CLXV - Jak Bóg nie odmierza nagrody według wagi i długotrwałości dzieł posłuszeństwa, lecz według stopnia miłości. O gotowości prawdziwie posłusznych. O cudach, które Bóg zdziałał przez tę cnotę. O roztropności w posłuszeństwie. O dziełach i nagrodzie prawdziwie posłusznych.

Wszystkich was umieściłem w winnicy posłuszeństwa, abyście zajmowali się różnymi pracami. Każdemu będzie dana płaca nie według trudu, którego dokonał, ani według czasu, który zużył, lecz według miłości; ten co przybył późno, nie otrzymuje mniej, niż ten, co przyszedł od początku. Tego chciała nauczyć was Prawda moja w świętej Ewangelii na przykładzie tych, którzy byli bezczynni i których wysłał Pan do pracy w winnicy swojej. Ci, którzy przyszli o świcie, nie otrzymali więcej, niż ci, co przybyli o godzinie pierwszej (por. Mt 20,1-6)7, ci co zjawili się o trzeciej, o szóstej, o dziewiątej, a nawet wieczorem, dostali to co pierwsi. Prawda ma chciała was pouczyć, że będziecie nagrodzeni nie według trwania i ważności waszej pracy, lecz według stopnia waszej miłości. Wielu dostało się w dzieciństwie do pracy w tej winnicy; inni przychodzą później, niektórzy dopiero w starości. Ci niekiedy, widząc krótkość pozostałego im czasu, oddają się pracy z takim ogniem miłości, że dościgają tych, co przybyli w dzieciństwie, lecz szli powolnym krokiem. Więc poprzez miłość w posłuszeństwie dusza otrzymuje swą zasługę; miłością napełnia ona swe naczynie we Mnie, który jestem morzem pokoju.

W wielu posłuszeństwo jest pełne gotowości, tak wcielone w ich duszę, że nie tylko nie dociekają powodu rozkazów przełożonego, lecz nie czekają nawet aż wyjdzie słowo z ust jego. W świetle wiary odgadują wprost zamiar przełożonego. Toteż prawdziwie posłuszny słucha raczej myśli, niż słowa, sądząc, że myśl przełożonego jest w mej woli i że rozkazuje on ze zrządzenia mej woli. Przeto rzekłem ci, że słucha on raczej myśli, niż słowa. Spełnia jego słowo, bo wpierw poddał się z miłością jego woli, oświecony światłem wiary, które ukazało mu jego wolę we Mnie.

Czytamy w żywotach świętych ojców o pięknym przykładzie tego posłuszeństwa natchnionego przez miłość. Pewien mnich otrzymawszy od przełożonego rozkaz w chwili, gdy właśnie zaczął pisać literę „O", taką drobnostkę, nie pozwolił sobie dokończyć jej, lecz niezwłocznie pospieszył tam, gdzie wzywało go posłuszeństwo. Aby zaświadczyć mu znakiem zewnętrznym, jak bardzo była Mi miła jego gotowość, dobrotliwość moja dokończyła złotem zaczętą literę.

Ta chwalebna cnota jest Mi tak miła, że dla żadnej innej nie dokonałem tylu cudów, nie dałem tylu znaków i świadectw zadowolenia, jakie Mi sprawia. Bo pochodzi z światła wiary.

Aby okazać, jak Mi jest przyjemna, ziemia jest jej posłuszna, zwierzęta są jej posłuszne, woda nosi na sobie posłusznych. Ziemia, jak rzekłem, słucha posłusznego. Pamiętasz, że czytałaś o tym uczniu, któremu opat jego dał suchy kij drewniany każąc mu w imię posłuszeństwa zasadzić go w ziemi i podlewać co dzień. Oświecony światłem wiary uczeń, nie spytał, czy to możliwe, lecz nie starając się dociec, co z tego będzie, spełnił po prostu rozkaz. Dzięki jego posłuszeństwu i wierze, suche drzewo zazieleniło się i wydało owoc, aby zaświadczyć, że dusza ta wyzwoliła się z suchości nieposłuszeństwa, aby ożywszy zrodzić owoc posłuszeństwa. Toteż święci ojcowie nazywali owoc tego drzewa jabłkiem posłuszeństwa.

A jak posłuszne są nierozumne zwierzęta! Spójrz na tego ucznia, któremu w imię posłuszeństwa, rozkazał opat, aby pochwycił smoka i uczeń przez cnotę posłuszeństwa ujął zwierzę i przywiódł do opata. Lecz ten, jako prawdziwy lekarz, chcąc ustrzec swego zakonnika od próżności i doświadczyć jego cierpliwości, wygnał go od siebie z naganą, mówiąc: ty zwierzu, przywiodłeś zwierza uwiązanego.

Toż samo z ogniem. Czytałaś w Piśmie Świętym, że wielu, nie chcąc przekraczać mych przykazań, wolało, aby wrzucono ich w ogień. Płomienie nie wyrządziły im żadnej szkody, jak zdarzyło się trojgu młodzieńcom w piecu i wielu innym, o czym można by opowiedzieć (por. Dn 3,12-24).

A woda! Słyszałaś o Maurze wysłanym w imię posłuszeństwa, aby wydobył z wody ucznia, który właśnie tonął. Nie dbając o siebie, myślał tylko, w świetle wiary, aby spełnić rozkaz przełożonego i ruszył śmiało. Szedł po wodzie, jakby kroczył po ziemi i ocalił ucznia.

Jeśli otworzysz oko intelektu, ujrzysz we wszystkich tych rzeczach jawną znakomitość tej cnoty.
Dla posłuszeństwa trzeba porzucić wszystko inne. Choćbyś wzniosła się w zachwyceniu do takiego zjednoczenia się ze Mną, że ciało twe zawisłoby nad ziemią, to gdybyś otrzymała rozkaz w imię posłuszeństwa, winna byś całym wysiłkiem wyrwać się z rozpamiętywania, gdybyś mogła. Bo mówię ogólnie, nie o wyjątkowych wypadkach, które nie podpadają pod prawo. Pamiętaj więc, że nie powinnaś nigdy porzucać modlitwy, w czasie na nią przeznaczonym, chyba że z miłości lub z posłuszeństwa. Mówię to, byś wiedziała, jak bardzo wymagam od mych sług gotowości w posłuszeństwie i jak bardzo jest Mi ono miłe.

Wszystko, co czyni posłuszny, przynosi zasługę. Jeśli je, czyni to z posłuszeństwa; jeśli śpi, to z posłuszeństwa. Czy chodzi, czy stoi, czy pości lub czuwa, wszystko to czyni z posłuszeństwa; jeśli służy bliźniemu, to z posłuszeństwa. Gdy idzie do chóru lub do refektarza, gdy przebywa w celi, któż go prowadzi lub zatrzymuje? Posłuszeństwo, które w świetle wiary rzuca go, martwego dla swej woli własnej, pełnego nienawiści i wzgardy dla siebie, w ramiona Zakonu i przełożonego.

Przez to posłuszeństwo odpoczywa w łodzi, powierzając się przewodnictwu kierownika swego. W ten sposób przepływa przez burzliwe morze tego życia, wśród wielkiej ciszy, z myślą pogodną i spokojnym sercem, bo posłuszeństwo z wiarą wygnało wszelką ciemność. Jest spokojny i bezpieczny, gdyż wyzbył się wszelkiej słabości i obawy, wyrzekając się woli własnej, z której pochodzi wszelka niemoc i nieuporządkowany strach.

Co jest pokarmem i napojem tego, co obrał sobie za oblubienicę posłuszeństwo? Pokarmem jego jest poznanie siebie i Mnie. Uświadamia on sobie, że sam nie istnieje, zdaje sobie sprawę z swej niedoskonałości i wie, że jestem Ten, który Jest, w którym kosztuje mej prawdy, ukazanej mu przez samą Prawdę moją, Słowo wcielone. Co jest napojem? Krew, ta krew, przez którą Słowo objawiło mu prawdę moją i niewymowną miłość moją dla niego; ta krew, którą Syn mój zaświadczył posłuszeństwo, bo ja, Ojciec wieczny, nakazałem Mu je z powodu was. Więc upaja się tą krwią i w upojeniu swym, w upojeniu krwią, w upojeniu posłuszeństwem Słowa, zatraca siebie, zatraca własne mniemanie, własną wiedzę, aby posiąść Mnie z łaski, światłem wiary, w świętym posłuszeństwie.

Całe życie jego jest pieśnią pokoju. W chwili śmierci otrzymuje on to, co przełożony przyrzekł mu przy profesji, życie wieczne, wizję pokoju i najwyższej ciszy, odpoczynek bez końca, niewysłowione dobro; którego nikt ocenić i pojąć nie może. Jest ono nieskończone, żadna rzecz skończona nie może być jego miarą, jak naczynie zanurzone w morzu nie może objąć jego bezmiaru, tylko tę cząstkę, którą zdolne jest w sobie pomieścić. Tylko morze ogarnia, rozumie siebie. Tak samo Ja, morze pokoju, jestem Ten, który siebie rozumie i zna swoją wartość. To że rozumiem siebie i znam wartość swoją jest moją radością. Tą radością, tym dobrem, które noszę w sobie, obdzielam was, każdego wedle miary jego, lecz w pełni. Nikt nie czuje próżni. Każdy otrzymuje doskonałą szczęśliwość, poznaje i pojmuje dobroć moją, o ile daję mu ją poznać.

Otóż posłuszny, oświecony światłem wiary w mej prawdzie, rozpalony ogniem miłości, namaszczony pokorą, upojony krwią, stowarzyszony z cierpliwością, siostrą posłuszeństwa, z pogardą dla siebie, z męstwem, z ciągłą wytrwałością i wszystkimi innymi cnotami, to jest ze skutkami wszystkich cnót, znalazł swój cel we Mnie, swym Stwórcy.