CXXV - Jak te błędy kapłanów są przyczyną, że poddani nie dążą do poprawy. O występkach zakonników. O licznych szkodach wynikających z braku poprawy.

Jakże ci kapłani, pełni tak wielkich zbrodni, mogą ganić, karcić i karać błędy swych poddanych? To niemożliwe, bo własne ich błędy odbierają im odwagę i gorliwość świętej sprawiedliwości. Jeśli niekiedy chcą ganić, występni ich poddani mogą im rzec słusznie: „Lekarzu, ulecz wpierw siebie (por. Łk 4,23), potem zaczniesz leczyć mnie i wtedy przyjmę lekarstwo, które mi podasz. Grzęźniesz sam w większych grzechach, niż ja, a mnie ganisz".

Nic nie wskóra ten, którego nagana polega na słowach, a nie na przykładzie dobrego i porządnego życia. Przełożony, zły czy dobry, ma niewątpliwie zawsze obowiązek karcenia swych poddanych, lecz źle wywiązuje się z tego obowiązku, jeśli nie stara się poprawić ich wzorem świętego i uczciwego życia. A jeszcze bardziej winny jest ten, co nie przyjmuje pokornie nagany, czy pochodzi ona od dobrego czy złego pasterza i nie zmienia swego zbrodniczego życia. Wyrządza on zło samemu sobie, a nie innym i sam otrzyma karę za swoje grzechy.

Wszystkie te nieszczęścia, najdroższa córko, pochodzą z braku poprawy przez przykład dobrego i świętego życia. Czemuż więc pasterze nie poprawiają swych poddanych? Bo są zaślepieni miłością własną, która jest źródłem wszystkich ich niegodziwości. Poddani, pasterze, klerycy, zakonnicy troszczą się tylko o to, w jaki sposób mogliby zaspokoić swe nieporządne żądze rozkoszy.

Ach, słodka córko moja, gdzież jest posłuszeństwo zakonników? Postawiłem ich w świętym zakonie, jako aniołów, a oni są gorzej niż diabli. Powołałem ich, aby zwiastowali słowo moje nauczaniem i przykładem życia, a oni czynią tylko pusty hałas słów, nie stwarzając owoców w sercach słuchaczy. Ich kazania zmierzają bardziej do tego, aby podobać się ludziom i bawić ich uszy, niż aby oddawać Mi chwałę. Więc nie starają się żyć uczciwie, lecz wygłaszają gładkie zdania.

Ci nie sieją mego ziarna w prawdzie, bo nie starają się plewić występków, a zasadzać cnoty. Nie wyrwali cierni w swym ogrodzie, jakże więc mają tępić je w ogrodzie bliźniego? Całą ich przyjemnością jest przystrajać swe ciała, ozdabiać swe cele i wałęsać się po miastach. Dzieje się z nimi to, co z rybami, które wydostawszy się z wody giną. Przebywając poza celą, zakonnicy ci giną, w życiu pustym i bezecnym. Opuszczają celę, z której winni byli uczynić niebo, i chodzą po ulicach, odwiedzając domy krewnych i innych ludzi świeckich, wedle upodobania i z pozwoleniem swych przełożonych, którzy popuszczają im cugli, zamiast trzymać ich krótko. Ci nędzni pasterze tak mało martwią się widokiem swych podwładnych braci w rękach diabła, że często sami ich w nie wydają. Niekiedy wiedząc dobrze, że są to diabły wcielone, posyłają ich do klasztorów, do zakonnic, które same są wcielonymi diablicami, jak oni. I tak psują się wzajemnie przez mnóstwo subtelnych podstępów i forteli. Z początku diabeł zbliża ich pod płaszczykiem pobożności. Lecz ponieważ życie ich jest nędzne i rozpustne, niedługo trzymają się tych fałszywych pozorów i udana ich pobożność niebawem zaczyna wydawać owoce. Naprzód ukazują się cuchnące kwiaty nieczystych myśli ze zgniłymi liśćmi szpetnych słów, a potem nędzne igraszki, które zaspokajają ich niecne pragnienia. Kwiaty, które wydają, znasz dobrze, widziałaś je, to ich dzieci. Często dochodzi do tego, że jedno' i drugie występuje ze świętego zakonu: on, jako nicpoń, ona jako pospolita nierządnica.

Wszystkich tych nieszczęść i wielu innych, przyczyną są źli przełożeni, którzy nie czuwali nad swymi poddanymi. Pozostawiali im całą wolność, sami ich wysyłali, udawali, że nie widzą ich nędzy. A ponieważ ci nie lubili przebywać w celi, więc z winy jednego i drugiego, zakonnik popadał w śmierć. Język nie zdoła wyrazić wszystkich niegodziwości i wszystkich nikczemnych sposobów, jakimi Mnie obrażają. Stali się bronią diabła i zepsucie ich rozlewa jad wewnątrz i zewnątrz: zewnątrz wśród świeckich, wewnątrz w samym zakonie. Pozbawieni są miłości braterskiej, a każdy chce się wywyższyć, każdy dąży do posiadania i wszyscy postępują wbrew przykazaniom i wbrew ślubowi, który złożyli.

Obiecali przestrzegać ustaw zakonu, a przekraczają je. Nie tylko gwałcą je sami, lecz rzucają się jak wilki zgłodniałe na owieczki, które chciałyby przestrzegać reguł, szydząc i wyśmiewając je. I myślą, nędznicy, że prześladowaniem, drwiną i szyderstwem, którymi gnębią dobrych zakonników, osłonią występki własne, lecz odkrywają je jeszcze bardziej. Takie to zło wtargnęło do ogrodów świętych zakonów. Są one święte w sobie, bo zostały ustanowione i założone przez Ducha Świętego. Więc zakon w sobie nie może być zepsuty ani skażony przez błędy podwładnych. Kto chce wstąpić do zakonu, nie powinien zważać na złych, którzy się w nim znajdują; lecz oprzeć się na ramionach zakonu, który jest silny i nie może osłabnąć, i pozostać mu wiernym aż do śmierci. Rzekłem ci, że spustoszenia te powstały z winy złych przełożonych i złych podwładnych, którzy nie przestrzegają w pełni ustaw zakonu, przekraczają prawa, gwałcą zwyczaje, nie spełniają obrzędów i wykonują regułę publicznie tylko w tym, co jest konieczne, aby zachować względy ludzi świeckich i stworzyć płaszczyk dla swych błędów. Więc, na przykład, pierwszego ślubu, którym jest posłuszeństwo ustawom, nie dotrzymują. Lecz o posłuszeństwie powiem ci na innym miejscu.

Ślubują również przestrzegać dobrowolnie ubóstwa i czystości. Jak spełniają te śluby? Spójrz na majątki i pieniądze, które posiadają osobiście wbrew wzajemnej miłości, która każe dzielić się z braćmi wszystkimi dobrami doczesnymi i duchowymi, jak tego żąda prawo ich zakonu. Lecz oni chcą tuczyć tylko siebie i swe zwierzęta; i tak jedno bydlę żywi drugie, a biedny brat umiera z zimna i głodu. Ale ten zakonnik jest ciepło ubrany, jada dobrze, nie troszczy się o brata w potrzebie i nie chce spotykać się z nim przy ubogim stole refektarza. Rozkoszą dlań jest przebywać tam, gdzie można napchać się mięsem i nasycić swoje łakomstwo.

Takiemu niepodobieństwem jest dotrzymać trzeciego ślubu czystości. Pełny żołądek nie czyni duszy czystą. Taki staje się rozpustny przez nieumiarkowane rozgrzanie krwi i tak jedno zło sprowadza drugie. Dla tych zakonników osobiste bogactwo jest także sposobnością do wielu upadków. Gdyby nie mieli co wydawać, nie żyliby tak nieumiarkowanie i nie utrzymywaliby tych podejrzanych przyjaźni. Gdy się nie ma nic do dawania, kończy się miłość czy przyjaźń, oparta nie na prawdziwej miłości, lecz tylko na miłości daru lub przyjemności, którą jedno czerpie z drugiego.

O nieszczęśliwi! W jakąż nędzę popadli przez swoje błędy, chociaż podniosłem ich do takiej godności! Uciekają od chóru, jak od zarazy i jeśli przypadkiem tam się znajdą, wzywają Mnie tylko głosem, lecz serce ich dalekie jest ode Mnie. Przyzwyczaili się przystępować do stołu ołtarza bez przygotowania, jak gdyby szli do pospolitego stołu.

Wszystkie te grzechy i wiele innych, które zamilczam, aby nie brudzić twych uszu, wynikają z niedbalstwa złych pasterzy, którzy nie karcą i nie karzą błędów podwładnych. Nie troszczą się o regułę, nie dbają o jej przestrzeganie, bo nie przestrzegają jej sami. Jak głazy będą zwalać trudne rozkazy na głowy tych, którzy chcą być posłuszni i będą karać ich za winy, których nie popełnili (por. Mt 23,4). Czynią tak, bo nie jaśnieje w nich perła sprawiedliwości, lecz niesprawiedliwości. Więc niesprawiedliwie chowają surowość i nienawiść dla tych, którzy godni są ich życzliwości i względów, a tych, którzy są członkami diabła, darzą miłością, łaską i stanowiskiem, powierzając im urzędy zakonu. Żyją jak ślepi i jak ślepi też rządzą podwładnymi i rozdzielają czynności zakonu. Jeśli nie poprawią się, ślepota ta doprowadzi ich do ciemności, do potępienia wiecznego i będą musieli zdać rachunek Mnie, najwyższemu Sędziemu z dusz swych poddanych. Źle Mi się z nich wyliczą. Przeto też otrzymają ode Mnie sprawiedliwą karę, na którą zasłużyli.