LVIII - Jak bojaźń służalcza nie wystarcza bez umiłowania cnoty, aby dojść do życia wiecznego i jak prawo bojaźni i prawo miłości są zjednoczone społem.

Dobroć Boża chcąc zadośćuczynić pragnieniu duszy, rzekła:
Widzisz tych, którzy przez bojaźń służalczą starają się dźwignąć z błota grzechu śmiertelnego. Jeśli nie przejmą się miłością cnoty, bojaźń służalcza nie wystarczy, aby dać im życie trwałe. Ale miłość zjednoczona z bojaźnią starcza, gdyż prawo ugruntowane jest na miłości i bojaźni świętej.

Prawo bojaźni to prawo stare, które dałem Mojżeszowi i które było oparte tylko na bojaźni. Popełniony grzech spotykała kara.

Prawo miłości to nowe prawo dane przez Słowo Jednorodzonego Syna mego. Ugruntowane jest na miłości. Nowe prawo nie obala jednak starego, przeciwnie, dopełnia je. Oto co rzekła moja Prawda: Nie przyszedłem znieść prawa, lecz je dopełnić (Mt 5,17). Zjednoczył prawo bojaźni z prawem miłości i miłość oczyściła bojaźń z niedoskonałości, którą jest obawa kary; została tylko bojaźń doskonała, bojaźń święta, którą jest jedynie obawa nie szkody własnej, lecz obrażenia Mnie, który jestem najwyższym Dobrem. Tak prawo niedoskonałe stało się doskonałe przez prawo miłości.

Potem, gdy Jednorodzony Syn mój przyszedł jako wóz ognisty, zlewając na człowieczeństwo wasze płomienie mej miłości, obfitość mego miłosierdzia, to zniósł karę za popełniony grzech. Sprawiedliwość moja nie karze natychmiast w tym życiu, jak w starożytności było ustanowione i zarządzone w prawie mojżeszowym: karać natychmiast po popełnieniu grzechu. Teraz tak nie jest; nie trzeba więc bojaźni służalczej. Nie dlatego, żeby wina nie powinna być karana, lecz kara jest odroczona do życia przyszłego, gdy dusza będzie oddzielona od ciała, o ile winny sam nie ukarze winy w tym życiu przez skruchę doskonałą. Tak życie obecne jest czasem miłosierdzia, po śmierci jest czas sprawiedliwości.

Należy więc dźwignąć się z bojaźni służalczej, aby dojść do umiłowania Mnie i świętej bojaźni. Nie ma innego sposobu, aby człowiek nie wpadł do rzeki, uniesiony przez fale utrapień i ciernie rozkoszy (por. Łk 8,14), które dręczą duszę kochającą i posiadającą coś w sposób nieuporządkowany.