List - do papieża Grzegorza XI


kwiecień-maj 1376

W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi.

Czcigodny Ojcze Święty, Ojcze mój w Chrystusie, słodkim Jezusie. Ja, Katarzyna, niegodna twoja córka, sługa i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, piszę do ciebie w drogocennej Krwi Jego, pragnąc cię ujrzeć jako człowieka mężnego, wolnego od wszelkiego służalczego lęku, naśladującego słodkiego i dobrego Jezusa, którego jesteś namiestnikiem. Jego miłość ku nam była tak ogromna, że pobiegł na haniebną śmierć krzyżową, nie zważając na udręki, szyderstwa, grubiaństwa i zniewagi.

Wszystko zniósł, niczego się nie lękał, gdyż bardzo pragnął chwały Ojca i naszego zbawienia. Dla wszystkiego co umiłował, zatracił siebie jako człowieka. Ach, Ojcze Święty, chcę, abyś tak samo postąpił. Porzuć swą miłość własną, nie kochaj siebie dla siebie ani żadnego stworzenia dla siebie, ale siebie oraz bliźniego swego – dla Boga i Boga dla Niego samego, gdyż jako najwyższe i wieczne Dobro jest On godzien miłości. Miej zawsze przed oczyma umęczonego Baranka, gdyż wspomnienie Jego Krwi zachęci cię do dalszej walki. We Krwi Chrystusowej utopisz wszelki lęk, staniesz się i pozostaniesz na zawsze dobrym pasterzem, oddającym nawet życie za owce swoje.

Dalej, żywo, rusz się, Ojcze! Nie stój ciągle w miejscu! Rozpal w sobie ogień wielkiego pragnienia, oczekując wspomożenia Bożego i wyroków Opatrzności Bożej. Wydaje mi się bowiem, że dobroć Boża chwyciła w swoje ryzy groźne wilki [Są to Florentyńczycy, którzy w rozmowach z Katarzyną wyrazili gotowość zawarcia ugody z papieżem.] i przemienia ich w baranki. Natychmiast do nich pójdę, aby skruszonych przywrócić na łono Kościoła. Jestem pewna, Ojcze Święty, iż mimo wyrządzonych ci przykrości i zniewag przyjmiesz ich jak ojciec, wzorując się na słodkiej pierwszej Prawdzie, która mówi, że dobry pasterz, znalazłszy zagubioną owcę, bierze ją na ramiona i odnosi do owczarni [por. Łk 15,5]. Tak samo i ty, Ojcze, gdy tylko odnajdziesz twoją zagubioną owcę, połóż ją na ramiona swej miłości i odnieś do owczarni świętego Kościoła. Nasz słodki Zbawiciel chce, żebyś od razu potem podniósł sztandar najświętszego Krzyża nad głowami niewiernych. Wówczas ustanie tutaj wszelka wojna, gdyż obróci się przeciwko nim. Powstrzymaj przeto ludzi, których uzbroiłeś. Uczyń wszystko, co możesz, aby tu nie przychodzili, bo przyniosłoby to więcej szkód niż korzyści [Niestety, w momencie pisania tych słów oddziały najemnych Bretończyków, pod wodzą kardynała Roberta z Genewy, rozpoczęły swą akcję militarną we Włoszech.].
               
Ojcze mój miły, pytasz mnie o twe przybycie, więc ci odpowiadam i mówię w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego: przybywaj, przybywaj najszybciej jak możesz. Jeśli to możliwe, to przyjdź przed wrześniem, a jeśli się to nie uda, to nie zwlekaj dłużej niż do końca września [Papież przyjechał z Awinionu 13 września.]. Nie zważaj na żadne napotkane przeszkody, ale przybywaj, jak przystało na człowieka mężnego, wolnego od jakiejkolwiek lęku. Jako że cenisz wysoko ludzkie życie, staraj się przybyć nie z pomocą siły, ale z krzyżem w ręce, jak łagodny baranek. W ten sposób spełnisz wolę Boga. Gdybyś natomiast przybył w inny sposób, nie spełnisz woli Boga, ale się Jej sprzeciwisz. Ojcze Święty, ciesz się i raduj. Przybywaj, przybywaj!

Nic więcej już nie powiem. Wytrwaj w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Jezu słodki, Jezu miłości. Przebacz mi, Ojcze. Pokornie cię proszę o błogosławieństwo.