5/ Żywot: Katarzyna składa ślub dziewictwa

35. W tym świętym dziecku doznawane wizje miały taką moc, że wygasiły całkiem światową miłość, natomiast całe jej serce wypełniła miłość święta i jedyna do Syna Bożego i Jego chwalebnej Matki. Dlatego też wszystko uważała za śmieci, byleby tylko pozyskać Zbawiciela (zob. Flp 3,8). Poczęła rozumieć, nie bez pouczenia Ducha Świętego, że całą swoją niewinność, czyste serce i ciało powinna ustrzec dla Stworzyciela, dlatego całym sercem zabiegała o dziewiczą czystość. Z Bożego pouczenia uświadomiła sobie, że Święta Boża Rodzicielka była pierwszą, która odkryła życie dziewicze i swoje dziewictwo ofiarowała Bogu. Stąd też i ona w tym względzie powierzyła się Matce Bożej i gdy weszła w siódmy rok, poczęła zastanawiać się już nie jako siedmiolatka, ale jakby miała lat siedemdziesiąt, z taką dojrzałością, nad złożeniem ślubu czystości. Prosiła usilnie samą Królową Dziewic i Aniołów, by ją miłosiernie wspomogła w uzyskaniu od Pana ducha doskonałej miłości, by dzięki niej mogła czynić to, co milsze będzie Jemu i skuteczniejsze dla zbawienia dusz. Przedstawiała jej ciągle swoje pragnienie życia na sposób aniołów i dziewic. Rozpalała się co raz bardziej w sercu Dziewicy miłość ku wiecznemu Oblubieńcowi, pobudzając jej umysł i zapraszając do życia w niebie, które się nie skończy. Kiedy ta rozsądna dziewczyna zastanawiała się nad tym, nie chcąc dopuścić, by ów płomień zagasł, posunęła się do tego, że któregoś dnia, znalazłszy jakieś ukryte miejsce, gdzie nikt jej nie usłyszy, klęknąwszy na oba kolana, z wielką pobożnością i pokorą tak przemówiła do Błogosławionej Dziewicy: „O Błogosławiona i Święta Dziewico, któraś pierwsza spośród kobiet poświęciła dozgonnie Panu swoje dziewictwo, dzięki czemu z Jego łaski stałaś się Matką jednorodzonego Syna Jego, błagam Twoje niewypowiedziane miłosierdzie, byś nie zważając na moje zasługi i moją małość, zechciała udzielić mi łaski, by Twój Syn mógł być moim Oblubieńcem, bo ja Go pragnę całym pożądaniem mojej duszy. Obiecuję Jemu i Tobie, że nie będę mieć żadnego innego oblubieńca i swoje dziewictwo wedle sił na wieki zachowam nienaruszone.

36. Zwróć uwagę, czytelniku, jak po porządku układa owa święta Mądrość, która „włada wszystkim z dobrocią" (Mdr 8,1), u tej świętej Dziewicy święte dary i dzieła. W szóstym roku swego życia, oglądając cielesnymi oczyma swojego Oblubieńca, otrzymała od Niego cenne błogosławieństwo, w siódmym zaś roku złożyła ślub dziewictwa. Pierwsza liczba w porządku doskonałości wyprzedza inne, druga natomiast przez teologów nazwana jest liczbą powszechności. Cóż by to miało oznaczać, jeśli nie to, że Katarzyna otrzyma od Pana doskonałą pełnię wszystkich cnót i w konsekwencji szczyt chwały. Jeśli liczba sześć oznacza doskonałość, siedem zaś powszechność, to cóż więc obie mogą wyrażać, jak nie doskonałość powszechną? Dlatego słusznie nosi ona imię Katarzyna, co znaczy powszechność, jak to w pierwszym prologu szerzej było powiedziane. Proszę, byś także zwrócił uwagę na porządek, jaki zachowała przy ślubowaniu. Najpierw wyraziła pragnienie posiadania Oblubieńca, którego miłuje jej dusza, a potem odrzuciła każdego innego, zawierzając siebie temu jedynemu. Czy taka jej prośba mogła być odrzucona? Zwróć uwagę, kogo prosi, o kogo prosi i jak prosi. Prosi mianowicie tę, która hojność łask ujawniała w czynie, nie potrafiła odmówić łask, jacykolwiek byliby to grzesznicy, każdego przyjmie, nikogo nie odrzuci, mądrych i niemądrych, wobec każdego czuje się dłużną. „Otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce" (Prz 31,20). Jakby więc mogła nie wysłuchać małej Katarzyny, jeśli nie odrzuca od siebie dorosłych grzeszników? Jakżeby nie przyjęła pragnienia dziewictwa ta, która dziewicze życie wśród ludzi pierwsza wprowadziła? Jakby mogła odmówić Syna tak serdecznie proszącej Dziewicy ta, która Go z nieba sprowadziła na ziemię, by Go dać wszystkim wierzącym?

37. Zobaczyłeś, w jaki sposób Katarzyna prosi, teraz, zobacz, o co prosi. Otóż prosi o to, o co uczy prosić sam proszony. Szuka ona Tego, do szukania którego zachęca sam, Poszukiwany. Taka prośba nie może doznać zawodu, bo inaczej zawiodłaby sama Prawda. Nie może być daremne ubieganie się o coś, co zostało obiecane w tej obietnicy: „Proście, [powiada Wcielona Prawda], a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie" (Mt 7,7). A gdzie indziej: „Starajcie się najpierw o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość" (6,33). Gdy więc ona w takim młodziutkim wieku prosiła i błagała Syna Bożego, który sam jest królestwem Bożym, jakżeby mogło być, by ten, co szuka, nie znalazł albo nie otrzymał tego, o co prosi? Podobnie, jeżeli zwrócić uwagę na sposób proszenia, jasno zobaczysz, że w żaden sposób jej prośba nie mogła wrócić próżna w obliczu prawa. Była otwarta na przyjęcie tego, o co prosi, nie tylko w obecnym czasie, ale także na przyszłość; szatę czystości, którą tak bardzo sobie upodobała, przywdziała na wieczność. Związała się ślubem uroczystym, tak że ani świat, ani szatan nie zdoła jej od niego odwrócić. Czegóż brakuje u niej z warunków, jakie powinna posiadać modlitwa, która niezawodnie będzie wysłuchana? Oto prosi za siebie i w sprawie związanej ze zbawieniem, owszem prosi pokornie o samo zbawienie, i to z wielką wiarą, i by w jednym akcie wyrazić wolę wytrwania, składa ślub wieczysty, którym usuwa każdą przeszkodę, która by stanęła przeciw jej prośbie. Czy z tego, dobry czytelniku, który znasz Pismo Święte, nie wyciągniesz oczywistego wniosku, że taka modlitwa musi być przez Pana wysłuchana? Możesz więc być pewny, że najsłodsza Boża Rodzicielka przyjęła jej prośbę o wiecznego Oblubieńca i że przez ślub dozgonnego dziewictwa, dzięki pośrednictwu Matki Bożej, Katarzyna połączyła się z Nim. W ostatnim rozdziale tej pierwszej części, jeśli Pan pozwoli, potwierdzi to wspaniały cud.

38. Można zauważyć, jak ta święta dziewczyna po złożeniu ślubu będzie stawała się z dnia na dzień świętsza. Chrystusowa uczennica pocznie walczyć przeciwko ciału, bo dotąd jeszcze tego nie czyniła, ujmie ciału potraw mięsnych, na ile to dla niej będzie możliwe. Stąd kiedy podawano jej mięso, jak to się często zdarzało, to albo dawała je swemu bratu Germanowi, o którym już była wzmianka, albo podrzucała kotom, by się nic nie zmarnowało. Używała dyscypliny, o czym już wyżej była mowa, częściej sama, a także razem z dziewczętami. W jej dziewczęcym sercu, aż dziw bierze, zaczął gorzeć ogień gorliwości o zbawienie dusz. Żywiła szczególną miłość do tych świętych, którzy tej pracy się oddawali. Wiedziała, jak jej to Pan objawił, że św. Ojciec Dominik założył Zakon Braci Kaznodziejów dla obrony wiary i zbawienia dusz. Poczęła więc do tego stopnia darzyć czcią ten zakon, że kiedy zobaczyła przechodzących obok jej domu braci owego zakonu, śledziła ślady ich stóp i kiedy przeszli, z pokorą i pobożnością je całowała. Zrodziło się więc w jej sercu wielkie pragnienie wstąpienia do tego zakonu, by razem z braćmi pracować dla zbawienia dusz. Kiedy jednak uświadomiła sobie, że stoi temu na przeszkodzie różnica płci, zastanowiła się, jak sama mi to wyznała, czy nie pójść w ślady św. Eufrozyny, której imię z przypadku nosiła. Eufrozyna bowiem, przebrawszy się za mężczyznę, wstąpiła do klasztoru mnichów. Tak więc chciałaby i ona udać się gdzieś, gdzie jest nieznana, i w męskim przebraniu wstąpić do klasztoru Braci Kaznodziejów, by tam oddać się ratowaniu ginących dusz. Jednakże wszechmogący Bóg, który jej gorliwość zamierzył skierować w innym kierunku i jej pragnienie inaczej spełnić, stanął przeciw jej zamiarom, chociaż ona sama żywiła je dalej w sobie.

39. Tymczasem święta dziewczyna rozwijała się fizycznie i w latach, ale daleko bardziej duchowo. Rosła w niej pokora, pobożność; wiara coraz bardziej doznawała światła, nadzieja krzepła z dnia na dzień, miłość stawała się coraz bardziej gorąca. Wszyscy, którzy ją obserwowali, podziwiali jej dojrzałość, jako owoc jej cnót. Dziwili się rodzice, podziwiali bracia, zdumiewała się cała rodzina, będąc świadkami tak wielkiej wiedzy w tak młodym wieku. Dla rozweselenia pragnę tu wtrącić pewne wydarzenie, o jakim z powagą opowiedziała mi jej matka. Otóż zdarzyło się, gdy Katarzyna była w wieku siedmiu do dziesięciu lat, jej matka, pragnąc, by odprawiona była Msza Święta ku czci św. Antoniego, wezwała córkę i powiedziała: „Pójdziesz do kościoła parafialnego i poprosisz naszego księdza proboszcza, by sam czy ktoś inny odprawił Mszę Świętą ku czci św. Antoniego, i położysz na ołtarzu świece i pieniądze". Usłyszawszy to dziewczynka, pospieszyła do kościoła spełnić to, co posłuży czci Bożej. Spotkała proboszcza, wypełniła polecenie Matki, jednakże ulegając urokowi Mszy Świętej, pozostała w kościele aż do jej końca. Po czym wróciła do domu.

40. Ponieważ jednak, według mniemania matki, trwało to zbyt długo (powinna była po daniu księdzu ofiary zaraz wrócić), odezwała się do niej, zawstydzonej z powodu późnego powrotu, uży­wając utartego powiedzenia: „Niech przeklęte będą złe języki, które mówią, że tu więcej nie wrócisz". Tego wulgarnego wyra­żenia używają niektórzy pod adresem tych, którzy za bardzo się spóźniają. Roztropna dziewczyna usłyszawszy słowa matki, chwi­lę milczała, a potem pociągnąwszy matkę na bok z pokorą rzekła: „Pani matko, jeżeli kiedykolwiek zrobię jakiś zawód czy przekro­czę wasze polecenie, ukarzcie mnie według uznania, bym innym razem była ostrożniejsza. To jest słuszne i sprawiedliwe, proszę jednak, byście z powodu moich braków nie rozpuszczali języka na złorzeczenia wobec dobra czy zła, bo to nie przystoi waszej powadze, a ja tego muszę słuchać ze ściśniętym sercem". Gdy to matka usłyszała, dziwiąc się bardziej, niż uwierzyć można, i wi­dząc tę małą córeczkę tak mądrze zwracającą jej uwagę, straciła cały swój tupet. Taka wielka mądrość w takim małym ciele! Nie chcąc jednak swojego zdumienia jej ukazać, zadała jej pytanie: „Dlaczego tak długo tam byłaś?". Na to ona: „Słuchałam Mszy świętej, którą poleciliście mi zamówić, i potem zaraz wróciłam do domu, nigdzie nie zbaczając". Wtedy matka zbudowana zachowa­niem się córki, opowiedziała wszystko swojemu mężowi Jakubo­wi. „Tak a tak powiedziała twoja córka". On zaś, dzięki czyniąc Bogu, rozważał sprawę w milczeniu. Z tego jednego, czytelniku, możesz wywnioskować, chociaż to drobna rzecz, jak rozwijała się łaska Boża w tej świętej Dziewicy do czasu, kiedy dziewczęta wychodzą za mąż. O tym, co było potem, opowie jednak następ­ny rozdział, ten będę już kończył. To, co było w nim zawarte, zawdzięczam w większości samej Katarzynie, resztę jej matce i tym, którzy w ich domu mieszkali w czasie jej dzieciństwa.