Ewa Miller-Stefańska - Św. Katarzyna - cz. 3

Fascynująca kobieta
Na temat życia św. Katarzyny zachowało się wiele świadectw, wśród nich zeznania naocznych świadków, uczniów Katarzyny, jak i jej dzieła – Dialog o Bożej Opatrzności, w którym odsłania się jej kontemplacyjna i refleksyjna natura; Listy, w których odnajdujemy czułą, ale i wymagającą, niezłomną matkę; czy wreszcie Modlitwy – świadectwo rozmów córki z Ojcem. Poznajemy w nich, jak ludzka słabość i zagubienie zostają przez Boga przemienione w moc i gorliwość życia pośród ludzi i czasów.

Wśród tego bogactwa treści znajdujemy jednak wyjątkowo niewiele fragmentów, które opowiadają o Katarzynie jako kobiecie – czy była piękna? jaki miała ton głosu? co kryło się w jej oczach? czy była pełna wdzięku, delikatna i subtelna, czy może jej charakter wyrażał się w kroku żołnierza, szorstkości gestów i tonu...? Tego nie dowiemy się nigdy.

Owa powściągliwość źródeł historycznych bierze się najprawdopodobniej stąd, że Katarzyna fascynowała przede wszystkim swoim wnętrzem – pięknem charakteru i dobrocią. Zarówno ona sama, jak i jej najbliżsi i uczniowie nie przywiązywali wagi do tego, co w człowieku zewnętrzne i przygodne, a przede wszystkim tak nietrwałe i zmienne jak uroda. Tak jak nie koncentrowali się na tym w życiu, tak i nie wspominali o tym w swoich świadectwach i wypowiedziach o ukochanej matce.

Przyznają, że są pod wrażeniem jej osoby, ale urok emanował najwyraźniej od niej całej, a nade wszystko był efektem wewnętrznego bogactwa i głębokiego kontaktu z Bogiem. Krótko mówiąc: wypływał z jej świętości.

Katarzyna była kobietą o miłym, łagodnym owalu twarzy i głębokim, wnikliwym spojrzeniu. W jej oczach błyskały często iskierki humoru, świadczące o pogodzie ducha, ale równie często gościł w nich gniew, upór i stanowczość.

Powszechnie określano ją jako bardzo dobrą, delikatną i kobiecą... Błogosławiony Rajmund z Kapui tak napisał we wstępie do jej życiorysu: „Bo czyż serce może nie zamilknąć wobec tylu i tak przedziwnych darów Najwyższego, kiedy patrzy się na tę dziewczynę, tak kruchą, niedojrzałą wiekiem, plebejskiego pochodzenia...”.

Mała Benincasa jako dziewczynka budziła zachwyt zarówno wśród najbliższych, jak i wśród obcych, z którymi się stykała.

Promieniowała urokiem, którym zjednywała sobie sympatię i ludzkie serca. „Dziewczynka rozwijała się pod Bożym okiem. Po matczynym mleku poczęła przyjmować pokarm stały i samodzielnie chodzić, a taka w oczach wszystkich była pełna wdzięku i taka rezolutna, że matka z trudnością potrafiła utrzymać ją w domu. Każdy z sąsiadów i krewnych chciał ją mieć u siebie, by słuchać jej rozumnych szczebiotów i cieszyć się jej dziecięcą wesołością”. Jej urok wzrastał wraz z wiekiem i rozwojem duchowym.

Jako dojrzała kobieta potrafiła w niebywały wręcz sposób zachwycać wszystkich, z którymi się stykała. Łączyła w sobie wiele kontrastów: potrafiła być spontaniczna, impulsywna, prosta i szczera, ale gdy wymagała tego sytuacja, zmieniała się w osobę bardzo surową, wymagającą, stanowczą, rozsądną i mocno stąpającą po ziemi. Bywała też ironiczna, gdy na jej drodze stawał człowiek, którego mogła poruszyć tylko taką bronią. Chrystus, oprócz wielu innych darów, wyposażył swoją oblubienicę także w umiejętność rozeznawania – bezbłędnie oceniała ludzi, zjawiska, konflikty i problemy, z jakimi do niej przychodzono. Rzadko w jednej osobie mieści się taka ogromna różnorodność: delikatność, czułość, tkliwość, przeplatają się z bystrością, uporem, radykalnością, cierpliwością, a poczucie humoru i naturalność z daleko posuniętą ascezą, wyrzeczeniem, poświęceniem i mistycznym zjednoczeniem z cierpiącym Jezusem Chrystusem. W Katarzynie te na pozór wykluczające się cechy znalazły możliwość współistnienia i to współistnienia bardzo owocnego. To właśnie sprawiało, że była istotą fascynującą i porywającą innych.

Kiedy dzisiaj studiujemy jej życie i dorobek, aż trudno sobie wyobrazić, że wszystko to osiągnęła prosta kobieta, żyjąca w średniowiecznych Włoszech tylko 33 lata. Wiele rzeczy musiała robić jednocześnie, na pewno więc mistrzowsko koordynowała wszystkie zajęcia. Bez wątpienia była osobą zdyscyplinowaną i ceniącą każdą minutę życia, którą zagospodarowywała z godną podziwu skrupulatnością. Wiedziała, że Umiłowany rozliczy ją z każdego słowa, każdego uczynku i każdego daru, nie obciążało jej to jednak, ale uskrzydlało. Była wszędzie, gdzie mogła zanieść radość, nadzieję, pokój i dobrą radę. A Bóg pomnażał jej owoce i dzieła. Nasycał piętnem nieprzemijalności, aby trwały jako czytelny znak dla niedowiarków, dla błądzących, dla wątpiących. Poprzez swoją ukochaną córkę wołał do ludzi: „Spójrzcie na nią, kruchą, ubogą, prostą, a przecież potężną, bogatą i mądrą! Uczcie się od niej, że każdemu, kto mi ufa, pomnożę talenty, jeśli tylko będzie ze Mną współdziałał”.

Skąd czerpała swój zapał, energię, wiarę i nadzieję? Skąd miała tyle sił i gdzie biło źródło tego płomienia, którym zapalała kolejnych uczniów? To oczywiste. Miała je od Niego, Jedynego i Umiłowanego do szaleństwa. Tę miłość i wewnętrzną energię określała często jako ogień, który w niej płonął i który ponaglał ją do służby i dawania świadectwa otrzymanej mocy i światła.

Sama mówiła wielokrotnie: „Moją naturą jest ogień!”.

Katarzyna wręcz spalała się z miłości, z tęsknoty do Jezusa, do Jego królestwa, ale spalała się też z gorliwości i zaanga żowania w sprawy pokoju i jedności. Nie szczędziła trudu, cierpienia i ofiar w intencji Kościoła i Prawdy. Nie było w niej lęku ani zwątpienia, był tylko ogień miłości. Ogniem tym rozpalała serca innych. Płomień, który był w Katarzynie, rozgrzewał i rozjaśniał. Przy niej wszyscy czuli się pewniej i bezpieczniej, nawet papież. Czyż nie jest to niesamowite i wspaniałe?

„Temperamencik”
Katarzyna była – jak byśmy to dziś określili – osóbką z temperamentem. No cóż, śródziemnomorskie pochodzenie oraz geny odziedziczone w dużej mierze po energicznej matce sprawiły, że urodziła się już z tą swoją ognistą naturą. Ów temperament przejawiał się w różnych momentach i w rozmaity sposób. Jednak najbardziej widoczny był wtedy, kiedy Katarzyna zapalała się do jakiejś idei, kiedy obierała sobie jakiś cel (zostanie pustelnicą, potem zakonnicą, pojednanie zwaśnionych, nawrócenie zatwardziałych grzeszników) i nic nie było w stanie odwieść jej od tego ani zniechęcić. Dopóty się modliła, dopóty pościła, nakłaniała, przekonywała, dopóty ciężko pracowała, dopóki nie dopięła swego. Potrafiła nawet „wykłócać się” z Jezusem o uzyskanie od Niego obietnicy, że da komuś jeszcze jedną szansę albo też pozwoli jej samej przeprowadzić jakąś szczególną akcję (np. wspomożenie ubogich, mimo własnej ciężkiej choroby).

Jak wspominałam, Katarzyna nie bała się nikogo, nie bała się o siebie, nie obawiała się też kompromitacji czy ośmieszenia.

Nie było dla niej różnicy między udaniem się pod dach prostej wdowy i do pałacu papieskiego. Tak w jednym, jak i w drugim miejscu uważała się jedynie za nieużyteczną sługę. Potrafiła tak samo martwić się o los biednego rozbójnika, jak o duszę błądzącego kardynała. Jednego i drugiego mogła zbesztać, jeśli tylko nadarzyła się po temu okazja. Nigdy nie owijała w bawełnę, zawsze nazywała rzeczy po imieniu.

Można sobie wyobrazić, ile razy stawiała swoich uczniów w sytuacji, kiedy nie wiedzieli, czy śmiać się, czy też płakać.

Konsternacja na pewno nie była im obca, wiele razy ukochana Matka zaskakiwała ich swoim zachowaniem czy reakcją. A mimo to wszystkie te „wybryki” uchodziły Katarzynie na sucho.

Wybaczano jej cięty język, porywcze reakcje czy brak ogłady, bo ponad jej przyrodzony temperament zdecydowanie wyrastała nadprzyrodzona miłość do Boga i bliźniego. To było ewidentne, najprawdziwsze, szczere i widoczne gołym okiem. Stąd też szanowali i doceniali ją tak grasujący na szlakach rabusie, jak i papież czy królowie.

Różnorodność
Święta ze Sieny była i wciąż pozostaje kobietą nieprzeciętną i fascynującą. Wpływa na to wiele czynników. Jednych zachwyca jej inteligencja, rozsądek i mądrość, mimo że pochodziła z prostej, mieszczańskiej rodziny i nie otrzymała żadnego, oficjalnego wykształcenia. Innych porywa jej niezwykła wręcz dobroć, miłosierdzie, troskliwość i daleko posunięte poświęcenie.

Nie stroniła przecież od najciężej chorych, samotnych, nawet tych najbardziej przykrych i nieznośnych, a przecież potrzebujących wsparcia. Pod tym względem jej hojność, zaangażowanie i dyskrecję w działaniu porównuje się do samego św. Mikołaja biskupa.

Młodzież podziwiała i wciąż podziwia w niej spontaniczność, energię, radykalność, odwagę i to, że nie stroniła od przygód i wielkich wyzwań, o czym świadczą jej dalekie wyprawy.

Wędrówki ze św. Katarzyną musiały obfitować w ciekawe spotkania, wydarzenia i niespodzianki. W czasach, kiedy żyła, na drogach aż roiło się od rabusiów i bandytów. Dlatego nikt o zdrowych zmysłach, a już na pewno nie kobiety, nie wybierał się bezbronny na dalekie, piesze wyprawy. Tymczasem Katarzyna, wiedziona misją, jaką przyszło jej spełniać, nieustannie przemieszczała się tak między miastami, jak i królestwami.

Czy nie obawiała się napadów? Według zachowanych podań, nie bała się. Ufała Bogu. Bandyci mieli zaś podobno tak wielki szacunek dla świętej ze Sieny, że wiedząc o jej kolejnych wypadach, nie atakowali ani jej samej, ani towarzyszących jej uczniów.

Są też tacy, których fascynuje jej umiłowanie prawdy i życie nią na co dzień. A jakże musiała zadziwiać i wzbudzać zachwyt jej szeroka i bardzo zróżnicowana działalność, we własnym środowisku i mieście, w ojczyźnie, a także na polu międzynarodowym.

Była osobiście zaangażowana w sprawy Kościoła i pertraktowała z wieloma jego dostojnikami, a także z królami i możnymi tego świata. Liczne cuda, nawrócenia, egzorcyzmy, proroctwa, o których świadectwa zachowały się do dzisiaj, na pewno zadziwiały rzesze i miały głęboki wpływ na ich życie.

Symbole Katarzyny w ikonografii
O tym, jak głęboko zapadła w pamięć i serca ludzi swoich czasów, opowiadają liczne obrazy przedstawiające jej wizerunek.

Różnorodność atrybutów, z jakimi Katarzyna pojawia się w ikonografii, jest z kolei mocnym znakiem jej wszechstronności i bogactwa dróg, którymi potrafiła docierać do ludzi sobie współczesnych. Powiedzmy więc chociaż o tych najczęściej spotykanych.

Artyści, tworząc jej wizerunki, dodawali takie symbole jak: książka (symbol nauki), lilia (czystość), stygmaty, gołębica nad głową, koperty i zwoje (liczna korespondencja), palma (bezkrwawe męczeństwo), pióro, krucyfiks, korona cierniowa albo też trzy korony oznaczające jej potrójną chwałę w niebie (dziewictwo, męczeństwo i nauczanie).

Św. Katarzyna to kobieta nieprzeciętna pod każdym względem.

Czyż może jednak brakować blasku świętym? Oni są prawdziwym światłem Boga i Jego najlepszymi świadkami. Bóg upodobał sobie szczególnie posługiwanie się ludźmi prostymi, niewykształconymi i często wzgardzonymi przez ogół, aby tym bardziej zawstydzić wyniosłych, aby wstrząsnąć zarozumialcami i pyszałkami, aby udowodnić ich małość, nicość i głupotę.

Ta sieneńska dziewczyna, niepiśmienna, drobna, pozbawiona jakichkolwiek wpływów wynikających z pozycji społecznej, osiągnęła szczyty świętości i to w potrójnym wymiarze, bo przypisuje się jej koronę dziewictwa, koronę męczeństwa (w tym przypadku bezkrwawego) i koronę nauki (uznana została doktorem Kościoła). Stała się wzorem zarówno dla sióstr zakonnych klauzurowych i czynnych, jak i dla współczesnego laikatu w Kościele.