M. Kominek: Kościół w doktrynie św. Katarzyny Sieneńskiej

 

W taki oto sposób oraz na różne inne sposoby, o których nie mogę mówić spalam się i dogorywam, oddając życie miłej Oblubienicy Chrystusowej. Chwalebni męczennicy czynili to, przelewając swą krew. Proszę Bożą dobroć, aby jak najrychlej pozwoliła mi ujrzeć zbawienie Jej ludu. Gdy nastaje godzina tercji i wstaję na mszę świętą, mógłbyś zobaczyć jak żywy trup kobiety idzie w kierunku św. Piotra i wchodzi tam, by się trudzić w łodzi świętego Kościoła. Zostaję tam aż do nieszporów, a zostałabym tam chętnie dniami i nocami, dopóki nie ujrzę ludu rzymskiego uspokojonego i pogodzonego ze swymi biskupami. Ciało me trwa bez żadnego pokarmu i be kropli wody, udręczone licznymi, błogimi cierpieniami, jakich nigdy nie doznałam. Życie moje wisi na włosku.
W taki oto sposób pisze św. Katarzyna do swego spowiednika, bł. Rajmunda z Kapui, w jednym ze swych ostatnich listów. Udręczona ponad miarę atakami diabłów, wycieńczona ciągłymi postami, wreszcie – ciężko chora – nie była w stanie ruszyć się z łóżka i wstać. A jednak ostatnie trzy miesiące swego życia codziennie stawała i szła pieszo ze swego domu, znajdującego się w pobliżu kościoła Santa Maria sopra Minerva pieszo przez most św. Anioła do Bazyliki św. Piotra, gdzie żarliwie trudziła się w łodzi świętego Kościoła. Sama z siebie nie byłaby w stanie wykonać tego wysiłku. Wykonywała go jednak tylko na wyraźny rozkaz Chrystusa.

Kim była św. Katarzyna? Skromną niepiśmienną dziewczyną, zwykłą tercjarką dominikańską, wielką nauczycielką i przewodniczką duchową, pośredniczką między skłóconymi władcami i państwami, doktor Kościoła, największą mistyczką dotychczasowej historii Kościoła. Dodajmy jeszcze do tego, że dzięki Jej namowom i działaniu Grzegorz XI powrócił do Rzymu i zakończyła się niewola Awiniońska papieży. Zachowało się kilkaset Jej listów, trochę modlitw, spisywanych przez jej sekretarzy i jedyne Jej dzieło – napisany w uniesieniu mistycznym Dialog o Opatrzności Bożej.

Kto czytał wielkich mistyków będzie wiedział, że są pewne cechy ich dzieł, które ich jakoś łączą. Są to owe próby wypowiedzenia ludzkim językiem rzeczywistości niedostępnej dla zmysłów. Na tym jednak kończy się podobieństwo Dialogu do innych dzieł mistycznych. To co u Katarzyny jest inne – to przede wszystkim dogmatyczny charakter jej mistyki. Niektórzy badacze myśli św. Katarzyny, mówiąc o Jej nauce, używają określenia: „doktryna mistyczna”. Określenie to wydaje się bardzo trafne.

W swej nauce czy doktrynie mistycznej Katarzyna tkwi bezsprzecznie w nurcie dominikańskim. Jest to na tyle ciekawe, że Katarzyna była rzeczywiście osobą niepiśmienną i tylko dzięki interwencji Bożej nauczyła się czytać i słabiutko pisać. Swego Dialogu nie pisała własnoręcznie – dyktowała go przez dwa miesiące trzem swoim najlepszym sekretarzom: Stefanowi Maconi, Neriemu di Pagliaresi i Barducciemu Canigiani. Nie sprawdzała, nie wnosiła poprawek, nie redagowała. Wszystko zostało spisane tak, jak Ona dyktowała. Dzięki Rajmundowi z Kapui Dialog uchował się w niezmienionej postaci. Ominął go los wielu dzieł innych mistyków, poprawianych, przerabianych, wygładzanych, ugrzecznianych i łagodzonych przez współbraci, współsiostry lub bojących się całej prawdy przełożonych. Być może gdyby Katarzyna była regularną zakonnicą Jej Dialog też byłby załagodzony i ugrzeczniony. Katarzyna była jednak tercjarką dominikańską i jako taka żyła poza klasztorem. Pisma swoje powierzyła Rajmundowi, który miał olbrzymy szacunek do tej swojej duchowej Córki i Matki w jednej osobie i który przyczynił się do upowszechnienia Jej doktryny.

Powiedzieliśmy, że Katarzyna tkwi w swej nauce w nurcie dominikańskim. Te słowa potrzebują krótkiego wyjaśnienia. Otóż Zakon Dominikański lub inaczej Zakon Kaznodziejski został powołany dla zbawienia dusz. Taka była pierwotna myśl św. Dominika i taki jest do dziś główny cel Zakonu. Środkiem czy inaczej rzecz biorąc – sposobem działania dla zbawienia dusz jest kaznodziejstwo i to takie, które głosi Naukę Kościoła. Zakon ma w swym herbie zapisane słowo VERITAS, czyli PRAWDA. Chodzi o głoszenie czystej nauki Kościoła. I chodzi też o specyficzny sposób głoszenia – można takie głoszenie określić jako „głoszenie dogmatyczne”. Nie oznacza to, że inny sposób głoszenia jest niezgodny z nauką Kościoła – bynajmniej! Chodzi o pewną specyfikę, gdzie dogmat nie musi być koniecznie zacytowany i omawiany, ale jest podstawą wszelkiego głoszenia. To właśnie charakteryzuje mistykę Katarzyny i wszystkie Jej listy i modlitwy. To nie jest tylko zwykły sensus catholicus, to jest coś więcej – sensus dogmaticus.

Przyjrzyjmy się więc Jej nauce o Kościele. Najpełniej jest ona ujęta w Dialogu, ale w Jej Listach można znaleźć wszystkie elementy jej nauki, również i tej o Kościele. Najpierw jednak jeszcze dwa słowa o samej Katarzynie.

Będąc małą dziewczynką Katarzyna miała widzenie. Ujrzała Chrystusa w szatach papieskich, w tiarze z potrójną koroną. Jest to widzenie specjalne dane dla Niej. Pojedyncze w historii mistyki. Są inne pojedyncze widzenia, na przykład objawienie Serca Jezusowego czy Cudownego Medalika, ale nie są to widzenia dane tylko dla osoby widzącej. Są one przeznaczone do przekazania innym w celu ustanowienia kultu. Katarzyna natomiast ujrzała Chrystusa w tiarze papieskiej i to miało wyznaczyć całą Jej przyszłość. Stała się tą, która dźwiga łódź Kościoła. Dla Niej to dźwiganie stanie się nie tylko polem działania dyplomatycznego, ale prawdziwym ciężarem, wielką odpowiedzialnością, ciągłą modlitwą, ciągłym głoszeniem świętości Kościoła i wyjaśnianiem czym jest Ciało Mistyczne, wreszcie spali się jak świeca z miłości do Kościoła.

Katarzyna nie została męczennicą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Choć bardzo pragnęła męczeństwa krwi i bardzo błagała Chrystusa o męczeństwo, On, Który wysłuchiwał każdą Jej prośbę – tej nie wysłuchał. Złożyła swoje życie na ołtarzu miłości i oddała go za Kościół. Ona, zwana Sponsa Christi – Oblubienica Chrystusa, oddała całą siebie za Mistyczne Ciało swego Oblubieńca.

Centralne miejsce w doktrynie Katarzyny zajmuje Krew. Krew Chrystusa przelana na krzyżu jako okup za niewolników grzechu. Krew ta nie jest dla Katarzyny tylko wspomnieniem chwil na krzyżu, nie jest symbolem Odkupienia, jest ciągle realnym strumieniem rozlewającym się na cały Kościół. Doktrynę Katarzyny można nazwać Doktryną Krwi (theologia purpurea). Kościół istnieje dzięki tej przelanej na krzyżu Krwi, ale gdyby była tylko raz tam przelana – nie istniałby. Krew jest niejako w samym środku Kościoła, jest źródłem wszystkiego czym jest Kościół. Krew jest dla Katarzyny wielokrotnie tożsama z sakramentem Eucharystii, ponieważ ta Krew jest pokarmem Kościoła. Jest ona istotą Kościoła. A że ta Krew przelana jest przez Chrystusa z miłości, istotą Kościoła staje się miłość do dusz. Katarzyna nigdy nie używa słowa człowiek – mówi zawsze o duszy. To ostatnie określenie było oczywiście charakterystyczne dla teologii przez wiele wieków i zaczyna zanikać dopiero w XX wieku. Katarzyna jednak bardzo mocno podkreśla znaczenie zbawienia duszy i przemijalność ciała. Robi to w sposób iste Tomaszowy – choć nie mówi o formie i materii – jednak ciągle podkreśla, że ciało bez duszy jest martwe. Duszę zaś ożywia tylko zbawcza Krew. Dusza, stworzona do miłości – mówi Katarzyna – nie jest w stanie sama z siebie tej miłości zaspokoić lub ożywić. Może jednak tę miłość dostąpi tylko w nieustannie bijącym źródle Krwi Pańskiej, a ta Krew znajduje się tylko w Kościele.

Aby żyć w pełni w Kościele należy żyć życiem sakramentalnym. Katarzyna jest bardzo stanowcza: jeśli ktoś mogąc przyjąć sakramenty Kościoła, nie chce tego uczynić – umrze w stanie potępienia. Sakramentów zaś nie można dostać bez kapłanów, ich zadanie jest tak ważne, że Katarzyna nie waha się nazywać ich Chrystusami na ziemi.

Kościół w widzeniu Katarzyny przedstawia się jako piwniczka, gdzie przechowuje się Krew Chrystusa. Drwi do tej piwniczki strzeże Pomazaniec, któremu powierzone są klucze Królestwa czyli klucze Królestwa Krwi. Tak jak zostały powierzone Piotrowi, tak samo są powierzone każdemu z Jego następców. Każdy z nich ma i mieć będzie aż do dnia Sądu tę samą władzę i żaden z ich błędów nie umniejszy władzy ani nie osłabi doskonałości Krwi i innych sakramentów. Papieża Katarzyna nazywa Chrystusem na ziemi. Tylko On namaszcza i przyjmuje kapłanów. I on tylko wyznacza każdemu jego urząd dla rozdawana chwalebnej Krwi. Ponieważ on ustanawia kapłanów swymi pomocnikami, do niego należy też prawo karcenia ich błędów. Kapłani, właśnie ze względu na dostojeństwo swej służby, nie zależąod książąt doczesnych. Prawo cywilne nie może wymierzać im kary, zależą oni tylko od tego, kto ma władzę rządzenia według prawa Boskiego. To ostatnie sformułowanie należy do samej Katarzyny. Brzmi na pewno ono trochę zaskakująco. Katarzyna mówi cały czas językiem mistycznym, można rzec nawet ekstatycznym, nagle pojawia się zupełnie świeckie określenie: „prawo cywilne”. Jest to zresztą typowe dla pism Katarzyny. Wydawało by się, że w pełni mistycznego uniesienia będzie mówić tylko o swoich widzeniach i używać języka mistyków. Jednak w odpowiednim momencie używa ona określeń całkiem „świeckich”. Chciałoby się powiedzieć – sprowadza czytelnika na ziemię. Jednak takie określenie nie byłoby prawidłowe. Katarzyna nie „sprowadza na ziemię”. Dla niej nie ma dwóch światów. Ona żyje na ziemi, w doczesności, ale ta doczesność nie jest oderwana od rzeczywistości niebieskiej. Nie można nawet powiedzieć, że te rzeczywistości się przenikają. One są tym samym – tylko w innym wymiarze. Katarzyna nie odrywa się od świata, by wejść w kontakt z Bogiem. Ona po prostu rozmawia z Chrystusem, z Bogiem Ojcem, z całą Trójcą Świętą, tak jak rozmawia z ludźmi.

Krew i stosunek do Krwi Pańskiej wyznacza w doktrynie Katarzyny strukturę Kościoła. Rozdawnictwo Krwi i Jej przyjmowanie wyznaczają miejsce w Ciele Mistycznym. Sam Kościół Katarzyna nazywa Oblubienicą Chrystusa. Widzi go jako wspólnotę, ale jest to wspólnota hierarchiczna i wyraźnie podzielona na dwie części – wyznaczone, jak już wspomniano, stosunkiem do rozdawnictwa Krwi. Niektórzy ze współczesnych badaczy myśli Katarzyny utrzymują, że Jej wizja Kościoła jest bliska współczesnej. Polemizowałabym z tym twierdzeniem. Współczesna wizja Kościoła stawia w centrum zainteresowania człowieka. Człowiek jest drogą Kościoła, jest niejako celem, w tym bardzo istotna jest jego kondycja doczesna. Nie chodzi tylko o stan materialny, Katarzyna również podkreśla, że należy niezmiennie dbać o chorych i ubogich. Współczesna koncepcja Kościoła różni się również tym, że uwypukla psychologiczne elementy kondycji człowieka. Katarzyna nie zajmuje się psychologią i nie szuka usprawiedliwienia dla stanu sprzeniewierzenia się Kościołowi w uwarunkowaniach społecznych czy rodzinnych. Dla niej sprawy są jasne – jest grzech lub nie ma grzechu. Zbawienie duszy stawia ponad wszystko. Życie ziemskie jest tylko drogą do osiągnięcia zbawienia.

Podział dychotomiczny Kościoła u Katarzyny jest bardzo wyraźny. Z jednej strony są ci, którzy są powołani do rozdawnictwa Krwi i oni są obdarzeni ze względu na swoje powołanie niezwykłym dostojeństwem i godnością. Z drugiej są ci, którzy korzystają z posługi kapłańskiej i tego dostojeństwa nie mają. W tej drugiej części społeczności Kościoła Katarzyna widzi kolejny podział, choć nie jest on tak wyraźnie zaznaczony. Jedna część to osoby światowe, książęta, władcy i ludzie żyjący w świecie w sposób zwykły, z drugiej – osoby poświęcające się Bogu, ale nie posiadające prawa rozdawnictwa Krwi. Wszyscy jednak mają taką samą odpowiedzialność za Kościół. Wszyscy zobowiązani są bronić Kościół i pracować dla jego dobra. Na pierwszym miejscu tej pracy stawia Ona modlitwę, jednocześnie jednak żąda od każdego według jego stanu i możności konkretnych czynów. Najlepiej widać to w Jej listach, pisanych do ludzi rozmaitych stanów: do królów, konsulów, biskupów, papieży, ale też i do zwykłych ludzi, jak na przykład do żony krawca czy pewnej nierządnicy. Każdemu wskazuje Ona obowiązek i co ciekawsze – każdemu wskazuje sposób działania.

Kościół dla Katarzyny to jakby zbiór wielu małych winniczek, tworzących dużą winnicę Pańską. Każdy uprawia swoją winnicę, ale też każdy musi dbać o uprawą winnicy sąsiada, bowiem gdyby na sąsiedniej rozpleniły się chwasty czy choroby, mogłyby się dostać do naszej i wtedy na nic byłaby uprawa. Jest to wizja bardzo daleka od współczesnej tolerancji. Dla Katarzyny nie ma takiego pojęcia. Nie chodzi tylko o to, że same pojęcie jest dużo późniejsze i że za Jej czasów nie istniało. Chodzi o bardzo stanowcze powiedzenie – nie wolno przechodzić obojętnie koło cudzego grzechu. Mówiąc o grzechach kapłanów (Katarzyna poświęca temu tematowi bardzo dużo miejsca) wskazuje na jeden, który uważa za szczególnie obrzydliwy: chodzi o liczenie się z opinią możnych lub zamykaniu oczu na niektóre grzechy. Tacy kapłani, mówi Katarzyna, dają się ująć pochlebstwom i darom zamiast karaś stanowczo winnych. Gdyby byli dobrymi lekarzami usunęliby grzesznika, upierającego się przy swoich grzechach, aby nie zakażał innych zarazą grzechu śmiertelnego. Oddajmy na chwilę głos samej Katarzynie:

Widzi i wie (kapłan), że dusza ta pogrążona jest w ciemnościach grzechu śmiertelnego, a jednak, chcąc przypodobać się ludziom świata, opanowany nieumiarkowanym strachem i ujęty darem, który otrzymał, udzielił grzesznikowi świętych sakramentów i pochował go z wielkimi honorami w świętym Kościele, choć powinien był go wyrzucić z Kościoła, jak zwierzę, jak członek odcięty od ciała.

Dalekie są te słowa od współczesnej tolerancji. Nie wolno jednak po nich wyciągnąć błędnych wniosków. Katarzyna nie jest okrutna dla ludzi. Całe Jej życie świadczy o tym, że o dbała bardzo o zbawienie dusz. Słynny jest epizod z doprowadzeniem do nawrócenia młodzieńca, oczekującego na wymierzenie kary śmierci. Nie szemrała przeciwko wyrokowi, nie uważała, że należy dawać kolejnej szansy na dobre życie, dbała jednak o zbawienie duszy i dusza ta została zbawiona. Katarzyna nie lekceważyła pojedynczego człowieka, wręcz przeciwnie. Ale jeśli człowiek upierał się przy swoich grzechach, stawiała wyżej dobro Kościoła, uznając zresztą prawo wolności każdemu, łącznie z prawem do zatracenia własnej duszy. Mocno podkreślała jednak konieczność oczyszczenia Kościoła i nie okazywania pobłażliwości.

Jak powiedzieliśmy Kościół w ujęciu Katarzyny jest wyraźnie podzielony na dwie części. Tworzą jednak one swoistą jedność dlatego, że spaja ich Krew Chrystusa tak jak zaprawa murarska spaja mury. Jedność jest tak głęboka, że nic nie może jej naruszyć. Każdy grzech brudzi Kościół jednak w niczym nie narusza jego świętości, dlatego że Krew Chrystusa jest święta, dlatego że sam Chrystus – Głowa Kościoła – jest święty. I choć wszyscy są członkami tego samego Ciała, na jednych spoczywa większa odpowiedzialność niż na drugich. Bóg, mówi Katarzyna, jest dobrym i wiecznym, nagradza On wszelki dobry czyn o karze wszelki grzech. Tym bardziej będzie karał przełożonych, pasterzy, którzy nie będąc dobrymi pasterzami na wzór Chrystusa prowadzą lud do grzechów. Przyczyną grzechów są źli przełożeni, którzy nie czuwają nad poddanymi.

Długa jest lista grzechów kapłanów. Katarzyna wymienia grzechy pospolite, jak upodobanie do jedzenia i grzechy bardzo ciężkie. Jeden z podstawowych grzechów, o którym mówi, to niesprawiedliwe gospodarowanie się pieniędzmi. Odkreśla ona, że nie wolno kapłanowi żądać zapłaty za rozdawnictwo Krwi. Chrystus przelał swoją Krew i darmo daje Ją swemu Kościołowi. Nie wolno więc za to, co się darmo dostaje żądać opłaty. Wierni jednak, ci którzy korzystają z rozdawnictwa, powinni składać jałmużnę na utrzymanie swoich kapłanów. Powinni robić to tym chętniej, że bez konsekrowanego kapłana nie mogą dostąpić łaski Bożej. Człowiek bez sakramentów byłby jak świeca bez knota, patrzyłby może nawet na światło Boże, ale nie mógłby tym światłem zapłonąć. Dlatego wierni mają ściśle określony obowiązek wspomagania kapłanów – dostając od nich pokarm duchowy niech odwdzięczają im się pokarmem cielesnym. Lecz i kapłani mają ścisłe obowiązki w tej materii. Dobra, które dostają powinni dzielić zawsze na trzy części: jedną winni zatrzymywać dla siebie, drugą przeznaczać dla biednych, a trzecią na potrzeby Kościoła. Katarzyna bardzo surowo gania tych, co postępują inaczej. Szczególnie tych, co ozdabiają własne domy, zamiast na chwałę Boga ozdabiać budynek kościoła i tych, co zapominając o ludziach, bardziej dbają o to, by ich stajnie były pełne pięknymi końmi.

Jest jednak grzech, nazwę którego Katarzyna boi się wymówić. Można jednak wywnioskować bez trudu o czym myśli. Mówi ona o przeklętym grzechu przeciw naturze. Inne grzechy ocenia jako mniejsze, ten jest najgorszy. Mówi Bóg Ojciec w Dialogu do Katarzyny:
Tak wstrętny był mi ten grzech. I nie tylko Mnie, lecz i samym diabłom (których ci nieszczęśni obrali sobie za swoich panów) Nie aby czuli oni (diabły) odrazę do złego: nie lubią oni dobra, lecz z powodu swej natury, która była kiedyś naturą anielską, odpycha ich widok tego potwornego grzechu, popełnianego obecnie. Wprawdzie rzucają oni zatrutą strzałę pożądliwości, lecz gdy dochodzi do samego grzechu, uciekają z powodu, który ci podałem.

Grzech, od którego odwracają się nawet diabły. Chyba warto przypomnieć tę naukę niejednemu duszpasterzowi, nie mówiąc już o innych, żądających ciągle tolerancji.
I wreszcie – grzech bardzo ohydny, bo pozbawia ludzi wierzących Krwi. Brak konsekracji. Katarzyna bardzo ostro piętnuje tych, którzy nie konsekrują i w ten sposób zmuszają ludzi do bałwochwalstwa. Wierni zamiast adorować Ciało Pańskie adorują zwykły chleb i w ten sposób dochodzi od aktu bałwochwalczego. I choć grzech spada wyłącznie na złego kapłana ludzie popełniają czyn niewłaściwy. Katarzyna ostrzega przed taką możliwością i radzi modlić się warunkowo: Jeśli kapłan konsekrował, wierzę, że jesteś Chrystus...

Katarzyna zajmuje się szczegółowo grzechami kapłanów, nie zajmuje się ogólnie wszystkimi grzechami. Można mniemać, że przypuszcza Ona, że znana jest każdemu „lista” grzechów, wspólna dla obu stanów. Jednak bardzo wyraźnie podkreśla jak jest największy grzech wiernych w stosunku od kapłanów. Nie zaniedbanie jałmużny czy nawet popełnienie grzechu cudzołóstwa (tu Katarzyna ma na myśli nie cudzołóstwo w sensie ogólnym a dopuszczenie się tego z kapłanem). Najgorszym grzechem jest prześladowanie kapłanów i wymierzenie im osobiście kary. Macie nienawidzić ich grzechy, mówi Katarzyna, ale nie odważajcie się podnieść na nich ręki. Prawo kary należy do Boga samego i do papieża, zastępcy Chrystusa na ziemi. Najgorszym grzechem to prześladowanie świętego Kościoła i Jego sług.

Katarzyna używa bardzo mocnych słów do tych, którzy odważają się sądzić kapłanów Chrystusa. Gdyby postawić na jednej szali wagi wszystkie inne grzechy, a na drugiej grzech prześladowania i znieważania kapłanów, mówi Katarzyna, to ta druga przeważy. Czasami Jej słowa są tak rozumiane, że jeśli ktoś odważy się zwrócić uwagę kapłanowi na nieprawidłowości lub wręcz na popełniony grzech jest traktowany przez pobożne osoby jak grzesznik. Katarzyna jednak wyraźnie wskazuje, że nie należy wymierzać kary kapłanowi, ale upominać go, modlić się za niego, ofiarować łzy nie tylko wolno, ale wręcz należy. Sama Ona upominała papieży, biskupów i prałatów, pouczała dominikanów. Robiła to z wielką łagodnością i wielkim kunsztem, nie mniej jednak rzucała rozżarzone węgle na głowy prałatów, biskupów i papieży.

Szacunek kapłanom, o którym tak bardzo zabiega Katarzyna, należy się im tylko ze względu na rozdawnictwo Krwi. Godność, którym sam Chrystus obdarza kapłanów jest godnością jego Krwi. Tej Krwi, która powtórzmy jeszcze raz, spaja cały Kościół. W tej Krwi mają swoje źródło inne sakramenty. Wszystkie one zawierają w sobie życie przez moc Krwi.

Podsumujmy: Kościół w doktrynie Katarzyny jest rzeczywistością, w której nieustannie dokonuje się przekazywanie Światła, samego Chrystusa, Boga zjednoczonego naturą ludzką ludziom dla zbawienia ich dusz. Jest jedynym gwarantem zbawienia, bo tylko w kościele jest rozdawana zbawcza Krew Chrystusa Pana. Nie zależnie od tego czy jest w kryzysie i mnożą się w Nim grzechy, czy jest w stanie wzrostu – należy Go kochać, bo miłość jest należna Chrystusowi, przez miłość Chrystus zbawił świat, przelewając swą najdroższą Krew.

Maria K. Kominek OPs