1/ Żywot: Misja Katarzyny wśród jej współczesnych


1. Oto mistyczny głos Orła, który wznosi się do najwyższego szczytu nieba; który Kościołowi wojującemu objawia tajemnice zamysłu Bożego i który w rozdziale XX (20,1) księgi objawień, czyli Apokalipsy, tak mówi: „Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce". Te słowa, jakkolwiek dotąd zostały już wyjaśnione przez świętych Doktorów, to dla moich celów (myślę, że się nie mylę) mogą być również użyte, skoro mamy zamiar opowiedzieć o dziejach Anielskiej Dziewicy, niebiańskiego raczej niż ludzkiego sposobu bycia. Tym licznym, którzy nie znają drogi zbawienia, odsłonić głębię przepastnej mądrości; a wszystkim chętnym słowem i przykładem ukazać święty łańcuch, którym wiąże się szatana, lub ściślej mówiąc, dać go im do rąk.

2. Nie zbłądzę, jeśli przez anioła zstępującego z nieba będziemy rozumieli owego wielkiej rady Anioła, Pana, Jezusa Chrystusa, który według świadectwa Apostoła zstąpił, a także wstąpił do nieba (por. Ef 4,10). On to niewątpliwie sprawił, że przebywanie z synami i córkami ludzkimi, których od wieków wybrał, stanowi dla Niego rozkosz. O Nim to powiada wspomniany Orzeł, że posiada klucz Dawida, którym się otwiera - a nikt nie zamknie, zamyka - a nikt nie otworzy. Sam zaświadcza, że posiada klucz pieklą, dlatego nie dziwota, że ma przy sobie łańcuch na związanie szatana. Prawdziwie nazywany jest Panem Aniołów czy wprost Aniołem, a tak dalece umiłował rodzaj ludzki, że litując się w sposób niewymowny, przyjął ludzką naturę do jedności osoby. Dlatego też powiedziano, że nie potrzebuje żadnych radości, raduje się wspaniale dzięki synom ludzkim, których wzywa jako narzędzia w wykonywaniu tego, co odwiecznie zamierzył. Stąd też objawia przez swoich wybranych najtajniejsze tajemnice od początku wieków. Stąd dokonywa zawsze przez posługę ludzi, których sobie upodobał, zadziwiających dzieł, wykraczających ponad prawa natury. Stąd, by objawić ludziom, mieszkańcom ziemi, prawo życia wywodzące się z nieba, nie kogo innego jak człowieka wybrał za pośrednika, którego wyznaczył na wodza ludu wybranego. Stąd wreszcie, jakby powodowany miłosnym pożądaniem do ludzkiej natury, przyjął ją całą od człowieka w osobie Dziewicy Maryi. Przyobleczony tą naturą jakby klejnotem miłości, przez nią i w niej w sposób tajemniczy zjednoczył się z całą ludzkością, i dokonawszy tego, tak bardzo umiłował rodzaj ludzki, że nie poprzestając na tym przedziwnym braterstwie okazanym ludziom, wydał siebie jako cenę ich zbawienia i aż do końca wieków dał swoje Ciało i Krew na pokarm dla dusz ludzkich, a siebie obiecał jako nagrodę dla wiernych.

3. Z tego, co dotąd powiedziano, każdy może ocenić, do jak wielkiej godności został wyniesiony rodzaj ludzki, jak wysoko znalazł się każdy chrześcijanin. Godność ludzka przewyższyła godność aniołów. I dzięki umniejszeniu się Boga (jeśli godzi się tak powiedzieć) nieco poniżej aniołów, ponad nich wyniósł On człowieka. „Uczyniłeś go - powiada Prorok19 - niewiele mniejszym od aniołów, uwieńczyłeś go czcią i chwałą. Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich, wszystko złożyłeś pod jego stopy [...]" (Ps 8,6). Komentując to, Apostoł w Liście do Hebrajczyków powiada o Chrystusie: „Ponieważ poddał Mu wszystko, nic nie zostawił, co by nie było Mu poddane" (2,8). Mądry czytelnik z tego, co dotychczas powiedziano, wywnioskuje, z jaką ufnością wierna dusza, która miłuje Zbawiciela, może do Niego przystąpić, z jakim zaufaniem iść w Jego ślady, jak licznych i słodkich dóbr może od Niego oczekiwać, skoro On całego siebie za nią wydał, a wszystko zawisło od Jego potęgi. O zaślepione lenistwo, o uparta zatwardziałości współczesnych czasów. O oziębłości dusz ludzkich, zamarzniętych bardziej od śniegu i lodu! Z jaką żarliwością dotychczas biegły za Barankiem dusze zaślubione w wierze Chrystusowi. Jak szybko szły za Nim, dokądkolwiek poszedł, nawet aż na krzyż! Ilu i ile ich było - obojga płci, każdego wieku i zawodu - gardzących światem i tym, co na świecie, jak śmieciami; wystawiających własne ciało wszelkiego rodzaju umartwieniom, cierniom utrapień i udręczeń ciała, i to z radosnym sercem. Jakież szczęśliwe czasy! Za wiekuistym Oblubieńcem biegnący raczej niż idący, by po bezpiecznym przejściu przez otchłań śmierci dojść do życia, które nie ma kresu. Iluż ich było, depczących to, co przemijające, ujarzmiających ciało trwającym stale męczeństwem, a wpatrujących się oczyma duszy w niebieskie radości; równocześnie budujących Kościół nauką i przykładem, by po długim bojowaniu, dopełniwszy dziewiczego życia, posiąść szczęśliwie życie niebieskie. A skąd to wszystko, jeśli nie stąd, że pochwycili do swego serca owego Wielkiej Rady Anioła, który zstąpił z nieba, i Jego dawidowym kluczem w swoich myślach zamknęli otchłań ziemi, by otworzyć niebo, a otrzymawszy równocześnie od Niego potężny łańcuch cnót, zwyciężyli i związali sprzeciwiającego się im szatana.

4. W owych czasach działo się to powszechnie i często. Ale także i w tych obecnych, nieszczęśliwych czasach, w których według proroczych słów Apostoła: pojawią się „ludzie samolubni" (2 Tym 3,2). Tenże Anioł nie przestaje przychodzić nam ze swoją wielką radą i pomocą, wzbudzając tu i tam na świecie niektóre wierne choć nieliczne dusze, obdarzając je hojnie wielkimi darami, budzącymi podziw u jednych, a niedowierzanie u innych. A co według mnie bardziej warte podkreślenia, ta obfitość łask przejawia się w szczególny sposób u płci słabszej, to znaczy u kobiet w naszych czasach, być może by zawstydzić pychę mężczyzn, tych zwłaszcza, którzy są nadęci poczuciem własnej godności, myślą, że wszystko wiedzą, lecz nic nie wiedzą, uważają się za mądrych, a nie mają pojęcia o Bożej słodyczy i nawet nie wstydzą się do tego przyznać. Tak, bezrozumni (żeby użyć słowa Apostoła, Rz 1,22), niestety, stali się dzisiaj ci, którzy chcą wiedzieć bez wiedzy, być mądrymi bez mądrości. Na takich to, jeśli się nie mylę, Wieczna Mądrość wydała wyrok, który ich zawstydza, przez pokorne nauczanie i przedziwne dzieła świętych dziewcząt, „by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga" (l Kor 1,29), a niemądry człowiek poznał, gdzie znajduje się mądrość, gdzie jest cnota, gdzie światło dla oczu i pokój.

5. Dlatego też sama wcielona Mądrość powołała do życia pewną wspaniałą dziewczynę, świętą dziewicę, w mieście Matki Boskiej: Sienie w Toskanii, mieście tak nazywanym od czasów starożytnych. Kiedy pilnie badam jej działalność i naukę, wydarzenia życia i nader szczęśliwą śmierć, to powinienem raczej popaść w zachwyt i płakać niż cokolwiek mówić. Bo czyż może serce nie zamilknąć wobec tylu i tak przedziwnych darów Najwyższego, kiedy patrzy na tę dziewczynę tak kruchą, niedojrzałą, wiekiem, plebejskiego pochodzenia, która bez ziemskiego nauczyciela i przewodnika wzniosła się na taki szczyt doskonałości, posiadła taką jasność i doskonałość wiedzy i to wszystko jedynie w czterech ścianach rodzinnego domu? Któż tu się nie zdumieje, nie popadnie w podziw, kto zdoła powstrzymać łzy radości i chluby? Dzięki Bożemu miłosierdziu, które nie chce, by ktokolwiek zginął, było dane mnie niegodnemu (bez żadnych mych zasług, choć może też i bez przeciwwskazań) przez wiele lat, prawie do końca jej życia, poznawać ją, cieszyć się jej siostrzaną przyjaźnią i być wybranym przez nią spowiednikiem. Mogłem więc poznać objawione jej przez Pana tajemnice i w nich uczestniczyć. By więc tego wielkiego talentu zleconego mi przez Boga nie trzymać zawiniętego w chustce (co nie daj Boże), jak to było w wypadku owego niegodziwego sługi z Ewangelii, chcę go wyłożyć na publiczny stół dla obfitego pożytku dusz ludzkich, bym z zyskiem, według Bożej miary, mógł go w swoim czasie odebrać w obliczu Zbawiciela.

6. Ponieważ słowa Jana przytoczone wyżej użyłem zgodnie z moim zamysłem, a nie sądzę, bym się w tym pomylił, więc powtarzam je jeszcze raz i głośno obwieszczam wiekom teraźniejszym i przyszłym. Ja, Rajmund, tego imienia używam, ale w tym wypadku nazwany przez Katarzynę Dziewicę Janem ze względu na objawione mi przez nią tajemnice: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od czeluści i wielki łańcuch w ręce" (Ap 20,1). Ujrzałem i byłem tam obecny. A chociaż Pan zdziałał wiele i wspaniałych dzieł, zanim ją poznałem, wszystko to jednak usłyszałem o nich od niej pod tajemnicą spowiedzi lub od innych osób obojga płci, godnych pełnego zaufania, którzy byli tych rzeczy naocznymi świadkami. Widziałem tedy i słyszałem, tak że mogę ja i ci, którzy tam byli obecni, powiedzieć, że to, cośmy ujrzeli i usłyszeli o słowie życia, działającym w tej godnej podziwu dziewicy, to wam wiernie oznajmiamy. „Bo my nie możemy nie mówić tego, [powtarzamy za Piotrem i Janem], cośmy widzieli i słyszeli" (Dz 4,20), i nie głosić tego wszystkim. Przypatrujmy się tedy pilnie, wierni chrześcijanie, temu słowu, które stało się ciałem, a które Pan uczynił i ukazał nam grzesznikom, z których ja jestem pierwszy, słowu, które jak wyżej rzekłem, sam oglądałem.

A cóż, zaklinam się, oglądałem? Oglądałem anioła zstępującego z nieba. Bowiem ta kobieta, o której mówię, to raczej nie kobieta, lecz anioł ziemski lub (jeśli wolisz) człowiek niebiański. Tak powinna być nazwana. Bo czyż nie jest rzeczą anielską i niebiańską wyzbyć się całkowicie wszelkich niedozwolonych i dozwolonych przyjemności, przebywać zawsze myślą w niebie, wypowiadać tylko słowa życia wiecznego; bez jadła, napoju i snu, cierpiąc różne poważne choroby ciała, nie tylko żyć, ale się radować i stale, bez znużenia zajmować się tym, co Boże i co służy zbawieniu dusz? Któż nazwie to ziemskim czy ludzkim? Zamilczę o znakach i cudach w naszej obecności zdziałanych przez nią mocą Pana. Nie pora tu mówić o nich szczegółowo. Będzie później o nich mowa. Nie dziwne zatem, jeśli nazwaliśmy ją aniołem, skoro czystością ciała i ducha naśladując anielską naturę, spełniała także nieustannie anielską posługę z woli Króla Aniołów.

7. Słusznie też trzeba powiedzieć, że z nieba zstąpiła, ponieważ trwając w niebie w świętym obcowaniu, przez pokorne o sobie mniemanie i współczucie dla bliźnich często zstępowała na ziemię. Ponieważ zaś napisane jest o Oblubieńcu, że ten który zstąpił, jest tym samym, który wstąpił, więc i prawdziwa oblubienica usiłuje pójść w ślady swego Oblubieńca. Ta cudowna dziewica po drabinie Jakubowej zstępowała i wstępowała razem z aniołami, by oglądając oblicze Pana na najwyższym szczeblu drabiny, otrzymać obfite błogosławieństwo, a potem zstąpić i obdzielić nim mieszkańców ziemi. To wszystko czyniła na drabinie Jakubowej, bowiem jak niżej, jeśli Bóg pozwoli, się okaże, o cokolwiek prosiła Pana i cokolwiek zdziałała, wszystko to działo się dzięki pośrednictwu chwalebnej Bożej Rodzicielki Maryi i człowieczeństwa Zbawiciela z niej wziętego, a jedno i drugie jak najtrafniej symbolizuje drabina Jakubowa. Podobnie też mistyczne znaczenie ma zstępujący anioł z kluczem Czeluści, jak mówiliśmy, bowiem owa anielska dziewica, wnikająca w głębię Bożej Mądrości, na ile jest to dostępne duszy pielgrzymującej, nam tę Mądrość otwiera i pokazuje. Któż bowiem, czytając jej listy, które kieruje niemal do całego świata, do wiernych chrześcijan, do osób różnego stanu i stanowiska, nie dozna podziwu, nie zdumieje się wobec wykwintnego stylu, głębi myśli, i jakże wielkiej użyteczności dla zbawienia dusz? Wypowiada się językiem potocznym, nie znała bowiem literatury. Ponieważ jednak miała „potężnego wspomożyciela" (Ps 71,7), z pomocą klucza głębi jej sposób wypowiadania się (jeśli ktoś zwrócił pilną uwagę) jest bardziej sposobem św. Pawła niż Katarzyny, bardziej któregoś z apostołów niż dziewczyny. Swoje listy tak szybko dyktowała, bez przerw, choćby krótkich, na zastanowienie się, że miało się wrażenie, jakby miała przed sobą jakąś książkę. Ja sam często widziałem ją, jak dyktowała równocześnie dwu piszącym dwa różne listy, przeznaczone do różnych osób i na różne tematy. I żaden z piszących nie doznawał zwłoki w pisaniu, i słyszał tylko to, co jego dotyczyło. Kiedy wyraziłem zdziwienie, wielu z tych, którzy ją znali przede mną, mówiło mi, że nieraz widzieli ją dyktującą trzem naraz, a nawet czterem pisarzom z tą samą szybkością i świetną pamięcią. Że to działo się w niewieścim ciele umartwianym czuwaniem i postami, jest dla mnie raczej znakiem cudu i nadprzyrodzonego działania, niż jakiejkolwiek naturalnej cnoty.

Ponadto jeśli ktoś zajrzałby do książki, którą niewątpliwie podyktował jej Duch Święty, napisanej w jej dialekcie, czy mógłby sobie wyobrazić i uwierzyć, że to jest dzieło kobiety? Styl elegancki, że trudno znaleźć podobny w języku łacińskim, jak sam mogłem się przekonać, usiłując obecnie zrobić tłumaczenie łacińskie. Myśli są tak wzniosłe, a zarazem głębokie, że gdybyś je usłyszał wypowiedziane po łacinie, rzekłbyś, że to są słowa św. Augustyna, a nie kogoś innego. A jak są użyteczne dla duszy pragnącej zbawienia, tego ani w krótkości, ani łatwo nie da się wypowiedzieć słowami. Są tam ukazane subtelne pokusy odwiecznego wroga, ale także wszelkie drogi i sposoby, jak go pokonać; jak podobać się Najwyższemu. Ukazane są dobrodziejstwa Zbawiciela, udzielane przezeń rozumnym stworzeniom, ale i winy, które dzisiaj niestety w tym naszym rozwiązłym wieku powszechnie są popełniane; znajdziesz tam jednak środki zaradcze na nie. To, co tam jest zawarte, jak mi mówili jej pisarze, nie powstało w wyniku pracy umysłu, ale w ekstazie, w rozmowie z Oblubieńcem. Dlatego też i sama książka ma charakter dialogu pomiędzy Stwórcą i stworzoną przezeń rozumną i pielgrzymującą duszą.

9. Jakkolwiek jej pisma ze wszech miar dla wszystkich są godne polecenia, nie mogę jednak poprzestać tylko na nich. Okazują się zbyt skromne w porównaniu z jej żywą mową, gdy zajmuje się ludzkimi sprawami. Pan bowiem dał jej język tak wyćwiczony, że mogła wypowiadać się w każdej sytuacji, a słowa jej „płonęły jak pochodnie" i nie było nikogo, kto mógłby zupełnie osłonić się od ich ognia. Stąd też, wśród tych, którzy ją znali i podążali, lub nie, w jej ślady, panuje powszechna opinia, że nie zdarzyło się, by ktoś, kto przyszedł jej posłuchać w złej intencji, może nawet ją wyśmiać, nie wrócił od niej choćby trochę skruszony, jeśli nie bardzo, a nawet zupełnie nawrócony. Kto w tych znakach nie dostrzeże w niej płonącego ognia? Kto będzie szukał innego dowodu na to, że przemawiał przez nią Chrystus? „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo", jak mówi Prawda; a „dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro" itd., jak powiada taż sama Prawda wcielona (Łk 6,43-47). Zobaczyłbyś nieraz takich, którzy przyszli, by sobie zadrwić z Katarzyny, a potem odchodzili ze łzami, takich, którzy przyszli z sercem nadętym i karkiem wyniosłym, a wyszli, wzdychając, z głową pochyloną; takich, którzy we własnych oczach uchodzili za mądrych, a kiedy ją posłyszeli, zdumieni kładli palec na usta i między sobą szeptali: „skąd ona zna pisma, skoro się nie uczyła?". Skąd w tej dziewczynce taka mądrość? Kto ją tak doskonale wykształcił? Kto ją nauczył takich wzniosłych rzeczy? Wszystko to dla każdego myślącego człowieka było pełnym świadectwem, że posiadała klucz od Otchłani, to znaczy od głębi nadprzyrodzonej mądrości, i oświecając mroczne umysły, otwierała ociemniałym skarb światła wiecznego.

10. Na koniec przypomnimy słowa św. Jana, użyte jako motto tego wstępu o aniele, który trzyma „wielki łańcuch w ręce". Odniesiemy je do jej imienia. Czy to dziwne, że Katarzyna miała łańcuch? Czy te dwa słowa nie kojarzą się z sobą? Jeśli słowo „Katarzyna" użyjesz na sposób synkopy, będziesz miał „catena" (łańcuch), a jeśli do słowa „catena" dodasz jedną sylabę, otrzymasz imię: „Katarzyna". Ale zaklinam, czyż pójdziemy tylko za słowami i znakami, zaniedbując treść i tajemnicę w nich zawartą? Wszak nie tylko słowa, ale i ich znaczenia wskazują nam ich związek. „Catha" w języku greckim znaczy, „powszechny". Stąd też mówimy, czerpiąc z języka greckiego, „Kościół katolicki" - czyli „powszechny". Stąd „Katarzyna" i „catena" naprowadzają nas na pojęcie powszechności; „Catena" - łańcuch z racji swej struktury składa się z ogniw sporządzonych z określonego materiału, tak między sobą powiązanych, że nie mogą się od siebie same oddzielić, chyba że się je siłą rozerwie. „Catena" zatem według powszechnego rozumienia to zestaw poszczególnych elementów, co też potwierdza Filozof. Ta jedność różnych członów, albo inaczej różnorodność w jedności, wskazuje na dwa rodzaje udzielonych nam dóbr, mianowicie na wiernych, z których składa się Kościół, i na cnoty, składające się na zbawienie dusz. W każdym z tych dwu rodzajów, miłych Bogu, odnajdziesz powszechność i różnorodność jako konieczny warunek. Nie można też mówić o powszechności w ogóle, jeśli nie obejmie ona zarazem powszechności Kościoła i powszechności cnót.

11. W tym, że u źródeł imienia Katarzyny kojarzą się różnorodność i powszechność (to oznacza słowo „catena"), kryje się być może niemała tajemnica. Wiadomo, że cnoty są z sobą powiązane, tak że jedna bez drugiej samotnie nie może istnieć i że również każda ma swoją specyfikę, jakiej żadna z pozostałych nie posiada. Podobnie i wierni jednej wiary i połączeni jedną miłością podlegają prawu, że jeżeli ktoś od tej jedności odpadnie, przestaje być wiernym. Jest jednak absolutnie konieczne, żeby poszczególni wierni posiadali właściwe sobie łaski Ducha Świętego, który je przydziela każdemu, jak chce. Zresztą i same ich podmioty różnią się między sobą co do swej natury. Czy więc jeden łańcuch na podstawie tego, co wyżej było powiedziane, nie ukazał ci jasno natury jednej i drugiej powszechności? Różnorodność w jedności i jedność w różnorodności ukazuje jasno, że jeżeli jedno i drugie tworzy łańcuch, to wynika stąd, że biorąc pod uwagę to, co wyżej było powiedziane, w imieniu Katarzyny jedno i drugie się zawiera. Nie dziwi więc i człowiekowi myślącemu nie wyda się niczymnowym, kiedy się powie, że Katarzyna, która otrzymała od Panapełnię cnót, a we wspólnocie uczestniczyła z taką miłością w seru, miała w swym ręku łańcuch. Te obie powszechności posiadałanie w minimalnym stopniu, nie w średnim, ale doskonałym i nadwyczajnym. Zbyt zwięźle, tak mi się wydaje, wypowiedziałemto, co zamierzyłem; chcę jednak szerzej to wyjaśnić.

12. Widziałem i to często, choć sam jestem pełen wad, osobycnotliwe, ale nie przypominam sobie, bym widział, i nie sądzę, bym w przyszłości zobaczył taką wspaniałość cnót, jaka najwidoczniej ujawniała się w tej Dziewicy. Zacznijmy od fundamentu i warunku cnót, pokory: taka w niej była, że nie tylko pragnęła uniżyć się wobec najlichszego człowieka, nie tylko zawsze chciała uchodzić za najmniejszą ze wszystkich, ale uważała siebie za przyczynę wszelkiego zła, jakiego inni doznają. Stąd też ilekroć doznała jakiejś krzywdy z czyjejś strony, mówiła do siebie: „Ty jesteś przyczyną wszelkiego zła, z twoich nieprawości to wszystko pochodzi, zbadaj więc i opłakuj swoje grzechy u stóp Pana, byś mogła usłyszeć z Magdaleną: »Odpuszczają ci się twoje grzechy«". Zwróć uwagę czytelniku nie tylko na samą pokorę, ale też na jej głębsze źródło. Mało jej było podlegać innym, okazywać posłuszeństwo, znosić krzywdy cierpliwie, ale ponadto według nauki Pana, poczytywać siebie za sługę nieużyteczną i co więcej, bardziej od innych i za innych, nawet prześladowców, czuć się winną wobec Pana. Tak więc uważała siebie nie tylko za podległą innym, za najniższą spośród innych, ale niewątpliwie za dłużniczkę wszystkich. Stąd też nie licząc się ze słusznym czy niesłusznym sądem ze strony bliźniego ani nie oceniając samej siebie, uniżała się, kładąc się pod stopy wszystkich. Widzisz czytelniku, jak radykalnie wykluczoną była tutaj pycha, jak mądrze przezwyciężona była miłość własna i jak doskonale realizowana była miłość bliźniego, jeżeli zachowuje się Prawo. Czy zwróciłeś uwagę na miłość i pokorę w jednym działaniu związane jak ogniwa łańcucha? Czy nie wydaje ci się, że taki łańcuch wystarczy, by pełnego pychy szatana schwytać, jak przytoczony wyżej świadek Jan Apostoł wspomina?

13. Być może to, co mówię, wzbudziło w tobie wątpliwości. Pragnę je przegnać z twojego umysłu, byś niejasności nie poczytał za fałsz. Mógłbyś może powiedzieć przez to, co wyżej o niej wspomniano, iż skoro pragnęła czuć się mniejszą od najlichszego człowieka, stawiała przez to siebie wyżej od wszystkich, że to nie zostało szerzej wyjaśnione, albo że w to nie wierzysz, albo nie przywiązujesz do tego większej wagi. Chcę jednak, byś wiedział, że przekroczylibyśmy nadmiernie granice wstępu, gdybyśmy to, co w nim zawarte, chcieli szczegółowo rozwijać. Wystarczy, że w ramach samej książki wszystko szerzej będzie wyrażone. Wiedz na teraz, że owa dziewica wszystkim - szczególnie we własnym domu, włącznie ze służącą, a także biednym, i chorym w szpitalu - z własnej woli była uległa i stale posłuszna, i nie chciała żyć bez uległości przez cały ciąg swego życia, o czym szerzej będzie mowa w samej książce. Myślę, że już dość było powiedziane o tym, że najniżej stawiała siebie. Żebym jednak mógł usunąć z twego umysłu wszelką wątpliwość, chcę, byś wiedział, że ja sam kiedyś ją zapytałem, jak to może być, żeby w zgodzie z prawdą uważać siebie za przyczynę wszelkiego dziejącego się zła. Ta z pełną świadomością oświadczyła, że tak, i dodała: „Gdybym ja była doskonale zapalona ogniem miłości Bożej i  prosiła mojego Zbawiciela gorejącym sercem, to On, który cały jest miłosierdziem, okazałby wszystkim miłosierdzie i sprawiłby, że od ognia, którym ja bym płonęła, wszyscy by zapłonęli. A cóż to jest, co stoi na przeszkodzie tak wielkiemu dobru? Nic innego, jak moje grzechy. Brak nie może pochodzić od Stwórcy, w którym nie ma żadnych niedoskonałości. Wynika więc z tego, że może być tylko ze mnie i przeze mnie. Ponadto, kiedy rozważam, ile i jak wielkich łask Bóg w swoim miłosierdziu mi udzielił, bym okazała się taką (bez braków), jak rzekłam, a ja dla nieprawości moich taka, jaką być powinnam, nie jestem, co jest dla mnie oczywiste, złoszczę się na samą siebie i opłakuję swoje grzechy. Nie popadam jednak w rozpacz, ale tym więcej ufam, że Bóg mi je odpuści".

14. Mówiła mi to w zapale ducha, ja zaś podziwiając nowy typ pokory i miłości heroicznej, gdy nawet notoryczne grzechy bliźnich sobie przypisywała, to chociaż nasuwało mi to niejakie wątpliwości, wolałem milczeć, niż wyrażać jakieś zastrzeżenia w stosunku do takiej mistrzyni cnót. Zwróciłem już uwagę, a teraz jeszcze bardziej to czynię, jak pokora, wiara, nadzieja i królowa wszystkich cnót - miłość przedziwnie i doskonale wiązały się w niej w jednym akcie; pokora bowiem sprawiała, że w przedziwny sposób winy bliźnich sobie przypisywała, ich samych nie potępiając; wiara ukazywała jej, jak łaskawy i miłosierny jest Pan i wielkoduszny wobec grzeszników, i jak obfity owoc przynosi ogień w sercach sług Bożych; nadzieja podtrzymywała ją, by mimo tych i tak wielkich grzechów z ufnością odwoływała się do Bożego miłosierdzia, mając na uwadze siebie i innych. A to wszystko sprawiała miłość, która nigdy nie gaśnie. Do tego dołączała się skrucha za grzechy połączona z zadośćuczynieniem łez duszy i ciała, wyjątkowa gorliwość o dusze i podziwu godna troska w zbawienie całego świata. O dobry czytelniku, co ci się zdaje po tym, coś dotąd przeczytał? Czy już w tym pierwszym ukazanym ci obrazie świętej Dziewicy nie dostrzegasz wyjątkowo wielkiego łańcucha cnót? Czy nie widzisz jasno, że słusznie nosi imię Catena, czyli Katarzyna, i że podejmując nasz temat celowo użyliśmy zdania, że „wielki łańcuch trzymała w swoim ręku"? Powiedzieliśmy, że w rzeczy samej był to łańcuch dwojaki: cnót i dusz wiernych, z których składa się Kościół, i te dwa łańcuchy w sposób doskonały nosiła w swoim sercu. Niech ci się więc nie wydaje, że była mowa o jednym, zwróć pilniej uwagę, a dostrzeżesz dwa.

15. Dla jaśniejszego ukazania tego, o czym mowa, wiedz, że taki był w niej żar miłości do każdego z wiernych, a szczególnie do całej ich społeczności, iż wszystkie jej myśli, słowa, czyny, zamiary, całe jej życie nic innego nie miały na uwadze, jak współczucie i miłość bliźniego. Któż zdołałby wyliczyć jałmużny, które udzielała ubogim, posługi świadczone chorym, asystowania przy umierających? Kto zliczy pociechy udzielone uciśnionym, nawrócenia grzeszników, utwierdzenia w dobrym sprawiedliwych, znoszenia ludzi złych, okazywany szacunek dla wszystkich do niej przychodzących, co przyczyniało się skutecznie do ich zbawienia? Kto także zdołałby wyśledzić, ile łez wylała, ile serdecznych westchnień, wytrwałych modlitw, jęków nieustannych, które dniem i nocą, z rosą na czole wydobywała z piersi w obliczu jej Oblubieńca, by wybłagać zbawienny koniec dla poszczególnych ludzi? Za dowód mogą posłużyć wyznania licznych świadków, którzy ją słyszeli, jak w ekstazie wołała do Oblubieńca: „Czy mogę, Panie, być zadowolona, jeśli ktoś z tych, którzy, tak jak i ja, na Twój obraz i podobieństwo są stworzeni, zginie i wypadnie z moich rąk. Ja nie chcę, by choćby jeden spośród moich braci się zatracił, związanych ze mną naturą czy łaską. Chcę, by starodawny wróg wszystkich utracił, natomiast byś Ty ich posiadł ku większej chwale i sławie Twojego Imienia. Byłoby dla mnie lepiej, gdyby wszyscy byli zbawieni, a ja sama bym poniosła kary piekła, bylebym tylko nie utraciła Twojej miłości, niż gdybym ja była w raju, a ci wszyscy zginęli potępieni; większa bowiem cześć i chwała Twojego Imienia byłaby w pierwszym niż drugim wypadku". Pan jej odpowiedział, o czym w tajemnicy mi się zwierzyła: „W piekle nie może istnieć miłość, gdyby zaistniała, spowodowałaby jego całkowitą zagładę, łatwiej byłoby zniszczyć piekło, niż żeby miłość mogła z nim współistnieć". Na to ona: „Jeżeliby Twoja prawda i sprawiedliwość miały doznać uszczerbku, to wołałabym, żeby piekło zostało zniszczone, a wtedy żadna dusza by się tam nie dostała. Albo też zjednoczona w miłości z Tobą położyłabym się u wejścia do piekła, by je zablokować i nie dopuścić, by ktokolwiek tam wszedł. Byłoby dla mnie szczęściem, gdyby wszyscy moi bliźni ocaleli".

16. Możesz z tego czytelniku jasno się przekonać, chyba się nie mylę, jak szczęśliwie i doskonale ta Dziewica była ozdobiona owymi dwoma złotymi łańcuchami w swojej duszy, tak że nie ma potrzeby, by wszystko szczegółowo opowiadać i ze wstępu robić traktat. Wystarczy dla zjednania twojej życzliwości i uwagi ogólnie i po prostu, lecz zgodnie z prawdą, ukazać jej wspaniałości. Pragnę, byś wiedział, że gdybyś ze mną widział i słyszał to, co ja sam widziałem i słyszałem, ujrzałbyś ją oczyma duszy jako naśladowczynię pokory i czystości Błogosławionej Dziewicy, surowości i ubóstwa Jana Chrzciciela, pokuty i ubóstwa Marii Magdaleny, szczerości i świętości Jana Ewangelisty. Zobaczyłbyś w niej wiarę Piotra, nadzieję Szczepana, mądrą miłość Pawła, cierpliwość Hioba, przezorność Noego, posłuszeństwo Abrahama, łagodność Mojżesza, gorliwość Eliasza, cuda Elizeusza. Z Jakubem oddawała się kontemplacji, z Józefem przepowiadała przyszłość, z Danielem odsłaniała tajemnice, z Dawidem dniem i nocą wielbiła Najwyższego. Nie przesadzam, gdy to mówię, najdroższy czytelniku, nie przesadzam. Niżej, gdy będziesz czytał, znajdziesz w szczegółach to, co tu w skrócie i ogólnie było powiedziane, i przekonasz się, że nie było tu żadnej przesady. Nie jest rzeczą trudną w każdym ze świętych widzieć naśladowcę Zbawiciela i jego chwalebnej Rodzicielki, i nie jest przesadą o tym mówić. Nie dorównuje bowiem swojemu wzorcowi, ale Go tylko naśladuje na swoją miarę. Nie szuka się bowiem u naśladowcy pełnej doskonałości, takiej, jaka jest u Tego, którego on naśladuje. Stąd też Apostoł narodów, wzywając swoich uczniów do doskonałości chrześcijańskiej, mówi: „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa" (l Kor 11,1). W tych słowach, jeśli dobrze zwróci się uwagę, wzywa Apostoł wszystkich wiernych nie tylko do naśladowania siebie, ale także Jezusa Chrystusa. Jeżeli powiedziałem: „Zobaczyłbyś w Katarzynie wiarę Piotra" itd., nie uznasz za niestosowne, by pójść tą samą drogą. Każdy bowiem może być nazwany Piotrem co do wiary, jeśli doskonale w Chrystusa wierzy, i tak też w przypadku innych świętych. Gdy zaś chodzi o Katarzynę, to z pomocą Bożą niżej zobaczysz, w jak nowy i doskonały sposób posiadała wyżej wymienione cnoty i jak je zestroiła ze wspomnianymi świętymi, tak że jeśli przedtem budziło się w tobie zdziwienie, to teraz z serca ustąpi.

17. Wystarczająco ukazany ci został łańcuch, którym szatan został związany, a który trzymała w swoim ręku jako dziewiczy anioł. To jest łańcuch cnót, po którym wstępowała do nieba. Po drugim, łańcuchu wiernych, przyczyniając się do ich zbawienia, zstępowała z nieba. Nie ma się co dziwić, jeśli tymi dwoma łańcuchami został szatan związany. Jak to św. Jan zauważa, żaden uczony teolog nie poda w wątpliwość, że królestwo szatana na tyle może się ostać, na ile grzeszni ludzie dobrowolnie mu się poddadzą. Nigdy bowiem szatan, z własnej winy potępiony, i związany tym swoim potępieniem, nie jest zdolny panować w oparciu o własną moc, ale tylko jeśli podporządkuje pod władzę swojej przewrotnej woli umysły innych stworzeń. Stąd mówi Pismo Święte: „On jest królem nad wszystkimi synami pychy" (Hi 41,25 wg Wulgaty). Z pychy bowiem są zrodzeni ci, nad którymi rządzi, nie mógłby bowiem rządzić, gdyby wcześniej wola przez pychę nie stała się przewrotna. Jego więc królestwo pochodzi nie z własnej mocy, ale z przewrotności innych. A jeśli tak, to niewątpliwie i jego zagłada także od innych zależy. Dlatego też każdy, jeśli tylko zechce, może łatwo to królestwo zniszczyć. Mówię: ,jeśli zechce", oczywiście dzięki łasce danej przez Jezusa Chrystusa. Stąd też i sam Mistrz i Pan, gdy zbliżała się Jego męka i śmierć dla zgładzenia naszych win i udzielenia nam swojej łaski, powiedział do swoich uczniów, a także do Żydów: „Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz" (J 12,31). Z nadejściem bowiem łaski, jaka została nam wysłużona z owej męki, wola ludzka otrzymała nową moc, królestwo szatana zostało skazane na całkowitą zagładę i wyrzucenie z zajmowanych pozycji.

18. Tak jak dzięki łasce mocą cnót szatan zostaje wyrzucony, to również dzięki nim zostaje związany. Bowiem dusza wierna, w której przebywa łaska, staje się z dnia na dzień dzięki wzrostowi zasług i łaski coraz silniejsza i świętsza, i mocną ręką nie tylko szatana wypędza, ale wiąże i zabija. Niekiedy duszom wiernych udzielana bywa tak wielka łaska, że nie tylko z własnego wnętrza, ale także z innych wypędzają szatana. A nie tylko wypędzają, lecz swymi modlitwami i zasługami wyjednują u Pana, że szatan zostaje tak skrępowany, iż tym, z których został wyrzucony, nie jest w stanie wyrządzić niczego, co by było ze szkodą dla ich zbawienia. Niekiedy też bywa udzielana przez Pana tak wielka moc, że ci, co ją posiedli, wypędzają demony z ciał opętanych. To nie znaczy, że wypędzić szatana z ciała jest czymś większym niż z duszy, tylko że uzdrowienie cielesne bardziej rzuca się w oczy niż uzdrowienie duchowe. I Pan pragnie, by świętość tych osób, Jemu znana, gdy połączona jest z doskonałością cnót, także ujawniła się przed ludzkimi oczyma, i by to przyczyniło się do większej czci Bożej i zbawienia ludzi.

19. Wróćmy teraz do tego, od czegośmy zaczęli. Ta święta Dziewica, której dzieje pragniemy opowiedzieć, posiadając z daru Bożego w sposób doskonały łańcuch cnót i spajając z nim węzłem doskonałej miłości łańcuch wiernych dusz, jednym i drugim wiązała szatana. Przy pomocy pierwszego unicestwiła jego potęgę, by nie mógł zdziałać nic, co przerasta jego naturalne możliwości; przy pomocy drugiego nie dozwoliła mu wyrządzać szkody wiernym, tym zwłaszcza, których sama zrodziła dla Chrystusa, o czym z woli Najwyższego będzie szerzej mowa. Prawdziwe  i słuszne jest, co powiedziałem za Janem Ewangelistą: „Ujrzałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat" (Ap 20,2). Na tym kończę wstęp, by nie przeciągać. Proszę cię jednak czytelniku, zwróć z Bożą pomocą uwagę, jak to wszystko sprawdza się w tej chwalebnej Dziewicy, zwłaszcza gdy uważnie przypatrzysz się początkom, latom dojrzałym i schyłkowi życia. Kończymy zatem to, czym Pan zechciał nas pouczyć mistycznym głosem Orła, a co było także zgodne z naszym planem. Przystąpimy teraz do opo­wieści o czynach tej świętej Dziewicy.


W: Rajmund z Kapui, Żywot Świętej Katarzyny ze Sieny, Wydawnictwo "W drodze", Poznań 2010.