CXXVIII - Jak źli kapłani opanowani są przez pychę, która przyprawia ich o stratę zmysłu prawdy; i jak przez to zaślepienie dochodzą do tego, że udają, iż konsekrują chleb i wino.

Teraz opowiem ci o trzeciej kolumnie, którą jest pycha. Umieściłem ją na ostatku, lecz jeśli jest ostatnią, jest też i pierwszą wśród wszystkich występków. Bo wszystkie występki mają swój fundament w pysze, jak wszystkie cnoty opierają się na miłości i z niej czerpią życie.

Pychę rodzi i żywi zmysłowa miłość własna, która, jak ci rzekłem, jest fundamentem tych trzech kolumn i wszystkich grzechów popełnianych przez stworzenia. Kto kocha siebie miłością nieuporządkowaną, nie ma w sobie miłości dla Mnie, bo Mnie nie kocha. Nie kochając Mnie, obraża Mnie, nie przestrzega przykazania prawa, która każe Mnie kochać nade wszystko, a bliźniego jak siebie samego. Kochając siebie miłością zmysłową, nieszczęśliwi ci nie mogą Mnie kochać ani Mi służyć; kochają świat i służą mu, gdyż miłość zmysłowa i świat są w niezgodzie ze Mną. Z powodu tej niezgody ze Mną, kto chwały i zbawienia dusz? Gdzie jest okrutny ból, którego winieneś doznawać na widok piekielnego wilka, który porywa twoje owieczki? Nic z tego. W ciasnym sercu twoim nie ma miejsca ani dla Mnie, ani dla twego bliźniego. Kochasz jedynie siebie. Znasz tylko miłość samolubną i zmysłową i miłością tą zatruwasz siebie i innych. Jesteś diabłem piekielnym. Twoja nieuporządkowana miłość pożera twoje owieczki. Żarłoczność twoja pożąda tylko tego łupu! Cóż cię obchodzi, że niewidzialny diabeł porywa dusze, gdy ty sam jesteś diabłem widzialnym, który wydaje je piekłu!

Dobrami Kościoła odziewasz i tuczysz samego siebie i innych diabłów twego otoczenia, oraz żywisz zwierzęta, te piękne konie, które trzymasz dla twej nieumiarkowanej przyjemności i bez żadnej potrzeby. Powinieneś mieć tylko to, co służy potrzebie, a nie przyjemności. Przyjemności niech szukają ludzie światowi. Twoją przyjemnością niech będzie odwiedzanie ubogich i chorych, wspieranie ich w potrzebach duchowych i doczesnych. Tylko dlatego uczyniłem cię moim szafarzem i obdarzyłem cię tak wielką godnością. Lecz ponieważ stałeś się zwierzęciem, znajdujesz upodobanie wśród zwierząt. Jesteś ślepy! Gdybyś mógł widzieć, jakie męki czekają cię, jeśli się nie poprawisz, nie postępowałbyś tak, lecz bolałbyś nad tym, coś popełnił w przeszłości i odtąd zacząłbyś żyć inaczej.

Widzisz, najdroższa córko, ile powodów mam użalać się na tych nieszczęśliwych; jak hojny byłem dla nich; a oni odpłacili Mi taką niewdzięcznością. Cóż jeszcze? Jak ci rzekłem, są tacy, co pożyczają na lichwę. Nie wywieszają godeł jak publiczni lichwiarze, lecz na różne subtelne sposoby sprzedają czas bliźniemu z czystej chciwości, czego za nic na świecie czynić nie wolno. Jeśli wręcza się im podarunek, choćby najmniejszy, a oni w myśli swej przyjmują go jako należność z racji oddanej usługi, wykraczającą ponad jej wartość, jest to lichwa, jak też lichwą jest wszystko, co było przyjęte jako zapłata za czas, na przeciąg trwania pożyczki. Ustanowiłem ich, aby zabraniali lichwy świeckim, a oni uprawiają ją sami. Nie dość tego. Jeśli ktoś przyjdzie do nich, aby zasięgnąć rady w tej sprawie, ponieważ sami obarczeni są tym występkiem i stracili w tym względzie światło rozumu, rada, którą dają, jest ciemna i podyktowana namiętnością, która włada ich duszą.

Stąd wynika mnóstwo błędów, które wypływają z ich ciasnego, chciwego i skąpego serca. Do nich stosują się słowa, które rzekła ma Prawda, gdy Syn mój, wchodząc do świątyni, zastał tam sprzedających i kupujących, i skręciwszy ze sznurów bicz, wyrzucił ich stamtąd: Dom Ojca mego jest domem modlitwy, a wyście go uczynili jaskinią zbójców (Mt21,13; Mk 11,17; Łk 19,46).

Widzisz, najsłodsza córko, że tak jest dzisiaj. Z Kościoła mego, który jest domem modlitwy, uczynili jaskinię złodziei. Sprzedają, kupują, frymarczą łaską Ducha Świętego. Dość spojrzeć. Kto chce otrzymać przełożeństwo lub beneficjum świętego Kościoła, kupuje je. Zjednują sobie tych co stoją wyżej licznymi podarunkami, w pieniądzach czy w naturze. Ci nie zastanawiają się, czy petent jest lepszy czy gorszy. Z uprzejmości i z miłości podarunków, które otrzymali, ci nieszczęśni starają się zasadzić jadowitą roślinę w ogrodzie świętego Kościoła i wyrażają swe przychylne zdanie Chrystusowi na ziemi. I tak obie strony z pomocą fałszu oszukują Chrystusa na ziemi tam, gdzie powinni postępować z całą uczciwością i prawdą. Jeśli namiestnik Syna mojego spostrzeże oszustwo jednych i drugich, obowiązkiem jego jest ukarać winnych. Winien pozbawić podwładnego jego urzędu, jeśli się nie poprawi i nie zmieni swego życia; a temu, co kupuje, przydałoby się, w zamian za jego pieniądze, więzienie. To byłoby dlań zbawienną karą, a dla innych przykładem i przestrogą, aby nie ważyli się na taki frymark. Jeśli Chrystus na ziemi tak postąpi, spełni swój obowiązek; jeśli nie uczyni tego, grzech jego nie pozostanie bezkarny, gdy przyjdzie mu przede Mną zdać rachunek z swych owieczek.

Wierzaj Mi, córko moja, że dziś tak się nie karze. Toteż Kościół mój doszedł do takiego stanu zbrodni i obrzydliwości. Mianując prałatów, nie bada się ich życia; nikt nie pyta czy są dobrzy czy źli. Jeśli zasięga się o nich wiadomości, to u tych, którzy są wspólnikami ich grzechów i którzy gotowi są dać o nich dobre świadectwo, bo są do nich podobni. Ma się wzgląd tylko na wysokie stanowisko ubiegającego się, na jego urodzenie, na jego bogactwo, na jego wymowę i ogładę. Co gorsza, na pełnym konsystorzu podnoszą, że jest piękny fizycznie. Słyszysz, co za diabelstwo! Tam gdzie należy szukać ozdoby i piękności cnoty, oni patrzą na piękność ciała. Powinni wyszukiwać skromnych biedaków, którzy przez pokorę unikają wielkich urzędów, a oni wybierają tych, którzy zabiegają o nie tylko z próżności i nadętej pychy.

Chlubią się wiedzą. Wiedza jest w sobie dobra, nawet doskonała, jeśli ten, co ją posiada, łączy z nią dobre, uczciwe życiu aniołami ziemskimi; a oni spadli z wysokości nieba w głąb ciemności. I ciemność ta zagęszcza się, a nieprawości ich mnożą się tak, że niekiedy wpadają w grzech, o którym ci opowiem.

Niektórzy są diabłami wcielonymi do tego stopnia, że niekiedy udają, iż konsekrują chleb, a nie konsekrują go, ze strachu przed mym sądem i aby wyzbyć się wszelkiego wędzidła, które by mogło ich jeszcze powstrzymać od złych czynów. Najadłszy się i napiwszy wieczorem nad miarę, dźwigają się rano z nieczystości. Muszą uczynić zadość służbie ludu, lecz wspomnienie ich nieprawości nie pozwala im z czystym sumieniem odprawić mszy w tym stanie. Boją się trochę mego sądu, nie z nienawiści występku, lecz z miłości własnej, którą żywią dla siebie.

Spójrz, najdroższa córko, jakie jest zaślepienie tego kapłana! Zamiast uciec się do skruchy serca i do żalu za grzech z postanowieniem poprawy, on chwyta się tego wybiegu, że nie konsekruje wcale. Jak ślepy, nie widzi, że zło, które ma popełnić, jest gorsze, niż to, które już popełnił. Czyni lud bałwochwalcą, każąc mu adorować hostię niekonsekrowaną, jakby była Ciałem i Krwią Chrystusa, Jednorodzonego Syna mojego, prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka, czym ona jest rzeczywiście, jeśli jest konsekrowana; lecz w tym wypadku jest tylko chlebem.

Widzisz, jak wielka to obrzydliwość i jaka jest moja cierpliwość, że ją znoszę! Jeśli się nie poprawią, wszystkie łaski moje zmienią się w potępienie.
Lecz cóż ma robić lud, aby uniknąć tego niebezpieczeństwa? Winien modlić się warunkowo: „Jeśli kapłan ten rzekł to, co rzec był powinien, wierzę prawdziwie, że jesteś Chrystus, Syn Boga żywego, dany mi za pokarm przez ogień twej niewymownej miłości, na pamiątkę twej najsłodszej męki i wielkiego dobrodziejstwa krwi, wylanej z takim żarem miłości dla obmycia nieprawości naszych". W ten sposób lud nie zostanie zwiedziony przez ślepotę kapłana, adorując jedną rzecz zamiast drugiej. Choć grzech spada wyłącznie na złego kapłana, lecz wierni niemniej popełniliby czyn niewłaściwy.

O najsłodsza córko, kto nie pozwala ziemi pochłonąć ich? Co powstrzymuje moc moją, aby ich ubezwładnić i zmienić w nieruchome posągi w obliczu ludu dla ich zawstydzenia? Miłosierdzie moje. Powściągam samego siebie, miłosierdzie moje hamuje mą boską sprawiedliwość, aby zwyciężyć ich siłą miłosierdzia. Lecz oni, uparci jak diabli, nic nie uznają, nie widzą miłosierdzia mego. Wierzą, że należy się im to, co otrzymują ode Mnie. Pycha zaślepia ich tak, że nie widzą, iż użyczam im tego tylko z łaski, a nie z powinności.