CXXXVI - Jak nadzieja jest darem opatrzności. I jak ten, kto doskonalej się spodziewa, doskonalej kosztuje opatrzności boskiej.

Dałem też człowiekowi pociechę nadziei. Jeśli w świetle najświętszej wiary rozważa cenę krwi, zapłaconą za niego, nabiera on silnej nadziei i pewności swego zbawienia. Hańby Chrystusa ukrzyżowanego przywróciły mu cześć, bo jeśli obraża Mnie wszystkimi członkami swego ciała, Chrystus błogosławiony, najsłodszy Syn mój, całym swym ciałem zniósł najsroższe męki. Posłuszeństwo Jego zmazało nieposłuszeństwo wasze i wszyscy uczestniczycie w łasce Jego posłuszeństwa, jak wszyscy podzielaliście grzech nieposłuszeństwa (por. Rz 5,19).

Uczyniła to dla was moja opatrzność. Od początku świata aż do dnia dzisiejszego dbała o potrzeby i zbawienie człowieka i dbać będzie o nie aż do ostatniego dnia na wiele różnych sposobów, wedle tego, co Ja, dobry i prawdziwy lekarz, uznam za odpowiednie dla waszej słabości i za konieczne, aby przywrócić wam doskonałe zdrowie i w Nim was zachować. Opatrzność moja nie przeoczy nikogo, co szuka w niej oparcia. Ten kto ufa Mi doskonale, a więc puka i wzywa Mnie w prawdzie, nie tylko słowem, lecz uczupiem i światłem najświętszej wiary zakosztuje Mnie samego w opatrzności mojej; ale nie ten, co puka i wzywa Mnie pustym dźwiękiem swego głosu, mówiąc: „Panie, Panie!" Zapewniam cię, jeśli ich wezwanie nie będzie wsparte cnotą, pozna ich nie moje miłosierdzie, lecz moja sprawiedliwość (por. Mt 7,21-23; Łk 6,46; Mt 25,11-12). Powtarzam, że opatrzność moja nie pominie nikogo, co ufa Mi prawdziwie, lecz odwróci się od tego, co z rozpaczy o Mnie i zaufa tylko sobie.

Wiesz, że nie można pokładać nadziei w dwóch rzeczach przeciwnych. To chciała powiedzieć wam Prawda moja, gdy rzekła w świętej Ewangelii: Nikt dwom panom służyć nie może, bo jeśli służy jednemu, gardzi drugim (Mt 6,24; Łk 16, 13). Nie ma służby bez nadziei. Sługa służy w nadziei, że spodoba się swemu panu lub ze względu na zapłatę i na korzyści, które go czekają. Przeto nie będzie służył nieprzyjacielowi pana swego, bo nie mógłby tego czynić bez nadziei jakiejś korzyści, a przez tę służbę i tę nadzieję, byłby pozbawiony tego, czego oczekiwał od swego pana. Tedy rozważ, najdroższa córko, że to samo dotyczy duszy; powinna służyć i ufać Mnie, albo niech służy i ufa światu i sobie samej; bo w miarę, jak służy światu, z dala ode Mnie, służbą zmysłową, w tej samej mierze służy swej własnej zmysłowości i kocha ją i z tej miłości, z tej służby spodziewa się czerpać przyjemność i korzyść zmysłową. Lecz ponieważ pokłada nadzieję w rzeczy skończonej, próżnej i przemijającej, przeto doznaje rozczarowania i nie osiąga radości, której oczekiwała. Dopóki ufa sobie i światu, nie ufa Mnie, gdyż świat, pożądania światowe człowieka są dla Mnie przedmiotem nienawiści. Brzydzę się nimi tak, że z powodu nich wydałem Jednorodzonego Syna swego, na haniebną śmierć na krzyżu. Nie ma zgody między światem i Mną. Lecz kto pokłada nadzieję we Mnie i służy Mi z całego serca i z całej duszy, ten jednocześnie, z konieczności i z tego samego powodu, musi zwątpić o sobie i świecie: traci zaufanie do własnej ułomności (por. Mt 6,25-34).

Ta prawdziwa i święta nadzieja jest mniej lub więcej doskonała, zależnie od stopnia miłości, jaką dusza ma dla Mnie. I w tej samej mierze kosztuje mej opatrzności. Ci, którzy Mi służą w jednej nadziei podobania się Mnie, kosztują jej bardziej, niż ci, którzy oczekują za swą służbę nagrody w radości znajdowanej we Mnie.

Pierwsi to ci, których doskonałość przedstawiłem ci w związku z ostatnim stanem duszy; drudzy, którzy idą za nadzieją nagrody i pociechy, należą do drugiego i trzeciego stopnia; są to ci niedoskonali, o których ci opowiedziałem obszernie omawiając różne stany duszy.

Lecz doskonali i niedoskonali są przedmiotem uwagi mej opatrzności; nie przeoczą ona nikogo, jeśli w zarozumiałości swej nie pokłada on nadziei w sobie. Ta zarozumiałość i ta nadzieja pochodzi z miłości własnej i zaciemnia oko intelektu, pozbawiając go światła najświętszej wiary. Człowiek nie kroczy odtąd w świetle rozumu; nie poznaje już mej opatrzności. Nie aby nie doświadczał jej skutków, bo nikt, ani sprawiedliwy ani grzesznik, nie jest przez nią pomijany (por. Mt 5,45). Wszystko stało się, wszystko zostało stworzone przez dobroć moją. Jam jest Ten, który Jest i nic nie stało się beze Mnie, prócz grzechu, który nie jest. Toteż wszyscy zadufani w sobie zawdzięczają wiele mej opatrzności, ale nie rozumieją jej, bo jej nie znają i nie znając, nie kochają jej i nie otrzymują owocu łaski. Wszystko widzą opacznie, choć wszystko jest proste. Jak ślepcy, światło biorą za ciemność i ciemność za światło, gdyż w ciemności umieścili swą nadzieję, ciemności poświęcili swą służbę. Więc dochodzą do szemrania i niecierpliwości.

Jakżeż są szaleni! O najdroższa córko, jakże mogą przypuszczać, że Ja, najwyższe i wieczne Dobro, mogę chcieć czegoś innego, prócz ich dobra, w tych drobnych rzeczach, które dopuszczam na co dzień dla ich zbawienia, skoro z doświadczenia wiedzą, że w rzeczach wielkich chcę jedynie ich uświęcenia? Mimo swej ślepoty, przy odrobinie przyrodzonego światła, winniby widzieć dobroć i dobrodziejstwa mej opatrzności. Odnajdują ją bezsprzecznie w pierwszym stworzeniu i w odtworzeniu, którego doznał człowiek w krwi, gdy przywróciłem go do łaski, jak ci rzekłem. Jest to rzecz tak jasna i jawna, że nie mogą jej zaprzeczyć. Przeczą jednak, gdyż są zaciemnieni, a to dlatego, że to przyrodzone światło nie zostało wyćwiczone przez cnotę. Szalony człowiek nie widzi, że zawsze przychodziłem z pomocą światu w ogóle i każdemu w szczególności, według stanu jego. A ponieważ w tym życiu nic nie jest stałe i wszystko jest w ustawicznym ruchu, póki nie dojdzie do wyznaczonego mu kresu, opatrzność moja spieszy bez przerwy każdemu z pomocą, której potrzebuje w różnych czasach swego trwania.