CL - O nieszczęściach, które wynikają z posiadania lub nieuporządkowania pragnienia bogactw doczesnych

Ach, spójrz, najdroższa córko, co za hańba dla nędznych ludzi, którzy miłują bogactwa doczesne i nie idą za wskazaniami światła przyrodzonego dla zdobycia dobra najwyższego i wiecznego. Nie czynią nawet tego, co czynili ci filozofowie z miłości wiedzy. Poznawszy, że bogactwa te są im przeszkodą, odrzucali je. A ci z bogactw chcą uczynić sobie boga! To jasne, bo bardziej boleją z powodu utraty swych bogactw doczesnych, niż wskutek utraty Mnie, który jestem najwyższym i wiecznym bogactwem.

Jeśli rozważysz to głębiej, przekonasz się, że wszelkie zło wynika z tego nieuporządkowanego pragnienia, z woli wzbogacenia się (por. l Tm 6,10). Stąd pochodzi pycha, która chce przewodzić; stąd niesprawiedliwość względem siebie i innych; stąd chciwość, która w głodzie pieniędzy nie dba, czy ograbia brata swego, czy kradnie mienie Kościoła, nabyte krwią Słowa, Jednorodzonego Syna mojego. Stąd kupczenie ciałem bliźniego i czasem, jak to czynią lichwiarze, którzy jak złodzieje sprzedają rzeczy nie swoje. Stąd łakomstwo i żarłoczność wywołane przez mnóstwo potraw, oraz nieuczciwość. Bez tych ułatwień, jakie daje majątek, ludzie nie tak często popadliby w nieszczęście.

Ileż zabójstw, nienawiści i uraz, ileż okrucieństw względem bliźniego i niewierności względem Mnie! Przypisują sobie zasługę zdobycia swych majątków, nie rozumiejąc, że zdolności, dzięki którym do nich doszli, otrzymali ode Mnie. Tracą zaufanie do Mnie, pokładając nadzieję tylko w swych bogactwach. Lecz nadzieja ta jest próżna, rozwiewa się, zanim się spostrzegą. Albo tracą bogactwa swe za życia z mego zrządzenia i ku swemu pożytkowi; albo tracą je z chwilą śmierci. Wtedy widzą ich niestałość i marność. Bogactwo zubaża i zabija duszę; czyni człowieka okrutnym dla siebie samego, odbiera mu godność nieskończonego i czyni go skończonym. To pragnienie, które powinno jednoczyć go ze Mną dobrem nieskończonym, człowiek zniża ku rzeczom skończonym, do których przywiązuje się całym sercem. Przestaje odczuwać smak cnoty i woń ubóstwa. Traci panowanie nad sobą, stając się niewolnikiem bogactwa (por. Ga 4,8). Jest nienasycony, bo kocha rzecz, która jest mniejsza od niego i przeto niezdolna go zadowolić. Gdyż wszystkie rzeczy stworzone są dla człowieka, aby mu służyły (por. Ps 8,7), a nie po to, aby stał się ich sługą. Człowiek powinien służyć tylko Mnie, który jestem jego celem.

Na ileż niebezpieczeństw, na ileż trudów, na lądzie i na morzu, naraża się człowiek, aby zdobyć wielkie bogactwo i wrócić potem do miasta swego dla zażywania rozkoszy i zaszczytów.
Czyż stara się i troszczy o nabycie cnót? Czyż ponosi najmniejszy trud, aby je posiąść? A przecież one są bogactwem duszy. Serce i jego pożądanie, które winno Mnie służyć, pogrążone jest w tej miłości bogactw, a sumienie jego przygniecione jest brzemieniem niedozwolonych zysków. Widzisz, do jakiego doszedł poniżenia i w jaką dostał się niewolę. Gdybyż przynajmniej majątek jego był czymś stałym; ale nic zmiennie j szego. Dzisiejszy bogacz jest jutro nędzarzem. Teraz u szczytu, za chwilę jest na dnie. Czczony i poważany przez świat dla swych bogactw, staje się jego pośmiewiskiem, kiedy je straci. Spadają nań wyrzuty, okrywa go hańba, nikt nie ma dlań litości. Człowiek ten zyskiwał serca i był kochany tylko dla swych bogactw. Gdyby był zjednał sobie życzliwość i zasłużył na nią rzeczywistymi cnotami, nie opuściłaby go cześć i miłość ludzka, bo po stracie dóbr doczesnych pozostałby mu skarb cnoty.

Ach, jakże ciężkie brzemiona przygniatają jego sumienie! Jest ono tak obarczone, że nie może biec drogą swej pielgrzymki ani przejść przez ciasną bramę. Mówi Prawda moja w świętej Ewangelii, że latwiej przejść wielbłądowi przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do życia wiecznego (Mt 19,24; Mk 10,25; Łk 18,25). Bogacze, to ci, którzy, przez nieumiarkowane przywiązanie do dóbr tego świata, posiadają bogactwa albo ich pragną. Bo liczni są ci, którzy, jak ci rzekłem, będąc istotnie biedni, przez swe nieuporządkowane pragnienie, posiadają cały świat wolą; gdybyż mogli stać się jego panami! Nie sposób im przejść przez bramę, która jest ciasna i niska, o ile nie zrzucą brzemienia, nie ścieśnia miłości do świata i nie pochylą głowy. A przez tę bramę przejść trzeba. Nie ma innej, która by wiodła do życia wiecznego (por. Mt 7,13-14).

Jest wprawdzie brama szeroka, ale ta prowadzi do potępienia wiecznego. Przez nią chcą iść ci ślepcy, nie widząc swej zguby, i mając już w tym życiu przedsmak piekła. Zewsząd doznają udręczeń. Jeśli pragną tego, czego posiąść nie mogą, gryzą się, że tego nie mają. Jeśli posiadają to, czego pragną, mogą być z tego wyzuci i z rozpaczą tracą to, co zachowywali z taką miłością. Boleść ich jest równa ich chciwości. Tracą też miłość bliźniego i nie starają się zdobyć żadnej cnoty.

O zgnilizno świata! Zdrowe są zaiste w sobie rzeczy świata, bo stworzyłem je dobrymi i doskonałymi, lecz zgniły jest ten, co posiada je lub poszukuje ich z nieuporządkowaną miłością. Język twój, najdroższa córko, nie zdołałby opowiedzieć, ile nieszczęść wynika co dzień z tego nieuporządkowanego przywiązania. A ci ludzie nie chcą widzieć i poznać swego nieszczęsnego losu.