LXIX - O tych, którzy nie chcąc pozbawić się pokoju i pociechy nie pomagają bliźniemu w potrzebie.

Rzekłem ci o ułudzie tych, którzy chcą kosztować Mnie na swój sposób i przyjmować Mnie w swym duchu, jak im się podoba. Teraz powiem ci o drugim złudzeniu tych, którzy całą swą przyjemność pokładają w doznawaniu pociechy wewnętrznej. Do tego stopnia, że często widząc bliźniego w potrzebie duchowej lub doczesnej, pod pozorem cnoty wstrzymują się od udzielenia mu pomocy: „Tracę przez to, mówią, pokój i spoczynek ducha i nie odmawiam godzin oficjum w przepisanym czasie". Zdaje im się, że pozbawiając się pociechy, obrażają Mnie. Myli ich własne pragnienie duchowego zadowolenia. Obrażają Mnie bardziej nie wspomagając w potrzebie bliźniego, niż porzucając wszystkie swe pociechy (por. Mt 25,45). Nakazałem wszystkie ćwiczenia, wszystkie modlitwy ustne i myślne, aby doprowadzić duszę do doskonałej miłości ku Mnie i ku bliźniemu, i zachować ją w tej miłości.

Więc obrażają Mnie bardziej zaniedbując miłość bliźniego dla swego ćwiczenia i spokoju ducha, niż porzucając te ćwiczenia dla bliźniego. W miłości bliźniego znajdą Mnie na pewno, a w radości duchowej, w której Mnie szukają, będą Mnie pozbawieni. Powstrzymując się od niesienia pomocy bliźniemu, tym samym umniejszają miłość, którą dlań żywią; skoro zmniejszyła się w nich miłość bliźniego, tym samym moja miłość dla nich umniejsza się także, a z umniejszeniem mojej miłości umniejsza się również ich pociecha. Jakoż chcąc zyskać, tracą; chcąc stracić, zyskują. Kto chce stracić swe własne pociechy duchowe dla zbawienia bliźniego, otrzymuje w nagrodę Mnie, zyskuje Mnie i bliźniego swego. Za to, że pomagał bliźniemu służąc z miłością, kosztować będzie każdego czasu słodyczy miłości mojej (por. Mt 16,25; Mk 8,35; Łk 9,24).

Natomiast ten, co nie chce wyrzec się tych pociech, trwa w cierpieniu, bo niekiedy musi przecież służyć bliźniemu, gdy miłość lub potrzeba nakazują nieść mu pomoc w słabościach cielesnych i duchowych. Lecz wtedy czyni to tylko z trudem, z niechęcią ducha i z niepokojem sumienia i dręczy się tak, że staje się nieznośny dla siebie i innych. Spytajcie go, skąd ten smutek? „Zdaje się, odpowie, że straciłem pokój i pogodę ducha. Bo zaniedbałem wielu rzeczy, które zwykłem był czynić. Sądzę, że obraziłem Boga". Tak nie jest. Lecz ponieważ wypatruje tylko własnej pociechy, nie umie rozróżnić i poznać naprawdę, gdzie tkwi jego błąd. Inaczej widziałby, iż nie ma obrazy w tym, że nie posiada się pociechy duchowej, ani w tym, że opuszcza się modlitwę w czasie, gdy wymaga tego potrzeba bliźniego, lecz grzechem jest uchybić miłości bliźniego, którego powinno się kochać, służąc mu z miłości dla Mnie.
Teraz widzisz, jak dusza oszukuje się sama przez duchową miłość dla samej siebie.