List - do Ośmiu Świętych we Florencji

28 czerwca 1376


W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi.

Najdrożsi synowie i ojcowie w Chrystusie, słodkim Jezusie. Ja, Katarzyna, sług i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, piszę do was w drogocennej Krwi Jego, pragnąc was ujrzeć dobrymi i pokornymi synami. Nie odwracajcie się nigdy wstecz i bądźcie zawsze posłuszni naszemu ojcu. Niechaj was napawają bólem i żalem rzucane nań obelgi. Jeżeli bowiem ten, kto obraża, nie boleje nad uczynioną zniewagą, to nie jest godzien miłosierdzia. Toteż zachęcam was do prawdziwej pokory serca i do ciągłego wzrastania w doskonałości. Obyście nigdy nie odwracali głowy wstecz, ale idąc naprzód wytrwali w raz powziętym świętym zamiarze. Jeśli zaś chcecie, aby ojciec wziął was w swe ramiona, to – jako synowie martwi – proście o życie, a ufam Bożej dobroci, że je otrzymacie, jeżeli tylko zechcecie się upokorzyć i uznać wasze winy i błędy.

Bardzo na was narzekam i skarżę się, jeżeli to prawda, co tutaj mówią, to znaczy jeżeli obłożyliście podatkami duchownych. Jeśli to prawda, to dokonaliście wielkiego zła w dwojaki sposób. Po pierwsze, obrażacie Boga, nie możecie więc tego czynić z czystym sumieniem. Wydaje mi się jednak, że już dawno straciliście czyste sumienie i wszelkie inne dobre cechy. Nie widzę, żebyście dbali o cokolwiek poza zmysłowymi, nietrwałymi dobrami, co jak wiatr przemijają. Nie widzimy, że jesteśmy śmiertelni i musimy umrzeć, a nie wiemy nawet kiedy. Wielką głupotą jest pozbawiać się życia łaski, a tym samym – zadać sobie śmierć. Nie chcę, abyście tak dalej postępowali, odwracając w ten sposób głowę do tyłu. Wiecie przecież, że godzien chwały jest nie ten, kto zaczyna, ale ten, kto wytrwa do końca (por. Mt 10,22). Mówię wam teraz, że osiągniecie pokój tylko wtedy, gdy wytrwacie w pokorze i nie będziecie już więcej obrażać ani krzywdzić zarządców i kapłanów Kościoła Bożego.

To jest właśnie ta druga rzecz, - poza obrazą Boga – którą uważam za szkodliwą i złą. Mówię wam, że zburzy ona wasz pokój, bowiem gdy dowie się o tym Ojciec Święty, rozzłości się na was jeszcze bardziej. Pewien kardynał powiedział mi, że staracie się doprowadzić do pokoju i chętnie go podpiszecie. A teraz słysząc ostatnie nowiny, wszyscy powiedzą, że niemożliwe, by tacy, jak wy ludzie pragnęli pokoju, gdyby bowiem naprawdę go chcieli, unikaliby każdego najmniejszego czynu przeciwnego woli Ojca Świętego i zwyczajom Kościoła świętego. Sądzę, że słodki Chrystusa na ziemi ma wszelkie powody, by wypowiedzieć te słowa i miałby rację, mówiąc to.

Najdrożsi ojcowie, proszę was, nie przeszkadzajcie łasce Ducha Świętego, której chce wam udzielić przez swoją łaskawość, a nie dla waszych zasług. Byłby to dla mnie wielki wstyd i hańba, a wynikłoby z tego wielkie zamieszanie, gdybyście co innego mówili, a co innego robili. Błagam was, niechaj się to nie stanie, ale słowem i czynem starajcie się pokazać, że chcecie pokoju, a nie wojny.

Rozmawiałam z Ojcem Świętym. Wysłuchał mnie łaskawie dzięki dobroci Bożej i swojej, wyrażając swe wielkie umiłowanie pokoju. Zachował się jak dobry ojciec, który zważa nie tyle na obrazę doznaną od syna, ile na jego skruchę i pokorę, gdyż chce mu okazać swe miłosierdzie. Trudno mi wyrazić radość, jak okazał, gdy mu opowiadałam o waszych dobrych zamiarach. Rozmawiałam z nim dosyć długo, a w końcu rzekł mi, że po tym, co mu powiedziałam o was, gotów jest was przyjąć jako synów i uczynić to, co uważam za stosowne. Już nic więcej tutaj nie powiem.

Drodzy ojcowie, wydaje mi się, że Ojcu Świętemu nie można inaczej odpowiedzieć, jak tylko wysłać do niego posłów. Dziwię się, że jeszcze dotąd się tutaj nie zjawili. Gdy tylko przybędą, pójdę z nimi do Ojca Świętego. Opiszę wam potem, jak się sprawy potoczyły. Ale waszym postanowieniem o podatkach dajecie mi przedsmak ziarna, jakie zasialiście. Nie róbcie tego więcej. Nie róbcie tego przez miłość do Chrystusa Ukrzyżowanego i dla waszego dobra. Nic już więcej nie powiem.

Wytrwajcie w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Jezu słodki, Jezu miłości.

Pisane w Awinionie 28 czerwca 1376 roku.