CXXXII - O śmierci grzeszników i ich mękach w chwili śmierci.

O, córko najdroższa, wielkie jest szczęście moich wiernych kapłanów, ale przewyższa je niedola biednych i nieszczęśliwych, o których ci mówiłem. Jakże straszliwa i pełna ciemności jest ich śmierć! W tej ostatniej godzinie, jak ci rzekłem, diabli oskarżeniami swymi napełniają ich grozą i przerażeniem. Ukazują się im w postaci tak okropnej, że nie ma męki w tym życiu, której by stworzenie nie wolało znieść, niż ścierpieć ten widok. Wyrzut sumienia budzi się wtedy z taką siłą, że toczy grzesznika do głębi duszy. Wszystkie nieumiarkowane rozkosze i zmysłowość własna, którą uczynił swą panią a rozum swój niewolnikiem, oskarżają go bezlitośnie, gdyż poznaje w tej chwili prawdę tego, czego przedtem poznać nie chciał. Poczucie swego błędu okrywa go wstydem. Widzi, że żył jak niewierny, a nie jak wierzący, bo miłość własna zasłoniła w nim źrenicę najświętszej wiary. Diabeł zadręcza go myślą o jego niewierności, aby go wtrącić w rozpacz.

Jakże ciężka jest dlań ta walka, która zastaje go bezbronnym, pozbawionym miecza miłości, który utracił, stawszy się człowiekiem diabła. Brak mu światła nadprzyrodzonego oraz wiedzy, bo go miłość nie interesowała. Róg pychy nie pozwala mu wniknąć w słodycz rdzenia miłości. Toteż w godzinie najwyższej walki nie wie, co czynić. Nie był karmiony nadzieją, gdyż nie zaufał Mnie ani krwi, której uczyniłem go rozdawcą; nadzieję swą umieścił w sobie samym, w zaszczytach i rozkoszach świata. Nie widział ten nieszczęsny wcielony diabeł, że wszystko co posiadał, było mu pożyczone, że jest dłużnikiem i musi z wszystkiego zdać sprawę przede Mną. Teraz jest sam w swej nagości, bez żadnej cnoty i gdziekolwiek się zwróci, słyszy tylko oskarżenia, ku wielkiemu swemu wstydowi.

Niesprawiedliwość, której dopuszczał się w życiu, oskarża go przed jego sumieniem i odbiera mu odwagę, aby prosić o co innego, prócz sprawiedliwości. Tak wielki jest jego wstyd i pomieszanie, że wpadłby w rozpacz, gdyby w ciągu życia nie przyzwyczaił się pokładać nadziei w moim miłosierdziu, choć z powodu grzechów ta jego nadzieja jest wielkim zuchwalstwem. Bo ten, co Mnie obraża opierając się na moim miłosierdziu, nie może rzec naprawdę, że pokłada nadzieję w miłosierdziu moim. Opiera się raczej na własnej zuchwałości, choć zdaje mu się że liczy na miłosierdzie. Jeśli w godzinie śmierci poznał swój błąd, jeśli przez świętą spowiedź odciąży swe sumienie, oczyści się z zuchwalstwa, które Mnie już nie obrazi, i pozostanie mu miłosierdzie, przez to miłosierdzie może, jeśli chce, oprzeć się na nadziei. Bez tego żaden z tych grzeszników nie ujdzie rozpaczy i przez tę rozpacz dojdzie z diabłami do potępienia wiecznego.

Z mego miłosierdzia pozwalam im mieć nadzieję na moje miłosierdzie, ale nie po to, by mogli grzeszyć, licząc na moje miłosierdzie, lecz aby pogłębiali swą miłość poprzez rozważanie mej dobroci. Lecz oni korzystają z niej odwrotnie, gdyż opierają się na nadziei w moje miłosierdzie, aby Mnie obrażać. Jednak Ja podtrzymuję w nich nadzieję w moje miłosierdzie, aby w ostatniej chwili mieli się czego chwycić i nie upadli pod brzemieniem wyrzutów, oddając się rozpaczy. Bo grzech rozpaczy obraża Mnie bardziej i jest dla nich zgubniejszy, niż wszystkie inne grzechy, które popełnili w całym swym życiu. A to dlatego, że inne grzechy popełniają z podszeptu zmysłowości własnej i niekiedy żałują za nie i mogą zbudzić w sobie taką skruchę, że otrzymają moje miłosierdzie. Lecz do grzechu rozpaczy nie popycha ich ułomność, nie pociąga doń żadna przyjemność, jest w nim tylko nieznośna męka. W rozpaczy tkwi pogarda dla mego miłosierdzia, gdyż grzesznik uważa, że błąd jego jest większy, niż miłosierdzie i dobroć moja. Popadłszy w ten grzech, nie czuje żalu, nie boleje nad obrazą moją prawdziwie, jak boleć powinien. Opłakuje tylko własne nieszczęście, nie zaś wyrządzoną mi obrazę. I tak idzie w potępienie wieczne.

Jak widzisz, tylko ten występek prowadzi go do piekła, gdzie karany jest za ten grzech i za wszystkie inne, które popełnił. Gdyby czuł ból i żal z powodu obrazy, którą Mi wyrządził, gdyby był pokładał nadzieję w moje miłosierdzie, otrzymałby je. Bo, jak ci rzekłem, miłosierdzie moje jest bez porównania większe, niż wszystkie grzechy, które mogą popełnić wszystkie stworzenia razem. Toteż najsroższą obelgą, jaką można Mi zadać, jest twierdzenie, że występek stworzenia jest większy, niż dobroć moja. Grzech ten nie zna przebaczenia ani w tym, ani w tamtym życiu. Tak bardzo brzydzę się rozpaczą, że chciałbym, aby grzesznicy, w chwili śmierci, po zbrodniczo spędzonym życiu, nabrali zaufania do miłosierdzia mego. Dlatego za ich życia używam słodkiego podstępu, każąc im ufać głęboko memu miłosierdziu. Wykarmiwszy się wewnętrznie tą ufnością, mniej są skłonni porzucić ją w chwili śmierci dla surowych, odrażających nagan, niż gdyby się nią nie wykarmili.

Wszystko to udziela im ogień i przepaść mej nieocenionej miłości. Lecz łaski tej używali w ciemnościach miłości własnej i stąd wynikło całe zło. Nie poznali jej w prawdzie; odbierali słodycz mego miłosierdzia z wielkim zuchwalstwem. I to jest drugi wyrzut, który im czyni sumienie w obecności diabłów. W czasie hojności mego miłosierdzia, gdy pokładali w nim nadzieję, winni byli pogłębiać miłość i pragnienie cnót. Na dobre uczynki winni obracać czas, który im użyczyłem z miłości. A oni używali tego czasu, pokładali nadmierną nadzieję w miłosierdziu moim, ażeby Mnie obrażać.

O ślepcze nad ślepcami! Zagrzebałeś perłę i talent, które powierzyłem twym rękom, abyś ciągnął z nich zysk. W zuchwałości swej nie chciałeś spełniać woli mojej i zagrzebałeś pod ziemią twej nieuporządkowanej i samolubnej miłości własnej mój dar, który przynosi ci teraz owoc śmierci (por. Mt 25, 14-30).

O nieszczęśliwy, jakże wielka kara czeka cię teraz w tej ostatniej chwili. Widzisz teraz jasno swe nędze. Robak sumienia nie śpi i toczy cię (por. Iz 66,24; Mk 9,48). Diabły wrzeszcząc oddają ci nagrodę, którą zwykli płacić sługom swoim: za¬męt i naganę. Abyś w chwili śmierci nie wymknął się z ich rąk, chcą doprowadzić cię do rozpaczy i sieją zamęt w twej duszy, abyś podzielił ich los.

O nieszczęśliwy! Godność, do której cię podniosłem, ukazuje ci się teraz w całym świetle. Wstydź się, że zamknąłeś ją w ciemnościach swojej winy. Skarby świętego Kościoła ukazują ci, że jesteś złodziejem i dłużnikiem, który winien oddać to, co należy się biednym świętemu Kościołowi. Sumienie stawia ci przed oczy to, co wydałeś na publiczne dziewki, na wychowanie dzieci, na wzbogacenie twych krewnych, co przepuściłeś przez gardło, zmarnotrawiłeś na ozdobę domu i zakup licznych naczyń srebrnych, choć winieneś był żyć w dobrowolnym ubóstwie.

Sumienie twe przypomina ci też brewiarz — boskie oficjum, któreś zaniedbywał nie troszcząc się o to, że przez to popadasz w grzech śmiertelny; a jeśli odmawiałeś go. czyniłeś to tylko ustami; serce twe było dalekie ode Mnie. Podwładnym swym winien byłeś czynną miłość, miałeś z całą gorliwością wychowywać ich w cnocie, dając im przykład świętego życia, karcić ich ręką miłosierdzia i rózgą sprawiedliwości. A ty czyniłeś przeciwnie i sumienie oskarża cię o to w straszliwej obecności diabłów.

A ty, prałacie, jeśli powierzyłeś przewodnictwo lub opiekę nad duszami któremu z podwładnych nieprawnie, jeśli nie rozważyłeś, komu je dałeś i w jaki sposób, stajesz przed sądem sumienia. Bo winieneś był je dać nie dla słówek pochlebnych, nie dla przypodobania się stworzeniom, ani dla podarunków, lecz tylko ze względu na cnotę, na cześć imienia mego i na zbawienie dusz. Nie czyniłeś tego i sumienie wyrzuca ci to teraz. Wobec twego sumienia i światła twego intelektu zamęt i ból ukazują ci teraz, czego nie miałeś czynić, a co uczyniłeś, i co miałeś czynić, a czego nie uczyniłeś.

Wiesz, najdroższa córko, że wyraźniej poznaje się biel obok czerni i czerń obok bieli, niż kiedy jedna jest oddzielona od drugiej. Tak samo dzieje się z tymi nieszczęśliwymi, z mymi kapłanami w szczególności, lecz też z wszystkimi grzesznikami w ogóle, gdy w chwili śmierci dusza zaczyna spostrzegać swe nieszczęście. Gdy sprawiedliwy ma uczucie szczęśliwości, przed grzesznikiem przesuwa się całe jego zbrodnicze życie. Nie trzeba, aby ktoś obcy stawił mu przed oczyma jego obraz: własne sumienie pokazuje mu występki, których się dopuścił i cnoty, które miał spełniać. Czemuż cnoty? Dla większego wstydu jego. Zestawienie cnoty i występku uwydatnia bardziej niegodziwość grzechu i im bardziej winny go sobie uświadamia, tym większego doznaje wstydu, i przeciwnie widok jego błędów pozwala mu lepiej zrozumieć doskonałość cnoty i rozważenie życia jego, pozbawionego dobrych uczynków, wywołuje w nim większą boleść.

Chcę byś wiedziała, że w poznaniu cnoty i występku, rozeznaje nazbyt dobrze szczęście przeznaczone szczęśliwym za cnotę i karę, która czeka winnego, pogrążonego w ciemnościach grzechu śmiertelnego.

To poznanie daję mu, nie aby doprowadzić go do rozpaczy, lecz aby doszedł do lepszego poznania siebie i do wstydu za swe grzechy zmieszanego z nadzieją. Chcę, aby przez ten wstyd i przez to poznanie wyznał winy swoje i uciszył mój gniew, prosząc pokornie o miłosierdzie. Sprawiedliwy w tej chwili doznaje rosnącej radości, w żywszym poczuciu mej miłości. Jeśli wytrwał na drodze cnoty, idąc za nauką mej Prawdy, przypisuje Mnie, a nie sobie, łaskę swej wierności. Więc raduje się we Mnie pod wpływem tego światła i tego uczucia. W ten sposób kosztuje i dochodzi do swego słodkiego celu, jak ci to rzekłem na innym miejscu. Więc jeden, sprawiedliwy, który żył w najżarliwszej miłości, opływa w radość, podczas gdy zbrodniarz, sługa ciemności, pogrążony jest w boleści. Sprawiedliwy nie przeraża się ciemnością ani widokiem diabłów, nie boi się ich; gdyż boi się tylko jednej rzeczy na świecie, która sprawia mu ból, grzechu. Lecz ci, którzy spędzili życie w rozpuście i w nikczemności, boją się diabłów i widok ich jest dla nich męczarnią. Nie mogą być jednak przez nich wtrąceni w rozpacz, jeśli nie chcą, lecz muszą znieść za karę ich wyrzuty, przebudzenie sumienia, strach i obawę przed ich okropnym widokiem.

Widzisz więc, najdroższa córko, jaka jest dla sprawiedliwego i dla grzesznika różnica w tej męce śmierci i w napaściach, które muszą znosić! Jakaż też różnica w ich końcu! Opowiedziałem ci tylko maluczka część tego. To co ukazałem oku twego intelektu jest takim drobiazgiem w porównaniu z rzeczywistością, że to, co ci wyłożyłem o męce jednego i o szczęściu drugiego, jest niemal niczym.

Jakież jest zaślepienie człowieka, a zwłaszcza tych nieszczęśliwych! Im więcej otrzymali ode Mnie i im bardziej oświeceni byli przez Pismo Święte, tym większe mieli zobowiązania i tym nieznośniejszy przeto jest ich wstyd. Im bardziej znali Pismo Święte w życiu, tym dokładniej w tej chwili śmierci widzą wielkie błędy, które popełnili. Będą też skazani na sroższe męki, niż inni, jak i dobrzy będą podniesieni do wyższej chwały.

Stanie się z nimi to, co z fałszywym chrześcijaninem, który w piekle doznaje większych katuszy, niż poganin, gdyż posiadał światło wiary i wyrzekł się go, poganin zaś nie miał go nigdy. Tak samo ci nieszczęśliwi kapłani za ten sam grzech będą ukarani surowiej, niż inni chrześcijanie, z powodu służby, którą im powierzyłem dla rozdawania słońca świętego Sakramentu i ponieważ posiedli światło wiedzy, które im pozwalało rozróżnić prawdę dla siebie i dla innych, gdyby chcieli. Toteż słusznie otrzymują sroższą karę.
Lecz ci nieszczęśliwi nie myślą o tym. Gdyby zastanowili się nad stanem swoim, nie popadliby w takie nieszczęścia; byliby tym, czym winni być i czym nie są. Przez nich cały świat jest zepsuty, gdyż postępują gorzej, niż sami ludzie świata. Nieczystością swą kalają oblicze swej duszy, zatruwają swych podwładnych, ssą krew Oblubienicy mojej, świętego Kościoła. Pobladła i omdlała od grzechów ich. Miłość i uczucie, które winni mieć dla niej, przenieśli na siebie samych; gorliwi są tylko w łupieniu jej. Mieli dbać o dusze, a ubiegają się tylko o wysokie urzędy i wielkie dochody. Z powodu swego złego życia wywołują u ludzi świeckich pogardę i nieposłuszeństwo względem Kościoła, choć pogarda ta i to nie nieposłuszeństwo
jest rzeczą godną potępienia i grzech kapłanów nie usprawiedliwia błędu ludzi świeckich.