzyna" i „catena" naprowadzają nas na pojęcie powszechności; „Catena" - łańcuch z racji swej struktury składa się z ogniw sporządzonych z określonego materiału, tak między sobą powiązanych, że nie mogą się od siebie same oddzielić, chyba że się je siłą rozerwie. „Catena" zatem według powszechnego rozumienia to zestaw poszczególnych elementów, co też potwierdza Filozof. Ta jedność różnych członów, albo inaczej różnorodność w jedności, wskazuje na dwa rodzaje udzielonych nam dóbr, mianowicie na wiernych, z których składa się Kościół, i na cnoty, składające się na zbawienie dusz. W każdym z tych dwu rodzajów, miłych Bogu, odnajdziesz powszechność i różnorodność jako konieczny warunek. Nie można też mówić o powszechności w ogóle, jeśli nie obejmie ona zarazem powszechności Kościoła i powszechności cnót.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;11. W tym, że u źródeł imienia Katarzyny kojarzą się różnorodność i powszechność (to oznacza słowo „catena"), kryje się być może niemała tajemnica. Wiadomo, że cnoty są z sobą powiązane, tak że jedna bez drugiej samotnie nie może istnieć i że również każda ma swoją specyfikę, jakiej żadna z pozostałych nie posiada. Podobnie i wierni jednej wiary i połączeni jedną miłością podlegają prawu, że jeżeli ktoś od tej jedności odpadnie, przestaje być wiernym. Jest jednak absolutnie konieczne, żeby poszczególni wierni posiadali właściwe sobie łaski Ducha Świętego, który je przydziela każdemu, jak chce. Zresztą i same ich podmioty różnią się między sobą co do swej natury. Czy więc jeden łańcuch na podstawie tego, co wyżej było powiedziane, nie ukazał ci jasno natury jednej i drugiej powszechności? Różnorodność w jedności i jedność w różnorodności ukazuje jasno, że jeżeli jedno i drugie tworzy łańcuch, to wynika stąd, że biorąc pod uwagę to, co wyżej było powiedziane, w imieniu Katarzyny jedno i drugie się zawiera. Nie dziwi więc i człowiekowi myślącemu nie wyda się niczymnowym, kiedy się powie, że Katarzyna, która otrzymała od Panapełnię cnót, a we wspólnocie uczestniczyła z taką miłością w seru, miała w swym ręku łańcuch. Te obie powszechności posiadałanie w minimalnym stopniu, nie w średnim, ale doskonałym i nadwyczajnym. Zbyt zwięźle, tak mi się wydaje, wypowiedziałemto, co zamierzyłem; chcę jednak szerzej to wyjaśnić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;12. Widziałem i to często, choć sam jestem pełen wad, osobycnotliwe, ale nie przypominam sobie, bym widział, i nie sądzę, bym w przyszłości zobaczył taką wspaniałość cnót, jaka najwidoczniej ujawniała się w tej Dziewicy. Zacznijmy od fundamentu i warunku cnót, pokory: taka w niej była, że nie tylko pragnęła uniżyć się wobec najlichszego człowieka, nie tylko zawsze chciała uchodzić za najmniejszą ze wszystkich, ale uważała siebie za przyczynę wszelkiego zła, jakiego inni doznają. Stąd też ilekroć doznała jakiejś krzywdy z czyjejś strony, mówiła do siebie: „Ty jesteś przyczyną wszelkiego zła, z twoich nieprawości to wszystko pochodzi, zbadaj więc i opłakuj swoje grzechy u stóp Pana, byś mogła usłyszeć z Magdaleną: »Odpuszczają ci się twoje grzechy«". Zwróć uwagę czytelniku nie tylko na samą pokorę, ale też na jej głębsze źródło. Mało jej było podlegać innym, okazywać posłuszeństwo, znosić krzywdy cierpliwie, ale ponadto według nauki Pana, poczytywać siebie za sługę nieużyteczną i co więcej, bardziej od innych i za innych, nawet prześladowców, czuć się winną wobec Pana. Tak więc uważała siebie nie tylko za podległą innym, za najniższą spośród innych, ale niewątpliwie za dłużniczkę wszystkich. Stąd też nie licząc się ze słusznym czy niesłusznym sądem ze strony bliźniego ani nie oceniając samej siebie, uniżała się, kładąc się pod stopy wszystkich. Widzisz czytelniku, jak radykalnie wykluczoną była tutaj pycha, jak mądrze przezwyciężona była miłość własna i jak doskonale realizowana była miłość bliźniego, jeżeli zachowuje się Prawo. Czy zwróciłeś uwagę na miłość i pokorę w jednym działaniu związane jak ogniwa łańcucha? Czy nie wydaje ci się, że taki łańcuch wystarczy, by pełnego pychy szatana schwytać, jak przytoczony wyżej świadek Jan Apostoł wspomina?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;13. Być może to, co mówię, wzbudziło w tobie wątpliwości. Pragnę je przegnać z twojego umysłu, byś niejasności nie poczytał za fałsz. Mógłbyś może powiedzieć przez to, co wyżej o niej wspomniano, iż skoro pragnęła czuć się mniejszą od najlichszego człowieka, stawiała przez to siebie wyżej od wszystkich, że to nie zostało szerzej wyjaśnione, albo że w to nie wierzysz, albo nie przywiązujesz do tego większej wagi. Chcę jednak, byś wiedział, że przekroczylibyśmy nadmiernie granice wstępu, gdybyśmy to, co w nim zawarte, chcieli szczegółowo rozwijać. Wystarczy, że w ramach samej książki wszystko szerzej będzie wyrażone. Wiedz na teraz, że owa dziewica wszystkim - szczególnie we własnym domu, włącznie ze służącą, a także biednym, i chorym w szpitalu - z własnej woli była uległa i stale posłuszna, i nie chciała żyć bez uległości przez cały ciąg swego życia,&amp;nbsp;o czym szerzej będzie mowa w samej książce. Myślę, że już dość było powiedziane o tym, że najniżej stawiała siebie. Żebym jednak mógł usunąć z twego umysłu wszelką wątpliwość, chcę, byś wiedział, że ja sam kiedyś ją zapytałem, jak to może być, żeby w zgodzie z prawdą uważać siebie za przyczynę wszelkiego dziejącego się zła. Ta z pełną świadomością oświadczyła, że tak, i dodała: „Gdybym ja była doskonale zapalona ogniem miłości Bożej i &amp;nbsp;prosiła mojego Zbawiciela gorejącym sercem, to On, który cały jest miłosierdziem, okazałby wszystkim miłosierdzie i sprawiłby, że od ognia, którym ja bym płonęła, wszyscy by zapłonęli. A cóż to jest, co stoi na przeszkodzie tak wielkiemu dobru? Nic innego, jak moje grzechy. Brak nie może pochodzić od Stwórcy, w którym nie ma żadnych niedoskonałości. Wynika więc z tego, że może być tylko ze mnie i przeze mnie. Ponadto, kiedy rozważam, ile i jak wielkich łask Bóg w swoim miłosierdziu mi udzielił, bym okazała się taką (bez braków), jak rzekłam, a ja dla nieprawości moich taka, jaką być powinnam, nie jestem, co jest dla mnie oczywiste, złoszczę się na samą siebie i opłakuję swoje grzechy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;Nie popadam jednak w rozpacz, ale tym więcej ufam, że Bóg mi je odpuści".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;14. Mówiła mi to w zapale ducha, ja zaś podziwiając nowy typ pokory i miłości heroicznej, gdy nawet notoryczne grzechy bliźnich sobie przypisywała, to chociaż nasuwało mi to niejakie wątpliwości, wolałem milczeć, niż wyrażać jakieś zastrzeżenia w stosunku do takiej mistrzyni cnót. Zwróciłem już uwagę, a teraz jeszcze bardziej to czynię, jak pokora, wiara, nadzieja i królowa wszystkich cnót - miłość przedziwnie i doskonale wiązały się w niej w jednym akcie; pokora bowiem sprawiała, że w przedziwny sposób winy bliźnich sobie przypisywała, ich samych nie potępiając; wiara ukazywała jej, jak łaskawy i miłosierny jest Pan i wielkoduszny wobec grzeszników, i jak obfity owoc przynosi ogień w sercach sług Bożych; nadzieja podtrzymywała ją, by mimo tych i tak wielkich grzechów z ufnością odwoływała się do Bożego miłosierdzia, mając na uwadze siebie i innych. A to wszystko sprawiała miłość, która nigdy nie gaśnie. Do tego dołączała się skrucha za grzechy połączona z zadośćuczynieniem łez duszy i ciała, wyjątkowa gorliwość o dusze i podziwu godna troska w zbawienie całego świata. O dobry czytelniku, co ci się zdaje po tym, coś dotąd przeczytał? Czy już w tym pierwszym ukazanym ci obrazie świętej Dziewicy nie dostrzegasz wyjątkowo wielkiego łańcucha cnót? Czy nie widzisz jasno, że słusznie nosi imię Catena, czyli Katarzyna, i że podejmując nasz temat celowo użyliśmy zdania, że „wielki łańcuch trzymała w swoim ręku"? Powiedzieliśmy, że w rzeczy samej był to łańcuch dwojaki: cnót i dusz wiernych, z których składa się Kościół, i te dwa łańcuchy w sposób doskonały nosiła w swoim sercu. Niech ci się więc nie wydaje, że była mowa o jednym, zwróć pilniej uwagę, a dostrzeżesz dwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;15. Dla jaśniejszego ukazania tego, o czym mowa, wiedz, że taki był w niej żar miłości do każdego z wiernych, a szczególnie do całej ich społeczności, iż wszystkie jej myśli, słowa, czyny, zamiary, całe jej życie nic innego nie miały na uwadze, jak współczucie i miłość bliźniego. Któż zdołałby wyliczyć jałmużny, które udzielała ubogim, posługi świadczone chorym, asystowania przy umierających? Kto zliczy pociechy udzielone uciśnionym, nawrócenia grzeszników, utwierdzenia w dobrym sprawiedliwych, znoszenia ludzi złych, okazywany szacunek dla wszystkich do niej przychodzących, co przyczyniało się skutecznie do ich zbawienia? Kto także zdołałby wyśledzić, ile łez wylała, ile serdecznych westchnień, wytrwałych modlitw, jęków nieustannych, które dniem i nocą, z rosą na czole wydobywała z piersi w obliczu jej Oblubieńca, by wybłagać zbawienny koniec dla poszczególnych ludzi? Za dowód mogą posłużyć wyznania licznych świadków, którzy ją słyszeli, jak w ekstazie wołała do Oblubieńca: „Czy mogę, Panie, być zadowolona, jeśli ktoś z tych, którzy, tak jak i ja, na Twój obraz i podobieństwo są stworzeni, zginie i wypadnie z moich rąk. Ja nie chcę, by choćby jeden spośród moich braci się zatracił, związanych ze mną naturą czy łaską. Chcę, by starodawny wróg wszystkich utracił, natomiast byś Ty ich posiadł ku większej chwale i sławie Twojego Imienia. Byłoby dla mnie lepiej, gdyby wszyscy byli zbawieni, a ja sama bym poniosła kary piekła, bylebym tylko nie utraciła Twojej miłości, niż gdybym ja była w raju, a ci wszyscy zginęli potępieni; większa bowiem cześć i chwała Twojego Imienia byłaby w pierwszym niż drugim wypadku". Pan jej odpowiedział, o czym w tajemnicy mi się zwierzyła: „W piekle nie może istnieć miłość, gdyby zaistniała, spowodowałaby jego całkowitą zagładę, łatwiej byłoby zniszczyć piekło, niż żeby miłość mogła z nim współistnieć". Na to ona: „Jeżeliby Twoja prawda i sprawiedliwość miały doznać uszczerbku, to wołałabym, żeby piekło zostało zniszczone, a wtedy żadna dusza by się tam nie dostała. Albo też zjednoczona w miłości z Tobą położyłabym się u wejścia do piekła, by je zablokować i nie dopuścić, by ktokolwiek tam wszedł. Byłoby dla mnie szczęściem, gdyby wszyscy moi bliźni ocaleli".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;16. Możesz z tego czytelniku jasno się przekonać, chyba się nie mylę, jak szczęśliwie i doskonale ta Dziewica była ozdobiona owymi dwoma złotymi łańcuchami w swojej duszy, tak że nie ma potrzeby, by wszystko szczegółowo opowiadać i ze wstępu robić traktat. Wystarczy dla zjednania twojej życzliwości i uwagi ogólnie i po prostu, lecz zgodnie z prawdą, ukazać jej wspaniałości. Pragnę, byś wiedział, że gdybyś ze mną widział i słyszał to, co ja sam widziałem i słyszałem, ujrzałbyś ją oczyma duszy jako naśladowczynię pokory i czystości Błogosławionej Dziewicy, surowości i ubóstwa Jana Chrzciciela, pokuty i ubóstwa Marii Magdaleny, szczerości i świętości Jana Ewangelisty. Zobaczyłbyś w niej wiarę Piotra, nadzieję Szczepana, mądrą miłość Pawła, cierpliwość Hioba, przezorność Noego, posłuszeństwo Abrahama, łagodność Mojżesza, gorliwość Eliasza, cuda Elizeusza. Z Jakubem oddawała się kontemplacji, z Józefem przepowiadała przyszłość, z Danielem odsłaniała tajemnice, z Dawidem dniem i nocą wielbiła Najwyższego. Nie przesadzam, gdy to mówię, najdroższy czytelniku, nie przesadzam. Niżej, gdy będziesz czytał, znajdziesz w szczegółach to, co tu w skrócie i ogólnie było powiedziane, i przekonasz się, że nie było tu żadnej przesady. Nie jest rzeczą trudną w każdym ze świętych widzieć naśladowcę Zbawiciela i jego chwalebnej Rodzicielki, i nie jest przesadą o tym mówić. Nie dorównuje bowiem swojemu wzorcowi, ale Go tylko naśladuje na swoją miarę. Nie szuka się bowiem u naśladowcy pełnej doskonałości, takiej, jaka jest u Tego, którego on naśladuje. Stąd też Apostoł narodów, wzywając swoich uczniów do doskonałości chrześcijańskiej, mówi: „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa" (l Kor 11,1). W tych słowach, jeśli dobrze zwróci się uwagę, wzywa Apostoł wszystkich wiernych nie tylko do naśladowania siebie, ale także Jezusa Chrystusa. Jeżeli powiedziałem: „Zobaczyłbyś w Katarzynie wiarę Piotra" itd., nie uznasz za niestosowne, by pójść tą samą drogą. Każdy bowiem może być nazwany Piotrem co do wiary, jeśli doskonale w Chrystusa wierzy, i tak też w przypadku innych świętych. Gdy zaś chodzi o Katarzynę, to z pomocą Bożą niżej zobaczysz, w jak nowy i doskonały sposób posiadała wyżej wymienione cnoty i jak je zestroiła ze wspomnianymi świętymi, tak że jeśli przedtem budziło się w tobie zdziwienie, to teraz z serca ustąpi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;17. Wystarczająco ukazany ci został łańcuch, którym szatan został związany, a który trzymała w swoim ręku jako dziewiczy anioł. To jest łańcuch cnót, po którym wstępowała do nieba. Po drugim, łańcuchu wiernych, przyczyniając się do ich zbawienia, zstępowała z nieba. Nie ma się co dziwić, jeśli tymi dwoma łańcuchami został szatan związany. Jak to św. Jan zauważa, żaden uczony teolog nie poda w wątpliwość, że królestwo szatana na tyle może się ostać, na ile grzeszni ludzie dobrowolnie mu się poddadzą. Nigdy bowiem szatan, z własnej winy potępiony, i związany tym swoim potępieniem, nie jest zdolny panować w oparciu o własną moc, ale tylko jeśli podporządkuje pod władzę swojej przewrotnej woli umysły innych stworzeń. Stąd mówi Pismo Święte: „On jest królem nad wszystkimi synami pychy" (Hi 41,25 wg Wulgaty). Z pychy bowiem są zrodzeni ci, nad którymi rządzi, nie mógłby bowiem rządzić, gdyby wcześniej wola przez pychę nie stała się przewrotna. Jego więc królestwo pochodzi nie z własnej mocy, ale z przewrotności innych. A jeśli tak, to niewątpliwie i jego zagłada także od innych zależy. Dlatego też każdy, jeśli tylko zechce, może łatwo to królestwo zniszczyć. Mówię: ,jeśli zechce", oczywiście dzięki łasce danej przez Jezusa Chrystusa. Stąd też i sam Mistrz i Pan, gdy zbliżała się Jego męka i śmierć dla zgładzenia naszych win i udzielenia nam swojej łaski, powiedział do swoich uczniów, a także do Żydów: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz" (J 12,31). Z nadejściem bowiem łaski, jaka została nam wysłużona z owej męki, wola ludzka otrzymała nową moc, królestwo szatana zostało skazane na całkowitą zagładę i wyrzucenie z zajmowanych pozycji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;18. Tak jak dzięki łasce mocą cnót szatan zostaje wyrzucony, to również dzięki nim zostaje związany. Bowiem dusza wierna, w której przebywa łaska, staje się z dnia na dzień dzięki wzrostowi zasług i łaski coraz silniejsza i świętsza, i mocną ręką nie tylko szatana wypędza, ale wiąże i zabija. Niekiedy duszom wiernych udzielana bywa tak wielka łaska, że nie tylko z własnego wnętrza, ale także z innych wypędzają szatana. A nie tylko wypędzają, lecz swymi modlitwami i zasługami wyjednują u Pana, że szatan zostaje tak skrępowany, iż tym, z których został wyrzucony, nie jest w stanie wyrządzić niczego, co by było ze szkodą dla ich zbawienia. Niekiedy też bywa udzielana przez Pana tak wielka moc, że ci, co ją posiedli, wypędzają demony z ciał opętanych. To nie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;znaczy, że wypędzić szatana z ciała jest czymś większym niż z duszy, tylko że uzdrowienie cielesne bardziej rzuca się w oczy niż uzdrowienie duchowe. I Pan pragnie, by świętość tych osób, Jemu znana, gdy połączona jest z doskonałością cnót, także ujawniła się przed ludzkimi oczyma, i by to przyczyniło się do większej czci Bożej i zbawienia ludzi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;19. Wróćmy teraz do tego, od czegośmy zaczęli. Ta święta Dziewica, której dzieje pragniemy opowiedzieć, posiadając z daru Bożego w sposób doskonały łańcuch cnót i spajając z nim węzłem doskonałej miłości łańcuch wiernych dusz, jednym i drugim wiązała szatana. Przy pomocy pierwszego unicestwiła jego potęgę, by nie mógł zdziałać nic, co przerasta jego naturalne możliwości; przy pomocy drugiego nie dozwoliła mu wyrządzać szkody wiernym, tym zwłaszcza, których sama zrodziła dla Chrystusa, o czym z woli Najwyższego będzie szerzej mowa. Prawdziwe&amp;nbsp; &lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;i słuszne jest, co powiedziałem za Janem Ewangelistą: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.3pt;"&gt;łańcuch w ręce. I pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat" (Ap 20,2). Na tym &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;kończę wstęp, by nie przeciągać. Proszę cię jednak czytelniku, &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.3pt;"&gt;zwróć z Bożą pomocą uwagę, jak to wszystko sprawdza się w tej &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;chwalebnej Dziewicy, zwłaszcza gdy uważnie przypatrzysz się &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.25pt;"&gt;początkom, latom dojrzałym i schyłkowi życia. Kończymy zatem to, czym Pan zechciał nas pouczyć mistycznym głosem Orła, a co &lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.2pt;"&gt;było także zgodne z naszym planem. Przystąpimy teraz do opo­&lt;/span&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;wieści o czynach tej świętej Dziewicy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;span style="color: black; font-weight: normal; letter-spacing: -0.15pt;"&gt;W: Rajmund z Kapui, Żywot Świętej Katarzyny ze Sieny, Wydawnictwo "W drodze", Poznań 2010.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-2970587741696003806?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/2970587741696003806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/1-zywot-misja-katarzyny-wsrod-jej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2970587741696003806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/2970587741696003806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/1-zywot-misja-katarzyny-wsrod-jej.html' title='1/ Żywot: Misja Katarzyny wśród jej współczesnych'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4345316458640097944</id><published>2012-01-13T02:09:00.000-08:00</published><updated>2012-01-13T02:09:10.644-08:00</updated><title type='text'>Film: Siena - miasto św. Katarzyny</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/lLBb9YlrsTM/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lLBb9YlrsTM&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/lLBb9YlrsTM&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-4345316458640097944?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/4345316458640097944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-siena-miasto-sw-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4345316458640097944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/4345316458640097944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-siena-miasto-sw-katarzyny.html' title='Film: Siena - miasto św. Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-202417945380796455</id><published>2012-01-13T01:59:00.000-08:00</published><updated>2012-01-13T02:02:14.009-08:00</updated><title type='text'>Film: Piekło - Boże pouczenie skierowane do św. Katarzyny</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/wVuEmnnPfB0/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wVuEmnnPfB0&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/wVuEmnnPfB0&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-202417945380796455?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/202417945380796455/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-pieko-boze-pouczenie-skierowane-do_13.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/202417945380796455'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/202417945380796455'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-pieko-boze-pouczenie-skierowane-do_13.html' title='Film: Piekło - Boże pouczenie skierowane do św. Katarzyny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-6461900341017032540</id><published>2012-01-13T01:56:00.001-08:00</published><updated>2012-01-13T02:01:01.711-08:00</updated><title type='text'>Film: Św. Katarzyna ze Sieny - Posłuszeństwo</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/VVerezDRyiY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VVerezDRyiY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/VVerezDRyiY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-6461900341017032540?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/6461900341017032540/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-pieko-boze-pouczenie-skierowane-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6461900341017032540'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/6461900341017032540'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-pieko-boze-pouczenie-skierowane-do.html' title='Film: Św. Katarzyna ze Sieny - Posłuszeństwo'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-8462049836567750559</id><published>2012-01-13T01:22:00.003-08:00</published><updated>2012-01-13T01:22:01.398-08:00</updated><title type='text'>Film: Św. Katarzyna ze Sieny - Posłuszeństwo</title><content type='html'>&lt;a href="http://gloria.tv/?media=229656"&gt;http://gloria.tv/?media=229656&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-8462049836567750559?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/8462049836567750559/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-sw-katarzyna-ze-sieny-posuszenstwo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8462049836567750559'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8462049836567750559'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/film-sw-katarzyna-ze-sieny-posuszenstwo.html' title='Film: Św. Katarzyna ze Sieny - Posłuszeństwo'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-5273033414911719777</id><published>2012-01-13T01:11:00.001-08:00</published><updated>2012-01-13T01:11:32.165-08:00</updated><title type='text'>Modlitwa do św. Dominika i św. Katarzyny ze Sieny</title><content type='html'>Modlitwa do św. Dominika i św. Katarzyny ze Sieny, by za ich przyczyną uzyskać łaskę od Najświętszej Maryi Panny Różańcowej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Dominiku, Kapłanie Najwyższego i chwalebny Patriarcho! Tyś był przyjacielem, ulubionym synem i powiernikiem chwalebnej Królowej Niebios! Tyś przez Różaniec Święty rozliczne czynił cuda! I Ty, Święta Katarzyno Sieneńska, najstarsza córo Zakonu Różańca Świętego, potężna pośredniczko u tronu Maryi i u Najświętszego Serca Jezusowego, które twoje serce ze swoim złączyło! O wy, ukochani święci! Wy znacie moją potrzebę i cierpienie moje. Zmiłujcie się nad nędznym stanem moim. W czasie życia Waszego tu na ziemi serca Wasze zajmowały się czule cierpieniami waszych bliźnich, a Wasze ręce nie ustawały nigdy w niesieniu im pomocy. Ponieważ w niebie Wasza potęga i miłość większe jeszcze się stały, aniżeli tu były na ziemi, więc błagajcie za mnie Matkę Różańca Świętego i Jej Boskiego Syna; wielka jest bowiem ufność moja, że za Waszą przyczyną otrzymam łaskę, którą tak wielce uzyskać pragnę. Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-5273033414911719777?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/5273033414911719777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/modlitwa-do-sw-dominika-i-sw-katarzyny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5273033414911719777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/5273033414911719777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2012/01/modlitwa-do-sw-dominika-i-sw-katarzyny.html' title='Modlitwa do św. Dominika i św. Katarzyny ze Sieny'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-32052998196644652</id><published>2011-10-04T12:14:00.000-07:00</published><updated>2011-11-22T09:58:11.688-08:00</updated><title type='text'>CL - O nieszczęściach, które wynikają z posiadania lub nieuporządkowania pragnienia bogactw doczesnych</title><content type='html'>Ach, spójrz, najdroższa córko, co za hańba dla nędznych ludzi, którzy miłują bogactwa doczesne i nie idą za wskazaniami światła przyrodzonego dla zdobycia dobra najwyższego i wiecznego. Nie czynią nawet tego, co czynili ci filozofowie z miłości wiedzy. Poznawszy, że bogactwa te są im przeszkodą, odrzucali je. A ci z bogactw chcą uczynić sobie boga! To jasne, bo bardziej boleją z powodu utraty swych bogactw doczesnych, niż wskutek utraty Mnie, który jestem najwyższym i wiecznym bogactwem. &lt;br /&gt;Jeśli rozważysz to głębiej, przekonasz się, że wszelkie zło wynika z tego nieuporządkowanego pragnienia, z woli wzbogacenia się (por. l Tm 6,10). Stąd pochodzi pycha, która chce przewodzić; stąd niesprawiedliwość względem siebie i innych; stąd chciwość, która w głodzie pieniędzy nie dba, czy ograbia brata swego, czy kradnie mienie Kościoła, nabyte krwią Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Stąd kupczenie ciałem bliźniego i czasem, jak to czynią lichwiarze, którzy jak złodzieje sprzedają rzeczy nie swoje. Stąd łakomstwo i żarłoczność wywołane przez mnóstwo potraw, oraz nieuczciwość. Bez tych ułatwień, jakie daje majątek, ludzie nie tak często popadliby w nieszczęście. &lt;br /&gt;Ileż zabójstw, nienawiści i uraz, ileż okrucieństw względem bliźniego i niewierności względem Mnie! Przypisują sobie zasługę zdobycia swych majątków, nie rozumiejąc, że zdolności, dzięki którym do nich doszli, otrzymali ode Mnie. Tracą zaufanie do Mnie, pokładając nadzieję tylko w swych bogactwach. Lecz nadzieja ta jest próżna, rozwiewa się, zanim się spostrzegą. Albo tracą bogactwa swe za życia z mego zrządzenia i ku swemu pożytkowi; albo tracą je z chwilą śmierci. Wtedy widzą ich niestałość i marność. Bogactwo zubaża i zabija duszę; czyni człowieka okrutnym dla siebie samego, odbiera mu godność nieskończonego i czyni go skończonym. To pragnienie, które powinno jednoczyć go ze Mną dobrem nieskończonym, człowiek zniża ku rzeczom skończonym, do których przywiązuje się całym sercem. Przestaje odczuwać smak cnoty i woń ubóstwa. Traci panowanie nad sobą, stając się niewolnikiem bogactwa (por. Ga 4,8). Jest nienasycony, bo kocha rzecz, która jest mniejsza od niego i przeto niezdolna go zadowolić. Gdyż wszystkie rzeczy stworzone są dla człowieka, aby mu służyły (por. Ps 8,7), a nie po to, aby stał się ich sługą. Człowiek powinien służyć tylko Mnie, który jestem jego celem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ileż niebezpieczeństw, na ileż trudów, na lądzie i na morzu, naraża się człowiek, aby zdobyć wielkie bogactwo i wrócić potem do miasta swego dla zażywania rozkoszy i zaszczytów. &lt;br /&gt;Czyż stara się i troszczy o nabycie cnót? Czyż ponosi najmniejszy trud, aby je posiąść? A przecież one są bogactwem duszy. Serce i jego pożądanie, które winno Mnie służyć, pogrążone jest w tej miłości bogactw, a sumienie jego przygniecione jest brzemieniem niedozwolonych zysków. Widzisz, do jakiego doszedł poniżenia i w jaką dostał się niewolę. Gdybyż przynajmniej majątek jego był czymś stałym; ale nic zmiennie j szego. Dzisiejszy bogacz jest jutro nędzarzem. Teraz u szczytu, za chwilę jest na dnie. Czczony i poważany przez świat dla swych bogactw, staje się jego pośmiewiskiem, kiedy je straci. Spadają nań wyrzuty, okrywa go hańba, nikt nie ma dlań litości. Człowiek ten zyskiwał serca i był kochany tylko dla swych bogactw. Gdyby był zjednał sobie życzliwość i zasłużył na nią rzeczywistymi cnotami, nie opuściłaby go cześć i miłość ludzka, bo po stracie dóbr doczesnych pozostałby mu skarb cnoty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, jakże ciężkie brzemiona przygniatają jego sumienie! Jest ono tak obarczone, że nie może biec drogą swej pielgrzymki ani przejść przez ciasną bramę. Mówi Prawda moja w świętej Ewangelii, że latwiej przejść wielbłądowi przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do życia wiecznego (Mt 19,24; Mk 10,25; Łk 18,25). Bogacze, to ci, którzy, przez nieumiarkowane przywiązanie do dóbr tego świata, posiadają bogactwa albo ich pragną. Bo liczni są ci, którzy, jak ci rzekłem, będąc istotnie biedni, przez swe nieuporządkowane pragnienie, posiadają cały świat wolą; gdybyż mogli stać się jego panami! Nie sposób im przejść przez bramę, która jest ciasna i niska, o ile nie zrzucą brzemienia, nie ścieśnia miłości do świata i nie pochylą głowy. A przez tę bramę przejść trzeba. Nie ma innej, która by wiodła do życia wiecznego (por. Mt 7,13-14). &lt;br /&gt;Jest wprawdzie brama szeroka, ale ta prowadzi do potępienia wiecznego. Przez nią chcą iść ci ślepcy, nie widząc swej zguby, i mając już w tym życiu przedsmak piekła. Zewsząd doznają udręczeń. Jeśli pragną tego, czego posiąść nie mogą, gryzą się, że tego nie mają. Jeśli posiadają to, czego pragną, mogą być z tego wyzuci i z rozpaczą tracą to, co zachowywali z taką miłością. Boleść ich jest równa ich chciwości. Tracą też miłość bliźniego i nie starają się zdobyć żadnej cnoty. &lt;br /&gt;O zgnilizno świata! Zdrowe są zaiste w sobie rzeczy świata, bo stworzyłem je dobrymi i doskonałymi, lecz zgniły jest ten, co posiada je lub poszukuje ich z nieuporządkowaną miłością. Język twój, najdroższa córko, nie zdołałby opowiedzieć, ile nieszczęść wynika co dzień z tego nieuporządkowanego przywiązania. A ci ludzie nie chcą widzieć i poznać swego nieszczęsnego losu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-32052998196644652?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/32052998196644652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cl.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/32052998196644652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/32052998196644652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cl.html' title='CL - O nieszczęściach, które wynikają z posiadania lub nieuporządkowania pragnienia bogactw doczesnych'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-8087067174638685568</id><published>2011-10-04T12:11:00.000-07:00</published><updated>2011-11-22T10:02:35.835-08:00</updated><title type='text'>CXLIX - O opatrzności Bożej względem sług ubogich; jak Bóg zaradza ich potrzebom doczesnym</title><content type='html'>Powiem ci teraz nieco o sposobach, których używam, aby wspomagać ufających Mi służebników moich w ich potrzebach cielesnych. Wszyscy doznają mej opieki w większym lub mniejszym stopniu według tego, czy są więcej lub mniej doskonali, czy więcej lub mniej wyzuli się ze świata i z siebie. Nie opuszcza ona nigdy mych ubogich, tych, którzy są ubodzy w duchu i z dobrej woli, przez miłość duchową ubóstwa. To są prawdziwi ubodzy. Wielu jest ubogich, którzy nie chcieliby być nimi. Ci są bogaci z woli, choć w rzeczywistości są żebrakami, bo nie ufają Mi i nie znoszą chętnie ubóstwa, które im dałem jako lekarstwo dla duszy; bogactwo byłoby zgubne dla nich i doprowadziłoby ich do potępienia. &lt;br /&gt;Słudzy moi są biedni, nie będąc żebrakami. Żebrak często nie ma rzeczy najpotrzebniejszych i cierpi wielki niedostatek, podczas gdy ubogi w nic nie opływa, lecz ma przynajmniej to, czego mu potrzeba. Nie zawodzę nigdy nikogo, dopóki Mi ufa. Doprowadzam czasem człowieka do biedy, aby zobaczył i poznał, że mogę i chcę pomóc mu w potrzebie, aby pokochał bardziej opatrzność moją i zaślubił prawdziwe ubóstwo. Lecz wtedy łaskawość służebnika ich, Ducha Świętego, widząc, że nie mają tego, co jest niezbędne dla ciała, zapali i pobudzi serce ludzi zamożnych, aby potrzebującym pospieszyli z pomocą. W całym życiu mych drogich ubogich przejawia się ta troska, którą dla ich dobra przejmuję służebników świata. To prawda, że aby wypróbować ich cierpliwość, wiarę i wytrwałość, dopuszczam, aby doznali szyderstw, obelg i zniewag, lecz nawet ten, który ich krzywdzi słowem i czynem, pod naciskiem mej dobrotliwości daje im jałmużnę i pomaga w potrzebie. Jest to moja opatrzność ogólna względem mych ubogich. &lt;br /&gt;Lecz niekiedy w stosunku do mych wielkich sług działam sam bezpośrednio, bez uciekania się do mych stworzeń. Sama doświadczyłaś tego i słyszałaś też o chwalebnym ojcu twym Dominiku. W pierwszych czasach jego zakonu, bracia byli w wielkiej biedzie. Gdy nadeszła pora posiłku, nie mieli co jeść, lecz umiłowany mój sługa Dominik, oświecony światłem wiary i pełen nadziei w opatrzność moją, rzekł: Synowie, siadajcie do stołu. Bracia, posłuszni słowu jego, zajęli miejsca przy stole. Wtedy Ja, który nie zawodzę nigdy tego, kto Mi ufa, zesłałem dwóch aniołów z najbielszym chlebem, którego mieli w obfitości na kilka posiłków. Był to czyn mej opatrzności, w którym człowiek nie brał udziału, lecz którego dokonała łaskawość Ducha Świętego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niekiedy znów rozmnażam małą ilość, która była niedostateczna dla potrzeb mych sług, jak się zdarzyło tej słodkiej dziewicy, świętej Agnieszce, która od dzieciństwa swego do ostatniego dnia, służyła Mi z tak szczerą pokorą i z tak niewzruszoną nadzieją, że nie znała niepokoju ani o siebie, ani o swą rodzinę. Gdy Maryja rozkazała jej zbudować klasztor na miejscu zajmowanym przez niewiasty złych obyczajów, była biedna, nic nie posiadała. Lecz nie myśląc nawet, jak to uczyni, z żywą wiarą zabrała się gorliwie do dzieła i z pomocą mej opatrzności zmieniła to miejsce hańby w miejsce święte i zbudowała klasztor przeznaczony dla zakonnic. Zgromadziła tam niebawem osiemnaście młodych dziewcząt, które nie miały nic prócz tego, czego mogły oczekiwać od mej opatrzności. Między innymi, dopuściłem raz, aby im zabrakło chleba; trzy dni żyły tylko jarzynami. Mogłabyś Mnie spytać: Czemu postąpiłeś w ten sposób? Wszak rzekłeś mi, że nigdy nie zawiedziesz sług swoich, którzy są w potrzebie i ufają Tobie? Zdaje mi się, że w tym wypadku opuściłeś je w niedostatku, bo na ogół człowiek nie może utrzymać ciała samą trawą. Mogą to uczynić wyjątkowo ludzie doskonali. Lecz jeśli Agnieszka była doskonała, nie były nimi jej towarzyszki. Odpowiem ci, że postąpiłem tak, aby upoić Agnieszkę miłością do mej opatrzności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do tych, które były jeszcze niedoskonałe, przygotowałem je do cudu, który miał potem nastąpić i który zaczai je umacniać w świetle najświętszej wiary. Udzielam zresztą w takim wypadku roślinom i każdemu innemu pokarmowi szczególnej mocy lub przysposabiam ciało ludzkie w ten sposób, że przystosowuje się lepiej do tych kilku roślin lub do całkowitego postu, niż przedtem do chleba i innego pożywienia, które służy zwykle za strawę ludziom. Wiesz, że tak jest, bo doświadczyłaś tego na sobie. &lt;br /&gt;Wiesz, też, że zaopatruję poprzez rozmnożenie. Po tych trzech dniach głodu, gdy pozostawały bez chleba, Agnieszka wzniosła ku Mnie spojrzenie ducha i skąpana światłem najświętszej wiary rzekła: Ojcze i Panie mój, oblubieńcze wieczny, czy kazałeś mi wyrwać te dziwice z domu rodziców ich po to, aby pomarły z głodu? Wspomóż je, Panie, w potrzebie ich. Ja natchnąłem ją tą prośbą. Podobało Mi się doświadczyć jej wiarę i miła Mi była jej pokorna modlitwa. Opatrzność moja wysłuchała prośby zaniesionej przede Mnie i natchnęła pewną osobę, aby zaniosła do klasztoru pięć małych chlebów. Agnieszka uprzedzona o tym przeze Mnie, rzekła do swych sióstr: Idźcie, córki moje, odezwijcie się przy kole, i przynieście chleba. Gdy go podano, zasiadły do stołu i Agnieszka sama rozdzieliła chleb. Udzieliłem czynności tej taką moc, że wszystkie nasyciły się zupełnie i zebrano nadto taką ilość ułomków, że miały ich w obfitości na drugi posiłek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich sposobów używa opatrzność moja względem sług moich, którzy są ubodzy z dobrej woli i nie tylko z dobrej woli, lecz duchem. Bo bez zamiaru duchowego, nic by im ubóstwo nie pomogło. Podobnież filozofowie, z miłości wiedzy i z chęci nabycia jej, gardzili bogactwami i stawali się dobrowolnie ubogimi. Dzięki światłu przyrodzonemu dochodzili do poznania, że bogactwa tego świata będą im przeszkodą do zdobycia tej wiedzy, której posiadanie postawili za cel oku swego intelektu. Lecz ponieważ ta wola ubóstwa nie była duchowa, nie była powzięta dla chwały i sławy imienia mojego, przeto nie osiągnęli życia łaski ani doskonałości, lecz doszli do śmierci wiecznej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1995509092975705950-8087067174638685568?l=sienenka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sienenka.blogspot.com/feeds/8087067174638685568/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cxlix.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8087067174638685568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1995509092975705950/posts/default/8087067174638685568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sienenka.blogspot.com/2011/10/opatrznosc-boza-cxlix.html' title='CXLIX - O opatrzności Bożej względem sług ubogich; jak Bóg zaradza ich potrzebom doczesnym'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1995509092975705950.post-4209443037947435702</id><published>2011-10-04T12:06:00.000-07:00</published><updated>2011-11-22T09:59:18.642-08:00</updated><title type='text'>CXLVIII - O opatrzności boskiej w ogóle nad stworzeniami w tym i w innym życiu</title><content type='html'>Córko, rozszerz serce swoje i otwórz oko intelektu światłem wiary, aby widzieć, z jak wielką miłością stworzyłem człowieka i zarządziłem w nim wszystko, aby radował się najwyższym i wiecznym szczęściem moim. Zarządziłem wszystko, jak ci rzekłem, w duszy i ciele, w niedoskonałych i doskonałych, w dobrych i złych, duchowo i docześnie, w niebie i na ziemi, w tym życiu śmiertelnym i w życiu nieśmiertelnym. &lt;br /&gt;W tym życiu śmiertelnym, gdzie jesteście podróżnymi, związałem was węzłem miłości. Człowiek, chcąc nie chcąc, związany jest z bliźnim. Jeśli rozłączy się z nim przez uczucie przeciwne miłości bratniej, pozostaje związany z nim koniecznością. Chciałem, abyście czynami i sercem jednoczyli się z sobą w miłości; lecz skoro zatracacie miłość serca, postanowiłem nie dać nikomu z ludzi możności zaspokajania samemu wszystkich potrzeb życia ludzkiego, abyście musieli z konieczności zachować łączność przynajmniej w czynach. Każdy otrzymał w podziale zdolność szczególną i jedni muszą uciekać się do drugich, aby zaopatrzyć się w to, czego im potrzeba. Jak widzisz, rzemieślnik udaje się do rolnika, rolnik do rzemieślnika, jeden potrzebuje drugiego, bo żaden z nich nie umie zrobić tego, co wytwarza drugi. Tak samo ksiądz i zakonnik potrzebuje człowieka świeckiego, a człowiek świecki zakonnika; jedni niezbędni są drugim. I tak wszyscy. &lt;br /&gt;Czyż nie mogłem dać każdemu z ludzi wszystkiego? Owszem, lecz opatrzność moja chciała, aby jeden zależał od drugiego i musiał w ten sposób zarazem czynem i uczuciem miłości jednoczyć się z bliźnimi. &lt;br /&gt;Okazałem im wspaniałość, dobroć i opatrzność moją, a oni dają się wodzić ciemnościom własnej słabości. Zawstydzają was własne członki, gdyż wspomagają się miłością, której wy nie znacie. Gdy głowa jest chorą, podpiera ją ręka, jeśli cierpi palec, tak malutki członek, głowa nie odmawia mu pomocy pod pozorem, że jest najwyższą i najszlachetniejszą częścią ciała, lecz służy mu słuchem, wzrokiem, słowem, wszystkim co posiada. Tak czynią wszystkie inne członki. Inaczej czyni pyszny człowiek, który widząc, że jeden z jego członków jest biedny i chory, nie spieszy mu z pomocą, nie tylko wszystkim, co ma, lecz choćby najdrobniejszym słowem dobroci; przeciwnie odwraca się odeń z wyrzutem i odrazą. Opływa w bogactwa i pozwala mu umierać z głodu; ale nie widzi, że nikczemność i okrucieństwo jego cuchnie aż ku Mnie i zieje zgnilizną aż do dna piekła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opatrzność moja czuwa nad tym biedakiem i gotuje ubóstwu jego najwyższe bogactwo, podczas gdy bogacz, jeśli się nie opamięta, spotka się z wyrzutem mej Prawdy, która głosi w Ewangelii świętej: Łaknąłem, a nie daliście Mi jeść, pragnąłem, a nie daliście Mi pić, byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie, byłem w więzieniu, a nie nawiedziliście Mnie (Mt 25,42-46). Nie pomoże mu, w tym ostatnim dniu, wymówka: Nie widziałem Ciebie nigdy, gdybym był widział, byłbym to wszystko uczynił. Ten nieszczęsny bogacz wie, i rzekła to ma Prawda, że co uczyniono ubogim Jego, uczyniono samemu Chrystusowi. Przeto słusznie otrzyma z diabłami karę wieczną. &lt;br /&gt;Wszystko zatem tak zarządziłem na ziemi, aby ustrzec go od męki wiecznej. &lt;br /&gt;Jeśli wzniesiesz wzrok ku Mnie, który jestem życiem wiecznym, jeśli spojrzysz na naturę anielską i na obywateli miasta nieśmiertelnego, którzy mocą krwi baranka dostąpili życia wiecznego, ujrzysz, że mądrze obmyśliłem ich miłość. Nie chciałem, aby ktoś mógł cieszyć się tylko swym szczęściem własnym w tym błogim życiu, które otrzymał ode Mnie, bez współudziału w nim innych. Nie chciałem tego i miłość ich ma tę przykazaną, doskonałą właściwość, że największy cieszy się szczęściem najmniejszego i najmniejszy szczęściem największego. Jeśli mówię o najmniejszym, mam na myśli miarę, którą otrzymał, bo każdy ma pełnię, najmniejszy i największy, lecz każdy w różnym stopniu, jak ci to na innym miejscu wyłożyłem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O jakże braterska jest ta miłość! Jak ściśle jednoczy te wszystkie dusze ze Mną i między sobą, bo mają ją ode Mnie i Mnie ją zawdzięczają z świętą bojaźnią i należną czcią. Wiedząc o tym, płoną miłością do Mnie, we Mnie widzą i poznają godność, do której ich podniosłem. Anioł obcuje z człowiekiem, &lt;br /&gt;z duszą błogosławioną;
