List - do księcia Ludwika Andegaweńskiego [1]

pierwsze dni września 1376

W imię Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i słodkiej Maryi.

Najdroższy panie i bracie w Chrystusie, słodkim Jezusie. Ja, Katarzyna, sługa i niewolnica sług Jezusa Chrystusa, piszę do ciebie w drogocennej Krwi Jego, pragnąc ujrzeć twe serce przybite do krzyża. W ten sposób bowiem powiększy się twoje pragnienie i będziesz gotowy wkrótce podnieść sztandar najświętszego krzyża nad głowami niewiernych. Jeżeli przyjrzysz się uważnie Barankowi umęczonemu i umarłemu na krzyżu z miłości, aby cię wyrwać śmierci i przywrócić życiu laski, to jestem pewna, że zapałasz pragnieniem uczynienia tego natychmiast, a twe serce i dusza oddali od siebie nieuporządkowane przyjemności i marności tego świata. Przyjemności te przemijają jak wiatr, zostawiając zawsze śmierć w duszy tego, kto ich zaznaje, a jeżeli nie zmieni się on nawet w godzinie śmierci — prowadza go do śmierci wiecznej. Taki człowiek przez swój błąd pozbawiony jest wiecznego oglądania Boga, a zasługuje sobie na wieczne oglądanie szatana i przebywanie z nim. Godne to i pożyteczne, że człowiek obrażający Boga, który jest nieskończonym Dobrem, znosi nie kończącą się nigdy karę. Mówię zaś o człowieku, który spędza życie pośród rozkoszy i przepychu, który stale szuka wielkich zaszczytów, wystawnych uczt i bogatych ozdób, wydając na nie wszystkie swoje pieniądze. Biedak ten głodzi swoją duszę, a troszczy się tylko o obfite i różnorodne potrawy, czyste wazy, wystawne stoły oraz wykwintne i strojne szaty. Nie dba wcale o biedną swą duszę ginącą z głodu, gdyż pozbawiona pokarmu cnót, spowiedzi oraz świętego słowa Bożego, czyli Wcielonego Słowa, Jednorodzone go Syna Bożego. Jego to powinniśmy naśladować we wszystkich uczuciach, a szczególnie w miłości, kochając to, co On kocha oraz szukając tego, czego On szuka. Powinniśmy miłować cnoty, a gardzić wadami, szukać chwały Boga oraz zbawienia dla nas i dla naszego bliźniego. Powiedział bowiem Chrystus, że człowiek nie żyje samym chlebem, ale słowem Bożym [2].

Chcę przeto, drogi panie i miły mój bracie w Chrystusie, słodkim Jezusie, abyś z prawdziwą cnotą naśladował Słowo, Chrystusa Ukrzyżowanego. Nie pozwól się zwieść światu ani pięknej młodości. Jeżeli pójdziemy za światem, to usłyszymy słowa, które błogosławiony Chrystus skierował do Żydów: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pelne są kości trupich i wszelkiego plugastwa" [3]. Ach, jakże dobrze to powiedziała słodka pierwsza Prawda! Naprawdę tak jest, że ludzie z zewnątrz wyglądają pięknie, obwieszeni licznymi ozdobami, ale ich serca i umysły przepełnione są martwymi, przemijającymi rzeczami, które wydzielają wstrętny odór i powodują nieuczciwość duszy i ciała.

Mam nadzieję, drogi bracie, że dzięki Bożej dobroci naprawisz swe życie i nie spotka cię opisana przykrość, lecz z ogromnym ogniem miłości weźmiesz w swe ręce krzyż, mocą którego została zniszczona i zniknęła śmierć grzechu śmiertelnego, a my — otrzymaliśmy życie. Tak samo będzie i z tobą, panie. Gdy podniesiesz do góry krzyż, zginie to wszystko, czym obraziłeś Boga. A Bóg powie ci wtedy: „Przyjdź, ukochany mój synu, natrudziłeś się bowiem dla mnie. Ja cię pocieszę i zaprowadzę na ucztę weselną wiecznego życia, gdzie jest sytość bez dolegliwości, głód bez cierpienia, a rozkosz bez zgorszenia" [4]. Uczta owa nie jest podobna weselom i przyjęciom światowym, które oznaczają wydatki bez żadnej korzyści i na których im pełniejszy jest żołądek człowieka, tym bardziej puste serce, bo światowa wesołość rodzi smutek. Zrozumiałeś to dobrze wczoraj, panie, kiedy to urządziłeś z wielkim przepychem ucztę, po której nastał smutek i gorycz. Bóg przyzwolił na to z wielkiej miłości do twej duszy, chcąc pokazać tobie oraz twoim przyjaciołom, do czego prowadzi próżna wesołość. I pokazał Bóg, że owe czyny, słowa, stroje i obyczaje są Mu niemiłe i nie może ich przyjąć.

Oj, biada nam, biada! Bardzo się lękam, że nasza głupota nie pozwoli nam zrozumieć Bożej kary. Mówię ci, panie, w imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego, zachowaj na zawsze w swej pamięci wczorajszy dzień, ażeby odtąd postępować porządnie, z cnotą i bojaźnią Bożą, a nie z niewolniczym lękiem. Pociesz się i pokrzep na duchu, bo ufam, że Bóg to sprawi przez swoją dobroć. Nie smuć się i nie zadręczaj z powodu tego, co się stało, ale wzbudź w sobie uzdrawiający żal, zrodzony ze świętego poznania samego siebie. Niechaj to będzie święty hamulec, który cię powstrzyma przed wszelką nieuporządkowaną próżnością, tak jak cwałującemu koniowi przyciąga się lejce, aby nie wyskoczył z wyznaczonej drogi.

Dalej, nuże, miły mój synu w Chrystusie, naszym Jezusie! Obejmij najświętszy krzyż, odpowiadając Bogu, który cię przez ten krzyż przyzywa do siebie. Spełnisz wtedy Jego wolę i twoje pragnienie. Dlatego to powiedziałam, że pragnę ujrzeć twe serce i twe pragnienia przymocowane, przygwożdżone do krzyża. Zanim Ojciec Święty wyjedzie, okaż to święte pragnienie, biorąc w ręce święty krzyż w obecności Jego Świątobliwości [5]. Im szybciej to zrobisz, tym lepiej dla ludu chrześcijańskiego i niewiernego. Zrób więc to szybko, bez opieszałości, nic zwlekając diużej. Niechaj raczej zabraknie ci czasu na sprawy materialne, doczesne, a nie duchowe. Przede wszystkim niechaj nie zabraknie ci czasu na tę świętą i miłą wyprawę, którą Bóg ci powierzył i w dobroci swej uczynił cię godnym tego, co zazwyczaj powierza swoim wiernym sługom.

Nic więcej nie powiem. Pamiętaj, panie, że musisz umrzeć, a nie wiesz kiedy. Wytrwaj w świętym i błogim umiłowaniu Boga. Wybacz mi moją zarozumiałość. Jezu słodki, Jezu miłości.
 

1/ Ludwik Andegaweński, brat króla Karola V. Słysząc wiele o pobycie św. Katarzyny w Awinionie, zaprosił ja do swego zamku nad Rodanem, koło Villeneuve-lez-Avignon. Przebywała tam trzy dni. List napisany został już w Awinionie, być może pod wpływem wiadomości o tragicznym epizodzie na dworze książęcym. Otóż w czasie wystawnej uczty zawalił się mur i pogrzebał wielu biesiadników księcia Ludwika. O uczcie tej Katarzyna wspomina paro­krotnie w liście.

2/ Por. Mt 4,4.

3/ Por. Mt 23,27.

4/ Zdanie to często powtarzane przez św. Katarzynę badacze przypisują wpływowi lektury św. Augustyna.

5/ Widocznie zadecydowany już był wyjazd Ojca Świętego z Awinionu