XI - Jak pokutę i inne ćwiczenia cielesne winno się uważać za środki dojścia do cnoty, nie za samą cnotę. O świetle rozeznania w spełnianiu różnych uczynków zewnętrznych.

Oto są owoce i czyny, które pragnę znaleźć w duszy, oto co dowodzi cnoty w okolicznościach, gdy trzeba ją spełniać. Rzekłem ci, jeśli pamiętasz, już dawniej, gdy pragnęłaś czynić wielką pokutę dla Mnie. „Co mogłabym uczynić — rzekłaś - by cierpieć dla Ciebie?" Odpowiedziałem ci w duchu twoim mówiąc: „Jam jest Ten, co lubi mało słów, a dużo uczynków", aby ci okazać, że nie ten jest Mi miły, który tylko woła do Mnie głosem swoim: „Panie, Panie, chciałbym uczynić coś dla Ciebie" (por. Mt 7,21), ani ten, który chce dla Mnie umartwiać ciało swoje licznymi pokutami, lecz nie wyrzeka się własnej woli. Pragnę licznych uczynków mężnego cierpienia, wyniku cierpliwości i innych cnót wewnętrznych duszy, które wszystkie są czynne i posługują się owocem łaski.

Każdy inny uczynek, wynikły z innego źródła, uważam jedynie za puste słowo, bo jest tylko rzeczą skończoną. A Ja, który jestem nieskończony, żądam czynów nieskończonych, to jest nieskończonej miłości. Chcę, aby czyny pokuty i inne ćwiczenia cielesne, były uważane tylko za środki, a nie za zasadniczy wyraz miłości. Jeśli w tym porywie zajmują one główne miejsce, ofiarowuje Mi się tylko uczynki skończone. Działoby się z tym jak ze słowem, które ledwo wyszedłszy z ust jest niczym, jeśli nie wynika z wewnętrznego porywu duszy. Dusza prawdziwie poczyna i rodzi cnotę, gdy czyn skończony, który nazwałem słowem, jednoczy się z porywem miłości. Wtedy będzie Mi miły i przyjemny, bo nie będzie już odosobniony, lecz związany z rozeznaniem, które sprawia, że dusza spełnia czyny cielesne jako środki, a nie jako cel główny.

Nie należy więc umieszczać celu swego w pokucie lub w jakimkolwiek akcie zewnętrznym, które, jak ci rzekłem, są czynami skończonymi, dlatego, że dokonywane są w czasie skończonym i należałoby czasem, aby człowiek zaniechał ich, lub aby kazano mu ich zaniechać. Niekiedy dusza porzuca je z konieczności, która przychodzi nagle i przeszkadza jej dokończyć zaczętego aktu, niekiedy zrzeka się go przez posłuszeństwo na rozkaz przełożonego i wtedy spełniając go dalej, nie tylko nie miałaby zasługi, lecz grzeszyłaby; więc widzisz, że są to czyny skończone. Są tedy środkiem, nie celem; biorąc je za cel, dusza odczułaby pustkę, będąc zmuszona zrzec się ich po jakimś czasie.

Wykazuje to pełen chwały Paweł mówiąc w liście swoim: Umartwiajcie ciało i zabijajcie wolę własną, to jest trzymajcie na wodzy ciało trapiąc je, gdy chce buntować się przeciw duchowi (Ga 5,17). Lecz wolę trzeba zabijać zupełnie, unicestwić ją i poddać woli mojej. Tę wolę własną zabija się następstwem, jakie, jak ci rzekłem, sprawia w duszy cnota rozeznania, nabyta przez poznanie siebie, a więc przez wstręt do obrazy oraz własnej zmysłowości. Oto miecz, który zabija i siecze miłość własną ugruntowaną na woli własnej.

Ci, co tak postępują, nie dają Mi jedynie słów, lecz wiele uczynków, które Mnie radują. Przeto rzekłem ci, że żądam mało słów, a wiele czynów. Mówiąc „wiele" nie podaję liczby, bo poryw duszy, ugruntowany na miłości, która daje życie wszystkim cnotom, winno mnożyć się w nieskończoność. Nie gardzę jednak słowem, lecz rzekłem, że żądam mało słów, aby ci oznajmić, że wszelki czyn jest skończony; dlatego orzekłem je jako mało, jednak podobają Mi się, gdy się w nich szuka narzędzia, a nie celu cnoty.

Więc nikt nie powinien wydawać sądu, że ten, co gorliwie umartwia swe ciało wielkimi pokutami, jest doskonalszy od tego, który to czyni w mniejszym stopniu; bo, jak ci rzekłem, nie na tym polega cnota ani zasługa. Wręcz przeciwnie, gorzej jest z nim, niż z tym kto ze słusznych powodów nie może spełniać dzieł i czynów pokuty! Lecz cnota mieszka cała w miłości, zaprawionej światłem prawdziwego rozeznania. Bez miłości jest niczym. Tę miłość rozeznanie daje Mi bez końca i bez miary, bo jestem najwyższą wieczną Prawdą. Nie narzuca prawa ani granic miłości, którą Mnie miłuje, lecz odmierza ją słusznie wedle porządku miłości względem bliźniego.

Światło rozeznania, które, jak ci rzekłem, wypływa z miłości, daje bliźniemu miłość uporządkowaną, która nie pozwala duszy czynić sobie szkody przez grzech, aby przynieść pożytek bliźniemu. Gdyby jeden jedyny grzech wystarczył, aby ocalić cały świat od piekła lub dokonać wielkiego czynu, nie byłoby to miłością uporządkowaną przez rozeznanie, lecz pozbawioną rozsądku, bo nie wolno stać się winnym grzechu, nawet dla spełnienia czynu wielkiej cnoty lub przyniesienia korzyści bliźniemu. Oto porządek nakazany przez święte rozeznanie. Dusza zwraca wszystkie swe moce ku służeniu Mi mężnie z całą gorliwością i kocha bliźniego miłością tak wielką, że gotowa jest oddać życie ciała dla zbawienia duszy tysiąc razy, jeśliby to było możliwe, znosić wszystkie cierpienia i katusze, by zapewnić bliźniemu życie łaski, i oddać mienie doczesne dla cielesnego wspomożenia go.

To sprawia światło rozeznania, które wypływa z miłości. Widzisz, jakie obowiązki względem bliźniego nakłada na duszę, która pragnie łaski. Winna kochać Mnie miłością nieskończoną i bez miary, bliźniego z miarą, miłością uporządkowaną, nie czyniąc szkody sobie przez grzech dla pożytku bliźniego. O tym poucza was św. Paweł, gdy mówi, że miłość winno się zaczynać od siebie, inaczej pożytek bliźniego nie byłby doskonały. Bo kiedy w duszy nie ma doskonałości, wszystko, co ona czyni dla siebie i dla innych, jest niedoskonałe.

Nie godzi się, aby dla zbawienia stworzeń, które są skończone i stworzone przeze Mnie, obrażano Mnie, który jestem Dobrem nieskończonym. Wina ta byłaby daleko cięższa i większa, niż owoc, który by z niej wyniknął. Więc w żadnym razie nie powinnaś popełnić grzechu. Prawdziwa miłość wie o tym, bo nosi w sobie światło świętego rozeznania. Ono jest tym światłem, które rozprasza wszelką ciemność, usuwa niewiedzę i przepaja wszelką cnotę, i każde narzędzie żywotnej cnoty, ono jako roztropność nie może być oszukane; ono mieści w sobie męstwo, którego nic nie może zwyciężyć; ono mieści w sobie wytrwałość tak wielką, że trwa aż do końca. Sięga ona od nieba do ziemi, to jest od poznania Mnie do poznania siebie, od miłości ku Mnie do miłości bliźniego połączonej z prawdziwą pokorą. Poprzez roztropność omija wszystkie sidła diabła i unika wszystkich pokus świata. Ręką bezbronną, to jest przez wiele cierpień, zmusiła do ucieczki diabła i pokonała ciało. Przez to słodkie i chwalebne światło, odkrywa swą kruchość, uczy darzyć je należną nienawiścią. Zdeptała świat: rzuciła go pod nogi swej miłości, gardząc nim, uważając go za marność i szydząc zeń, stała się jego panem.

Toteż ludzie światowi nie mogą odebrać duszy cnoty. Wszystkie prześladowania wzmagają tylko i utwierdzają cnotę, która najpierw poczęta jest przez miłość, jak ci rzekłem, a po tym stwierdza się w styczności z bliźnim i staje się płodna w związku z nim. Ukazałem ci, że jeśli nie objawia się i nie jaśnieje przed ludźmi w czasie próby, to nieprawdą jest, że została poczęta w sercu. Bo niemożliwością jest, aby cnota istniała, była doskonała i rodziła owoce bez pośrednictwa bliźniego. Dusza jest jak kobieta, która poczęła w łonie dziecko, jeśli nie wyda go na świat, jeśli ono nie ukaże się oczom, małżonek nie może rzec, że ma dziecko. I Ja, który jestem oblubieńcem duszy, jeśli ona nie urodzi mi dziecka-cnoty w miłości bliźniego, okazując je wedle potrzeby, w ogólności lub w szczególności, jak ci to rzekłem, powtarzam, że zaprawdę nie poczęła cnoty w sobie. To samo mówię o grzechach, które popełnia się wszystkie za pośrednictwem bliźniego.