LXXXIX - O różnicy łez w związku z różnymi stanami duszy.

Wiedz, że każda łza pochodzi z serca: gdyż żaden organ ciała nie współczuje lak z sercem, jak oko. Gdy serce cierpi oko wykazuje to natychmiast. Jeśli ból jest zmysłowy, oko wylewa serdeczne łzy, które rodzą śmierć, gdyż płynąc z serca pochodzą z miłości nieuporządkowanej, która jest Mi obca. Skoro ta miłość jest nieuporządkowana, obraża Mnie, sprawia ból śmiertelny i śmiertelne łzy. Ciężar grzechu i tym samym łez, może być większy lub mniejszy, zależnie od tego, czy miłość jest więcej lub mniej nieuporządkowana. O łzach śmierci już wspomniałem i jeszcze do tego tematu powrócę.

Teraz spójrz na łzy, które zaczynają dawać życie, na łzy tych, którzy na widok swych błędów i grzechów zaczynają płakać. Te łzy są czułe i serdeczne. Dusza nie powziąwszy jeszcze, doskonałej nienawiści do grzechu popełnionego przez obrazę Mnie wyrządzona, czuje ból w sercu tylko z powodu kary grożącej za spełniony grzech i oczy, płacząc chcą tylko ulżyć bólowi serca.

Lecz ćwicząc się w cnocie, dusza powoli wyzbywa się strachu, gdyż poznaje, że strach nie wystarcza do zdobycia życia wiecznego, jak ci to wyłożyłem, mówiąc o drugim stanie duszy. Więc wznosi się przez miłość do poznania siebie i mej dobroci w niej i zaczyna żywić nadzieję na miłosierdzie moje. Ta nadzieja raduje jej serce. Z radością tą, którą jej sprawia nadzieja na moje Boże miłosierdzie miesza się boleść z powodu grzechu.

Wtedy oczy zaczynają płakać. Te łzy tryskają ze źródła serca. Lecz ponieważ dusza nie doszła do wielkiej doskonałości, wylewa często łzy nie pozbawione zmysłowości. Jeśli Mnie spytasz: Dlaczego? — odpowiem ci: Bo korzeń miłości własnej nie został wyrwany. Nie mówię, o miłości zmysłowej, gdyż ta została pokonana w sposób, jak ci już rzekłem, lecz pozostaje miłość własna duchowa, z samolubną potrzebą pociech duchowych, czy to pochodzących wprost ode Mnie, czy od jakiegoś stworzenia kochanego uczuciem duchowym, jak ci to obszernie wyłożyłem. Kiedy więc dusza widzi, że jest pozbawiona tego, co kocha, pociech: bądź to wewnętrznych, które pochodzą ode Mnie, bądź to zewnętrznych, które pochodzą od stworzeń, i kiedy wystawiona jest na pokusy i prześladowania ze strony ludzi, serce cierpi. I natychmiast oczy, które współczują z boleścią i męką serca, zaczynają płakać. Są to łzy tkliwości i współczucia duszy z sobą samą, współczucia wprawdzie duchowego, lecz które pochodzi jednak z miłości własnej. Nie zdeptała jeszcze swej woli własnej, nie zaparła się jej całkowicie. Oto dlaczego leje te Izy zmysłowe, które wyciska boleść duchowa.

Lecz ćwicząc się i postępując w poznaniu siebie, uczy się gardzić sobą i dochodzi przez to do prawdziwego poznania mojej dobroci, gdzie się rozpala jej miłość. Zaczyna odtąd jednoczyć i uzgadniać wolę swą z moją i doznawać w sobie mojej radości i współczucia: raduje się w sobie, kochając Mnie, współczuje z bliźnim swoim, jak ci rzekłem, mówiąc o stanie trzecim. Jęczy wtedy w miłości dla Mnie i braci swoich, bolejąc, z serdeczną miłością, z powodu wyrządzonej Mi obrazy i z powodu zatraty bliźniego. Boleść, która jest w jej sercu, wyciska jej łzy z oczu. Dusza nie myśli o własnym cierpieniu ani o własnej szkodzie, tylko o tym, aby oddać cześć i chwałę imieniu memu, i w niepokoju pragnienia znajduje rozkosz przyjmując pokarm u stołu najświętszego krzyża, aby uzgodnić się z pokornym, cierpliwym i nieskalanym Barankiem, Jednorodzonym Synem moim, z którego uczyniłem most, jak rzekłem.

Przebywszy słodko ten most, śladem nauki mej słodkiej Prawdy, przeszła przez to Słowo znosząc z prawdziwą i słodką cierpliwością wszystkie smutki i cierpienia, jakie zesłałem dla jej zbawienia. Przyjmuje je odtąd mężnie, nie wybierając tych, które woli. Nie tylko znosi je z cierpliwością, jak ci rzekłem, lecz z radością je przyjmuje, uważając sobie za chwałę, że jest prześladowana dla imienia mego. Byle miała co cierpieć, jest szczęśliwa. Wtedy nachodzi duszę tak wielka radość, tak doskonały spokój ducha, że żaden język nie zdoła tego wyrazić.

Przeszedłszy przez Słowo, przez naukę Jednorodzonego Syna mojego, i utkwiwszy oko intelektu we Mnie, pierwszej Prawdzie, ogląda tę Prawdę; widząc ją, poznaje ją - i poznając ją, kocha ją. Miłość jej idzie za intelektem i kosztuje mej wiecznej boskości, zjednoczonej z waszym człowieczeństwem. Wtedy odpoczywa we Mnie, oceanie pokoju, serce jej jest zjednoczone ze Mną uczuciem miłości, jak ci rzekłem mówiąc o czwartym stanie zjednoczenia. Poczucie obecności mego Bóstwa wyciska z oczu łzy słodyczy; łzy te są zaiste mlekiem, którym dusza żywi się w prawdziwej cierpliwości. Są one pachnącym olejem, który rozlewa woń wielkiej błogości.

O najmilsza córko moja, jak pełna chwały jest ta dusza, która rzeczywiście umiała przebyć burzliwe morze i dotrzeć do Mnie, oceanu pokoju, aby tam napełnić czarę serca swego, w falach mej najwyższej, wiecznej Boskości! Oczy, pod wpływem serca, starają się uczynić mu zadość i leją łzy.

Jest to stan ostatni, w którym dusza jest jednocześnie szczęśliwa i smutna: szczęśliwa z powodu zjednoczenia, którego dokonała ze Mną przez poczucie mej obecności, kosztując mej boskiej miłości; i smutna z powodu obrazy, którą, jak widzi, wyrządzają mojej dobroci i wielkości. Wielkość tę widziała i kosztowała jej w poznaniu siebie i Mnie w sobie, przez które doszła do tego stanu ostatniego. Smutek ten nie przeszkadza stanowi zjednoczenia ani łzom wielkiej słodyczy, które wyciska poznanie siebie. Miłość bliźniego każe duszy płakać z miłości dla mego Bożego miłosierdzia i z boleści z powodu grzechów braci. Płacze ona z tymi, co płaczą i raduje się z tymi, co się radują. Radują się ci, co żyją w miłości i z nimi raduje się dusza widząc, że słudzy moi oddają cześć i chwałę imieniu memu.

Tak więc drugi płacz życia, czyli trzeci  nie stoi na przeszkodzie ostatniemu, czyli czwartemu, który odpowiada drugiemu stanowi zjednoczenia. Jeden prowadzi do drugiego. Jeśliby ostatni stopień płaczu, w którym dusza doświadczyła takiego zjednoczenia, nie wywodził się z drugiego, a więc z trzeciego etapu miłości bliźniego, to płacz nie byłby doskonały. Potrzebna jest ta współzależność płaczu i miłości. Inaczej płacz pochodziłby z zarozumiałości. Najlżejszy powiew próżnej chwały strąciłby płacz z tej wysokości w nizinę pierwotnej obrzydliwości.

Należy więc trwać bez przerwy w miłości bliźniego z prawdziwym poznaniem siebie. W ten sposób żywi w sobie ogień mej miłości. Miłość bliźniego wypływa z miłości ku Mnie, to jest z poznania, przez które dusza poznaje siebie i dobroć mą w sobie. Wtedy widzi, że kocham ją niewymownie i miłością tą, którą jest kochana, kocha każde stworzenie rozumne. Oto powód, dlaczego dusza, skoro tylko Mnie pozna, rozszerza miłość swą, aby nią objąć bliźniego. Widząc go, kocha go już niewymownie, aby kochać to, co jak widzi, kocham najbardziej.

Potem poznaje, że nie może przynieść Mi żadnej korzyści, ani oddać Mi tej czystej miłości, którą jak czuje, jest przeze Mnie kochana. Wtedy zaczyna Mi świadczyć swą miłość przez pośrednika, którego jej dałem, to jest, przez bliźniego, któremu winniście oddawać usługi. Każdą cnotę, jak ci rzekłem, spełnia się za pośrednictwem bliźniego, w ogóle i w szczególności, według darów, któreście otrzymali ode Mnie i których rozdawnictwo wam powierzyłem. Winniście więc kochać tą czystą miłością, która ja was kocham, ale wy nie możecie tego czynić względem Mnie. Bo pokochałem was nie będąc przez was kochany, pokochałem was bez korzyści własnej, zanim zaczęliście istnieć. Miłość skłoniła Mnie, bym stworzył was na obraz i podobieństwo moje. Tego nie możecie oddać Mnie, lecz winniście to oddać stworzeniom obdarzonym rozumem i kochać je, nie będąc przez nie kochani i nie licząc na żadna korzyść osobistą, czy to duchowa, czy doczesną. Winniście kochać je jedynie dla chwały i sławy imienia mojego, bo Ja je kocham. Tak spełnicie przykazanie prawa, aby kochać Mnie nade wszystko, a bliźniego, jak siebie samego.

Więc prawdą jest, że dusza może dojść do tej wysokości tylko przez drugi stopień zjednoczenia, który znajduje się w stanie trzecim. Lecz także, doszedłszy doń, nie może się na nim utrzymać, jeśli oddali się od uczucia, które rodzi łzy drugie: łzy boleści. Nie można spełnić nakazu, dotyczącego Mnie. Boga wiecznego, nie przestrzegając nakazu względem bliźniego, gdyż są to dwie stopy dążenia, którymi krocząc zachowuje się i przykazania, i rady dane wam przez mą Prawdę, Chrystusa ukrzyżowanego.

Tak te dwa stany złączone w jedno, żywią duszę w cnotach, doskonała ją i uściślają jej zjednoczenie ze Mną. Doszedłszy do tego punktu, dusza nie zmienia stanu, lecz w tym samym stanie widzi, że wzrasta jej skarb łaski przez nowe i rozmaite dary, przez cudowne wzniesienia ducha, które, jak ci rzekłem, darzą ja poznaniem Prawdy godnym raczej nieśmiertelnych, niż śmiertelnych, gdyż uczucie własnej zmysłowości zostało umartwione i wola jest martwa przez zjednoczenie dokonane ze Mną.

O jakże słodkie jest to zjednoczenie dla duszy, która go kosztuje! Bo kosztując go widzi wszystkie tajemnice moje! Często otrzymuje ducha prorockiego, który odsłania jej rzeczy przyszłe. Jest to dowód mej dobroci, lecz dusza pokorna powinna zawsze tym gardzić, lekceważąc nie skutek mojej miłości, który jej okazuję, ale pragnienie pociech duchowych.

Winna uważać się za niegodna pokoju i spoczynku ducha, by rosnąć w cnotę wewnętrzną. Dusza nic pozostaje na tym drugim etapie, lecz wraca na dolinę poznania siebie.

Daję te światła przez łaskę, aby dusza ciągle rosła. Bo w tym życiu, dusza nie jest nigdy tak doskonała, aby nie mogła wznieść się do doskonalszej miłości. Tylko najmilszy Syn mój, wasza głowa, nie mógł rosnąć w większą doskonałość, gdyż był jednym ze Mną, a Ja z Nim, Dusza Jego była szczęśliwa przez zjednoczenie z moją naturą boską. Lecz wy, Jego członki, wy podróżni, jesteście zawsze zdolni do większej doskonałości. Nie wznosicie się przez to do innego stanu, jak się rzekło, gdyż jest to ostatni, do którego się dochodzi, lecz możecie wedle upodobania waszego, za pomocą mej łaski, rozwijać nieustannie doskonałość tego ostatniego stanu.