Ognista święta

O św. Katarzynie ze Sieny opowiada o. Paweł Krupa OP

Szymon Babuchowski: Wyobraża sobie Ojciec św. Katarzynę ze Sieny żyjącą w obecnych czasach?

O. Paweł Krupa OP: Pewnie miałaby takie same problemy jak w XIV wieku. Tak mają osoby specjalnie dotknięte przez Bożą miłość. Wskutek jakiegoś szczególnego otwarcia na łaskę widzą pewne rzeczy z większą ostrością i chcą się tym koniecznie podzielić. A otoczenie traktuje ich trochę jak nawiedzonych. Tak było wtedy i tak jest dzisiaj. Kiedy Katarzyna zapadała w ekstazę, to nic nie widziała ani nie słyszała. Trwała zatopiona w Bogu, ze wzniesionymi rękami, i tak zastygała. Kiedy bracia zakrystianie z klasztoru w Sienie chcieli zamykać kościół, to brali ją pod pachy i wynosili na zewnątrz. Tam ją zostawiali i szli spać. Bardzo mnie ubawiło, że w Sienie przed wejściem do kościoła dominikanów znajduje się figura św. Katarzyny klęczącej na ziemi z rękami uniesionymi w górę. Pomyślałem sobie: co za dowcip ze strony braci, skoro wyrazili ją w tej posturze, w której im tak przeszkadzała.

Dziś chyba już takich Katarzyn nie ma.

Zastanawiam się, czy w naszym świecie, walczącym o prawa kobiet, spotkałoby się wiele pań, które zajęły taką pozycję w społeczeństwie. Przecież ona był niepiśmienną, prostą dziewczyną. I nagle została zamieszana w życie religijno-polityczne swojego kraju, a jej interwencje u papieża to nawet polityka światowa!

Jak to się działo, że jej słuchano?

Miała w ręku bardzo ważny argument, którym była wiara w Chrystusa. W tamtych czasach, jeżeli ktoś tak ewidentnie był blisko Chrystusa, to przynajmniej wypadało go posłuchać. Myślę, że z tym byłoby dziś trudniej.

W tej historii od początku wszystko wydaje się niezwykłe. Siedmioletnie dziecko, które ślubuje Bogu dozgonną wierność i dziewictwo?

W tym akurat Katarzyna nie jest wyjątkiem. Już pierwsze wieki Kościoła przyniosły nam św. Agnieszkę, św. Agatę czy św. Barbarę. Te młodziutkie dziewczyny nie tylko decydują się na dziewictwo, ale bardzo często są gotowe za tę swoją decyzję oddać życie. W momencie kiedy próbuje się je wydać za mąż, mówią: nie, i opierają się aż do śmierci. A chrześcijaństwo te nieposłuszne dziewczyny kanonizuje. To jest w kulturze europejskiej przełom. Po raz pierwszy w naszym obszarze kulturowym przyznaje się kobiecie wolność wyboru jej podstawowej drogi. Myślę, że dzisiejsze feministki nie zdają sobie w ogóle sprawy z tego, ile zawdzięczają tym męczennicom. Nie byłoby takiej roli kobiety w Europie, gdyby nie było chrześcijaństwa. Wszędzie tam, gdzie chrześcijaństwo wchodziło do prawa państwowego, kobiety otrzymywały prawo do dziedziczenia, mogły być królami jak nasza Jadwiga.

A skąd w ogóle brały się takie decyzje tych świętych dziewczyn? Jako dzieci nie wiedziały chyba nawet do końca, z czego rezygnują.

W decyzji miłosnej człowiek nie zastanawia się nad tym, z czego rezygnuje. Myśli o tym, co wybiera. Jak mężczyzna się zakochuje, to nie zaprząta sobie głowy tym, że wybierając daną kobietę, musi zrezygnować z wszystkich innych. Ta myśl może przyjść potem - w postaci pokusy czy zawahania. Jak jest kryzys, to diabeł przychodzi i mówi: a widzisz, tam była Kaśka, trzeba było ją brać, a nie Maryśkę. Ale w wyborze, którego dokonywały te dziewczyny, najważniejsze było to, czego one chciały.

Współczesnemu człowiekowi najbardziej nie do przyjęcia mogą wydać się ascetyczne praktyki Katarzyny. Łatwiej nam dziś chyba zaakceptować fakt, że ktoś głodzi się dla sylwetki, niż że pości dla Pana Boga.

To prawda, że Katarzyna żyje Eucharystią przez całe miesiące i naprawdę bardzo pokutuje. Godzinami się modli, pości. Ale w którymś momencie życia - i to wiemy z jej listów - ten post jakby wymyka się jej spod kontroli. Ona po prostu nic nie może jeść. Gdyby współczesny psycholog na to popatrzył, toby ją potraktował jako anorektyczkę. Ona sama zresztą mówi do Chrystusa w którymś momencie: odbierz mi to, bo to mnie krępuje. I Chrystus jej odpowiada to samo co św. Pawłowi, kiedy ten prosił o zabranie tajemniczego "ościenia dla ciała" (por. 2 Kor 12,7): "Wystarczy ci mojej łaski, nie martw się". W niej było to nieprawdopodobne napięcie pomiędzy świętością, którą ona rozpoznawała w Duchu, i tym koszmarnym grzechem, który widziała wszędzie dookoła. Reagowała na to czymś w rodzaju anoreksji. Natomiast jej posty są zawsze po coś. Pości, żeby skruszyć serca zwaśnionych stron albo żeby Chrystusa przebłagać za czyjeś grzechy. Mimo to wydaje mi się, że to nie w umartwieniach tkwi tajemnica i piękno jej świętości. Bo ona robi też inne rzeczy, moim zdaniem, bardziej znaczące.

To znaczy jakie?