CXLII - Jak Bóg wspomaga dusze dając im sakramenty. Jak zaspokaja pragnienia swych sług łaknących sakramentu Ciała Chrystusowego. Jak wielokrotnie zaopatrzył cudownym sposobem dusze spragnioną tego sakramentu.

Wiesz, najdroższa córko, jak zaopatruję służebników moich, którzy pokładają we Mnie nadzieję? W dwojaki sposób. Opatrzność moja, co do mych stworzeń rozumnych, opiekuje się jednocześnie duszą i ciałem. Wszystkie zarządzenia mej opatrzności, w stosunku do ciała, wydane są na użytek duszy, aby wzbogacała się w światło wiary, pokładała nadzieję we Mnie i wyzbyła się zadufania w sobie. W ten sposób dojdzie do jasnego poznania, żem jest Ten, który jest, który może, chce i umie zaspokoić jej potrzeby i pomóc do zbawienia.

Co się tyczy duszy i życia jej, wiesz, że dałem jej sakramenty świętego Kościoła. Oto jej pokarm! Nie jest to chleb materialny, który służy ciału i który dałem ciału! Bo dusza jest niematerialna, potrzebuje niematerialnego pokarmu i żyje słowem moim. Toteż rzekła Prawda moja w świętej Ewangelii: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszelkim słowem, które pochodzi ode mnie (Mt 4,4; Łk 4,4). Powinna więc z żarliwością ducha iść za nauką mego wcielonego Słowa, które mocą swej krwi w sakramentach daje jej życie.

Sakramenty te są duchowe i dane są duszy, choć są zarządzane i rozdawane za pośrednictwem ciała. Sam ten akt nie udzieliłby duszy życia łaski, gdyby dusza nie przygotowała się do duchowego przyjęcia go przez prawdziwe i święte pragnienie, które mieszka w duszy, nie w ciele. Przeto rzekłem ci, że sakramenty są duchowe i udzielane są duszy niematerialnej. Choć podawane są za pośrednictwem ciała, przeznaczone są dla duszy, która je przez pragnienie przyjmuje.

Aby wzmóc ten głód i to święte pragnienie, wzbudzam w niej tęsknotę do nich i sprawiam, że ich otrzymać nie może, ta niemożność podnieca jej głód i uczy ją poznawać siebie, co doprowadza ją przez pokorę do osądzenia siebie niegodną. Wtedy czynię ją godną, używając często różnych sposobów, aby opatrzyć ją tym sakramentem.

Wiesz o tym ze słyszenia i doświadczyłaś tego sama, jeśli pamiętasz. Łaskawość mego Ducha Świętego, którego dobroć moja oddała jej na usługi, natchnie jakiegoś księdza myślą, że powinien udzielić jej tego pokarmu. Duch Święty naciska go ogniem mej miłości i pobudza jego sumienie. Pod tym naporem wewnętrznym kapłan godzi się zaspokoić głód tej duszy i spełnić jej życzenie. Czasem każę duszy czekać do ostatniej chwili .i kiedy straci wszelką nadzieję, otrzymuje to, czego pragnie.

Czyż nie mogłem uczynić od razu tego, co uczyniłem na końcu? To prawda. Lecz zwlekałem, aby wzmóc w duszy światło wiary i nauczyć ją, że nie powinna nigdy tracić nadziei w dobroć moją, a równocześnie uczynić ją ostrożną i roztropną, by lekkomyślnie nie oglądała się za siebie, ostygając w zapale świętego pragnienia.

Czy pamiętasz tę duszę, która przyszła do świętego Kościoła z wielkim pragnieniem przyjęcia komunii? Gdy kapłan podszedł do ołtarza, poprosiła go o Ciało Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka. Odpowiedział, że go jej nie da. W duszy wzrósł żal i pragnienie. Kapłan poczuł niepokój w sercu i gdy podniósł kielich, doznał tak silnych wyrzutów sumienia, że rzekł do ministranta: Spytaj ją, czy chce Komunii, dam ją jej chętnie. To Duch Święty, służebnik przydatny tej duszy przez opatrzność moją, trapił tak serce tego kapłana, by skłonić go do zaspokojenia jej pragnienia. Jakąż korzyść odniosła ta dusza przez tę odmowę? To, co było w niej tylko iskierką wiary i miłości, urosło w wielki pożar i pragnienie to tak rozpaliło jej serce, iż zdało się, że życie uleci z jej ciała. Przeto zezwoliłem na tę zwłokę tylko dlatego, aby wytępić w niej wszelką miłość własną, wszelkie wahanie, wszelkie zadufanie w sobie.

Wtedy dopomogłem za pośrednictwem człowieka. Innym razem działał sam, bez pośrednictwa, dobry sługa, Duch Święty, jak to zdarzyło się wielokrotnie wielu osobom i jak zdarza się co dzień sługom moim. Przytoczę ci, między innymi, dwa przedziwne przykłady, aby ukrzepić twą wiarę i wzmóc twą cześć dla mojej opatrzności.

Pamiętasz — bo sama słyszałaś o tym od tej duszy — że w dzień nawrócenia się chwalebnego apostoła i drogiego herolda mojego, Pawła, znajdowała się w kościele dusza, pragnąca przyjąć ten sakrament, chleb życia, pokarm aniołów, który dałem wszystkim ludziom. Prosiła on prawie wszystkich kapłanów, którzy przychodzili odprawiać mszę. Ze zrządzenia mej opatrzności od wszystkich doznała odmowy. Chciałem jej w ten sposób ukazać, że choć wszyscy ją zawiedli, Ja, Stwórca jej, pozostałem jej wierny. Aby jej tego dowieść, podczas ostatniej mszy użyłem słodkiego podstępu, aby bardziej upoiła się mą opatrznością.

Przed zaczęciem mszy oznajmiła ministrantowi, że chce przystąpić do Komunii, lecz ten nie uprzedził o tym kapłana. Nie otrzymawszy odpowiedzi odmownej, czekała z wielkim pragnieniem chwili, gdy będzie mogła przyjąć Komunię. Po skończeniu mszy poczuła w sobie niezmierny głód, płomienne łaknienie tego chleba życia, uznając się jednocześnie, przez wielką pokorę, niegodną i czyniąc sobie wyrzuty, że w zuchwałości swej śmiała marzyć o zjednoczeniu się z tak wielką tajemnicą. Wtedy Ja, który wywyższam pokornych, Bóg wieczny, pociągnąłem ku sobie pragnienie i żarliwość tej duszy i pogrążyłem jej myśl w przepaści mej Trójcy. Oświeciłem oko jej intelektu w mocy mojej, Ojca, w mądrości Jednorodzonego Syna mego i w łaskawości Ducha Świętego, którzy jesteśmy jednym. Dusza ta zjednoczyła się tak ściśle z naszą istotą, że ciało jej wzniosło się nad ziemię, bo w tym stanie jednoczącym dusza, jak ci rzekłem, jest doskonalej zjednoczona porywem miłości ze Mną, niż z własnym ciałem. W tej przepaści udzieliłem jej sam świętej Komunii, aby zaspokoić jej pragnienie. I na znak, że rzeczywiście doznała tej łaski, przez kilka dni czuła w sposób przedziwny, swymi cielesnymi zmysłami, smak i woń Krwi i Ciała Chrystusa ukrzyżowanego, Prawdy mojej. Więc odnowiła się cała w świetle mej opatrzności, której kosztowała z taką słodyczą. Wszystko to było widzialne tylko dla tej duszy, lecz niewidzialne dla innych stworzeń.

Drugiego faktu naocznym świadkiem był kapłan, któremu zdarzył się ten wypadek . Dusza ta pragnęła gorąco wysłuchać mszy i przyjąć komunię, lecz z powodu choroby nie mogła udać się do kościoła o właściwej godzinie. Spóźniła się więc i przybyła dopiero w momencie konsekracji. Msza odbywała się przy głównym ołtarzu, ona zaś zatrzymała się u przeciwnego końca kościoła, bo posłuszeństwo nie pozwalało jej przystąpić bliżej. Tam trwając mówiła z łkaniem: O, nędzna duszo moja, czy nie widzisz, jak wielką otrzymałaś łaskę: jesteś w świętym kościele bożym, widzisz kapłana, który odprawia mszę, choć zasłużyłaś za grzechy twoje, aby mieszkać w piekle! Lecz rozważania te nie uciszyły jej pragnienia, lecz przeciwnie, im niżej schodziła w dolinę pokory, tym bardziej czuła się wzniesiona nad siebie; łaska ma pozwoliła jej, przez wiarę i nadzieję, coraz bardziej poznawać dobroć moją, w której znalazła ufność w służebnika, Ducha Świętego, że zaspokoi jej głód. Wtedy dałem jej to, czego pragnęła, w sposób, którego nie mogła przewidzieć.

Przed komunią, w chwili, gdy kapłan dzieli hostię, oderwała się od niej cząsteczka, która spadła na ołtarz. Przez zrządzenie mej mocy cząsteczka ta, która się odłączyła, opuściła ołtarz i przeniosła się na drugi koniec kościoła, gdzie znajdowała się ta dusza. Dusza ta uczuła w tej chwili, że otrzymała Komunię, lecz sądząc, że stało się to w sposób niewidzialny i przez nikogo niezauważony, myślała, w płomiennej swej miłości, że znowu uciszyłem skrycie jej pragnienie, jak to zdarzyło się już niejednokrotnie. Lecz innego zdania był kapłan, który nie znajdując tej cząsteczki hostii, czuł ból nieznośny, aż służebnik dobrotliwości mojej, Duch Święty, oświecił go w myśli, kto ją otrzymał. Miał jednak wątpliwości, dopóki tego z nią nie wyjaśnił .

Czyż nie mogłem uleczyć choroby jej, która przeszkodziła jej pójść do kościoła i pozwolić jej zdążyć na czas, aby otrzymać Sakrament z rąk kapłana? Niewątpliwie, lecz chciałem dowieść tej duszy, że za pośrednictwem i bez pośrednictwa stworzenia, w każdym stanie, w każdym czasie, czegokolwiek by sobie życzyła, Ja mogę, umiem i chcę dać jej to, czego pragnie i więcej, niż umie pragnąć, cudownymi sposobami.

Niech ci to wystarczy, najdroższa córko, do zrozumienia zrządzeń opatrzności mojej względem dusz zgłodniałych tego słodkiego Sakramentu. Z tą samą dobrocią postępuję względem wszystkich innych, według potrzeb ich.

Teraz opowiem ci coś o działaniu mej opatrzności wewnątrz duszy bez pośrednictwa czynników cielesnych, jako narzędzi zewnętrznych. Napomknąłem ci już o tym w związku ze stanami duszy, lecz powrócę do tego raz jeszcze.