List - do papieża Grzegorza XI

czerwiec-wrzesień 1376

W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi, matki Syna Bożego.

Najukochańszy i czcigodny Ojcze Święty. Ojcze mój w Jezusie Chrystusie. Ja, Katarzyna, sługa i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, twoja niegodna, nędzna i biedna córka, piszę do ciebie w drogocennej Krwi Jego, pragnąc cię ujrzeć jako prawdziwego pasterza, naśladującego Chrystusa, którego miejsce zajmujesz. On oddał życie za owce swoje, nie zważając na naszą niewdzięczność, prześladowania, obelgi, szyderstwa i zniewagi tych, których stworzył i wyświadczył im wiele dobrodziejstw. Nie przestaje się On trudzić dla naszego zbawienia. Tak bardzo miłuje chwałę Ojca i nasze zbawienie, że nie zważając na cierpienia, pokonuje naszą złość swoją mądrością, pokojem i łaskawością.

Miły mój Ojczulku, proszę cię w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego, abyś czynił tak samo, to znaczy — cierpliwością, pokorą i łagodnością zwyciężaj złość i pychę, twych synów, którzy zbuntowali się przeciwko tobie. Wiesz dobrze, że szatana nie wypędza się szatanem, lecz cnotą. Przyznaję, że spotkała cię wielka niesprawiedliwość, gdyż znieważono cię i zabrano ci to, co twoje. Pomimo to jednak proszę cię, Ojcze, nie zważaj na ich złość, ale na swoją dobroć i nie przestawaj się trudzić nad naszym zbawieniem. Dla zbuntowanych zaś zbawieniem będzie zawarcie pokoju. Bowiem syn, który prowadzi wojnę z ojcem, traci całe dziedzictwo.

Oj, Boże mój, Boże, ja biedna nieszczęśnica! Pokoju, Ojcze Święty, na miłość Bożą pokoju! Inaczej bowiem liczni synowie utracą dziedzictwo życia wiecznego. Wiesz przecież, że Bóg obdarzył cię władzą dawania i odbierania tego dziedzictwa, według uznania twej łaskawości. To ty, Ojcze, dzierżysz w ręku klucze i komu otworzysz — ten będzie miał otworzone, a przed kim zamkniesz — będzie miał zamknięte. Słodki i dobry Jezus tak powiedział do Piotra, którego miejsce zajmujesz: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16, 19).

Ucz się zatem, Ojcze Święty, od prawdziwego pasterza i ojca, bo oto nadeszła pora oddania życia za owce, które wyszły z owczarni. Powinieneś je odszukać i odzyskać cierpliwością i wojną, ruszając do walki przeciwko niewiernym z podniesionym wysoko sztandarem gorejącego miłością krzyża. Aby jednak podnieść ów sztandar, nie można już dłużej spać, ale trzeba się zerwać ze snu i trzymać mężnie krzyż. Ufam niezmierzonej dobroci Boga, że pozyskasz niewiernych i naprawisz wady chrześcijan, gdyż wszyscy pobiegną za wonią krzyża (por. Pnp 1, 3-4), nawet ci, którzy zbuntowali się przeciwko tobie.

Ach. jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary (por. Mt 5, 13). Niewierni zaś. otrzymawszy światło, osiągną wielką doskonałość cnót i jak roślina, przeniesiona z chłodu i mroku niewiary do ciepła świętej wiary i światła Ducha Świętego zaczną kwitnąć i rodzić owoce cnót w mistycznym ciele świętego Kościoła. Zapach ich cnót pomoże na pewno usunąć wady i grzechy, pychę i nieczystość występujące nagminnie wśród ludu chrześcijańskiego, a szczególnie wśród prałatów, pasterzy i przełożonych świętego Kościoła. Ci ostatni stali się wilkami pożerającymi dusze, mówię wyraźnie — nie nawracają oni, ale pożerają dusze. A wszystko to z winy miłości własnej, jaką żywią dla samych siebie; z niej rodzi się ich pycha, chciwość, skąpstwo oraz nieczystość ciała i duszy. Oto wilki piekielne przychodzą i porywają ich poddanych. a nie widać, żeby ich to specjalnie martwiło, gdyż zabiegają tylko o rozkosze i wygody, chwałę i przyjemności światowe. A wszystko to, powtarzam, pochodzi z miłości własnej, miłości samego siebie, gdyby bowiem człowiek kochał siebie dla Boga, a nie dla siebie, dbałby tylko o chwalę Bożą, a nie swoją, o pożytek bliźniego, a nie — o zaspokojenie swoich zmysłów.

Oj, biada nam, biada, biedna ja i nieszczęśliwa! Ojczulku mój miły, przyjrzyj się tym ludziom, zajmij się nimi! Poszukaj ludzi dobrych i cnotliwych, powierzając im opiekę nad owcami, gdyż nie będą oni wilkami, ale barankami, pożywiającymi się w mistycznym ciele świętego Kościoła. Będzie z tego wielki pożytek dla nas, a dla ciebie, Ojcze — wielki pokój i pocieszenie, gdyż pomogą ci oni dźwigać wielkie ciężary, których — wiem to dobrze — nie brakuje ci. Wydaje mi się, dobrotliwy mój Ojcze, że jesteś jak baranek, który znalazł się pośród stada wilków. Ale nabierz otuchy i nie lękaj się, gdyż Opatrzność i wspomożenie Boże będą zawsze przy tobie. Nie zawahaj się, gdy napotkasz liczne przeciwności, gdy braknie ci ludzkiej pomocy, a ci, którzy powinni ci najwięcej pomagać, wystąpią przeciwko tobie. Nie lękaj się wtedy, ale jeszcze mocniej zaufaj.

Nie oddalaj od siebie, Ojcze Święty, błogiego i świętego pragnienia i nie opieraj się mu, ale niechaj z każdym dniem rozpala się ono w tobie coraz bardziej. Ojcze Święty, pośpiesz się i zamień w czyn powzięty zamiar twego powrotu oraz świętego przejścia. Sami niewierni wydają się zachęcać cię do wyprawy, zabierając coraz więcej tego, co należy do ciebie. Dalej, szybko, oddaj życie! Czyż mamy więcej niż jedno ciało? Dlaczegóż by nie oddać życia nawet tysiąc razy, jeśli trzeba, dla chwały Boga i dla zbawienia stworzeń Jego? On sam tak właśnie uczynił, a ty, Jego namiestnik, musisz petnić tę samą służbę. Taki już jest zwyczaj, że zostając namiestnikiem, powinno się naśladować postępowanie i czyny swego władcy i pana. A zatem przybywaj, przybywaj, Ojcze! Nie ociągaj się dłużej, a szybko zdobędziesz obóz niewiernych. Oby nie przeszkodziły ci w tym zepsute członki Kościoła zbuntowane przeciwko tobie.

Ojcze, proszę cię i chcę, żebyś użył świątobliwego podstępu wobec nich, postępując z dobrocią. Będą się czuć, jakby ogień miłości i rozżarzone węgle spadały im na głowę. W ten sposób ich odzyskasz, pozyskując zarówno ich dobra materialne, jak ich osoby, co pomoże ci w prowadzeniu prawdziwej wojny, jaką jest wojna z niewiernymi. Tak właśnie zrobił nasz słodki Zbawiciel, rzucając tyle ognia i ciepła miłości na zbuntowanych przeciwko niemu ludzi, troszcząc się, tak czule o nich, że w końcu stawali się Jego pomocnikami i głosicielami chwaiy Imienia Bożego. Tak przecież było z miłym heroldem, Pawłem, który z wilka przemienil się w baranka i w drogocenne naczynie wybrane, roznosząc po całym świecie ogień, którym Chrystus napełnił dzban jego serca. Tak samo czynią owi chrześcijanie, którzy wykorzeniają w sobie wady, a zasadzają cnoty. Tak samo czynią ci niewierni, którzy odrzucając błąd mrocznej niewiary, przyjmują światło wiary świętej. Dzisiaj pierwsza i słodka Prawda mówi ci i chce, abyś czynił podobnie. Rozdawaj to, co otrzymałeś.

Pokoju, pokoju, pokoju, Ojczulku mój miły, a dosyć wojny! Wyruszmy na wojnę przeciwko naszym wrogom ze sztandarem najświętszego krzyża oraz mieczem świętego i miłego słowa Bożego. Oj, Boże mój, Boże! Nakarm, Ojcze Święty, wygłodniałe sługi twoje, czekające na ciebie z ogromnym i żarliwym pragnieniem. Nabierz otuchy, umocnij się nadzieja i nie popadaj w smutne rozgoryczenie, ale w krzepiące zmartwienie, trapiąc się z powodu pohańbienia słowa Bożego, jakie widzimy. Pokrzep się nadzieja, że Bóg cię nie opuści w twoich potrzebach i kłopotach.

Nic już więcej nie powiem. Gdybym postąpiła zgodnie z mą wolą, nie zamilkłabym, dopóki życia starczy w ciele. Ojcze Święty, wybacz mi moja zarozumiałość, ale niechaj usprawiedliwi mnie przed Waszą Łaskawością mój ból i moja miłość do chwały Bożej i do wywyższenia Kościoła świętego. Wolałabym to wszystko powiedzieć, a nie pisać. Jestem pewna, że przyniosłoby to większą ulgę mojej duszy. Ale nie mogę już dłużej czekać. Ulituj się, Ojcze Święty, nad błogimi, pełnymi miłości pragnieniami, jakie zostały ofiarowane za ciebie i za Kościół święty pośród nieustających modlitw i łez. Nic wolno ci ich zmarnować przez niedbałość! Użyj ich skwapliwie. Wydaje mi się, że pierwsza Prawda chce, aby zrodziły się i dojrzewały owoce. A pojawią się one niebawem, bo pąki kwiatów zaczynają już rozchylać swe płatki. Dalej, naprzód, Ojcze! Z mężnym sercem i bez żadnego lęku rusz w ślady Baranka umęczonego i umarłego za nas na krzyżu! Wytrwaj w błogim i świętym umiłowaniu Boga.

Proszę cię, czcigodny Ojcze Święty, abyś Neriemu, oddawcy tego listu, pozwolił i dał to, o co cię poprosi, jeżeli to możliwe i jeżeli taka jest wola twoja. Proszę cię, wysłuchaj i daj wiarę temu, co ci powie. Bowiem czasem nie można napisać tego, co by się chciało. Jeśli chciałbyś powiedzieć mi coś sekretnego, to powiedz to Neriemu bez obawy (oczywiście, jeżeli możesz). Powiedz mu, co mogłabym zrobić. Gdyby nawet przyszło oddać życie, chętnie to uczynię dla chwały Bożej i dla zbawienia dusz. Jezu słodki, Jezu milości.